Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Charmed
Autor Wiadomość
tomek11 Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 56
Dołączył: 10-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Charmed
To może najpierw dla tych, którzy w ogóle, nie kojarzą, co to takiego "Charmed". A mianowicie, jest to serial opowiadający o trzech kobietach: Prue, Piper i Phoebe Halliwell. Pewnej nocy, najmłodsza z nich, Phoebe wypowiada zaklęcie, które zmienia zwykłe dziewczyny w czarownice. Najstarsza z nich, Prue otrzymuje dar telekinezy, środkowa siostra Piper, uzyskuję zdolność do zatrzymywania czasu, a Phoebe staję się jasnowidzem i otrzymuję wizję z przyszłości. Razem tworzą moc trzech, czyli najpotężniejszą magię. Z czasem ich moce ewoluują. Niestety w trzecim sezonie Prue, ginie ratując niewinnego. Moc trzech zostaje rozłączona. Jednak w czwartym sezonie okazuję się, że dziewczyny mają jeszcze jedną siostrę: Paige Matthews, która jest w połowie duchem światłości, a w połowie czarownicą. Razem tworzą nową moc trzech. Paige uczy się rzemiosła i z czasem staję się bardzo potężną czarodziejką. Serial kończy się pokonaniem mocy ostatecznej, którą tworzyły Billie Jenkins z mocami: telekinezy i projekcji oraz Christy o umiejętnościach: pirokinezy i telepatii. Z czasem trwania serialu, każda z dziewczyn, poznaje miłość swojego życia: Piper żeni się z Leo Wyattem( dawnym duchem światłości), Paige z Henrym Mitchelem,a Phoebe poznaje kupidyna o imieniu Coop. To tak w dużym skrócie, ale zachęcam do obejrzenia serialu.
Zapraszam do czytania, mojej własnej kontynuacji. Mam nadzieję, że się spodoba. Mi w każdym razie wiele przyjemności, sprawiło pisanie tego.

Charmed - Czarodziejki Sezon 9 numer 1
"Od miłości do nienawiści"

Co się z nim dzieję? Czy to możliwe, że przestał mnie kochać? - myślała Phoebe, gapiąc się nieprzytomnie na zdjęcie swoje i swoich sióstr.
- Prue, tak za tobą tęsknie. Ty na pewno wiedziałabyś, co robić - powiedziała bardzo cicho, spoglądając na swoją zmarłą siostrę, umieszczoną na środku zdjęcia.
- Phoebe! Phoebe! - krzyczała Piper, próbując sprowadzić siostrę na „ziemię“.
- Tak? Mówiłaś coś? - spytała nieprzytomnie.
Obydwie siostry przebywały w ładnej kuchni, w której ściany były koloru białego. Phoebe siedziała na beżowym krzesełku, a Piper walczyła z ciastem na pierogi. W pomieszczeniu znajdował się drewniany stół, na którym teraz leżały: miski, mąka, stolnica i wielki kawał ciasta na pierogi. Były tam również białe szafki, w których znajdowały się przyprawy i składniki do eliksirów.
- Nic ważnego. Co z tobą? Ostatnio zachowujesz się trochę dziwnie - oznajmiła starsza siostra.
- Wiem. Mam po prostu, pewne problemy z Coopem - odpowiedziała.
- Problemy? - zapytała Piper.
Wiesz co, nie chcę cię raczej tym zamęczać - rzekła Phoebe i dodała
- Lepiej powiedz, jak tam nowa praca Leo?
- A daj spokój z Leo - powiedziała zdenerwowana Piper i prychnęła, po czym zaczęła mocno wałkować ciasto, jakby była na nie zdenerwowana.
- Wam też coś się nie układa? - spytała.
- Nam nie ma czasu coś się nie układać. Leo całe dnie spędza w szpitalu i nawet mnie nie zauważa - oświadczyła Piper i teraz zaczęła uderzać rękoma w ciasto.
- Piper! - powiedziała podniesionym głosem Phoebe, próbując uspokoić siostrę. Po czym dodała
- Daj spokój temu ciastu i opowiedz mi, co dokładnie się stało.
- Nie, no niby nic, a zresztą nie chcę cię zamęczać swoimi miłosnymi problemami. Masz swoje, których nie chcesz mi zdradzić - oświadczyła Piper.
- Widzę, że nie odpuścisz - powiedziała Phoebe, patrząc z udawanym gniewem na swoją siostrę i dodała
- No dobra, ale informacja za informację.
- Coop przechodzi chyba jakiś kryzys. Biega po całym domu, wydziera się na mnie, nic mu się nie podoba i cały czas się mnie czepia. Ostatnio, doczepił się, o to, że za bardzo przyprawiłam surówkę - powiedziała zdenerwowana Phoebe.
Może rzeczywiście, dałaś za dużo przypraw - mówiła niewinnym głosem Piper, nie chcąc pogłębić gniewu młodszej siostry.
- No, może troszeczkę za dużo. Sama wiesz, że nie jestem mistrzynią gotowania - oświadczyła Phoebe.
- Bez przesady - powiedziała Piper, przekonywującym głosem, ale w jej głowie pojawiły się wszystkie kulinarne dzieła Phoebe.
Jej ulubionym były tak zwane „czarne frytki“, które były czarne z powodu zbyt długiego okresu trzymania ziemniaków w piekarniku.
- A o co chodzi z Leo? - spytała Phoebe i odgarnęła swoje długie, brązowe włosy.
- A sama wiesz. Wpadliśmy w rutynę, on większość czasu spędza w pracy. A jak już wróci, to jest zdenerwowany i zmęczony i dlatego nigdzie wieczorem nie wychodzimy - powiedziała smutno Piper.
- Rozumiem - oznajmiła współczująco Phoebe i dodała
- Rutyna to częste zjawisko dotykające małżeństwa. Przeżyliście już wiele, nawet bardzo wiele i teraz, kiedy jest w końcu normalnie...
- Phoebe skończysz wreszcie te psychologiczne gatki - powiedziała Paige, stojąc za plecami dziewczyny.
- Paige - rzekły dwie pozostałe siostry z radością w głosie i przytuliły najmłodszą z sióstr.
Paige miała na sobie ładną, białą bluzkę i czarne spodnie. Jej rozpuszczone włosy były koloru brązowego. Miała ciemniejszą skórę niż zwykle, choć dalej pozostawała dość blada.
- Jak było na Hawajach? - zapytała Piper.
- No właśnie, musisz nam wszystko opowiedzieć - oznajmiła Phoebe z uśmiechem.
- Jasne, ale za chwilę - odrzekła uśmiechnięta Paige.
- Wyglądasz świetnie i ten nowy kolor włosów - powiedziała Phoebe, spoglądając na jej lśniące, kasztanowe włosy.
- Tak, potrzebowałam odmiany - odpowiedziała Paige.
- A wy, co tak gadacie. Gdzie Leo? - zapytała najmłodsza z sióstr i usiadła na krześle.
- Nawet mi o nim nie mów - odpowiedziała Piper, groźnym głosem.
- No dobra, nawet nie pytam - powiedziała Paige.
- A gdzie moi kochani siostrzeńcy? - spytała Paige z uśmiechem.
- Twoi kochani siostrzeńcy są w przedszkolu - odpowiedziała Piper.
- I co, nie było żadnych, no wiecie, demonów? - zapytała Paige, jakby czekając, by mogła zadać to pytanie.
- Daj spokój, demony to już przeszłość - powiedziała głośno Phoebe.
- Co cię tak naszło? - zapytała Piper.
- No nie wiem, ale wolę się upewnić. Dalej boję się, że jakiś się napatoczy - stwierdziła.
- No dobra, ale opowiadaj, jak było na Hawajach? - zapytała Phoebe, chcąc zmienić temat.
- Było super. Trochę sobie potańczyłam. Pływałam w oceanie - opowiadała Paige podekscytowaniem w głosie.
- A jak tam Henry? - zapytała Piper
- Henry, no właśnie, jakoś nie za dobrze - mówiła smutno Paige i westchnęła.
- Niech zgadnę. Kłócicie się - powiedziała Phoebe i usiadła na krzesełku.
- Zgadłaś, ale to nie wszystko. Nigdzie razem nie chodziliśmy. Ja chciałam popływać, to on chciał iść coś zjeść i cały czas się mijaliśmy - opowiedziała Paige.
- To chyba jakaś epidemia - powiedziała głośno Piper i wstała z krzesła biorąc się za lepienie pierogów.
- A co, u was też nie za dobrze? - mówiła Paige.
- Lepiej nie gadać - oznajmiła Piper i nałożyła ziemniaczany farsz na łyżkę.
- Piper już jestem! - powiedział głos dochodzący z przedpokoju.
- No super, a obiad jeszcze nie gotowy - krzyknęła Piper i gorączkowo skleiła ostatniego pieroga.
- A widzę, że siostrzyczki wpadły - powiedział niezbyt miłym głosem Leo na widok Phoebe i Paige.
Mężczyzna miał nas obie białą koszulę i spodnie z wycierusu.
- Przeszkadzamy ci? - zapytała Paige.
- Mi nie, ale widzę, że mojej żonie bardzo - odpowiedział, patrząc na mąkę, porozrzucaną po całym stole i na surowe pierogi, poustawiane w rządku.
- Co cię ugryzło? - rzekła Piper, odwracając się do męża.
Leo wyglądał jakby chciał powiedzieć coś niemiłego, ale się powstrzymał.
- Nic, czekam na obiad - powiedział i poszedł do salonu.
- Co on sobie myśli? - powiedziała Phoebe.
- Daj spokój. Tak już jest od tygodnia - oznajmiła Piper.
- Może ma jakieś problemy w pracy - zauważyła Phoebe.
- Może, ale czuję, że co raz bardziej się od siebie oddalamy - rzekła zrezygnowana Piper.
- Będę już leciała. Coop na mnie czeka - powiedziała Phoebe.
- Może cię podrzucę - zaproponowała Paige.
- Chętnie - odpowiedziała Phoebe, po czym wstała i złapała za rękę Paige.
- Na razie - powiedziały jednocześnie Paige i Phoebe, po czym zniknęły w obłoku błękitnego światła.
Nagle z salonu wydobył się hałas tłukącego się szkła.
- Leo - powiedziała Piper ze strachem i szybko pobiegła do salonu, ze śladami mąki na twarzy.
Phoebe i Coop siedzieli w salonie. Był bardzo wytworny i ładnie urządzony. Krzesła były brązowego koloru. Na półkach stały książki i miniaturowe figurki słoników z trąbą w górze. Stół był szklany i teraz leżały na nim dwa talerzyki, kieliszki z winem i miseczki - jedna wypełniona była ziemniaczkami z koperkiem, druga sałatą z pomidorami, a trzecia kotlecikami sojowymi. Na stole były również ustawione dwie błękitne świece w kształcie serc.
- Miło, że przygotowałeś kolację - powiedziała Phoebe, ubrana w ładną czerwoną sukienkę z cekinami.
- Wszystko, co najlepsze dla mojej pięknej pani - powiedział czuło Coop, po czym otworzył wini i nalał sobie i Phoebe.
- Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać - rzekł poważnie i usiadł na miejscu.
- Coś się stało? - zapytała ze strachem dziewczyna, po czym wypiła łyk wina.
- Nie, nie bój się - odpowiedział spokojnie mężczyzna.
- I tak za długo z tym czekałem - mówił dalej.
A więc to dzisiaj. Wreszcie poprosi mnie o rękę - myślała Phoebe.
Czuła się niesamowicie. Była szczęśliwa i podekscytowana. Nie mogła się doczekać, kiedy usłyszy tę wspaniałą wiadomość.
- Tak - powiedziała Phoebe, troszkę się pospieszając.
- Co tak? - zdziwił się Coop i zmarszczył czoło.
- Nic, mów dalej - powiedziała Phoebe i zaczerwieniła się.
- Ten czas, który spędziliśmy razem, był wspaniały. Wiele się między nami wydarzyło i złego i dobrego - mówił Coop.
- No tak wiele - przerwała mu Phoebe z uśmiechem.
- Ale myślę, że już wystarczy - powiedział spokojnie.
- Wystarczy? - zdziwiła się Phoebe.
- Tak. Chciałbym ci powiedzieć, że odchodzę - powiedział ze spokojem w głosie mężczyzna.
W tej chwili Phoebe poczuła się pusta. Nie wiedziała, co ma robić, czy go przekonywać, czy błagać.
- Ale jak to, odchodzisz? - zapytała ze zdziwioną miną.
- Po prostu, nasza miłość się wypaliła, rozumiesz mnie? - zapytał Coop.
- Czy rozumiem. Nic nie rozumiem, jak mogłeś mi to zrobić. A moja wizja, nasza córeczka - mówiła Phoebe i szybko wstała.
- Co będzie z tym wszystkim? - zapytała rozgoryczona Phoebe.
- Uspokój się - rzekł spokojnie Coop i też wstał.
- Ja mam się uspokoić. Czy ty rozumiesz, w ogóle, co przed chwilą powiedziałeś. Chcesz mnie zostawić i zniszczyć wszystko, co jest między nami! - krzyczał Phoebe, machając rękoma.
W jej głowie panował chaos.
Phoebe przełknęła ślinę i zapytała
- Dlaczego?
- Przecież już ci mówiłem. Nasz płomień miłości zgasł, wypalił się, musisz ... - mówił Coop.
- Zamknij się. Przestań mi gadać takie durnoty. Jak mogłeś mi zrobić coś takiego? - krzyczała Phoebe, nie mogąc się powstrzymać.
- Wynoś się stąd i nigdy tu nie wracaj - krzyknęła dziewczyna, a z jej oczu pociekły łzy.
Coop stał spokojnie i przyglądał się płaczącej dziewczynie.
- Wynoś się! - krzyknęła głośno Phoebe i wskazała palcem na drzwi wyjściowe.
- Mam nadzieję, ze kiedyś to zrozumiesz - oznajmił Coop i zniknął w różowym świetle.
Phoebe usunęła się powoli na podłogę i płakała. Było jej tak przykro.
Myślałam, że on mnie kocha, że będzie ojcem moich dzieci - myślała Phoebe.

