(+18) Sam w domu
John wrócił z pracy jak zawsze około godziny siedemnastej. Od dwóch miesięcy, czyli odkąd jego żona zginęła w wypadku samochodowym, wracał do pustego domu. Przygotowywał sobie posiłek, a później następnym punktem wieczoru było picie piwa przed telewizorem. Tak i tym razem. Włożył kawałek wczorajszej lasagne do kuchenki mikrofalowej, nastawił czas i włączył. Popatrzył w okno. Po drugiej stronie ulicy jakaś kobieta szła z małą dziewczynką za rękę, pewnie z córką. - Samanta.... - zamyślił się. Ta kobieta mogłaby być przecież jego żoną, z daleka była nawet do niej podobna. Dziewczynka mogłaby być jego córką. Jego dzieckiem, o którym oboje marzyli i którego już nigdy nie będą mieli. Zawsze ważniejsza była kariera, dom, potem umeblowanie domu itd. Samanta zginęła właśnie jak na ironię losu wracając z pracy do domu. Może gdyby nie pracowała do póżna i nie była zmęczona, to może zdążyłaby w porę nacisnąć hamulec. Ale tego John już nigdy się nie dowie...Brzdęk! Dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk dla mikrofali. - Obiad gotowy - pomyślał John, wyjął talerz z lasagne i ruszył do salonu. Po drodze zabrał jeszcze piwo z lodówki.
Usiadł na sofie, butelkę z piwem postawił na stoliku. Sięgnął po pilota od telewizora i włączył odbiornik. - Reklamy - mruknął do siebie. Powoli przeżuwając oglądał jak jakaś kobieta robi pranie i zachwala proszek do prania.
- Głupia. Myśli, że ktoś da się na to nabrać - powiedział na głos. Przełączył na inny kanał, na którym leciał właśnie film „Uwierz w ducha” z Patrickem Swayzem i Demi Moore. Lubił ten film. Oboje z Samantą go lubili. Najpierw wziął duży łyk piwa i jadł dalej. Na ekranie telewizora bohaterowie filmu, Sam i Molly zaczęli namiętnie formować coś z gliny. Grała muzyka Unchained Melody, też ich ulubiona. John przestał jeść. Patrzył się tylko tępo na ekran. Do jego oczu napływały łzy. Zaciskał usta coraz bardziej. Dlaczego? - pytał wciąż w myślach. Nagle złapał butelkę z piwem i cisnął nią z całej siły w telewizor. Szczęściem butelka gruchnęła w ścianę tuż nad nim. Kawałki szkła posypały się po podłodze. Nie zwracając na to uwagi John łkał i powtarzał tylko na głos - Dlaczego? Dlaczego?? Gdy muzyka przestała grać, uspokoił się trochę i wyłączył telewizor. Poszedł do kuchni i z lodówki wziął następne dwa piwa. Wiedział, że dziś trudno mu będzie zasnąć na trzeźwo. Usiadł na sofie i zobaczył na kocu leżącym na niej dwa odłamki szkła. Najpierw otworzył piwo i pociągnął duży łyk, a później zebrał szkło i zaniósł do śmieci. Wróciwszy sprawdził jeszcze pled i sofę czy nie ma więcej odłamków. Pled, który od czasu śmierci żony służył mu za kołdrę, a sofa za łóżko. Do sypialni na piętrze nie chodził od czasu wypadku. W ogóle nie chodził na górę, gdzie mieściła się ich sypialnia, przez ścianę sąsiadująca z pokoikiem, który miał być dla ich dziecka oraz łazienka. John nie znalazł więcej odłamków i usiadł na sofie. Kawałki szkła z podłogi postanowił posprzątać następnego dnia. Otworzył zatem butelkę z piwem i wypił pokaźny łyk. Spojrzał w okno, zaczęło się już ściemniać. I tak dzień poleciał, kolejny dzień bez Ciebie kochanie - pomyślał. Siedział nieruchomo i tylko ruch ręki z piwem co jakiś czas zdradzał, że to nie siedzi jakiś posąg. Zadzwonił telefon. Nie ruszył się, aby go odebrać. Nie miał dziś ani ochoty ani nastroju na rozmowy z kimkolwiek. Pił tylko piwo i gdy prawie się skończyło od razu otwierał następne. Chciałby zapaść się w ciemność, tak głęboko, żeby nikt nie mógł go znaleźć. Jednak o wiele bardziej chciałby zapaść się w ramiona Samanty. Żeby przytuliła go tak jak kiedyś. Żeby pocałowała...John zasnął. Śniło mu się, że wracają razem z bankietu u znajomych. On jest podniecony kreacją Sam z dużym dekoltem z przodu i z tyłu. Docierają do drzwi i John próbuje je otworzyć. Jest tak pobudzony, że trudno mu trafić do dziurki od klucza.
- Co to Johny? Nie możesz trafić kluczykiem do dziurki? - naigrawa się z niego Samanta.
- Spokojnie Sam...zaraz Ci pokażę mój klucz - zaśmiał się i pchnął wreszcie otwarte drzwi. Kobieta wbiegła pierwsza, zrzuciła tylko buty w przedpokoju i pobiegła po schodach na górę do sypialni. Niestety w połowie drogi dopadł ją John. Zawsze bardzo go podniecała, ale tym razem czuł, że jego penis za chwilę wyskoczy przez spodnie. Pocałowali się.
- Kocham Cię - powiedziała.
- Ja też Cię kocham - odpowiedział i całował ją po szyi, muskał językiem piersi.
- Oh Johny - chcę Cię terazzz...tutaj - sapnęła Samanta.Odwróciła się i podciągnęła sukienkę na biodra. Szybko zdjął spodnie.
- No, no niezły ten Twój klucz - powiedziała Samanta odwracając głowę przez ramię i przyjmując pozycję na czworakach. Johny zdjął szybko jej slipy i w tej samej pozycji przytulił ją od tyłu.
- Ooohh - westchnęła Sam - chcę go w środku...teraz...włóż go do środka - jęczała. Niezwłocznie John wykonał polecenie żony. Najpierw powoli, by coraz to szybciej penetrować jej wnętrze.
- Szybciejj...mmocniej - wydusiła z siebie, na co John mocniej na nią naparł i dał klapsa w pośladek. Wiedział, że to lubi.
- Aahhhh, ooohh - stękała Samanta, piersi ocierały jej się o wykładzinę leżącą na schodach, przyjemnie i delikatnie raniąc sutki....Bum! Johna ze snu wybiło głośnie wyładowanie atmosferyczyne. Trwała burza. Mężczyzna spojrzał na podświetlany zegarek, prezent od żony.
- Wpół do trzeciej - wymamrotał na głos - pieprzona burza - dodał po chwili. Odwrócił się do ściany próbując dośnić swój piękny sen. Jednak nie dane mu to chyba było, bo kolejny hałas zakłócił noc. Początkowo myślał, że to okiennica walnęła głośno. Byłoby to możliwe gdyby dom Johna jakieś posiadał. Musiała być to klapa od śmietnika. Na dworzu hulał wiatr, który też nie pozwalał Johnowi spokojnie zasnąć. Mimo to zamknął oczy i próbował przywrócić obraz żony. Bezskutecznie. Po chwili usłyszał coś jakby pukanie do drzwi. Usiadł na sofie i nasłuchiwał.
- Kto tam? Jest tam kto?! - zapytał głośno. Żadnej odpowiedzi. Myśląc, że się przesłyszał przewrócił się na drugi bok. Wtedy usłyszał tupot na schodach. Jakby ktoś wchodził na górę.
- Halo! Jest tam kto? - wydarł się ponownie na cały głos . Ponownie odpowiedziała mu cisza.
- Chyba oszaleję - powiedział, wstał i poszedł do apteczki w łazience po tabletkę nasenną. Połknął ją, popił piwem i wrócił na sofę. Okrył się cały kocem, głowę schował pod poduszkę. Po jakimś kwadransie zasnął. Tymczasem tupot na schodach powtórzył się i dało się słyszeć coś takiego jakby przyduszone oddychanie czy może charczenie. Ktoś lub coś, było w jego domu...
Kenala, dołączył do nas dnia 17-06-2011 - Witam wszystkich
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2011 09:25 przez Kenala.)
|