Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Aniołów grzechy.
Autor Wiadomość
Theodor Valenty Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 29-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Aniołów grzechy.
W 2007 roku popełniłem te "bazgrołki" i leżą tak sobie w wirtualnej szufladzie.

Aniołów grzechy.


Początki.
Wszyscy słyszeli o elitarnych jednostkach komandosów tworzonych w Polsce w latach siedemdziesiątych i później. W 1974 roku powstały Sekcje Działań Specjalnych Marynarki Wojennej, czyli "FORMOZA", obecnie oficjalna nazwa to Grupy Specjalne Płetwonurków. FORMOZA współpracuje z oddziałem wodnym GROM-u i kompanią płetwonurków 1. Pułku Specjalnego Komandosów. 1. PSK z Lublińca sformowano w 1988 roku na bazie batalionu szturmowego. W 1990 roku stworzono najbardziej znaną w świecie jednostkę GROM, czyli Grupę Reagowania Operacyjno-Manewrowego. Żołnierze tych jednostek wykonywali zadania w Jugosławii, Haiti, Afganistanie i w Iraku. Nieliczni z nich ponieśli śmierć służąc Ojczyźnie. Nabór kandydatów do służby w tych elitarnych jednostkach prowadzi się drogą selekcji żołnierzy zawodowych tylko z jednostek wojskowych. Zadania, jakie wykonują operatorzy, czyli komandosi zespołów uderzeniowych to przeważnie akcje bezpośrednie (Direct Action). Likwidacja stanowisk dowodzenia, węzłów komunikacyjnych, łączności i energetycznych oraz sabotaż na lotniskach i w portach przeciwnika. GROM wykonuje także szeroko pojęte działania antyterrorystyczne, eliminuje zagrożenie w zarodku, poprzez fizyczne unicestwienie terrorystów.
Wiosną 1983 roku w ówczesnym Sztabie Generalnym, jeszcze LWP, zrodził się pomysł stworzenia, w oparciu o właśnie poznane teorie naukowe z zakresu psychologii i medycyny, super tajnej jednostki nowego typu - do zadań, których brutalność nawet w pomysłodawcach budziła lęk. Tak zrodził się projekt o nazwie Zespół JAWA, w skrócie określany przez wszystkich jako Z-JAWA. Selekcję pod kątem właściwych predyspozycji kandydatów prowadziły Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Pancernych w Poznaniu i Szkoła Chorążych Służby Czołgowo-Samochodowej w Pile. Wybierano mężczyzn w przedziale wiekowym osiemnaście-dwadzieścia lat o odpowiednim genotypie.
Z trzynastu kandydatów ostatecznie pozostało dwunastu, których poddano morderczemu treningowi w tajnym ośrodku szkolenia wywiadu w Bieszczadach. Jako, że dowódcą zespołu został major Gabryjel J., komandos i zarazem oficer kontrwywiadu, to i pewien dowcipniś ze Sztabu Generalnego nazwał ich "Aniołami", a samego dowódcę grupy od tego czasu nazywano "Archanioł Gabryjel" i tak już pozostało.
Po dwuletnim szkoleniu do roboty wzięli się chirurdzy i inni spece od medycyny. Cały pomysł polegał na odpowiednim podrasowaniu tzw. grzebienia nerwowego, co w efekcie powodowało zwiększoną produkcję adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu przez organizm.
Adrenalina ten hormon walki odgrywa decydującą rolę w mechanizmie stresu, czyli błyskawicznej reakcji organizmu człowieka na zagrożenie. Powoduje ona wspólnie z noradrenaliną i kortyzolem przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia krwi, rozszerzenie oskrzeli, napięcie mięśni, zwiększenie stężenia glukozy we krwi. Teraz tylko to wszystko trzeba było odpowiednio wyregulować i spowodować żeby działało wszystko na rozkaz, ale od tego byli psychiatrzy i inni szarlatani zatrudnieni przez armię. W efekcie uzyskuje się coś, co później wymyślili bracia Wachowscy w filmie "Matrix". Po prostu dla osoby, która otrzyma odpowiedni strzał adrenalinowy, świat spowalnia, a ona sama staje się maszyną do zabijania.
Jesienią 1986 roku program wszedł w trzecią fazę szkolenia, która obejmowała różne techniki zabijania i walki wręcz. Doktor Andrzej Bryl, postać znana w światku komandosów, autor i pomysłodawca nowego bojowego systemu walki BAS, sprawował nadzór nad tym etapem, który miał trwać przez cztery lata. Ćwiczyli wszystko, co się tylko dało: Krav maga, Defendu, Rukopasznyj boj i oczywiście BAS - tajny zakres piąty.
Program Z-JAWA był tak tajny i tyle wydano na niego pieniędzy, że nawet zmiany ustrojowe w Polsce nie spowodowały jego przerwania. Wprost przeciwnie otworzyły się nowe możliwości, gdyż w nowym rządzie znalazł się kolejny zwolennik takich działań.
Czwarta faza, zgrywanie zespołów uderzeniowych, trwał przez następne cztery lata. Stworzono trzy zespoły w skład każdego z nich wchodziło czterech operatorów. Na ziemi, w powietrzu, w wodzie i pod wodą trwały długie i mozolne treningi.
Z nowym rokiem 1995 Z-JAWA osiągnęła pełną gotowość do działania. I niestety pojawił się pierwszy problem. Zespoły operatorów gotowe i pod parą, a zagrożenia brak.
Decydenci wpadają na pomysł, żeby przetestować komando na rodzimym światku przestępczym. Wtedy to w ciągu kilku miesięcy ginie w bardzo tajemniczych okolicznościach kilku bossów mafii z Pruszkowa i Wołomina. Później znów kilka lat treningów i szkolenie w tajemnicy przed światem.
Wreszcie rok 1999 i interwencja NATO w Kosowie. Robi się gorąco w tej części świata, jest, więc możliwość kolejnego sprawdzenia aniołów. Zespół pod dowództwem Enocha wyprowadza generała serbskich czetników ze środka koszar doborowej jednostki zmotoryzowanej. Jak później podał wywiad amerykański zginęło dwudziestu serbskich żołnierzy z elitarnej jednostki specjalnej. Zostali wprost zmasakrowani w niewyjaśnionych okolicznościach. Napastnicy na miejscu nie pozostawili żadnych śladów swojego pobytu. Dokonał tego jeden zespół w skład, którego wchodziło czterech operatorów, a akcja trwała dziesięć minut.
Kolejny sprawdzian dla Z-JAW-y to Irak w 2003 roku. Wieczorem 20 marca brytyjskie 3. Commando Brigade Royal Marines przeprowadziło atak z użyciem amfibii na półwysep Al-Faw, wspierane jest przez okręty Royal Navy, Royal Australian Navy oraz GROM. Zadaniem Brytyjczyków było przejęcie kontroli nad portem Umm Basr i zajęcie tego miasta. Do GROM-u przydzielono zespół Hahanela, który miał opanować najważniejszy obiekt w porcie tzw. "Dok 4" broniony przez dwa plutony gwardzistów Saddama.
Brytyjczycy, gdy wylądowali w porcie przeżyli szok, ponad pięćdziesiąt trupów zabitych w najbardziej makabryczny sposób. Jelita na ścianach, wbite w ludzkie trzewia pręty stalowe i kołki, rozszarpane tchawice. Przez dok przeszło jakieś piekielne tornado śmierci. I najdziwniejsze to, że nie można było odnaleźć nikogo z polskiego zespołu desantowego. Czterej operatorzy po prostu zniknęli, jakby nigdy ich nie było.
Spece z MI 5 zabezpieczyli tylko w jednym miejscu ślady krwi nienależące do nikogo z zabitych. W próbce stwierdzono ponad normalną dawkę adrenaliny i olbrzymią ilość glukozy. Na wszelkie pytania Brytyjczyków dowództwo GROM-u odpowiadało tylko zdziwieniem i zaprzeczało istnieniu zespołu Enocha twierdząc, że podczas szturmu doszło do eksplozji materiałów wybuchowych składowanych przez Irakijczyków i stąd taki makabryczny widok.