- Leo, coś się stało? - zapytała Piper, wchodząc do salonu.
Zobaczyła Leo stojącego nad stołem i trzymającego kawałki szkła, po rozbitej szklance z krwią.
- Leo, twoja ręka. Nic ci nie jest? - zapytała Piper, patrząc na rękę męża.
- Wszystko w porządku - odpowiedział spokojnie Leo.
W tej chwili przed Piper, pojawili się w obłoku błękitnego światła jej synowie: Wyatt i Chris.
Starszy chłopiec ubrany był w czerwone spodnie i granatowy sweter, a młodszy, miał na sobie niebieski dres. Obaj chłopcy patrzyli na ranę ojca ze strachem w oczach.
- Tatusiu - rzekł wystraszony Wyatt.
- Spokojnie synuś, tatusiowi nic nie jest, tylko się skaleczył - powiedziała Piper i schyliła się, chcąc przytulić syna.
Jednak chłopiec odsunął się od matki i poszedł w stronę ojca. Kiedy był przed nim, wyciągnął ręce nad raną Leo i wyzwolił piękne, złote światło, które w kilka sekund uzdrowiło mężczyznę.
Leo obejrzał dokładnie swoją zdrową rękę i odszedł od dziecka.
- Leo, co ty? Nie podziękujesz Wyattowi - spytała zdziwiona Piper.
- Nie. Nie chcę, was więcej znać - powiedział bez żadnych emocji w głosie i odwrócił się.
- Co? Ja nie rozumiem - rzekła Piper.
- Odchodzę - powiedział mężczyzna.
- Jak to odchodzisz, dokąd - zapytała Piper z łzami w oczach.
- A to już nie twoja sprawa - odpowiedział Leo.
- A co będzie z dziećmi. Z Wyattem i Chrisem, co będzie ze mną? - spytała Piper, a w jej oczach, pojawiły się łzy.
- Nic mnie to nie obchodzi - odpowiedział Leo i dodał
- Wezmę, tylko kilka swoich rzeczy i już mnie nie ma.
Piper patrzyła na Leo. Nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Obraz się jej rozmazywał, od ilości łez, jakie miała w oczach.
Leo wziął torbę, która leżała na sofie i poszedł, po schodach do sypialni się spakować. Piper szybko pobiegła za nim.
Leo, ja nie rozumiem, powiedz mi dlaczego? Dlaczego teraz? Dlaczego mnie zostawiasz? - mówiła Piper, której łzy zaczęły już spływać po policzkach.
Oboje z Leo stali w swojej sypialni. Ściany były koloru beżowego, a przy ścianie stała duża, brązowa szafa z ubraniami. Blisko okna, z którego teraz wydobywało się piękne słoneczne światło, stało ogromne łoże, z różową pościelą. Było to miejsce z miłą i przyjemną atmosferą, jednak nie teraz.
- Nie wyj - powiedział groźnie.
- Tak musiało się stać. Jesteś żałosna, do niczego się nie nadajesz. Cały czas tylko, byś siedziała przed telewizorem - mówił Leo, który teraz otwierał szuflady i wkładał do torby swoje ubrania.
- Ja? Przecież, tyle razy prosiłam cię, żebyśmy, gdzieś wyszli. Nie wiem, na kolację, do parku, a ty cały czas byłeś zmęczony - rzekła Piper.
Teraz to i tak już nie ma znaczenia. Z nami koniec - powiedział.
- A dzieci, nie możesz mnie zostawić, przecież mamy dzieci - mówiła Piper, próbując za wszelką cenę zatrzymać Leo. Przecież tak go kocha.
- Dzieci są nieważne - odpowiedział.
- Jak to nieważne? Przecież je kochasz i ja ciebie też kocham. Tyle przetrwaliśmy, a teraz mnie zostawiasz, po tym wszystkim- mówiła Piper.
- To nie moja wina - powiedział.
- Czyli to przeze mnie odchodzisz, to wszystko moja wina - stwierdziła kpiąco Piper.
- Tak, właśnie uważam. To twoja wina - odrzekł Leo.
- Nie, to mi się nie mieści w głowie - powiedziała Piper i złapała się za głowę.
- Jak możesz, coś takiego mówić? - zapytała Piper.
- Nie, będę tego słuchać. Cześć - rzekł Leo i wybiegł z sypialni.
Kobieta szybko pobiegła za nim.
- Zaczekaj, rozumiesz zaczekaj! - krzyczała Piper, stojąc w połowie schodów. Po czym machnęła dłońmi i żyrandol wiszący w salonie, eksplodował.
- Jak mogłem być z taką wariatką? - usłyszała Piper, jako ostatnie słowa od swojego męża.
- Leo, proszę, nie zostawiaj mnie - rozpaczała Piper i usiadła koło ściany, patrząc na szczątki żyrandola leżące na stole i podłodze.

- Henry, gdzie jesteś? - krzyczała Paige, szukając swojego męża.
- Dlaczego sypialnia jest zamknięta? - zdziwiła się Paige, gdy złapała za klamkę drzwi sypialni.
- No trudno - rzekła i przeniosła się w błękitnym świetle do sypialni.
- Czemu, tu tak ciemno? - powiedziała Paige i zapaliła światło.
- Kochanie - rzekła, widząc swojego męża, leżącego w łóżku.
Nagle zza jego pleców wyłoniła się czarnowłosa kobieta, bez żadnej kreacji na sobie.
- Co tu dzieję? - zapytała Paige, oczywiście znając odpowiedź.
- Kochanie, ja ci to zaraz wytłumaczę - mówił Henry.
- Wytłumaczysz, to proszę, tłumacz! - krzyczała Paige, patrząc na nagą kobietę, leżącą w jej łóżku.
- Kto to jest? - zapytała rozgniewana Paige.
- To Laura. Moja narzeczona - powiedział Henry.
- Narzeczona! Przecież ty masz żonę - krzyczała Paige.
- No właśnie, kochanie, o tym, też chciałem z tobą porozmawiać - powiedział mężczyzna.
- Nie mów do mnie kochanie - mówiła groźnie Paige.
- Henry, kochany, co tu się dzieję?Mówiłeś, że żona wróci późno - zapytała Laura.
- Nie, żona nie wróciła późno, Lauro - oznajmiło kpiąco Paige.
- Posłuchaj, możesz na chwilę wyjść. Musimy się ubrać - powiedział Henry.
- Nie wyjdę, to ty stąd wyjdziesz. Wynoś się stąd, albo przeniosę ciebie i tą twoją lalę, gołych na Alaskę - mówiła Paige.
- O czym ona mówi? - zapytała Laura.
- Nieważne, potem ci to wytłumaczę kotek - mówił mężczyzna.
- No proszę, jakie określenia, rzygać mi się chcę - mówiła gniewnie Paige i złapała za klamkę sypialni.
- Gdzie klucz? - krzyknęła, gdy nie mogła otworzyć drzwi.
- A zresztą nieważne - powiedziała Paige i zniknęła w błękitnym świetle.
- O co tu chodzi? - spytała Laura.
- Mówiłem, potem ci to wytłumaczę - krzyknął Henry.
- Czemu nie odpowiadasz, Phoebe - mówiła Paige, trzymając telefon.
Siedziała w małym salonie. Ściany były brązowego koloru, a na środku stała granatowa kanapa, na której, teraz siedziała czarodziejka. Była tam również, malutka toaletka na której leżała góra kosmetyków i mały wazonik z różą od Henrego.
- Piper, ona będzie w domu, ona mi pomoże - mówiła dziewczyna, nie wiedząc, co ma robić.
- Piper, odbierz. No odbierz! - krzyknęła Paige.
Jednak po kilku sygnałach usłyszała tylko:
- Przykro mi, nikogo nie ma w domu, proszę zadzwonić później.
Paige rzuciła telefon na ziemię i przykryła oczy rękoma, bo nagle ten cały gniew zmienił się w rozpacz i smutek.
- Dlaczego on to zrobił? Ja go tak kocham - mówiła Paige przez łzy.
Henry w tej chwili wszedł do salonu i położył klucze na stole, a następnie powiedział spokojnie
- Przykro mi. To musiało się tak skończyć.
- Wynoś się stąd, bo nie ręczę za siebie - rzekła groźnie Paige, opuszczając ręce.
- Ale.. - mówił Henry, ale Paige mu przerwała.
- Wynoś się stąd! - krzyknęła
Po czym powiedziała głośno
- Wazon i wskazała na mężczyznę.
Następnie wazonik stojący na toaletce, na której leżał również stos kosmetyków, przemienił się w błękitne światło i kwiat spadł na ziemię. Po czym wazonik, poleciał prosto w Henrego.
Wynośmy się stąd! - krzyknęła Laura, stojąca w przedpokoju.
- Dobra - powiedział mężczyzna i wybiegł z mieszkania, razem z czarnowłosą dziewczyną.
Wazonik rozbił się o ścianę. Paige siedziała na sofie i patrzyła na pozostałości po wazoniku. Nie była świadoma, tego co robi. W jej głowie było zbyt wiele myśli.
Dlaczego on mi to zrobił? Czy już mnie kocha? Czy weźmiemy rozwód? - myślała.
Dziewczyna pogrążyła się w smutku i rozpaczy i płakała i nie mogła się opanować.

- Wiedziałem, że nie pokonają tych lęków. Strach przed samotnością i brakiem miłości jest najpotężniejszy - powiedział siwy mężczyzna w czarnym płaszczu, stojący w salonie Phoebe i przyglądający się jej.
Dziewczyna dalej siedziała na podłodze. Była jak w stanie katatonii, nic do niej nie docierało.
- Taka słabiutka, bezbronna. Biedna Phoebe - rzekł mężczyzna, uśmiechając się i ukazując swoje żółte zęby.
Twój ukochany cię opuścił. Pewnie ma inną. Pewnie cię zdradził i przez niego, już nigdy nie będziesz miała córeczki - szeptał jej do ucha mężczyzna.
- Moja córeczka, już jej nie spotkam, dlaczego?- rozpaczała Phoebe.
- Musisz go ukarać, zabij go - rzekł mężczyzna.
- Muszę go ukarać, zabiję go - powtórzyła po mężczyźnie Phoebe.
Słysząc te słowa, mężczyzna uśmiechnął się, jeszcze bardziej, po czym zniknął.

- Leo już mnie nie kocha, Leo już mnie nie kocha, ale dlaczego on mnie nie kocha? - mówiła Piper do siebie, a jej oczy były nieprzytomne.
Dalej siedziała na ziemi, przy ścianie.
- Tak, Leo cię nie kocha - mówił ten sam mężczyzna, który właśnie pojawił się przed Piper.
- Znudził się tobą, znudził się wami. Już was nie kocha - mówił mężczyzna.
- Ale ty nie możesz, mu tak po prostu dać o sobie zapomnieć. Leo zasługuję na karę. Jesteś czarownicą, możesz go ukarać - rzekł facet w czarnym płaszczu.
- Zaraz, ja jestem czarownicą. Potężną czarownicą. Zniszczę Leo. On nie ma ze mną szans - mówiła Piper, po czym szybko wstała i pobiegła na strych po Księgę Cieni.
- Zaczyna się robić ciekawie - powiedział osobnik o siwych włosach, po czym zniknął.

- Paige, czujesz wielki gniew, gniew na Henrego, który przyprowadził tu swoją kochankę i perfidnie zdradził cię w twoim domu - mówił facet w czarnym płaszczu, stojąc za plecami Paige, siedzącej na beżowej sofie.
- On chciał ze mnie zażartować, specjalnie ją tu przyprowadził. Jak by nie mógł się z nią spotykać, w jakimś hotelu - mówiła Paige.
- Nie możesz mu tego darować, zrobił z ciebie idiotkę. Nigdy cię nie kochał i teraz dał tego dowód - rzekł mężczyzna.
- Tak, on mnie nigdy nie kochał, ale ja tak go kocham. Co ja teraz zrobię? - rozkleiła się Paige.
Jak to, co zrobisz, ukażesz go, on jest zwykłym śmiertelnikiem, a ty jesteś czarownicą z wielką mocą, zniszcz go, zabij - mówił facet.
- Zabić go? Nie mogę, przecież, on mnie kocha - mówiła Paige.
- Gdyby tak było, to nie sprawiłby, że poczułaś się jak bezwartościowy śmieć - powiedział.
- Tak, nie zrobiłby tego. Ukarzę go, zabiję - oznajmiła Paige.

- Gotowe - powiedziała Phoebe i odłożyła długopis na szklany stół.
- To zaklęcie, wywoła w nim taki ból, którego nie wytrzyma - powiedziała, po czym schowała karteczkę do czerwonego woreczka.
Następnie wyrecytowała zaklęcie:
Wiatry północy, zabierzcie mnie tam, gdzie ma stracona miłość znajduję się.
Dziewczyna zniknęła w białym świetle.
Phoebe znalazła się w małym mieszkaniu, w sypialni.
- Co, sam śpisz?- spytała dziewczyna na widok, leżącego mężczyzny.
- Phoebe, co ty tu robisz? - zapytał Coop i szybko wstał z łóżka.
Miał na sobie szkarłatny szlafrok.
- Przyszłam cię ukarać, za wszystko złe, co mi zrobiłeś - mówiła Phoebe, a jej oczy były nieprzytomne, jakby to nie była ona.
- Pora na karę - powiedziała.
Mężczyznę otoczyło szkarłatne światło, ale w tej chwili Phoebe wyciągnęła z woreczka flakonik z niebieską substancją i rzuciła na ziemię. W powietrzu zaczął unosić się niebieski dym, który otoczył Coopa.
- Co się dzieję? - krzyknął mężczyzna, próbując się teleportować.
- Takie, tam czary mary - rzekła z uśmiechem Phoebe i przybliżyła się o kilka kroków do kupidyna.
- Ale poczekaj, teraz dopiero, będzie się działo - oznajmiła Phoebe.
- Co ty robisz? - krzyknął mężczyzna.
- Zabijam cię - odpowiedziała z uśmiechem Phoebe.
- Nie możesz, jestem kupidynem, nie można mnie zabić - powiedział i uśmiechnął się.
- No tak, ale ten eliksir, który przed chwilą rzuciłam, nie tylko nie pozwala na teleportację, ale też chwilowo pozbawia wszelkiej mocy. Przez jakieś pół godzinki jesteś śmiertelnikiem - oznajmiła z uciechą Phoebe.
- Nie - powiedział mężczyzna i w jego oczach pojawił się strach.
- Zaczynajmy - rzekła dziewczyna i wyciągnęła z woreczka karteczkę z zaklęciem.

Dobra, gdzie to jest? Wiem, że gdzieś tutaj było - mówiła Piper, przewracając kartki księgi.
Dziwne, skąd tyle nowych, złych zaklęć - powiedziała dziewczyna widząc, kilka czarów negatywnej magii.
- „Zaklęcie wiecznego cierpienia ducha“ - przeczytała Piper.
- Zaklęcie to sprawi, ze dusza danej osoby, opuści ciało i na zawsze, zostanie zamknięta w piekle, gdzie będzie poddawana wiecznym torturom - przeczytała i dodała
- Interesujące.
Dziewczyna jeszcze kilka razy odczytała zaklęcie, by je zapamiętać i wstała. A następnie powiedziała
- Z chwilą tą, złe duchy zabierzcie mnie do tego, który obiektem, zemsty mej jest.
Nagle pojawiła się wokół Piper czarna mgła, która przeniosła ją w wybrane miejsce.
Dziewczyna znalazła się w bardzo tłocznym barze. Było tam, około dwudziestu osób, na stolikach stały kufle z piwem i w powietrzu unosił się zapach dymu tytoniowego.
- Dobra, ludzie, wynocha stąd - krzyknęła Piper, ale nikt jej nie usłyszał.
W pomieszczeniu było zbyt głośno.
- Dosyć tego - krzyknęła dziewczyna i uniosła ręce i tym samym zamroziła wszystkich ludzi, z wyjątkiem Leo, który siedział przy barze popijając kolejne piwo.
Kochanie, tęskniłeś za mną? - zapytała kpiąco Piper.
- Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony Leo i odstawił pusty już kufel.
- No jak, przyszłam dokończyć naszą rozmowę - powiedziała.
- Nie mamy już o czym rozmawiać - mówił mężczyzna.
- Ja tak nie sądzę - oznajmiła Piper.
- Dosyć tego - powiedział Leo i już chciał wyjść.
- Nie tak szybko - rzekła Piper i zamroziła Leo, nie licząc jego głowy.
- Co ty robisz? Odbiło ci - powiedziała głowa Leo.
- Nie, to tobie odbiło - mówiła Piper.
- Ale mam na to lekarstwo - oznajmiła Piper i dotknęła policzka mężczyzny.
- Lekarstwo? - zdziwił się Leo.
- Tak, niezawodne - odpowiedziała dziewczyna.
- Załatwię ci wizytę w piekle, na wieki - rzekła Piper i wyjęła z kieszeni karteczkę.
- Chcesz rzucić zaklęcie? - zapytał Leo ze strachem.
- Tak, zapłacisz mi za wszystko - odpowiedziała Piper.

- Dobrze, gotowe - powiedziała Paige, mieszając drewnianą łyżką w garnku, wypełnionym fioletowym płynem.
- Eliksir odrazy. Dam mu twarz jakiej, nikt nie pokocha - mówiła Paige.
Po czym wyciągnęła z szafki fiolkę i napełniła ją wywarem.
- No, to idę odwiedzić swojego męża - powiedziała Paige i zniknęła w błękitnym świetle.
- Dziewczyna pojawiła się w sypialni, w której Henry i Laura poddawali się miłosnym zabawom.
- Przeszkadzam wam? - powiedziała Paige.
- Co ty tutaj robisz? Myślałem, że dasz mi wreszcie spokój - powiedział zdenerwowany Henry.
- No, wiesz tak wpadłam, omówić sprawy rozwodowe - powiedziała z uśmiechem Paige.
- To możemy zrobić później - zaproponował Henry.
- Wiesz co, a z drugiej strony, myślę, że rozwód nie będzie konieczny. W końcu, po co mam brać rozwód, jeśli zaraz będę wdową - rzekła Paige.
- Wdową? - zdziwił się mężczyzna.
- Laura! - krzyknęła Paige i wskazała ręką na dziewczynę, która rozpłynęła się w błękitnym świetle.
- No, to teraz, możemy spokojnie porozmawiać - mówiła Paige.
- Gdzie ją wysłałaś - zapytał ze strachem Henry i szybko wstał z łóżka. Był prawie nagi.
- Nie martw się, na Alasce o tej porze roku jest ciepło - powiedziała kpiąco.
- Mam, gdzieś ta twoją kochankę - rzekła.
- Aha i mam dla ciebie niespodziankę - powiedziała i rzuciła flakonik z eliksirem na ziemię.
Nagle w powietrzu pojawił się fioletowy dym, który otoczył Henrego.
- Ładna twarz - powiedziała Paige, kiedy dym zniknął.
- Co, ty mi zrobiłaś! - krzyknął Henry.
- Sprawiłam, że wyglądasz, normalnie, tak jak powinieneś - mówiła Paige.
- A zresztą, popatrz sobie - powiedziała i krzyknęła
- Lusterko
Po czym wskazała na rękę Henrego, w której pojawiło się zwierciadło
Mężczyzna ze strachem spojrzał na swoje odbicie. Jego twarz była pokryta ohydnymi czerwonymi bliznami, usta miał zniekształcone, a jedno oko zwisało mu, jakby miało zaraz wypłynąć.
- Tak wygląda twoje wnętrze i tak teraz wyglądasz na zewnątrz - powiedziała z radością Paige.
Mężczyzna krzyknął
- Co ty mi zrobiłaś, głupia wiedźmo?
- Spokojnie, długo się tą twarzą nie będziesz męczył - rzekła Paige.
- Dlaczego? - zapytał mężczyzna, patrząc ze strachem na żonę.
- Dlatego! - krzyknęła Paige i wskazała dłonią na Henrego.

- Żegnaj, kochanie - powiedziała Phoebe i zaczęła wymawiać zaklęcie
- Siły ciemności i wiecznego cierpienia, niech ból ... - mówiła Phoebe, ale nagle poczuła coś dziwnego, jakieś niesamowite i piękne uczucie.
- Ty mnie kochasz - powiedziała Phoebe, przyglądając się mężczyźnie.
- A więc, dlaczego ... - mówiła Phoebe, ale przerwała, bo zobaczyła dziwne obrazy. Dostrzegła mężczyznę w czarnym płaszczu, stojącego w jakimś strasznym miejscu. Wszędzie był ogień, lawa i Phoebe, czuła tam tylko cierpienie i strach. Jednak osobnik nie był sam. Stała na wprost niego, piękna kobieta o lśniących, czarnych włosach i w szkarłatnej szacie.
- Dostaniesz szansę. Wyślę twoją astralną projekcję na Ziemię. Masz trzy dni na sprowadzenie sióstr Halliwell na naszą stronę, inaczej spędzisz tu wieczność - powiedziała donośnym głosem, a brzmiał on niezwykle groźnie.
- Tak, Pani - odpowiedział mężczyzna i uklęknął przed czarnowłosą kobietą.
Ona dotknęła jego tłustych włosów, po czym oczy mężczyzny zabłysnęły krwistym blaskiem i padł na ziemię, nieprzytomny.

- Barbas. To ty nami manipulowałeś. Wiem to, wykorzystałeś nasze lęk przed utratą miłości i chciałeś żebyśmy stały się złe - mówiła donośnym głosem Phoebe.
- Ale nie zrobimy tego. Już się nie boję! Słyszysz, nie boję się! Jestem pewna, że Coop nigdy, nie przestanie mnie kochać - krzyczała dziewczyna i rozpostarła ręce, patrząc się w górę.
W tej chwili niewidzialną postać Barbasa otoczył potężny wir ognia. Mężczyzna krzyczał, a wir przeniósł go s powrotem do piekła.
- Nareszcie koniec - powiedziała Phoebe i uśmiechnęła się z ulgą, patrząc na swojego ukochanego.
- Jeszcze nie - odpowiedział Coop i wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca i otworzył je. A leżał w nim piękny złoty pierścionek z brylantem.
Następnie uklęknął na kolana i zapytał
- Phoebe Halliwell, wyjdziesz za mnie?
Dziewczyna uśmiechnęła się, jeszcze bardziej i powiedziała z radością
- Tak, zostanę twoją żoną.
Mężczyzna wstał i objął swoją narzeczoną z radością, a następnie pocałował ją.

- Jestem taka szczęśliwa - powiedziała Phoebe, trzymając kieliszek z szampanem i uśmiechając się promiennie.
Ona, Paige, Piper, Henry, Coop i Leo siedzieli w salonie Halliwellów przy stole, na którym ustawione były półmiski z pysznie, wyglądającym jedzeniem.
- A ustaliliście już datę - zapytał Leo, nakładając sobie ziemniaki.
- Jeszcze nie, ale chcemy jak najszybciej - oznajmiła Phoebe.
- Radzę poczekać, bo teraz jest fajnie, ale po ślubie dopiero się zacznie - rzekł Henry.
- Kochanie, nie przesadzaj - odpowiedziała Paige udając gniew i wypiła łyk szampana.
- A ja się cieszę, że w końcu odzyskałam moc. Twoi byli szefowie chyba się zlitowali - mówiła Phoebe, zwracając się do Leo.
- Wątpię, żeby to była litość, po prostu dostrzegli, jak bardzo kochasz Coopa i dlatego odzyskałaś moc - wyjaśnił Leo.
- Tak, ale to było naprawdę niesamowite. W jednej chwil poczułam całą miłość, jaką do mnie czujesz Coop i teraz wiem, jak bardzo mnie kochasz - oznajmiła Phoebe, przyglądając się narzeczonemu.
- Wznieśmy toast - rzekł Coop i podniósł swój kieliszek, wypełniony złotym płynem , a następnie wstał.
Po chwili wstali również pozostali.
- Jaki toast? - zapytała Piper.
- Jak to jaki? - powiedział Coop, jakby było to oczywiste.
- Za miłość - oznajmił kupidyn.
KONIEC

tomek11, dołączył do nas dnia 10-12-2011 - Witam wszystkich Smile
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2012 22:38 przez tomek11.)
31.12.2011 20:58
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #2
RE: Charmed
Spoiler(Pokaż)
Co się z nim dzieję? Czy to możliwe, że przestał mnie kochać? - myślała Phoebe, gapiąc się nieprzytomnie na zdjęcie swoje i swoich sióstr.
- Prue, tak za tobą tęsknie. Ty na pewno wiedziałabyś, co robić - powiedziała bardzo cicho, spoglądając na swoją zmarłą siostrę, umieszczoną na środku zdjęcia.
- Phoebe! Phoebe! - krzyczała Piper, próbując sprowadzić siostrę na „ziemię“.
- Tak? Mówiłaś coś? - spytała nieprzytomnie.
Obydwie siostry przebywały w ładnej kuchni, w której ściany były koloru białego. Phoebe siedziała na beżowym krzesełku, a Piper walczyła z ciastem na pierogi. W pomieszczeniu znajdował się drewniany stół, na którym teraz poroskładane były miski, mąka, stolnica i wielki kawał ciasta na pierogi. Były tam również białe szafki, za którymi * w których?* znajdowały się przyprawy i składniki do eliksirów.
- Nic ważnego. Co z tobą? Ostatnio zachowujesz się trochę dziwnie - oznajmiła starsza siostra.
- Wiem. Mam po prostu, pewne problemy z Coopem - odpowiedziała.
- Problemy? - zapytała Piper.
- Wiesz co, nie chcę cię raczej tym zamęczać - rzekła Phoebe i dodała
- Lepiej powiedz, jak tam nowa praca Leo?
- A daj spokój z Leo - powiedziała zdenerwowana Piper i prychnęła, po czym zaczęła mocno wałkować ciasto, jakby była na nie zdenerwowana.
- Wam też coś się nie układa? - spytała.
- Nam nie ma czasu, *bez przecinka* coś się nie układać. Leo całe dnie spędza w szpitalu i nawet mnie nie zauważa - oświadczyła Piper, i teraz zaczęła rękoma uderzać w ciasto. *uderzać w ciasto rękoma - zły szyk*
- Piper! - powiedziała, *bez przecinka* podniesionym głosem Phoebe, próbując uspokoić siostrę. Po czym dodała
- Daj spokój temu ciastu i opowiedz mi, co dokładnie się stało.
- Nie, no niby nic, a zresztą nie chcę cię zamęczać swoimi miłosnymi problemami. Masz swoje, których nie chcesz mi zdradzić - oświadczyła Piper.
- Widzę, że nie odpuścisz - powiedziała Phoebe, patrząc z udawanym gniewem na swoją siostrę.
- No dobra, ale informacja za informację - zakończyła młodsza siostra*to jest powtórzenie, za dużo tu sióstr.* i westchnęła
- Coop przechodzi,*bez przecinka* chyba jakiś kryzys. Biega po całym domu, wydziera się na mnie, nic mu się nie podoba i cały czas się mnie czepia. Ostatnio, doczepił się, o to, że za bardzo przyprawiłam surówkę - powiedziała zdenerwowana Phoebe.
Może rzeczywiście, dałaś za dużo przypraw - mówiła niewinnym głosem Piper, nie chcąc pogłębić gniewu młodszej siostry.
- No, może troszeczkę za dużo. Sama wiesz, że nie jestem mistrzynią gotowania - oświadczyła Phoebe.
- Bez przesady - powiedziała Piper, przekonywującym głosem, ale w jej głowie pojawiły się wszystkie kulinarne dzieła Phoebe.
Jej ulubionym były tak zwane „czarne frytki“, które były czarne z powodu zbyt długiego okresu trzymania ziemniaków w piekarniku.
- A o co chodzi z Leo? - spytała Phoebe i odgarnęła swoje blond włosy.
- A sama wiesz. Wpadliśmy w rutynę, on większość czasu spędza w pracy. A jak już wróci, to jest zdenerwowany i zmęczony, i dlatego nigdzie wieczorem nie wychodzimy - powiedziała smutno Piper.
- Rozumiem - oznajmiła współczująco Phoebe i dodała
- Rutyna to częste zjawisko dotykające małżeństwa. Przeżyliście już wiele, nawet bardzo wiele i teraz, kiedy jest w końcu normalnie...
- Phoebe, skończysz wreszcie te psychologiczne gatki? - powiedziała Paige, stojąc za plecami dziewczyny.
- Paige - rzekły dwie pozostałe siostry z radością w głosie i przytuliły najmłodszą z sióstr.
Paige miała na sobie ładną, białą bluzkę i czarne spodnie. Jej włosy były kolory brązowego, rozpuszczone. *dziwne to zdanie, włosy były jakiegoś koloru, rozpuszczone... Może "jej rozpuszczone włosy były jakiegoś koloru..." * Miała ciemniejszą skórę niż zwykle, choć dalej pozostawała dość blada.
- Jak było na Hawajach? - zapytała Piper.
- No właśnie, musisz nam wszystko opowiedzieć - oznajmiła Phoebe z uśmiechem.
- Jasne, ale za chwilę - odrzekła uśmiechnięta Paige.
- Wyglądasz świetnie, i ten nowy kolor włosów - powiedziała Phoebe, spoglądając na jej lśniące, brązowe włosy.
- Tak, potrzebowałam odmiany - odpowiedziała Paige.
- A wy, co tak gadacie? Gdzie Leo? - zapytała najmłodsza z sióstr i usiadła na krześle.
- Nawet mi o nim nie mów - odpowiedziała Piper, groźnym głosem.
- No dobra, nawet nie pytam - powiedziała Paige.
- A gdzie moi kochani siostrzeńcy? - spytała Paige z uśmiechem.
- Twoi kochani siostrzeńcy,*bez przecinka* są w przedszkolu - odpowiedziała Piper.
- I co, nie było żadnych, no wiecie, demonów? - zapytała Paige, jakby,*bez przecinka* czekając, by mogła zadać to pytanie.
- Daj spokój, demony to już przeszłość - powiedziała głośno Phoebe.
- Od roku żadnego nie było. Co cię tak naszło? - zapytała Piper.
- No nie wiem, ale wolę się upewnić. Dalej boję się, że jakiś się napatoczy - stwierdziła.
- No dobra, ale opowiadaj, jak było na Hawajach? - zapytała Phoebe, chcąc zmienić temat.
- Było super. Trochę sobie potańczyłam. Pływałam w oceanie - opowiadała Paige *z* podekscytowaniem w głosie.
- A jak *tam* Henry? - zapytała Piper
- Henry, no właśnie, jakoś nie za dobrze - mówiła smutno Paige.
- Niech zgadnę. Kłócicie się - powiedziała Phoebe i usiadła na krzesełku.
- Zgadłaś, ale to nie wszystko. Nigdzie razem nie chodziliśmy. Ja chciałam popływać, to on chciał iść coś zjeść i cały czas się mijaliśmy - opowiedziała Paige.
- To chyba jakaś epidemia - powiedziała głośno Piper i wstała z krzesła, biorąc się za lepienie pierogów.
- A co, u was też nie za dobrze? - mówiła Paige.
- Lepiej nie gadać - oznajmiła Piper i nałożyła,*bez przecinka* ziemniaczany farsz na łyżkę.
- Piper, już jestem! - powiedział głos dochodzący z przedpokoju.
- No super, a obiad jeszcze nie gotowy - krzyknęła Piper i gorączkowo skleiła ostatniego pieroga.
- A widzę, że siostrzyczki wpadły - powiedział niezbyt miłym głosem Leo, na widok Phoebe i Paige.
Mężczyzna miał nas obie białą koszulę i spodnie z wycierusu.
- Przeszkadzamy ci? - zapytała Paige.
- Mi nie, ale widzę, że mojej żonie bardzo - odpowiedział, patrząc na mąkę, porozrzucaną po całym stole i na surowe pierogi, poustawiane w rządku.
- Co cię ugryzło? - rzekła Piper, odwracając się do męża.
Leo wyglądał jakby chciał powiedzieć coś niemiłego, ale się powstrzymał.
- Nic, czekam na obiad - mówił. *powiedział?*
- Co on sobie myśli? - powiedziała Phoebe.
- Daj spokój. Tak już jest od tygodnia - oznajmiła Piper.
- Może ma jakieś problemy w pracy - zauważyła Phoebe.
- Może, ale czuję, że co raz bardziej się od siebie oddalamy - rzekła zrezygnowana Piper. *ej. Co to było? On wszedł, a one skomentowały jego zachowanie, jakby go nie było? w osobie trzeciej? Dziwne, bardzo dziwne.*
- Będę już leciała. Coop na mnie czeka - powiedziała Phoebe.
- Może cię podrzucę - zaproponowała Paige.
- Chętnie - odpowiedziała Phoebe, po czym wstała i złapała za rękę Paige.
- Na razie - powiedziały jednocześnie Paige i Phoebe, po czym zniknęły w obłoku błękitnego światła.
Nagle z salonu wydobył się hałas tłukącego się szkła.
- Leo - powiedziała Piper ze strachem i szybko pobiegła do salonu, mając na twarzy ślady mąki. *"ze śladami mąki na twarzy" brzmiałoby tu lepiej*

Phoebe i Coop siedzieli w salonie. Był bardzo wytworny i ładnie urządzony. Krzesła były brązowego koloru. Na półkach stały książki i miniaturowe figurki słoników z trąbą w górze. Stół był szklany i teraz leżały na nim dwa talerzyki, kieliszki z winem i miseczki - jedna wypełniona była ziemniaczkami z koperkiem, druga sałatą z pomidorami, a trzecia kotlecikami sojowymi. Na stole były również ustawione,*bez przecinka* dwie, błękitne świece w kształcie serc.
- Miło, że przygotowałeś kolację - powiedziała Phoebe, ubrana w ładną, czerwoną sukienkę z cekinami.
- Wszystko, co najlepsze dla mojej pięknej pani - mówił *powiedział* czuło Coop, po czym otworzył wino i nalał sobie i Phoebe.

Hmm, tyle na razie zdążyłam zrobić. Mam nadzieję, że poprawisz. Sama nie wiem, co powiedzieć o całości (przeczytałam!)... Wiesz, widać, że masz braki, ale też potencjał... Chciałabym, żebyś się nauczył sam wyłapywać takie błędy, bo są banalne. Gdybyś się ich pozbył, i trochę sztywnej narracji także... I powtórzeń... To całkiem spokojnie by się to czytało. Serio. Czekam na Twoje postępy.

Całkiem to było ciekawe, nie powiem. Najlepszy chyba tekst o Czarnych Frytkach xD Niedługo dokończę z błędami.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2012 11:56 przez Kanterial.)
01.01.2012 11:56
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
tomek11 Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 56
Dołączył: 10-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #3
RE: Charmed
Wielkie dzięki za komentarzSmile. Miło mi, że ktoś przeczytał. A błędy już te, co napisałeś, to poprawiłem. Po za tym musiałem coś zmienić w fabule, więc uprzedzam.

tomek11, dołączył do nas dnia 10-12-2011 - Witam wszystkich Smile
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2012 22:13 przez tomek11.)
01.01.2012 20:33
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #4
RE: Charmed
Łooojezu wybacz, ale mimo chęci, nie przeczytam, nie lubię scenariuszy. Jednocześnie zwracam się z prośbą o opisy.

Miagarvina
109 641
<klik>
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2012 13:12 przez Sylar.)
02.01.2012 13:12
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #5
RE: Charmed
Za mało opisów, za dużo dialogów.
Jednakże powiem, że masz potencjał. Ff to dobry początek.
Pamiętam ten serial! Smile

Tyle.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
06.01.2012 10:37
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
tomek11 Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 56
Dołączył: 10-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #6
RE: Charmed
Charmed - Czarodziejki Sezon 9 numer 2
"Ślub, nie z bajki"

- Halo, czy ktoś jest? - krzyczała Phoebe, idąc przez ciemną i straszną jaskinię, oświetloną jedynie kilkoma pochodniami.
Dziewczyna ubrana była w lśniącą, białą suknie ślubną. Jej jedwabiste brązowe włosy, były teraz poskręcane. Nosiła niebieskie kolczyki z jaspisu, a jej szyje, zdobił złoty wisiorek z serduszkiem. Nagle z oddali rozległ się potworny krzyk cierpienia. Phoebe szybko zerwała się, chcąc sprawdzić źródło hałasu. Biegła kilka minut. Jaskinie były mroczne, a krzyk stawał się co raz głośniejszy. W końcu dobiegła do celu. Zobaczyła kilku mężczyzn ubranych w czarne, skórzane stroje. Nie wyglądali przyjemnie. Ich twarze były szpetne, a oczy groźnie i złe. Oprócz nich, była tam również blond włosa kobieta w błękitnym kostiumie, wisząca na drewnianym grubym kiju, przymocowanym do ziemi, umieszczonym na skraju głębokiej przepaści. Mężczyźni wyciągnęli dłonie i ukazała się w każdej z nich, duża ognista kula. Phoebe, jednak pomimo grożącej jej śmierci, nie czuła strachu. W jej sercu istniało teraz dziwne, pozytywne uczucie, którego nie dało się racjonalnie wytłumaczyć.
- Zaraz, ja cię znam - powiedziała Phoebe, przyglądając się kobiecie.
Twarz blond włosej dziewczyny była obrócona w drugą stronę, ale po chwili jej głowa poruszyła się lekko i odchyliła.
- Prue - rzekła zaskoczona dziewczyna, widząc swoją zmarłą siostrę.
W tej chwili demony rzuciły ogniste kulę, prosto w Phoebe. Dziewczyna krzyknęła.

- Kochanie, już pora wstawać - usłyszała Phoebe.
- Prue! - krzyknęła dziewczyna i szybko się podniosła.
- Coop - powiedziała Phoebe, patrząc nieprzytomnie na swojego ukochanego.
- Nic ci nie jest? - zapytał prawie nagi kupidyn.
Oboje leżeli w srebrnej pościeli, w przestronnej sypialni o różowych ścianach,a wokół nich rozchodziła się biała kotara.
- Nie, wszystko w porządku - oznajmiła dziewczyna, dysząc.
Ubrana w błękitną, skąpą koszulę.
- Czymś się martwisz? - zapytał Coop, przyglądając się swojej przyszłej żonie.
- Nie. Dlaczego? - spytała, patrząc na zdjęcie swojej siostry Prue, które prześwitywało zza kotary.
- Nie tylko ty masz dar empatii - odpowiedział mężczyzna i uśmiechnął się.
- No tak - rzekła dziewczyna, dalej przyglądając się zdjęciu.
- Powiesz mi, co trapi moją przyszłą żonę? - zapytał.
- Żonę - powiedziała nieprzytomnie Phoebe i wytrzeszczyła oczy.
- Ślub. Muszę się przygotować - krzyknęła Phoebe i zerwała się z łóżka, po czym odkryła kotarę.
Phoebe, poczekaj - powiedział głośno Coop, ale dziewczyna wybiegła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi.

- Leo, mam nadzieję, że ubrałeś już garnitur - oznajmiła zdenerwowanym głosem Piper, krzycząc z dołu.
Leo stał w ich sypialni o beżowych ścianach. Mężczyzna spoglądał na lustro i minę miał nie wyraźną.
- On się, chyba skurczył - rzekł, ubrany był w elegancki, czarny garnitur.
Oddychał głęboko, nie mogąc złapać tchu.
- Chyba jednak praca asystenta lekarza nie jest taka ciężka, jak sądziłem - stwierdził, oglądając swój ściśnięty brzuch.
- Przydała by się iluzją, przynajmniej mógł bym normalnie oddychać - powiedział i wzdychnął, przez co ból stał się nie do zniesienia.

- Prue, szkoda, że nie będzie cię na ślubie - powiedziała Piper, siedząc w kuchni o białych ścianach, na krześle, przy drewnianym stole, na którym leżało mnóstwo różnych kokardek i wstążek. Dziewczyna trzymała w dłoni zdjęcie swoich sióstr: Prue i Phoebe.
- Mamusiu - krzyknął Wayatt, który razem ze swoim młodszym bratem, orbitował z salonu.
- Synuś, co się stało? - zapytała wystraszona Piper, spoglądając na chłopca.
- Zły pan - oznajmił Wayatt.
- Zły pan! - krzyknęła Piper i pobiegła do salonu.
Obok jej pięknej draceny o trójkątnych, jasnozielonych liściach, stał mężczyzna ubrany w brązowe, stare szmaty.
Demon uniósł dłoń, w której pojawiła się niebieska, energetyczna kula i rzucił nią w dziewczynę.
Piper machnęła rękoma i kula eksplodowała z głośnym trzaskiem.
Mężczyzna znowu uniósł dłoń, ale tym razem Piper, była szybsza. Kobieta machnęła szybko rękoma, raz jeszcze i demon wybuchł w ognistym żarze, pozostawiając po sobie, tylko czarny ślad na podłodze.
- Świetnie, znowu się zaczyna - powiedziała Piper i posmutniała.
- Nic ci nie jest? - krzyknął Leo, szybko zbiegając ze schodów.
- Nie, już dobrze. Ale demon chciał zaatakować chłopców - oznajmiła, dalej smutna Piper.
- Koniec normalnego życia - zauważył Leo.
- Na to wygląda - powiedziała Piper, patrząc na czarny ślad i wzdychnęła.

- Henry, musimy już wychodzić - poinformowała Paige męża, siedzącego na beżowej sofie w salonie i przeglądającego gazetę.
Paige miała na sobie różową sukienkę w kwiaty, a jej kasztanowe włosy były rozpuszczone.
- Dobra, już idę - odpowiedział Henry, po czym wstał i położył na małym, drewnianym stoliku gazetę.
Mężczyzna ubrany był w klasyczny czarny garnitur z białym krawatem.
Paige i Henry poszli do przedpokoju, ubrali się i gdy byli już prawie gotowi, Paige krzyknęła
- Poczekaj!
- Miałam wziąć ten naszyjnik z serduszkiem dla Phoebe - oznajmiła dziewczyna i wróciła do salonu.
- Gdzie on jest? - mówiła Paige, biegając po salonie.
- Wiem, że tu go położyłam - powiedziała i zaczęła rozrzucać kosmetyki na toaletce w poszukiwaniu zaginionego wisiorka.
W końcu popatrzyła na drewniany stolik i uniosła gazetę pod którą znajdował się poszukiwany naszyjnik. Złapała szybko wisiorek, po czym opuściła rękę, w której znajdowała się gazeta i przypadkiem zobaczyła wielki czarny napis na środku strony:
BUCKLAND ZNÓW DZIAŁA. TRACY ROSENBERG SZEFOWĄ DOMU AUKCYJNEGO - przeczytała Paige.
- Buckland - powiedziała Paige, przypominając sobie swoją przyrodnią siostrę, której niestety nie znała, ale sporo o niej wiedziała, z opowiadań Phoebe i Piper.
- Paige, pospiesz się - mówił zniecierpliwiony Henry z przedpokoju.
- Już - odpowiedziała Paige i odłożyła gazetę na stoliku, po czym pobiegła do męża.

Coop stał przed drzwiami łazienki, w której dalej siedziała Phoebe.
- Phoebe, to ja już idę do Kościoła - rzekł kupidyn, ubrany teraz w elegancki garnitur, mający jak zawsze na dłoni swój magiczny pierścień.
- Limuzyna powinna być za dwadzieścia minut - krzyknął.
- Jasne! - odrzekła głośno Phoebe z łazienki, która siedziała na zamkniętym sedesie.
- To do zobaczenia, prawie żono - powiedział Coop i zaśmiał się, po czym zniknął w różowym świetle.
W tej chwili dziewczyna opuściła łazienkę. Miała na sobie lśniąca, białą suknie ślubną. Jej włosy były poskręcane i miała piękne, niebieskie kolczyki z jaspisu.
A jeśli to nie był sen? - pomyślała Phoebe, wchodząc do dużego salonu z błękitnymi ścianami i z dużą ilością różnokolorowych kwiatów.
- Może Prue żyję i ma kłopoty - powiedziała dziewczyna, siadając na krześle, przy szklanym stole w salonie.
W tej chwili, obok Phoebe, otworzyła się szeroka dziura wypełniona płomieniami, z której wyleciała czarnowłosa kobieta w łachmanach.
- Prue - powiedziała oniemiała dziewczyna, patrząc na swoją zmarłą siostrę i szybko wstała.
Prue wyglądała strasznie. Na policzku miała, jeszcze świeżą ranę, z której wyciekały krople krwi. Jej skóra była czerwona, jakby przegrzana. Dziewczyna wyglądała smutno i była niezwykle chuda, wręcz wychudzona. Jej policzki były zapadnięte, oczy zmęczone, a usta suche.
- Cześć Phoebe - oznajmiła Prue i lekko się uśmiechnęła.
Z oczu Phoebe pociekły łzy szczęścia.
- Nie płacz, bo sama się rozpłaczę - oznajmiła dziewczyna, której robiło się co raz smutniej.
Phoebe szybko podeszła do ukochanej siostry, chcąc ją przytulić, po tych wszystkich latach.
- Nie podchodź! - powiedziała szybko Prue i odsunęła się o kilka kroków.
- Prue, co ty? - zapytała drżącym głosem Phoebe, przez łzy.
- Phoebe, proszę nie dotykaj mnie, bo stanie się coś złego, uwierz mi - rzekła poważnie starsza siostra.
- Kto ci to zrobił? - spytała Phoebe, patrząc na wszystkie zadrapania i rany Prue.
- Nie ważne - odpowiedziała dziewczyna.
- Nie ważne? Prue, proszę cię, powiedź, kto cię skrzywdził? - zapytała Phoebe, a łzy jeszcze bardziej zaczęły jej płynąć po policzkach.
- Pozwolili mi przyjść na twój ślub - powiedziała Prue, zmieniając temat.
- Starsi? - zapytała.
- Tak - oznajmiła Prue, starając się uśmiechnąć, choć nie wyszło jej to za dobrze.
Phoebe w tej chwili skupiła się na Prue, chcąc odczytać, co tak naprawdę czuję.
- Nic nie czuję. Nie możliwe - powiedziała zdziwiona Phoebe i dodała
- Przecież już odczytywałam emocje ducha. Nic nie rozumiem.
- Bo ja nie jestem duchem - rzekła Prue, patrząc z powagą na swoją siostrę.
- To czym? - zapytała ze strachem Phoebe.
- Nie ważne. Posłuchaj. Pozwolono mi przyjść, tylko na twój ślub, więc proszę, bądź dzisiaj szczęśliwa, błagam cię - oznajmiła Prue, mówiąc spokojnym głosem do siostry.
- To idziemy na ślub? - zapytała Prue.
- Idziemy - odpowiedziała Phoebe i uśmiechnęła się przez łzy, choć dalej nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.

- Leo, jedź szybciej, bo się spóźnimy - mówiła Piper do swojego męża.
Piper, Leo, Wayatt i Chris jechali brązowym samochodem na ślub Phoebe i Coopa.
Chyba, jednak się spóźnimy - powiedział mężczyzna, gdy zobaczył wielki tłum ludzi, zbierający na ulicy, wokół jakieś postaci, której nie było widać oraz policjantów z malutkim znakiem stop.
Leo stanął.
- Nie, no super - prychnęła Piper i uderzyła w kolana.
- Mamusiu, ile to potrwa? - zapytał słodko Wayatt.
- Nie wiem synuś - odpowiedziała Piper i szybko dodała groźnie, jakby przeczuwając, co jej syn chciałby zrobić.
- Tylko, żadnego orbitowanie
- Piper, a może jednak? - zapytał przekonująco Leo.
- Żadnego orbitowania - powtórzyła raz jeszcze.
- Zaczekaj, pójdę sprawdzić, kiedy ten tłum zejdzie z ulicy - oznajmiła Piper i wysiadła z samochodu.
- Buckland - powiedziała dziewczyna, dostrzegając budynek dawnej pracy, swojej starszej siostry Prue, który został zamknięty jakieś cztery lata temu.
Kobieta podeszła do dwóch policjantów, chcąc zapytać, kiedy ulica zostanie otwarta.
Nagle usłyszała znajomy głos
- Bardzo przepraszam, ale proszę tylko kilka pytań. Muszę zająć się sprawami domu aukcyjnego. Na wywiady, można się umawiać z moją sekretarką - powiedziała jakaś ładna blond włosa kobieta ubrana w niebieski kostium.
- Znam ten głos - powiedziała Piper i spróbowała, wejść do tłumu, ale policjant złapał ją za ramię i zapytał
- Czy pani z prasy?
- Ja, nie, tylko..., a zresztą nie ważne, już sobie idę - oznajmiła Piper, nie mogąc nic wymyślić.
- No nie wiem, co pani chciała od panny Rosenberg? - zapytał jeden z policjantów, ubrany w białą koszulę i czarne spodnie od garnituru, z przypiętą na piersi odznaką.
- Panny Rosenberg? - zdziwiła się Piper.
- Harry, ona nic nie wie, puść ją - powiedział drugi policjant, ubrany w granatową koszulę i ciemne spodnie, również z przypiętą na piersi odznaką.
No, dobra może pani iść - stwierdził policjant w białej koszuli i zabrał rękę.
Piper odeszła i wsiadła do samochodu.
Minęło dziesięć minut
- Piper, chyba musimy pojechać inną drogą, bo się spóźnimy - powiedział Leo.
- No dobra, zawracaj - oznajmiła Piper.
Leo przekręcił kluczyk w stacyjce i po chwili samochód zapalił.
W tej chwili tłum rozsunął się i wyszła z niego właścicielka Buclandu.
- Chris, uspokój się - powiedziała Piper i obróciła się do krzyczącego chłopca.
Po chwili synek się uspokoił i dziewczyna obróciła się, spoglądając na kobietę w niebieskim kostiumie.
Piper "zamurowało" i przez chwilę nieprzytomnie patrzyła na postać. Po chwili przełknęła ślinę i powiedziała bardzo powoli
- Leo, popatrz tam - rzekła i wskazała palcem na jasnowłosą kobietę.
Mężczyzna popatrzył na nią i z nie dowierzaniem w głosie powiedział
- Niemożliwe.
- To Prue - stwierdziła poruszona Piper.
Chwilę później, gdy kobieta przeżyła już pierwszy szok, szybko wysiadła z samochodu i pobiegła w stronę kobiety.
- A paniusia, gdzie? - krzyknął policjant, ubrany w granatową koszulę i złapał mocno ścisnął Piper, blokując jej ręce.
- Puszczaj mnie! - mówiła głośno Piper, próbując wyrwać się policjantowi.
- Zostaw ją! - krzyknął Leo i złapał mężczyznę w pasie i rzucił o ziemię.
- Leo uważaj - krzyknęła Piper, zauważając stojącego obok kobiety wyglądającej jak Prue, Harrego mierzącego do Leo pistoletem.
Broń wystrzeliła.
Piper szybko machnęła dłońmi i zamroziła cały tłum, policjantów, Leo i dziewczynę o wyglądzie Prue.
- Co? - rzekła Piper, widząc unieruchomioną Prue.
Piper uniosła rękę i lekko ją poruszyła, powodując "odmrożenie" Leo.
- Piper, ktoś może to zobaczyć - powiedział przestraszony Leo, rozglądając się na wszystkie strony.
- Nie ma teraz na to czasu. Dlaczego Prue zamarła? - zapytała Piper, Leo.
- Nie wiem? Może to nie ona - odpowiedział.
- Jak to nie ona, przecież to Prue, poznaje ją - mówiła zdenerwowana Piper.
- Piper musimy szybko, stąd uciekać, choć do samochodu i jedziemy, zanim, ktoś nas zobaczy - rzekł Leo, próbując przekonać swoją żonę.
- Nie, ona znowu może zniknąć i co wtedy? - mówiła Piper ze strachem.
- Nie zniknie, wiemy, gdzie możemy jej szukać - stwierdził spokojnie mężczyzna.
- Nie, samej jej nie zostawię - rzekła głośno Piper, machając przecząco głową.
- Dobra, więc ty i chłopcy orbitujcie, a ja zostanę i będę jej pilnował - powiedział Leo.
- Tylko jej nie zgub, słyszysz! - mówiła Piper, jakby mu groziła i dodała rozpaczliwie
- Nie chcę jej znowu stracić
Po czym spojrzała z radością na siostrę.
- Idę - rzekła Piper, po czym popatrzyła ostatni raz na Prue i pobiegła po dzieci.
Piper otworzyła drzwiczki samochodu i złapał w pasie, najpierw jednego chłopca, siedzącego na foteliku, a potem drugiego.
- Wayatt, proszę cię, możesz nas przenieść do Kościoła. Pamiętasz tego, w którym byliśmy tydzień temu - oznajmiła Piper powoli i spokojnie.
- Dobrze - odpowiedział chłopiec i uśmiechnął się.
Po czym złapał brata za rączkę i mamę za końcówkę ciemnej sukienki i przeniósł w błękitnym świetle do Kościoła.

Nagle w Świątyni Boga, pośród wielu ludzi i czarownic pojawił się obłok błękitnego światła w którym ukazała się Piper, Wayatt i Chris. Kobieta w tej chwili szybko machnęła dłońmi i zamroziła śmiertelników, których było sporo np. ubrana w różową, krótką sukienkę Elise.
- Zdążyłam? - zapytała Piper, Paige, która stała obok ich matki Patty.
Kościół był wystrojony w białe wstęgi. Wszędzie było pełno płonących świec. Przy ścianie stały ogromne organy i było dużo ławek o brązowym kolorze. W powietrzu unosiła się woń kwiatów, które były porozrzucane na podłodze od wejścia do samego Ołtarza.
- Tak, chyba nikt tego nie zauważył, a ślub też jeszcze się nie rozpoczął, bo nie ma panny młodej - oznajmiła Paige i zrobiła minę w stylu - Nie pytaj, bo i tak nie wiem.
- Ktoś szukał Phoebe, dzwonił do niej? - zapytała wystraszona Piper.
- Oczywiście, ale nie odpowiada. Bardzo się boimy - mówiła zmartwiona Patty, która miała na sobie krótka białą sukienkę, a na szyi wisiorek z rubinowym oczkiem.
- Piper, nareszcie jesteś. O i moje kochane wnuki - powiedziała Penny i przytuliła Wayatt i Chrisa.
- A gdzie Leo? - zapytała Penny, ubrana w szkarłatną suknię, ale nie czekała na odpowiedź Piper i sama sobie odpowiedziała
- Znowu cię zostawił, ale nie martw się, to tylko mężczyzna.
- Mamo - powiedziała poirytowana Patty, chcąc uspokoić matkę.
- Muszę wam o czymś powiedzieć - mówiła Piper, ale przerwało, jej pojawienie się w różowym świetle Coopa.
- Piper, wiesz, co się stało z Phoebe? - zapytał kupidyn i dodał
- Szukałem jej, ale nigdzie jej nie ma.
- Nie wiem, co się dzieję z Phoebe, ale wiem coś o ... - mówiła Piper, ale znowu jej przerwano.
- Jestem - oznajmiła Phoebe, stojąc w drzwiach Świątyni.
- Gdzieś ty byłaś, kochanie? - zapytała Penny radośnie. Teraz uśmiechając się z ulgą.
- Muszę wam, coś pokazać, a właściwie, to kogoś pokazać. To będzie dla was szok - oznajmiła poważnie Phoebe.
- Chodź, Prue - powiedziała dziewczyna i kiwnęła głową, dodając otuchy zdenerwowanej Prue.
Do Kościoła weszła zmarła siostra. Teraz ubrana była w srebrną sukienkę. Miała na rękach kremowe rękawiczki, zakrywające w pewnym stopni jej rany i wyglądała już dużo lepiej. Choć blizny na twarzy i wygłodzenie, dalej były widoczne.
Wszyscy nie zamrożenie goście, wytrzeszczyli oczy i patrzyli z niedowierzaniem na Prue.
- To jakieś żarty? - zapytała Patty.
- Nie, mamo, to naprawdę ja - odpowiedziała Prue, przyglądając się wszystkim ze strachem.
Patty popatrzyła dziwnie na Penny, jakby coś ukrywały. Dziewczyna ruszyła w stronę gości.
- Prue, to nie możliwe - mówiła Piper z łzami i podbiegła do siostry, chcąc ją przytulić, ale dziewczyna szybko się odsunęła i z paniką krzyknęła
- Nie dotykajcie mnie, nie dotykacie!
- Czemu, nie rozumiem? - powiedziała Piper, zatrzymując się w połowie drogi i czując, jakby, ktoś uderzył ją w twarz.
- Nie mogę, być długo. Po ślubie muszę odejść - mówiła Prue, zmieniając temat.
- Do Raju? - zapytała Paige, dla której widok Prue, był prawdziwym szokiem.
- Tak, do Raju - odpowiedziała dziewczyna.
- Nie prawda, nie jesteś w Raju! - krzyknęła Patty, nie mogąc dłużej tego ukrywać.
- Patty, uspokój się - mówiła Penny, szturchają córkę.
- Nie mamo, nie uspokoję się, nie będę dłużej pozwalać, by moja córka cierpiała.
- Nie możesz, zdradzić tajemnicy osądu. To niezgodne z magicznymi prawami wszechświata - mówiła Penny stanowczo.
- Mam gdzieś prawa wszechświata. Moja córka, a twoja wnuczka cierpi, wieczność w piekle dla demonów - rzekła Patty, podniesionym głosem.
- Co? - krzyknęły razem Piper, Phoebe i Paige.
- Jak to w piekle dla demonów? - zapytała z paniką Phoebe.
- Przecież Prue nie jest demonem - oznajmiła zdziwiona Paige.
- Tak, ale w chwili, kiedy Prue umarła, zdarzyło się coś strasznego - mówiła Patty i dodała
- Jej dusza nie wiadomo dlaczego, nie opuściła, całkowicie materialnego świata.
- Nic nie rozumiem - powiedziała Phoebe.
- My też tego nie rozumiemy - zaczęła Penny i dodała
- Po prostu, tylko część duszy Prue przeszła w zaświaty, a tylko pełna dusza, ludzka, może dostąpić spoczynku i odrodzenia.
- Tak, właśnie. Prue została wysłana do piekła dla demonów, bo podobnie jak one, nie była czysta i nie miała czystej duszy - tłumaczyła Patty.
- Ale ja dalej tego nie rozumiem? Czyli przez nie wiadomo co, moja siostra poszła do piekła dla demonów i ma wiecznie cierpieć, bo nie ma części duszy - mówiła poirytowana Piper, machając dłońmi.
- Przecież to jakieś szaleństwo - oznajmiła Phoebe i dodała, zwracając się do najstarszej siostry
- Ale co się stało, z tą drugą częścią twojej duszy, Prue?
- Nie wiem, po prostu, zniknęła - oznajmiła Prue.
- Zaraz, a ta druga Prue z Buckland - rzekła Piper.
- Jaka druga Prue? - zapytała Paige.
- Nie, no to jest jakieś szaleństwo - oznajmiła Phoebe i złapała się za głowę.
- Możliwe, że ta druga Prue, to właśnie twoja druga połowa duszy, która odłączyła się od ciebie w chwili śmierci - rzekła Penny.
- Nie, no tego już za wiele. To miał być mój dzień, mój ślub - mówiła Phoebe przez łzy, po czym krzyknęła
- Ślubu nie będzie, wszystko zniszczyliście.
W tej chwili Phoebe poczuła wielki smutek, ze strony swojego narzeczonego.
Po słowach Phoebe w podłodze, dokładnie nad stopami Prue, otworzyła się ogromna dziura, wypełniona płomieniami.
- Mój czas się skończył. Żegnajcie - oznajmiła Prue, płacząc.
- Nie! - krzyknęły Phoebe i Piper i rzuciły się w stronę siostry, jednak dziura szybko zniknęła, zabierając ze sobą Prue.
W tej chwili do Kościoła wpadł Leo, krzycząc
- Porwali Prue, porwały ją demony.
Paige upuściła wisiorek, który spadł na ziemię.
- Widziałam go już - powiedziała Phoebe, przyglądając się naszyjnikowi i podniosła go, po czym zobaczyła fragment swojego snu, w którym biegła przez jaskinie, słysząc krzyk swojej siostry.
- Wiem, gdzie ona jest - powiedziała Phoebe.
- Paige, musisz nas przenieś - powiedziała Phoebe i założyła złoty naszyjnik z serduszkiem na szyję.
- Dobrze - rzekła Paige.
- Musimy uratować, tą drugą Prue, żeby ocalić tę pierwszą - stwierdziła Piper, próbując to wszystko ogarnąć, po czym złapała Paige za ramię.
- Phoebe, iść z wami - zapytał kupidyn.
- Nie, Coop, musimy to same załatwić - oznajmiła Phoebe, dalej czując, jak potworny ból czuję jej ukochany.
Phoebe również złapała Paige za ramię i razem przeniosły się w obłoku błękitnego światła.

Czarodziejki pojawiły się w ciemnej grocie, oświetlonej jedynie przez pochodnie.
- Dokąd mamy iść? - zapytała Paige.
- W prawo - rzekła Phoebe, przypominając sobie swój sen.
Czarodziejki szły przez kilka minut i natrafiły na trzy groty.
- Dokąd teraz? - spytała Piper.
- Nie wiem - odrzekła Phoebe.
- Niech każda z nas pójdzie w inną stronę - zaproponowała Piper.
- Nie możemy się rozdzielać, a jeśli któraś z nas zostanie zaatakowana - powiedziała Paige.
- Nie ważne, rozdzielamy się - oznajmiła Phoebe, która już poszła środkową jaskinią.
- Piper, nic nie powiesz? - zapytała zdziwiona Paige.
- Rusz się - oznajmiła Piper i poszła lewą jaskinią.
Paige stała i nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc ruszyła prawą jaskinią.
Phoebe szła kilka minut ciemną jaskinią, w nadziei, że zaraz usłyszy krzyk Prue, jednak nic takiego się nie działo.
- Jak tu ciemno - rzekła Paige, rozglądając się po grocie.
Szła dobrych, kilka minut, aż zobaczyła wyjście, prowadzące do dalszej części jaskini. Dziewczyna poszła do niego i jej oczom, ukazała się horda demonów w czarnych skórach oraz dziewczyna, podobna do Prue, wisząca na drewnianym kiju, na zboczu przepaści. Mężczyźni przyglądali się Paige z uśmiechem, jakby na coś czekali.
- Czemu nie atakujecie? - zapytała Paige.
- Bo, ja im nie pozwalam - oznajmiła czarnowłosa kobieta w szkarłatnej szacie, która właśnie zmaterializowała się w krwistym blasku.
- Kim jesteś? - zapytała wystraszona Paige.
- Czyżbym czuła strach? - zapytała kobieta z szaleńczą radością, po czym dodała
- Nie możesz bać się swojej siostry - oznajmiła kobieta.
- Siostry? - powiedziała zdziwiona Paige, przyglądając się kobiecie, jakby brała ją za wariatkę.
- Nie możliwe - dodała Paige z przekonaniem, kiwając przecząco głową.
- Ależ to szczera prawda, kochano siostrzyczko - oznajmiła spokojnie czarnowłosa kobieta, patrząc na dziewczynę nieprzytomnym, szalonym wzrokiem.
Nagle kobieta spojrzała na sztylet, który trzymała w uniesionej ręce i zabrał dłoń, pozostawiając Athame zawieszone w powietrzu.
Paige patrzyła na sztylet ze strachem, przeczuwając, co będzie dalej.
- Żegnaj siostrunio. Szkoda, że nie będę mogła cię poznać, ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś - rzekła kobieta z radością w głosie.
Sztylet wystrzelił prosto w Paige, jak pocisk z pistoletu.
Nagle po wszystkich jaskiniach rozległ się wrzask, który niosło echo.
Phoebe w pierwszej chwili, była pewna, że to krzyk jej starszej siostry, ale nie dochodził on z dalszej części jaskini, w której znajdowała się Phoebe. Dziewczyna szybko pobiegła, w przeciwną stronę, spotykając Piper, która również usłyszała krzyk i razem wbiegły do prawej groty, którą poszła ich młodsza siostra. Czarodziejki biegły kilka minut, aż ich oczom ukazała się grupa demonów w czarnych skórach i o szpetnych twarzach oraz Prue, wisząca na drewnianym kiju i kobieta w szkarłatnej szacie, stojąca obok nieprzytomnej Paige, leżącej na ziemi, z wbitym w brzuch sztyletem, ozdobionym rubinami, który świecił białym blaskiem.
- Paige! - krzyknęły razem Piper i Phoebe i podbiegły do siostry, po czym uklękły.
Piper złapała dziewczynę za głowę i przytuliła, podczas gdy Phoebe zakryła mokrą od łez twarz rękoma.
- Coś ty jej zrobiła? - zapytała groźnie Piper i machnęła szybko dłońmi, wskazując na kobietę.
Ona jednak spokojnie stała w skupieniu, dokładnie przyglądając się Piper.
Nic się nie stało.
- Co się dzieje, co z moją mocą? - zapytała rozgniewana Piper i położyła na ziemi siostrę, po czym wstała.
- Co ty mi zrobiłaś? - spytała Piper, ocierając twarz.
- Pokaże ci - oznajmiła i machnęła dłońmi w górę, rozsadzając tym samym w ognistym żarze jednego z demonów.
- Niemożliwe - powiedziała Piper.
- Możliwe, dla mnie wszystko jest możliwe - odpowiedziała kobieta z wyższością.
Kobieta wyciągnęła dłonie, wskazując na Piper, która patrzyła na nią ze strachem, wiedząc dobrze, co chce zrobić.
- Nie, krzyknęła Phoebe i pobiegła do siostry, po czym zakryła ją własnym ciałem.
- Spokojnie. Jeszcze nie teraz - oznajmiła kobieta z uśmiechem i opuściła dłonie.
Phoebe i Piper odetchnęły z ulgą. Jednak szalona dziewczyna, podniosła szybko ręce raz jeszcze i machnęła nimi w kierunku dolnej części kija z Prue, która eksplodowała i spadła w przepaść, razem z najstarszą czarodziejką.
- Żegnajcie - oznajmiła kobieta i pomachała Piper i Phoebe na pożegnanie, po czym zniknęła w krwistym świetle.
Po niej, zniknęły również wszystkie demony w płomieniach.
- Prue, nie! - krzyczała Phoebe i razem z siostrą, pobiegły na skraj przepaści.
- Zamroź ją, szybko - powiedziała Phoebe do Piper, która machnęła dłońmi, w kierunku Prue, jednak nic się nie stało.
- Dlaczego nic się nie dzieje? - zapytała, drżącym głosem Phoebe.
- Ona jest już za daleko - oznajmiła Piper, której łzy, zaczęły spływać po policzkach.
Dziewczyny patrzyły w przepaść, na swoją siostrę i nic nie mogły zrobić, by ją uratować.
- Prue - usłyszały cichy głos, po czym nagle w obłoku błękitnego światła na ziemi, pojawiła się nieprzytomna siostra.
Zobaczyły drżącą z zimna, leżącą Paige z wyciągniętą dłonią w kierunku przepaści. Piper i Phoebe szybko pobiegły do młodszej siostry. Dziewczyna była blada i spocona. Paige spojrzała błagalnie na siostry, po czym zamknęła oczy. W tej chwili Athame zapłonęło krwistym blaskiem i zniknęło z brzucha kobiety.
- Paige! - krzyknęły razem Piper i Phoebe.
- Co teraz zrobimy? - zapytała Piper, przyglądając się nieprzytomnej siostrze.
W tej chwili w obłoku różowego światła pojawił się Coop i powiedział
- Szybko, złapcie je.
Phoebe spojrzała na narzeczonego i złapała go za rękę, a potem dotknęła Prue. Następnie Piper wzięła za dłoń Paige, a potem Coopa i razem zniknęli w szkarłatnym świetle.

Pojawili się na szpitalnym korytarzu o białych ścianach i z kilkoma łóżkami, stojącymi przy ścianach. Na szczęście stał tam, tylko jeden człowiek, zapatrzony w czasopismo.
- Pomocy! - krzyknął Coop, zwracając uwagę, czytającego mężczyzny, ubranego w dżinsowe spodnie i fioletowy sweter.
- Zawołaj lekarza, szybko! - krzyczała Phoebe, zwracając się do mężczyzny.
Chłopak pobiegł po pomoc.
- Coop, Paige nie oddycha - rzekła Piper, drżącym głosem.
Kupidyn spojrzał na Piper ze strachem. W tej chwili przybiegł lekarz i powiedział
- Proszę się odsunąć
Wszyscy szybko odstąpili miejsca lekarzowi.
Mężczyzna uklęknął nad Paige, dokładnie oglądając głęboką ranę, po wbitym Athame, po czym przyłożył dwa palce do jej szyi.
- Brak tętna - oznajmił lekarz.
Piper i Phoebe popatrzyły na siebie ze strachem.
- Szybko, zabieramy ją - powiedział lekarz, zwracając się do Coopa.
Kupidyn złapał Paige za ręce, a lekarz za nogi i razem zanieśli ją na salę operacyjną o zielonych ścianach z wielkim stołem operacyjnym, aparaturami i narzędziami. W pomieszczeni było trzech lekarzy i Coop.
Siostry czekały na korytarzu.
- Proszę wyjść - powiedział lekarz do Coopa, który szybko opuścił salę.
- Co tam się dzieję? - zapytały razem zdenerwowane Phoebe i Piper.
Na małych zielonych krzesełkach leżała nieprzytomna Prue.
- Nie wiem, będą robić operację - odpowiedział kupidyn, a Phoebe przytuliła go i rozpłakała się.
Minęła godzina.
Piper, Coop i Phoebe, dalej stali przed salą.
W pewnej chwili drzwi otworzyły się i wyszedł lekarz.
- Panie doktorze i co? - zapytała Piper z łzami w oczach.
- Bardzo mi przykro - odpowiedział doktor, patrząc na nich poważnie, po czym dodał
- Pani Matthews zapadła w śpiączkę i nie wiadomo, czy się obudzi.
Piper i Phoebe patrzyły na lekarza nieprzytomnym wzrokiem, jakby nie docierało do nich to, co przed chwilą usłyszały.
KONIEC

tomek11, dołączył do nas dnia 10-12-2011 - Witam wszystkich Smile
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2012 01:58 przez tomek11.)
07.01.2012 23:32
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
tomek11 Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 56
Dołączył: 10-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #7
RE: Charmed
Charmed - Czarodziejki sezon 9 numer 3
"Tracy"

- Nie mogę uwierzyć w to, co się stało - powiedziała Phoebe, siedząc razem z Leo i Piper w ich salonie, na środku, którego stał drewniany stół oraz wielki stary zegar przy kącie.
- A jak Henry? - zapytała Phoebe.
- Henry jak zwykle, siedzi w szpitalu u Paige - oznajmił Leo.
- Kochanie, dobrze się czujesz? - zapytał mężczyzna swoją żonę, która patrzyła się przed siebie, jak zahipnotyzowana.
- Nie czuję się dobrze. Cholernie nie dobrze - rzekła Piper i wstała, machając rękoma, po czym dodała
- Dlaczego nie można jej uzdrowić?
- Piper, czytałaś w Księdze Cieni. Tam jest napisane, że Athame, którym została ugodzona Paige to "Sztylet dusz", który odbiera całą esencję życiową. Dopiero, kiedy zostanie on zniszczony, to dusza powróci do Paige - wyjaśnił Leo.
- Tak, czytałam te bzdury. Ale na pewno możemy coś zrobić, co kol wiek - mówiła Piper, a z oczu, zaczęły jej spływać łzy.
- Piper uratujemy ją. Wystarczy, że zniszczymy ten sztylet - oświadczyła Phoebe.
- A jeśli tego nie zrobimy. Ten sztylet ma na pewno ta wariatka z super mocą, większą niż nasza - mówiła Piper, dalej wymachując dłońmi.
- Piper, opuść ręce. Kolejnej tragedii, nam nie potrzeba - rzekł Leo do żony.
- Ja coś znajdę, uratuje Paige - powiedziała i wybiegła z salonu.
- Zaczekaj - rzekł Leo, ale Piper już biegła po schodach.
- Poczekaj, ja z nią porozmawiam - oświadczyła Phoebe i pobiegła za siostrą na strych.
- Nic ci nie jest? - zapytała Phoebe, otwierając drzwi małego, brązowego strychu w którym stała wielka skrzynia z magicznymi akcesoriami i obok okna Księga Cieni, którą teraz przeglądała Piper.
- Co szukasz? - zapytała Phoebe, podchodząc do siostry.
- To tutaj było, pamiętam - mówiła Piper, przerzucając kolejne kartki.
- Piper przestań - powiedziała Phoebe, łapiąc siostrę za ręce.
- Piper, ja wiem, co przeżywasz i ja czuję to samo - oświadczyła.
- Używasz na mnie swojej mocy? - zapytała kpiąco Piper.
- Czujesz jednocześnie radość i smutek i boisz się, ze radość jest silniejsza i, że przez to, jesteś złym człowiekiem - mówiła Phoebe, po czym dodała
- Boisz się, że bardziej cieszysz się z powrotu Prue, niż martwisz stratą Paige.
- Masz rację, jestem zła - mówiła Piper i opuściła ręce.
- Nie jesteś zła, po prostu, tak jak ja kochasz Prue, a Paige odzyskamy i pokonamy te chorą wariatkę - oznajmiła Phoebe i uśmiechnęła się.
Phoebe przytuliła Piper i jej oczom ukazały się obrazy. Zobaczyła blond włosą Prue, krzyczącą na widok demona z bliznami, który rzucił w nią ognistą kulą.
- Piper, Prue, musimy do niej szybko jechać - oznajmiła Phoebe.

- Co się dzieje? - zapytała blond włosa kobieta i otworzyła oczy.
Dziewczyna przebywała w małym pomieszczeniu o białych ścianach i leżała na łóżku.
Tracy szybko się podniosła i rozejrzała.
- Skąd, ja się tu wzięłam? - zapytała dziewczyna.
- Jak to boli - powiedziała i złapała się za bolącą głowę.
Nagle przed łóżkiem kobiety pojawił się pomarańczowy płomień, z którego wyłonił się dość wysoki demon w czarnym płaszczu. Miał czerwoną, żylastą twarz.
Potwór uniósł dłoń w której pojawiła się ogromna kula ognia, po czym powiedział groźnym głosem
- Moja pani pragnie twojej śmierci.
Tracy patrzyła na demona wytrzeszczonymi oczyma i nie była pewna tego co widzi. Chciała krzyczeć, ale strach ją sparaliżował. Potwór machnął dłonią, z której wyleciała kula ognia.
Kobieta w tej chwili odzyskała panowanie na sobą i zaczęła krzyczeć wniebogłosy.
- Masz za swoje - krzyknęła Piper, która razem z Phoebe i Leo wpadła do pomieszczenia.
Dziewczyna machnęła dłońmi i po chwili demon z bliznami poleciał prosto w ścianę.
- Prue, chodź tu, szybko - krzyknęła Phoebe.
Tracy zerwała się, nie wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć. Demon po chwili, bez żadnych obrażeń, podniósł się i powiedział groźnym, warczącym głosem
- Wiedźmy.
Po czym zniknął w płomieniach.
- Co tu się dzieje? - zapytała zszokowana Tracy.
- Spokojnie, Prue to tylko ... - mówiła Phoebe, ale Tracy jej przerwała
- Jak mnie nazwałaś?
- No, Prue - rzekła zdziwiona Phoebe i zwężyła oczy.
- Ja, nie jestem żadna Prue. Nazywam się Tracy Rosenberg - oświadczyła kobieta, odgarniając swoje blond włosy.
- Ona nic nie pamięta - powiedział cicho Leo.
- To niemożliwe - rzekła Piper.
- Nie pamiętasz, przecież jesteśmy siostrami - oznajmiła smutna Piper i przybliżyła się do dziewczyny
- Jasne, siostrami, a ten potwór to jakiś was przebrany kolega. Wybaczcie, ale musicie się leczyć - oświadczyła kpiąco Tracy, po czym nałożyła szlafrok i wyszła z sali.
- Prue, to znaczy Tracy, poczekaj - krzyknęła Phoebe do siostry i razem z resztą wybiegła z sali.
- Nie pamiętasz, przecież zostałaś zamordowana i teraz powróciłaś - oświadczyła Phoebe z łzami w oczach.
Piper, Leo, Phoebe i Tracy stali na dużym korytarzu o niebieskich ścianach. Przy ścianach stały łóżka i automat z kawą. Było tam sporo ludzi, ubranych w różnokolorowe szlafroki.
- Phoebe, może nie tak ostro - zaproponował cicho Leo, szturchając dziewczynę.
- Wy jesteście chore - rzekła zszokowana Tracy.
W tej chwili, na korytarz wpadł opalony, elegancki mężczyzna. Ubrany w jasny płaszcz. Miał czarne, krótkie włosy i piwne oczy.
- Kochanie, nic ci nie jest? - zapytał wystraszony na widok Tracy, po czym przytulił ją.
Piper, Leo i Phoebe stali zdziwieni i patrzyli na to.
- To twój chłopak? - zapytała Piper.
- Piper, oni chyba ... - mówiła Phoebe, ale przerwała, bo nie mogło jej to przejść przez gardło.
- No, co? - spytała poirytowana Piper, machając dłońmi, podczas, gdy para dalej się przytulała.
- Zobacz na ich dłonie - oświadczyła, cicho Phoebe.
Piper, spojrzała na ręce dziewczyny. Prue miała na dłoni, pierścionek z diamentem, na który Piper nie mogła sobie pozwolić, z oczywistych względów. Oprócz pierścionka miała też złotą obrączkę. Piper wzdrygnęła się i szybko spojrzała na rękę mężczyzny, na której również widniała złota obrączka.
- Jesteście małżeństwem? - krzyknęła Piper, dość głośno.
- Tak, od dwóch lat - oświadczyła oburzona Tracy, po czym razem z mężem oddaliła się.
- Gdzie idziesz? - zapytała Piper.
Tracy nie odpowiedziała, tylko rzekła, cicho do swojego męża
- Choć stąd, one mają nie równo pod sufitem.
Piper patrzyła na swoją siostrę, oddalającą się od nich i oznajmiła z poirytowaniem w głosie, zwracając się do Phoebe
- Ona chyba uważa nas za wariatki.

- I jak, uratowałyście ją? - zapytał Coop, siedzący na małym krzesełku w kuchni, zwracając się do Phoebe, Leo i Piper, którzy zdenerwowani, weszli do domu.
- Daj spokój - oznajmiła Phoebe i usiadła na krześle.
- Ona uważa nas za wariatów i do tego, wypisała się ze szpitala - powiedziała Piper.
- Wariatów? - zapytał zdziwiony Coop.
- Nawet nie pytaj - rzekł Leo.
- Ktoś przyszedł? - zapytała Piper, widząc powieszoną na wieszaku, czarną, skórzaną kurtkę.
- Ja - oświadczył Henry, wychodząc z salonu.
- Cześć - powiedziała, cicho Pheobe, tak, że Henry mógł jej nie usłyszeć.
W kuchni zapadła głucha cisza. Nikt, nie wiedział, jak ma się zachować.
- Przykro mi Henry - oznajmiła Piper, przerywając ciszę i dotknęła jego ramienia.
- Przykro. Wam jest przykro! - krzyknął Henry, patrząc groźnie na siostry i odsunął się, tak, że Piper puściła jego ramię.
- Henry, uspokój się - rzekła spokojnie Phoebe.
- Nie będę się uspokajał. Przez was, moja Paige nie żyje. To wszystko wasza wina!
- Henry, to nie ich wina. To był przypadek - mówił Leo.
- Przypadek - oznajmił poirytowany Henry.
- Wy to nazywacie przypadkiem. Gdybyście lepiej jej pilnowały, nie doszłoby do tego. To była wasza siostra! - krzyczał Henry, ale po chwili otarł oczy, z których spływały łzy.
- Henry, Paige nie umarła. Możemy jeszcze ją uratować i obiecuję, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy - powiedziała Phoebe z poważną miną, ale i bólem swoim i Henrego, który również odczuwała.
- Kłamiecie, wszystkie kłamiecie. Macie ją gdzieś, najważniejsza dla was jest jakaś Prue - oświadczył groźnie Henry przez łzy.
- Paige i Prue są dla nas, tak samo ważne. Obydwie kochamy tak samo - powiedziała Piper, patrząc w oczy Henremu.
- Nie wierzę wam, po tym wszystkim, już wam nie wierzę - oświadczył Henry i ruszył w stronę drzwi.
- Henry, nie wygłupiaj się. Dobrze wiesz, że siostry starały się uratować twoją żonę i będą próbowały dalej - powiedział Coop, który wstał z krzesła.
- Jasne - rzekł poirytowany, po czym dodał
- I nie zbliżajcie się do Paige, ani do mnie.
Po czym wyszedł z domu.
Phoebe rozpłakała się, bo ból, który odczuwała, był zbyt silny. Dziewczyna po chwili spadła na ziemię nieprzytomna.
- Phoebe - krzyknęła Piper.
- Co się dzieję, kochanie? - zapytał Coop i podbiegł do dziewczyny, po czym ukląkł nad nią.

- Phoebe, to ja Prue - powiedziała dziewczyna, ubrana w łachmany.
Działo się to w strasznym świecie. Wszędzie było pełno ognia i dymu. Słychać było tylko krzyk rozpaczy i bólu.
- Prue, to ty. Gdzie my jesteśmy? - zapytała Phoebe, unosząca się nad ostrymi skałami.
- Nie ma teraz na to czasu - odpowiedziała Prue i dodała
- Chcę cię tylko prosić, o to abyś broniła mojego fragmentu duszy. Nie może mu się nic stać - oświadczyła dziewczyna z powagą.
- Oczywiście, będę jej bronić, razem z Piper.
- Phoebe, jeżeli jej się coś stanie, to świat się zmieni. Zostanie opanowany przez potężną ...
W tej chwili rozległ się upiorny śmiech i ktoś powiedział strasznym głosem
- Brać wiedźmę, upiec ją
- Phoebe, nie mogę dłużej rozmawiać. Tylko pamiętaj chroń mnie, proszę - powiedziała błagalnym głosem Prue.

- Phoebe, obudź się, proszę - mówił Coop, klęczący na kolanach, który głaskał narzeczoną pieszczotliwie w czoło.
Phoebe w tej chwili podniosła się szybko i zaczęła płakać. Coop objął narzeczoną. Phoebe cała się trzęsła i wyglądała na przerażoną.
- Czułam tyle zła, tyle cierpienia, bólu - mówiła Phoebe, po cichu, dalej wtulona w kupidyna.
- Już dobrze, już wszystko dobrze - mówiła Coop, przytulając dziewczynę.

Minęła godzina.
- Czyli, Prue kazała nam bronić Tracy, bo świat zostanie opanowany przez... Kogo? - zapytała Piper, siedząca na beżowej sofie, razem z Phoebe.
- Nie zdążyła powiedzieć, bo jakiś demon ... - mówiła Phoebe, ale przerwała, bo znowu przypomniała sobie te wszystkie negatywne emocje.
- Dobra, to ja zostawię chłopców z Leo, bo on ma dzisiaj wolne, a ty? - zapytała Piper, drżącym głosem.
- Ja, dzwoniłam do Elise, ale nie dała mi wolnego, więc się zwolniłam - mówiła Phoebe, patrząc nieprzytomnie na tulipany, stojące na parapecie okna.
- Zwolniłaś się i co teraz? - spytała.
- Nie ważne, teraz najważniejsza jest Prue - odpowiedziała, dalej przyglądając się roślinie.
W tej chwili do salonu wszedł Leo.
- Dobrze, to my idziemy, a ty zajmij się dziećmi - powiedziała Piper do męża i wstała z sofy.
Phoebe zrobiła to samo, po czym poszły razem do przedpokoju, ubrały się i wyszły z domu.

Wyszły na drogę, a wokół nich rozchodziła się zieleń i różnokolorowe kwiaty na trawniku Piper i Leo. Na drogach, było sporo dzieci, które grały w różne gry. Panowała miła atmosfera. Świeciło Słońce, ale Phoebe dalej pamiętała ten strach i ból, którego doświadczyła w piekle i nic nie było w stanie jej rozweselić.
- To co, jedziemy do Buckland? - zapytała Piper, otwierając drzwi samochodu, stojącego na chodniku.
- Tak, do Buckland - odpowiedziała nieprzytomnie Phoebe i wsiadła do auta.
Po chwili samochód ruszył.

- Kochanie, nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby ze szpitala, jechać od razu do pracy - oznajmił czarnowłosy mężczyzna.
- Daj spokój. Za tydzień jest aukcja. Muszę się nią zająć - powiedziała Tracy, przeglądając dokumenty.
Oboje przebywali w eleganckim biurze. Na środku stało czarne, duże biurko na którym panował porządek, wszystko miało swoje miejsce. Dokumenty były w dokumentach, ołówki w ołówkach. Na biurku leżał również złoty naszyjnik, na którym wyryty był napis - IMMORTAL. Do pokoju wpadały, delikatne promienie słoneczne, które oświetlały ściany, wypełnione licznymi zdjęciami, przedstawiającymi piękne i mądre kobiety.
- Myślę, że mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie, niż praca - rzekł mąż do żony.
- To znaczy jakie? - zapytała nieprzytomnie Tracy, bo właśnie szukała czegoś po szafkach.
- Co się stało tamtego dnia? Szukałem cię trzy dni. Bałem się, że już cię nie zobaczę - oświadczył smutno mężczyzna i złapał żonę za rękę.
- Tom, wolałabym, o tym nie mówić - powiedziała Tracy, dalej klęcząc i przeglądając jakieś kartki.
- Czy ktoś cię skrzywdził? - zapytał poważnie.
- Możesz na chwilę zostawić te papiery! - rzekł podniesionym głosem Tom.
Tracy wstała znad kartek i obróciła się do męża.
- Nie pamiętam wiele z tego dnia. To było bardzo podobne do ... - mówiła, ale przerwała, zastanawiając się nad czymś.
- Do czego?
- Tom, nie wiesz o mnie wszystkiego. Pamiętasz, że tego dnia, kiedy zgodziłam się zostać twoją żoną, obiecałeś mi, że nie będziesz mnie pytał o moją przeszłość - oświadczyła poważnie.
- Ale tu dzieje się coś dziwnego. Wiem, że straciłaś pamięć i policja znalazła cię w Kairze - oznajmił mężczyzna.
- Skąd wiesz? Sprawdzałeś mnie - powiedziała gniewnie.
- Sprawdzałem. Chciałem się, czegoś o tobie dowiedzieć.
- Więc to jest to twoje zaufanie i nie przejmowanie się, tym co było - rzekła kpiąco i położyła rękę na biurku.
- Wyjdź stąd - powiedziała Tracy i wskazała na drzwi.
- Wyjdź - krzyknęła, gdy Tom dalej stał w miejscu.
Mężczyzna ruszył do drzwi, ale, gdy złapał za klamkę powiedział
- Porozmawiamy w domu, jak się uspokoisz.
I wyszedł.
Tracy była zdenerwowana. Przypomniała sobie, te chwile, kiedy obudziła się w nocy, stojąc w ciemnej piramidzie. Te straszne przeżycia do niej powróciły. Pamiętała jak szła przez korytarze, która nie miały końca. Jak była pewna, że umrze tutaj i jak dotarła do złotej komnaty. Wtedy też poczuła, jakby ktoś przejmował nad nią kontrolę. Pod wpływem tego dziwnego uczucia, otworzyła sarkofag i jej oczom ukazała się piękna młoda, kobieta o czarnych włosach. Tracy patrzyła na dziewczynę, która po chwili otworzyła oczy i uniosła się w powietrze, po czym powiedziała
- Dziękuje.
Szalona postać spojrzała na ścianę piramidy, która po chwili eksplodowała z głośnym trzaskiem. Kobieta patrzyła chwilę na Tracy, po czym zniknęła w krwistym blasku.
Dziewczyna zobaczyła światło w sarkofagu, od odbijającego się Księżyca. Znajdował się w nim złoty naszyjnik z wyrytym napisem - IMMORTAL

Tracy zaczęła płakać. Te wspomnienia ją przytłaczały. Nagle w obłoku krwistego blasku pojawiła się czarnowłosa kobieta w szkarłatnej szacie.
- To ty - oznajmiła zdziwiona Tracy.
- Znowu się widzimy - rzekła, zadowolona kobieta.
- Czego chcesz? - zapytała.
- Śmierci - oznajmiła groźnie.
Kobieta uniosła dłoń i w tym momencie Tracy wzniosła się w powietrze.
Wisiała trzy metry nad ziemią. Czuła strach i bezsilność. Nie wiedziała,jak to się dzieje? Po chwili poczuła duszność. Nie mogła oddychać. Wpatrywała się w piękną, ale też szaloną twarz kobiety. Nie była w stanie nic zrobić. Łza spłynęła jej po policzku.
- Dlaczego? - zapytała z trudem Tracy.
- Bo tak chcę twoja pani - oznajmiła z szaleńczymi oczyma.
Tracy udusiła się i nieżywa wisiała nad ziemią. Jej twarz zastygła w wyrazie zaskoczenia.
W tej chwili do pokoju wpadły Piper i Phoebe.
- Prue! - krzyknęła Piper i razem z Phoebe podbiegły do lewitującej siostry.
- Dlaczego to zrobiłaś, zabrałaś nam drugą siostrę? - oznajmiła zapłakana Phoebe, przyglądając się martwemu ciału, unoszącemu się nad ziemią.
- To jeszcze nie koniec. Jeszcze wiele śmieci was czeka - rzekła radośnie, po czym zniknęła w krwistym blasku.
W tym momencie ciało Tracy przemieniło się w białe światło, które chwilę, unosiło się nad ziemią i po chwili zniknęło.
Piper i Phoebe patrzyły na to, a ich oczy roniły łzy. Zapłakana Phoebe przytuliła zapłakaną Piper.
KONIEC

Notatka od Sylar, 16.01.2012 18:20:

Proszę


tomek11, dołączył do nas dnia 10-12-2011 - Witam wszystkich Smile
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2012 23:07 przez tomek11.)
16.01.2012 18:13
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #8
RE: Charmed
Oj, matko! Proszę o więcej opisów Smile Za dużo tych dialogów.
Nie da się znieść tego na dłuższą metę. Błagam więc, opisuj!
Już to mówiłam.

Nie mogę nic ponad to powiedzieć, gdyż mimo obszerności tekstu, mam wrażenie, jakbyś tylko spisywał kto co mówi w serialu, trochę to poprzetykał kilkudaniowymi opisami.

Tyle.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
19.01.2012 17:54
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
tomek11 Offline
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 56
Dołączył: 10-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #9
RE: Charmed
Staram się właśnie w kolejnym opowiadaniu umieścić więcej opisów, ale nie wiem jak mam zastąpić dialogi, jeśli nie chcę pominąć żadnych wątków. Jeśli wiesz jak to napisać, żeby było więcej opisów, a mniej dialogów i żeby nie ominąć wątków to bardzo proszę o wytłumaczenie. Bardzo dziękuje za zainteresowanieBlink

tomek11, dołączył do nas dnia 10-12-2011 - Witam wszystkich Smile
20.01.2012 17:08
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #10
RE: Charmed
No jak napisać... bardziej opisuj pomieszczenia, rozbudowuj te opisy co masz. Urozmaicaj je jakimiś własnymi pomysłami, bo przeciez nie musisz trzymać się sztywno tego, co w serialu jest.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
20.01.2012 20:29
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: