Dłonie
Postanowiłam spróbować swoich sił i napisać coś innego niż tylko wiersze. Przeczytajcie i oceńcie sami.
Blade, szczupłe ręce. Dwie cienkie żyłki wyraźnie odznaczały się na jej młodej skórze. Była trochę przemęczona. Praca z dziećmi, tuż po studiach to nic dobrego. Paznokcie kobiety były zbyt długie, nie takie jakie lubiła - równo obcięte, a różowy lakier odpryskiwał się na każdym z nich. On lubił, kiedy malowała je właśnie na ten kolor. Na palcu środkowym nosiła pierścionek ze srebrnym oczkiem. Przypominał jej o prawdziwej miłości, która przepełnia serce, wypływa z Ciebie na zewnątrz, ilustruje jak bardzo kochasz ten świat, a której teraz już nie ma, o której wszyscy zapominają.
Delikatnie zaczerwienione, tu i ówdzie. Te plamki, skupiające się przede wszystkim na zewnętrznej stronie jej dłoni, sprawiały, że gdy spotykała nieznajomych, przystojnych mężczyzn, naciągała na nie rękawy, spod których wystawały jedynie długie, zazwyczaj pomalowane na ciemny kolor, paznokcie. Wstydziła się swych dłoni, wstydziła się całego swojego ciała. Tylko ten mocny, uwodzicielski odcień, często wpadający w czerń lub czerwień sprawiał, że przebywała wśród ludzi. Nie mówiła o sobie zbyt dużo. Wolała, aby jej współpracownicy sądzili, że jest typem osoby zamkniętej, małomównej. A przecież kochała, tak bardzo kochała upijać się winem, głośno śmiać, głośno płakać…
Lekko opalone, z zabawnym pieprzykiem między palcem wskazującym a kciukiem. Nigdy nie lubiła tego pieprzyka. Uważała, że jedynie szpeci jej dłonie. Jednakże cały ból skupiony na znamieniu rozpływał się, kiedy tylko spoglądała na swoje długie, proste palce. Dzięki nim była świetną pianistką. O tak, muzyka to całe jej życie. Paznokcie spiłowane co do milimetra, każdy wyglądał tak samo jak poprzedni. Podobały jej się tylko wtedy, gdy były zaledwie muśnięte bezbarwnym lakierem. Ekstrawagancja w postaci koloru nie wchodziła w grę. Może właśnie dlatego mówili na nią „nieśmiała, zamknięta w sobie ”.
Jej palce były krzywe od urodzenia. Nikt nigdy nie powiedział, że ma urocze, dziewczęce dłonie. Nawet matka nie lubiła jej dodawać otuchy i kłamać, że wszystko będzie dobrze. Dopiero po kilku latach, na serdecznym, widoczny był złoty pierścionek. O paznokcie, po poznaniu ukochanego, zaczęła dbać jak nigdy dotąd. Zawsze je równiutko przycinała, malowała najmodniejszymi kolorami. Płakała jak dziecko, gdy się jej oświadczył i nigdy nie zdejmowała swojego cudeńka z palca. Ile to razy zaciskała kciuki, aby tylko mu się powiodło, aby był szczęśliwy. Wiedziała, że to jedyny mężczyzna jej życia, że drugiego nie będzie.
Na lewej dłoni nosiła cieniutką bransoletkę, z kilkoma przewieszkami. Kluczyk - od babci, wieża Eiffla- podróż jej marzeń, serduszko - niedościgniona miłość… Często jej dotykała, bawiła się nią. Nie raz mówili, że ma piękną biżuterię. Wystarczyło, że się uśmiechnie i wiedziała, że już ich ma. O tak, uwielbiała uwodzić. Mały paznokieć był zazwyczaj pozbawiony lakieru. Przygryzała go i niewinnie spoglądała na swoje przyszłe „ofiary”. Chodziła do manicurzystki, która przyklejała jej tandetne tipsy. Wcale jej to nie przeszkadzało. Chodziło jej przecież jedynie o to, aby zdobyć trofeum. Nie ważne jakim kosztem.
Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2012 20:24 przez julianna.)
|