Cztery lata później.
Ely* to małe miasteczko kilkanaście kilometrów od Cambridge. Większość tutejszych mieszkańców to emeryci, drobni sklepikarze i najemni pracownicy okolicznych farm. W centrum miasteczka, jak to w środkowej Anglii, znajduje się rynek i kilka ulic z pasażem handlowym. Na parking przed pasażem w sobotnie południe wjechał właśnie stary poobijany Ford Transit. Kierowca ostrożnie parkuje i po chwili wysypuje się z busa gromadka pracowników z pobliskiej farmy. Wszyscy przyjechali na sobotnie zakupy do miasteczka. W grupie mężczyzn i kobiet wyróżniał się wysoki brunet, ubrany w spodnie koloru khaki i takiego samego koloru koszulkę.
Prawdopodobnie około czterdziestki, a blizny na twarzy i przedramieniu sugerowały, że życie jego było burzliwe i pełne przygód. Ostatni wysiada niski krępy rudzielec, zamykając pojazd i woła do wszystkich.
— Daję wam godzinę i ani minuty dłużej!
— Maciek, no nie bądź świnia, daj dwie godzinki — oponowała wysoka blondynka w czerwonej koszulce.
— Maksymalnie półtorej godziny i żołnierz tylko żebyś znowu gdzieś nie wsiąkł. — Ostatnie słowa były skierowane do wysokiego bruneta.
— Co się go czepiasz? — znowu wtrąciła się blondynka.
— No kurde, bo z nim to zawsze są problemy - odpowiedział rudy. - Jakiś niedorobiony czy co?
Brunet, o którym była mowa, nie zwracając na nikogo uwagi, ruszył spokojnym krokiem w kierunku pasażu. Pozostali pasażerowie busa rozbiegli się do sklepów.
— Cholera nawet nie zwrócił na mnie uwagi? — zaklęła pod nosem odprowadzając go zawiedzionym wzrokiem.
Żołnierz, bo tak też będziemy dalej nazywać wysokiego bruneta, tymczasem zniknął za rogiem sklepu. Właściwie to sam za bardzo nie wiedział co robi w tym miasteczku? Oczywiście miał świadomość miejsca i czasu, ale to wszystko było dla niego całkowicie obojętne. Pamiętał tylko ciężarówkę jadącą z naprzeciwka i ... Ból, pustkę i nic po za tym. Pustka, jedna wielka pustka. Skąd przyszedł? Kim jest? Nic nie pamiętał. Posiadał jakieś dokumenty, z których wynikało, że nazywa się Jacek Keeler, zamieszkały w Warszawie ulica Złota ileś tam. Urodzony w Warszawie tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty któryś rok. Nic to mu jednak nie mówiło. Tylko pustka i tęsknota, pragnienie. Czegoś, za czymś?
Dwa miesiące temu przyplątał się na farmę w okolicy Ely, gdzie pracowali Polacy i tam też pozostał. Zamieszkał w karawanie z innymi i pracował w The Produce Connection czyli jak mówili wszyscy na "PiSi". Przez ten czas zarobił już nawet dwa tysiące funtów, ale nie miało to dla niego większego znaczenia. Raz w tygodniu wsiadał do firmowego busa i tak jak wszyscy jechał na zakupy do miasteczka.
Dzisiejszy dzień był słoneczny, a na ulicach i w sklepach przewijały się tłumy ludzi, jak to zwykle w sobotę. Nasz bohater właśnie wyszedł z bramy koło biblioteki i skierował się na rynek, który w tym dniu wypełniony był straganami i kupującymi. Większość ludzi przychodziła tutaj jednak dla owej sobotniej atmosfery i by napić się kawy w budce u Ralfa albo zjeść gofra u Helen.
Czując zapach świeżo sparzonej kawy mężczyzna ruszył w kierunku przyczepy Ralfa, która w tym dniu pełniła rolę wspaniałej cafeterii. Jednocześnie kątem oka zauważył wolno jadący samochód osobowy z litewskimi tablicami rejestracyjnymi, w którego wnętrzu siedziało czterech ogorzałych młodych mężczyzn. Przez chwilę zastanowiło go, skąd wie, że to są tablice litewskie? Samochód pojechał jednak dalej, a woń parzonej kawy tak podrażniła mu nozdrza, że przestał o tym myśleć. Podszedł do okienka.
— Coffee please.
— One pound please.
— Thanks.
Odebrał kubek z czarną, pachnącą kawą i począł się rozglądać za dobrym miejscem do siedzenia. Obok był kram z artykułami gospodarstwa domowego, za nim z jakimiś starociami, noże i szable leżały rozłożone na dywanie. Pod niskim murkiem na ławeczce, tuż przy przejściu przez ulicę, zwolniło się właśnie miejsce więc poszedł w tym kierunku. Kolejny raz przejechał samochód z młodymi mężczyznami.
— Passat, srebrny pomyślał przez chwilę.
Właśnie, gdy siorbnął pierwszy łyk kawy usłyszał trzask gniecionej karoserii i tłuczonego szkła. To srebrny Passat uderzył w wyjeżdżającego z Fore Hill niebieskiego Peugeota 307.
— Niebieski miał pierwszeństwo rozmyślał dalej, pijąc kolejny łyk kawy.
Jak na zawołanie pojawił się policyjny radiowóz i miejscowy policjant nie spiesząc się ruszył w kierunku miejsca zdarzenia. I wtedy zdarzyło się coś dziwnego, coś czego nikt się nie spodziewał w ten spokojny słoneczny dzień. Zdenerwowany kierowca Passata na widok policjanta wyciągnął pistolet i wystrzelił w jego kierunku. Wystrzał niósł się jak huk armaty, a zdziwiony policjant przystanął w pół kroku, zaś na jego kurtce mundurowej pojawiła się powiększająca się plama krwi. Kolejny wystrzał i pocisk rozerwał czoło policjanta bryzgając wokół krwią i mózgiem.
Pasażerowie srebrnego Passata wyskakują z samochodu, a każdy z nich trzyma w rękach broń. Pada krótka seria z kałasznikowa w kierunku policjantki w radiowozie. Odłamki szkła wbijają się w rozoraną pociskami głowę kobiety.
Trzeci z mężczyzn strzela na oślep z pistoletu do kierowcy Peugeota, który próbuje uciekać między stragany. Jego bieg kończą pociski wystrzelone przez czwartego mężczyznę z M16.
Huk wystrzałów i widok krwi, a może zagrożenie spowodowało, że brunet nagle upuścił kubek z kawą i jakby się zgiął w pół. Poczuł nagle cios w sam splot słoneczny, przynajmniej takie odniósł wrażenie, i olbrzymi przypływ energii. To było coś znajomego, coś za czym od dawna tęsknił, a czego już tak długo nie doświadczył. Świat zwolnił, a może to on się zmienił i jego zmysły uległy wyostrzeniu. Znów był w swoim prywatnym matrixie, znów był aniołem i poczuł tą moc i siłę. Ludzie byli tacy powolni i śmieszni w swojej niezdarności i kruchości. Choćby ten z tyłu samochodu z karabinkiem M16, on nawet nie wie, że w zasadzie jest bezbronny jak dziecko.
— Kij do mopa ze straganu będzie idealny pomyślał, skoczył i jednym płynnym ruchem wyrwał kij ze stojaka, a za chwilę wbił go w gardło napastnika, który zdziwiony umierał powoli dławiąc się własną krwią.
— Dla następnego nóż jeszcze jedna szybka myśl zaświtała w głowie.
Kolejny skok, przewrót i jest przy straganie masarza z Witchford, dwa palce chwytają ostrze długiego rzeźnickiego noża. Czuł się wspaniale i bosko wykonując płynne ruch. Dla świata, który nagle zwolnił, był jak światło, zaś jego smuga była karzącą ręką sprawiedliwości.
Drugi z napastników, ten nerwowy kierowca z pistoletem, nie zdążył nawet pomyśleć, że umiera, bo nóż wbił mu się prosto w lewe oko, a tylko czternaście centymetrów ostrza było potrzeba, żeby zabić.
Bawiąc się nożem nasz bohater dał za dużo czasu napastnikom. Gość od kałasza to był jednak ostry zawodnik i widocznie nie raz brał już udział w takiej walce, bo raptownie podbiegł do bruneta i wbił mu w skroń lufę karabinka. Reakcja była natychmiastowa, całkowicie automatyczna. Ułamek sekundy później napastnik wije się z bólu, przygnieciony butem Żołnierza. Szybki ruch, po którym jest już tylko suchy trzask łamanych kręgów szyjnych i plama moczu na spodniach. To puściły zwieracze. Kolejny płynny i szybki jak światło ruch, karabinek jest już w rękach. Ostry terkot krótkiej serii. Pociski kreślą krwawy wzór na piersi ostatniego z napastników. I pojedynczy strzał między oczy, tak dla pewności.
— Już po wszystkim? pomyślał ze zdziwieniem i pewnym rozczarowaniem.
Szybko, wykorzystując zaskoczenie, wskoczył do samochodu napastników, wrzucił bieg i z piskiem opon odjechał w kierunku Brays Lane. Instynktownie czuł, co trzeba robić i poddawał się temu podświadomie czując, że robi dobrze.
W chwili, gdy samochód zniknął w zaułkach miasteczka, a przerażeni ludzie zaczęli reagować na jatkę jaka rozegrała się na ich oczach, do jednej z budek telefonicznych znajdujących się na rynku, weszła szczupła i niewysoka blondyneczka. Bez wahania wybrała znany sobie od lat numer 004422. Po trzecim sygnale uzyskała połączenie i w słuchawce usłyszała znajomy głos.
— Słucham, Gabryjel.
— Tu Ewa, Enoch - na chwilę zawiesiła głos. — On wszedł do akcji.
— Gdzie jest?
— Nie wiem, straciłam kontakt.
— Ofiary?
— Prawdopodobnie czterech bandytów albo terrorystów.
— Ktoś go namierzył?
— Raczej nie, to był przypadek. - Znowu przerwała. — Instynkt.
— Taaak, instynkt

