Śmierć Diany
To jest jakiś tekst, który kiedyś napisałam. Nie wiem, czy było coś wcześniej, bo znalazłam tylko tyle.
Co do oceny... Chodzi mi głownie o sam opis śmierci, czy jest dobry i czy się nadaje do czegoś.
Diana wybiegła z klasztoru w zapadający po woli mrok. Miała mieszane uczucia, a w głowie jej huczało. Podążając do swojej komnaty zapomniała o otaczającym ją świecie. Nie zważała już nawet na to, jak powinna się zachowywać. Zapłakana wbiegła do swojej komnaty opadając wprost na pościelone łoże. Chciała umrzeć. Z całych sił pragnęła, by opanowała ją ciemność i nicość. Tak bardzo była przejęta całą zaistniałą sytuacją, że nawet nie usłyszała jak przez uchylone drzwi weszła jej służąca.
- Wasza królewska mość, zaparzyłam najlepszą herbatę, jaką tylko mamy – to mówiąc postawiła tacę na przecudnie zdobionej toaletce z drewna dębowego, delikatne pozłacanej i wysadzanej kamieniami, nad którą zwisało duże lustro w złotej oprawie - Czy mogę dla Waszej wysokości coś jeszcze zrobić?
Działając pod wpływem impulsu Diana, która zawsze była wobec wszystkich jej podwładnych niezwykle uprzejma, w tej chwili przemieniła się w diabła. Podeszła do swojej służącej niczym kocica, miękko stąpająca w kierunku swojej upragnionej zdobyczy, a stanąwszy przed nią zamachnęła się i wycelowała ręką w jej policzek.
-Wynoś się. Natychmiast. Nie chce cię tu widzieć, ladacznico, do końca tego żałosnego dnia.
Zaszokowana służąca pospiesznie wyszła, a ważna królowa uklęknęła w kącie i znowu rozpłakała się jak małe dziecko.
Mijały godziny, a królowa nie mogła dojść do siebie. W końcu jednak usiadła i zaczęła czesać długie ciemne loki. Wpatrywała się w swoje lustrzane odbicie i próbowała dostrzec choć nutkę człowieczeństwa, która by w niej pozostała. Wszystkie złe rzeczy, jakie zrobiła, wszystkie obrazy, które tak usilnie próbowała wymazać ze swojej pamięci przez ostatnie 20 lat jej życia wracały właśnie teraz. Zanurzona we wspomnieniach zobaczyła twarz ojca błagającego ją, tą małą ośmioletnią dziewczynkę o litość. Ponownie usłyszała jego ostatnie słowa co raz brzmiące w jej głowie. Nagle to wspomnienie przemieniło się w inne, równie bolesne: zniknięcie lorda Williama. Przypomniała sobie jak ją całował, jak jego cienkie, miękkie i ciepłe wargi koją jej szyję, potem napotykają jej usta, a w ostateczności schodzą coraz to niżej i niżej…
Otrząsnąwszy się z wspomnień o jej byłym kochanku i spojrzawszy na tacę z herbatą, przed jej oczy wstąpiła okrągła twarz jej matki. To była ta sama herbata, te same filiżanki i ten sam dzbanuszek. Patrzyła w matczyne oczy i podała jej filiżankę. Ze spokojem obserwowała jak po jej ciele rozprzestrzenia się trucizna, a matka zaczyna słabnąć. Na myśl o tej chwili z przed kilku miesięcy do oczu Diana napłynęły łzy. Po raz kolejny ogarnęło ją uczucie jej własnej beznadziejności. Nie zastanawiając się nad niczym więcej chwyciła do ręki pióro i pergamin. Wyprostowawszy się zaczęła pisać skromny liścik do wszystkich dworzan, a w szczególności do ser Carlosa.
„Kochani! Uważam, że czas by cała prawda wyszła na jaw. To ja zabiłam mego ojca i moją matkę. Jestem osobą żyjącą mimo tego, że nie mam serca, a z mojego człowieczeństwa został tylko ludzki wygląd. Wiem, że odchodząc na tamten świat nie dostanę się za bramy niebieskie, lecz jako potępieniec spłonę w gorącej lawie ognia. Jednak nie widzę innej możliwości. Muszę popełnić samobójstwo, żeby nikomu więcej nie stała się krzywda. Wybaczcie mi całe zło, które wyrządziłam w całym moim życiu. W tym momencie nie da się już nic cofnąć. Mojej toksycznej rodziny już tu nie ma i ja sama znikam na zawsze. Od dziś jesteście wolnymi ludźmi w wolnym mieście, beze mnie. Proszę Was tylko o jedną przysługę: nie bądźcie tacy jak ja i nie udawajcie nikogo innego.
Wasza Królowa,
Diana.
P.S. Ser Carlosie, nawet nie wiesz jak bardzo zranił mnie twój ślub z Anną. Myślałam, że miedzy nami jest coś wyjątkowego, coś wspaniałego i magicznego… Och, jak bardzo się myliłam! Kocham Cię nad życie i umieram z twym imieniem na mych ustach.”
Napisawszy tę parę zdań, Diana odnalazła w jednej z szuflad wysokiego nakaslika przy łóżku zdobiony nóż z rękojeścią wykonaną z kości słoniowej. Był bardzo elegancki, wysadzany kryształami i piękny.
Diana uklęknęła przy nogach łoża i przez dłuższą chwilę nie wiedziała, co ma z takim narzędziem zrobić. Gładziła delikatnymi jasnymi palcami po ostrzu i powtarzała jedno słowo: „Carlos”. Z szeptu przeszła do normalnego tonu i niespodziewanie, po długim okrzyku, wbiła sobie nóż w pierś, prosto w jej bezlitosne i okrutne serce.
Krew trysnęła jej ustami i nosem, a oczy zaszły mgłą. Mimo swojego stanu uśmiechnęła się, gdy w oddali usłyszała głos szukającego ją po pałacu Carlosa, chociaż nie była pewna, czy po prostu jej się to nie uroiło. Krew po raz kolejny trysnęła i zdławiła ostatnie słowa królowej: „kocham cię”.
Diana padła, a jej dusza poszybowała ponad ziemską rzeczywistość.
Cieszę się tym co jest. Przyszłość będę analizować, gdy stanie się teraźniejszością.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2011 20:54 przez xomkax.)
|