Dwa dni później w siedzibie Polskiego wywiadu.
Dwaj mężczyźni spotkali się na pilną rozmowę w specjalnym pokoju. Jeden z nich był aktualnym koordynatorem służb specjalnych, a ten drugi,tajemniczy mężczyzna, zapewne był także kimś z tajnych służb. Getlost
Zastanawiające jednak było to, że posiadał przepustkę z numerem 05, uprawniającą do dostępu do wszystkich pomieszczeń w tym budynku i natychmiastowy kontakt z koordynatorem. Należy pamiętać, że numery zero jeden i zero dwa, zarezerwowano dla prezydenta i premiera, a numer zero trzy posiadał sam koordynator.
— Witaj Gabryjel.
— Złe wieści panie ministrze.
— Bez tych ceregieli i tytułów, mów, co wiedzą Brytyjczycy?
— Hmm. W zasadzie to nie za, wiele, ale…
— Jakie ale?
— Jakiś spryciarz z MI 6 porównał ślady DNA znalezione na miejscu zdarzenia w Ely z bazą danych i…
— Człowieku, bo mnie wykończysz tymi swoimi niedomówieniami.
— Wiedzą, że to nasz człowiek, ale nic więcej nie mają i nie mogą tego poskładać w całość.
— Dobre i to, a co z NIM?
— Kamień w wodę, straciliśmy kontakt, może teraz być wszędzie.
— K....a jasna! Po tym wypadku trzeba było zamknąć Go w psychiatryku. — Po raz pierwszy minister stracił swą układność i kindersztubę.
— Kto mógł przewidzieć, że odbije mu po śmierci żony i dzieci.
— K...a! Jeden pierdolony TIR rozwala tyle lat pracy!
— Szefie będziemy Go szukać, no i dwa pozostałe zespoły działają bez problemów.
— Właśnie, o mało nie zapomniałem. Pakuj się z nimi i do Afganistanu, jest tam dużo do roboty.
— Jak trzeba to trzeba.
Mężczyźni na pożegnanie uścisnęli sobie dłonie i Gabryel opuścił pokój kierując się do wyjścia z budynku. Budynku, który w swej historii często zmieniał nazwy, ale zawsze był siedzibą tajnych służb.


Miesiąc po wydarzeniach w Ely.
Przy najbardziej oddalonym nabrzeżu portowym w Liverpool stał odrapany frachtowiec o dumnej nazwie Archangielsk wypisanej cyrylicą na jego obu burtach. Czasy świetności tej jednostki pływającej już dawno minęły. Teraz pływał on jak większość tego typu statków pod tanią banderą należącą do Cypru. Załogę stanowiła różnorodna zbieranina z całego świata. Na rufie bosman w mundurze, który podobnie jak wszystko tutaj, pamiętał lepsze czasy, poganiał swych podwładnych wrzeszcząc na nich.
— Nu riebiata swołocz mieżdunarodnaja. — Krzyczał z uśmiechem. — Bystra, bystra.
Podszedł do wysokiego bruneta z bliznami na twarzy i ramieniu, ubranego w spodnie i koszulkę koloru khaki. Popatrzył z wyższością na niego i wyseplenił z krzywym uśmiechem na ustach.
— Sołdat, ty polskij pan, da? Budiesz tańcować kak ja budu igrać, bo nikogda Rijodeżanejro nie uwidisz, poniał?
— Da wierno, towariść bosman.
— No to, dierży linu. — Rechocząc rzucił mu grubą linę od kabestanu.

Koniec

__________________________________________
* Ely - (czyt. Ili) miasto w Wielkiej Brytanii, we wschodniej Anglii, w hrabstwie Cambridgeshire, dystrykcie East Cambridgeshire, położone w krainie historycznej Isle of Ely. Liczba ludności - 15tys.

Notatka od Vipera, 29.12.2011 14:42:

A gdzie 10 postów? Zapraszam do regulaminu.
Zamykam


"fac et extusa"


World
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2012 11:42 przez Theodor Valenty.)
29.12.2011 14:39
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #2
RE: Aniołów grzechy.
Cytat:w latach 70-tych i później.
Słownie.

Cytat:- No kurde, bo z nim to zawsze są problemy. - Odpowiedział rudy - Jakiś niedorobiony czy co?

- Cholera nawet nie zwrócił na mnie uwagi? - Zaklęła pod nosem.

- Tu Ewa, Enoch - na chwilę zawiesiła głos. - On wszedł do akcji.

- Nu riebiata swołocz mieżdunarodnaja. - Krzyczał z uśmiechem. - Bystra, bystra.
Zapis dialogów: http://literka.info/watek-Zapis-dialog%C3%B3w

Cytat: naprzeciwka i ... Ból,
Bez spacji.

Cytat:- Passat, srebrny - pomyślał przez chwilę.

- Niebieski miał pierwszeństwo - pomyślał(,) pijąc kolejny łyk kawy.

- Kij do mopa ze straganu będzie idealny - pomyślał, skoczył i jednym płynnym ruchem wyrwał kij ze stojaka, a za chwilę wbił go w gardło napastnika, który zdziwiony umierał powoli dławiąc się własną krwią.
- Dla następnego nóż - jeszcze jedna szybka myśl z robawieniem błysnęła w głowie.
Myślenie jest czynnością bezgłośną, więc bez myślnika.

[
Cytat:p]- Taaak, instynkt
Kropkę zjadłeś.

Cytat:- Bo k....a
Tak powiedział? A jak to brzmi?



Nie czytam opowiadania, czytam notatkę słownikową, definicje danych, schemat, jak z gazety naukowej. Nie podoba mi się to nijak.
Coś zaczyna się "dziać" w kawałku "Cztery lata później", choć i ten zaczyna się jak z encyklopedii. A później... Nie czuć klimatu, nie czuć akcji, wciąż czyta się jak Wikipedię.

Miagarvina
109 641
<klik>
02.01.2012 13:59
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #3
RE: Aniołów grzechy.
A.

Nie wiem na ile to było zamierzone, ale czyta się to niczym encyklopedię. Znaczy się mój czterotomowy PWN jest równie wciągający. Wrażenie encyklopedyczności potęguje używanie skrótowców (np.: tzw.). Rozumiem potrzebę przedstawienia tła dla kolejnych wydarzeń, ale tak typowo informacyjny kawałek tej długości nie czyta się najlepiej.

B.

Za dużo w pierwszym akapicie "farm" i "miasteczka". „Brunetów” też. Nie jestem z tych, co robią halo o każde powtórzenie, bo czasami lepiej powtórzyć słowo niż używać zamienników z kosmosu, ale tu chwilami mi już one zaczynały wybitnie przeszkadzać. Problem miałam też ze zmianami czasu narracji. O ile generalnie taki zabieg lubię, to wydaje mi się, ze raczej należałoby cały akapit pisać w jednym czasie. Ty za to przeskakiwałeś z teraźniejszego na przeszły ot zaraz po kropce („Wystrzał niósł się jak huk armaty, a zdziwiony policjant przystanął w pół kroku, zaś na jego kurtce mundurowej pojawiła się powiększająca się plama krwi. Kolejny wystrzał i pocisk rozrywa czoło policjanta bryzgając wokół krwią i mózgiem.” - dałabym tu enter pomiędzy zdaniami, połączyła to drugie w jeden akapit z kolejnym i byłoby, jak dla mnie, cacy :) Jest jeszcze kilka takich miejsc gdzie przeskakujesz z czasem za zdania na zdanie i nie czyta się tego najlepiej). Bo ogólnie jak najbardziej przychylam się do tego czasu teraźniejszego w tym kawałku. Dodaje nieco dynamiki :)

Ale ogólnie fragment jest o wiele łatwiej przyswajalny niż poprzednia encyklopedia. Podobała mi się narracja kawałka tuż przed stłuczką. To takie pokazywanie wydarzeń przez obserwację bohatera. Fajny motyw. Swoją drogą, moim zdaniem, litewskie tablice są dość łatwo rozpoznawalne w europie. Pomijając pasek z LT po lewej, to chyba tylko szwedzkie mają jeszcze układ 3 litery 3 cyfry bez żadnego rozdzielacza :P z drugiej strony to ja mam jakąś nerwicę na tle przyglądania się tablicom aut nad rogach ^^"

Cytaty:

„No kurde, bo z nim to zawsze są problemy. - Odpowiedział rudy” - „Odpowiedział” powinno być napisane małą literą. Takich błędów było jeszcze kilka.
„Pamiętał tylko ciężarówkę jadącą z naprzeciwka i ... Ból, pustkę i nic po za tym.” - Nie rozumiem tego wielokropka. Miał robić za dramatyczną pauzę? Poza tym przed nim nie powinno być spacji.
„Czuł się wspaniale i bosko wykonując płynne ruch.” - Ruchy albo płynny. Nie wiem o co ci chodziło.
„- Już po wszystkim? -Pomyślał ze zdziwieniem i pewnym rozczarowaniem.” - Brakuje jednej spacji.
„weszła szczupła i nie wysoka blondyneczka.” - Niewysoka.
„sobie od lat numer 004422 Po trzecim sygnale” - Kropka po numerze telefonu.

C.

No i okazuje się, że nasz pozbawiony przeszłości bohater jest jednym z aniołków GROM-u. Nie jestem zaskoczona. Od kiedy napisałeś o tym, że nic nie pamięta ze swojej przeszłości, to bardziej niż „kim jest” ciekawiło mnie „jak stracił pamięć”, bo odpowiedź na to pierwsze pytanie była dla mnie oczywista. Nie wiem czy o to ci chodziło, ale jeśli tak, to ci się udało.

Cytaty:

„Jeden z nich to był aktualny koordynator służb specjalnych, a drugi nikomu nieznany osobnik.” - Napisałabym raczej „był aktualnym koordynatorem...” i coś zrobiła z tą drugą częścią zdania. Że tak powiem wygląda nieładnie.
„Po raz pierwszy stracił swą układność i kindersztubę minister.” - Tego ministra wrzuciłabym gdzieś bliżej początku zdania.

D.
Zdałoby się ten Liverpool odmienić (Liverpoolu), ale tak poza tym to ładne podsumowanie całości.

No to zbierając wszystko do przysłowiowej kupy.
Niezłe. Jeśli się już przebrnie przez ciężkostrawny początek, to można się nawet wciągnąć. Trochę to skakanie między czasami i powtórzenia męczą, ale za to jest całkiem ciekawy pomysł, który można by rozwinąć w coś większego. W obecnym wymiarze, to dla mnie taka trochę scenka. Najpierw dużo teorii, potem nieco praktyki i podsumowanie. Przy czym tej praktyki w sumie nie jest za wiele. Za to na pewno ma ona swoje plusy. Sposób w jaki przedstawiona została jatka, to jak ją widział Jacek, umieszczenie tam szczegółów (np. rodzajów broni) przypadły mi do gustu i umiliły czytanie całości :)

š = sz
02.01.2012 14:02
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Theodor Valenty Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 29-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #4
RE: Aniołów grzechy.
(02.01.2012 14:02)Marša napisał(a):  (...)ciężkostrawny początek,

Faktycznie - patrząc z perspektywy czasu to prawie PWN Sad

(02.01.2012 14:02)Marša napisał(a):  (...)to skakanie między czasami i powtórzenia męczą, (...)

Kolejna skrucha - braki w technice

(02.01.2012 14:02)Marša napisał(a):  W obecnym wymiarze, to dla mnie taka trochę scenka.

(02.01.2012 14:02)Marša napisał(a):  (...). Sposób w jaki przedstawiona została jatka, (...)przypadły mi do gustu i umiliły czytanie całości Smile

Lenistwo to moja przywara największa i w efekcie tak zostało - całość można, więc potraktować jako wprawkę - chociaż sam pomysł na super komandossów Made in PL jest O.K.

I wielkie dzięki za ocenę tekstu.Papapa

"fac et extusa"


World
02.01.2012 14:34
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Gasp Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 79
Dołączył: 14-05-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #5
RE: Aniołów grzechy.
Cóż...
Dziwne.
Z jednej strony oszczędne (lekko mówiąc) zdania, które mimo tego nie wnoszą wiele dynamiki, historia wydaję się wtórna, ot kolejny oddział specsłużb - było.
Z drugiej wcale przyjemnie się czytało, dosyć płynnie, pierwsze akapity, wprowadzające czytelnika w realia wydają mi się wręcz bardzo dobre, choć zastanawiałem się czy nie przerwać, bo byłem pewny, że to tekst publicystyczny. Potem zaczęła się akcja, zrobiło się ciut gorzej...
Nie wiem jak ocenić ten tekst. Czekam na więcej prac, postaram się przeczytać.
Plus poprawny zapis dialogów.
A kilka błędów:

"Może czasem warto mieć ambicje... Coby być..."
03.01.2012 21:07
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #6
RE: Aniołów grzechy.
Oryginalna, ciekawa praca. Tytuł mnie zaciekawił.... Smile
Ogółem powiem, że piszesz dość poprawnie, aczkolwiek do perfekcji długa droga.

Co mi się nie podobało? Tak, jak już Soba powiedziała, trochę to było jak z encyklopedii. Jakoś nie czuć było klimatu. Dialogi trochę sztuczne...

No, to tyle.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
06.01.2012 09:53
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #7
RE: Aniołów grzechy.
Cytat:— Maksymalnie półtorej godziny i żołnierz tylko żebyś znowu gdzieś nie wsiąkł. — Ostatnie słowa były skierowane do wysokiego bruneta.
Złe to jest. Powinieneś oddzielić jakoś wypowiedź skierowaną do dziewczyny, od tej do żołnierza. Może być nawet przecinek, choć moim zdaniem lepiej byłoby użyć wielokropka.
Cytat:— Cholera, nawet nie zwrócił na mnie uwagi? — Zaklęła pod nosem.
Cytat:— Passat, srebrny pomyślał przez chwilę.
Oddziel "srebrny" od myślenia o nim. Bo brzmi, jakby to Srebrny myślał.
Cytat:Gość od kałasza to był jednak ostry zawodnik i widocznie nie raz brał już udział w takiej walce, bo raptownie podbiegł do bruneta i wbił mu w skroń lufę karabinka.
Brzydko wygląda. Tak nie pasuje do całości. Może "Był jednak ostrym zawodnikiem"

Ygh, no dobra. Wyznam otwarcie, że bardzo ciężko mi się czyta. Dlaczego? Bo jestem zagorzałą fanką Roberta Ludlama, fioła mam na punkcie jego książek... A moja ulubiona książka, najlepsza, jaką w całym życiu czytałam, ukochana... To "Tożsamość Bourne'a" Pozostałe dwie zresztą też. Nawet filmy obejrzałam z miłości do niej. (btw, polecam, świetne efekty +Matt Damon) Więc czytając to... Miałam wrażenie, że jest całkowicie, brzydko mówiąc "zerżnięte". Oczywiście, nie jest to zarzut. Tłumaczę się tylko ze swojego umysłowego spaczenia, względem tego typu tekstów. Co ja mogę powiedzieć? Poza tym, że miałam wrażenie, iż czytam ff o Jasonie Bourn'ie, było całkiem ok. Początek? Dla mnie bomba. Ten charakter opisowy nadał mu ciekawą barwę. Super mi się czytało, lubię te tematy, zwłaszcza wstawka o ingerencji człowieka w układ nerwowy, by produkował więcej adrenaliny... mmm, super. Nawet o Matrix'ie napomknąłeś. Extra. Ale potem ten gość... Identyczna sytuacja jak u Ludlama... I jeszcze żonę z dziećmi mu zabili... Ech, wybacz, jeśli poczułeś się urażony. kończąc - tekst bardzo dobry, niestety żywcem wyrwany z trylogii o Bourn'ie.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
06.01.2012 11:52
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Theodor Valenty Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 29-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #8
RE: Aniołów grzechy.
(06.01.2012 11:52)Kanterial napisał(a):  (...)
Miałam wrażenie, że jest całkowicie, brzydko mówiąc "zerżnięte". Oczywiście, nie jest to zarzut.
(...)
Identyczna sytuacja jak u Ludlama...(...)

Walka wzorowana jest na rzeczywistym pokazie dr Bryla dla oficerów WP jeszcze przed nastaniem „demokracji” w naszym prześlicznym kraju.


(06.01.2012 11:52)Kanterial napisał(a):  (...)żywcem wyrwany z trylogii o Bourn'ie.

O podobieństwach nawet nie pomyślałem.None2
Sądzę jednak, że w tego typu opowieściach "standardem"jest podobny los bohatera i jego rodziny.Angry2
Wszelkie błędy wynikają z braku doświadczenia.


Dziękuję za opinię.Papapa

"fac et extusa"


World
09.01.2012 08:29
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
AlpenGold Offline
Darkness inside my mind
Użytkownik

Liczba postów: 41
Dołączył: 18-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #9
RE: Aniołów grzechy.
A ja powiem, że czyta się dość przyjemnie. Czuję się już zahartowana, jeśli chodzi o "encyklopedyczne" teksty przez rozległe i zawiłe rozdziały Stiega Larssona w trylogii "Millennium". W sumie Twój początek o różnych sekcjach itp. nieco mi to przypominał. Powiem szczerze, że jeśli się wczytać, to potrafi zainteresować. Dobrze wiedzieć, co kiedyś działo się w naszym kochanym kraju. Tylko potem jest trochę gorzej. Kilka błędów, które bardzo utrudniały czytanie to m.in. brak przecinków, mylenie czasów (raz przedstawiasz wydarzenia w czasie przeszłym, raz w teraźniejszym) i brak, lub przeciwnie, nadmiar, znaków zapytania. Prosty przykład:
Cytat:Właściwie to sam za bardzo nie wiedział co robi w tym miasteczku?
Tutaj kompletnie nie pasuje. I było jeszcze parę takich.
I radzę zapoznać się z zasadami zapisu dialogów, oraz tego, co bohater myśli. ; )
Podsumowując, prócz błędów technicznych, nie jest źle. Ja myślę, że żeby Twój tekst się spodobał - a zwłaszcza ten podobny do encyklopedii Tongue - trzeba lubić takie klimaty. Evil2

You will never realize, what darkness lies inside, inside my mind...

Sirenia - My Mind's Eye
14.01.2012 14:52
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Theodor Valenty Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 29-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #10
RE: Aniołów grzechy.
(14.01.2012 14:52)AlpenGold napisał(a):  (...)
Stiega Larssona w trylogii "Millennium". (...)
Mój tekst jest tak stary, że pewnie był wcześniej Query Grin

(14.01.2012 14:52)AlpenGold napisał(a):  (...) prócz błędów technicznych, nie jest źle. (...)
Trzeba popracować, alem jest leńCry
Dzięki Papapa

"fac et extusa"


World
16.01.2012 14:09
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: