Rozdział 1
List
- Kochanie, już wróciłem - powiedział blond włosy mężczyzna w czarnym garniturze, który właśnie otworzył drzwi domu.
- Jak było na planie? - spytała ładna kobieta o niebieskich oczach, trzymając ręce pod wodą i myjąc naczynia.
- Dobrze. Ten koszmar, w którym nie było ani odrobiny czegoś, co dałoby cywilizacji trochę wiedzy o prawdziwym życiu, wreszcie się skończył - powiedział mężczyzna z ulgą w głosie.
Oboje przebywali w ładnie, urządzonej kuchni. Na środku stał szklany stół, a na nim taca z owocami i dwie szklanki. Były również czerwone szafki i biała lodówka, na której przyklejone były nalepki w kształcie owoców.
Kobieta stała i udawała, że rozumie, choć nie bardzo miała pojęcie, o czym on mówi.
Idę pooglądać telewizję - oznajmił mężczyzna i opuścił kuchnię, wchodząc do eleganckiego salonu o brązowych ścianach i z wielką, beżową sofą.
Podszedł do drewnianego stolika, położył na nim torbę i wyjął białą kopertę pomazaną jakąś nieznaną mu, czerwoną substancją. Wyjął z koperty kartkę, jeśli to można nazwać kartką. Kawałek papieru był postrzępiony i wyglądał jak zużyty papier toaletowy. Paweł, bo tak właśnie nazywał się ten mężczyzna, obejrzał dokładnie zgiętą kartkę i otworzył ją. Jego oczom ukazał się ciąg słów, których odczytanie zajęło mu trochę czasu.
Kto to napisał? - pomyślał, bo jeszcze nigdy nie widział tylu błędów ortograficznych, stylistycznych i wielu, wielu innych.
Pawłowi w końcu udało się to „coś“ odczytać:
Cmentarz już czeka na ciebie kochanie. Kocia pani wyciąga pazurki. Ty któryś mi miłość wyrwał z serca mego. Moja Pani nie wybaczy ci tego.
Podpisano - twoja fanka D.
PS Wyczekuj mnie.
Mężczyzna nie poczuł czytając tego „listu“ jakiegokolwiek strachu, bardziej zażenowanie i żal.
Czy tacy ludzie naprawdę istnieją? - pomyślał.
Chyba gdzieś są, ale przecież to niemożliwe, żeby było ich wielu, inaczej ten świat przestałby istnieć już dawno. Pewnie po tym jak jakiś „mądry“ człowiek w stylu tej pani "D". odpaliłby bomby atomowe na całym świecie, a później tłumaczył by się, że on zrobił to przypadkiem.Paweł zawsze litował się nad takimi ludźmi, w szkole należał do grupy intelektualistów. Zawsze najbardziej szkoda mu było grupy sportowców, bo z tego co zauważył nie kończą oni najlepiej, czasem w więzieniu, a czasem jako psychofani, których miał sporo.Oni to mają straszne życie, ani liczyć, ani czytać, tak idą sobie ulicą myśląc o „czymś“, patrzą na zegar, który wybija południe i myślą, która to jest godzina? Oczywiście spieszą się na jaką super imprezę albo do rodziców, wyprosić u nich kolejne trzysta złotych na drobne wydatki, bo im ukradli albo bankomat im wypłatę zjadł. Ale w ostateczności mogą kogoś zapytać o godzinę, jest tulu „inteligentnych“ ludzi, którzy znają się na zegarkach.
No tak - pomyślał.
Ale jeśli zamiast powiedzieć, że jest dwunasta, oni powiedzą, że jest południe to i tak nie będą wiedzieć, o co chodzi. No bo południe jest popołudniu, a popołudnie zaczyna się ... No właśnie kiedy?
Szkoda mi tych ludzi - myślał.
Teraz może te rozmyślania nie są zbyt logiczne i niezrozumiałe dla „niewtajemniczonych“ w świat dwunastoletniego chłopca o imieniu Paweł, bo właśnie z tego czasu one pochodzą, ale dalej uważał, że są one interesujące. Zawarł je nawet w swoim scenariuszu, pod tytułem „Czarna otchłań“. „Czarna otchłań“ to serial, do którego scenariusz skończył pisać jakiś czas temu i właśnie wczoraj miało miejsce wyświetlenie ostatniego odcinka. Opowiada on historią kobiety o imieniu Agnieszka, która wchodzi w nieciekawe towarzystwo, a właściwie to w bardzo interesującą sektę czcicieli Kociej Pani. Jednak Paweł postanowił zakończyć jego pisanie, bo od czasu rozpoczęcia, napisało do niego kilku psychopatów, którzy zapraszali go na tak zwane Kocie herbatki. To takie spotkania, które odbywały się w czternastym odcinku jego serialu, na których robiono przeróżne rzeczy na przykład mordowano koty młotkiem i składano je w ofierze Kociej Pani lub co wywoływało w nim mdłości, nawet kiedy to pisał, wyciągano wnętrzności kotów na tak zwane „ miejsce wewnętrznej energii“. Właściwie to jak teraz o tym myślał to nie wiedział, czemu napisał tak bzdurny scenariusz, z którego żadna nauka nie płynie. A właściwie to wiedział, w tamtych czasach o robotę nie było łatwo, więc napisał te bzdury tylko i wyłącznie dla kasy.
Na szczęście to już za mną - pomyślał.
Serial, zakończył się tak zwanym happy endem, dzięki któremu udało mu się przekazać temu serialowi, choć gram jakieś nauki na życie. W ostatnim setnym odcinku Kocia Pani wstępuje w ciało Agnieszki, a kiedy dziewczyna zauważa jaka naprawdę jest ta istota, wyzbywa się jej. Porzuca jej ducha w starym domu pod podłogą, a przedtem otwiera czarną otchłań, do której wrzuca Kocią Panią.Tak to brzmi trochę dziwnie - to prawda, ale naprawdę Paweł chciał to skończyć, pozbyć się tego serialu i nie było dla niego już ważne, jak to zrobi i czy będzie to miało w ogóle sens. Ważne było tylko żeby serial się wreszcie skończył i aby on mógł zająć się czymś poważniejszym.
W końcu mężczyzna usiadł w fotelu, bo już głowa zaczęła go boleć od tych rozmyślań.
Tak to na szczęście, już za mną - powiedział uspokajając samego siebie.
Rozdział 2
Żegnaj kochanie
- Znowu mnie zostawiasz - wymamrotała cichym głosem Ania.
- Anka nie przesadzaj, nie będzie mnie zaledwie tydzień, może dwa. Zależy od tego, czy znajdę inspirację szybko, czy może nie - mówił Paweł.
Oboje leżeli w szerokim łóżku, w złotej pościeli, w przestrzennej sypialni o błękitnych, uspokajających barwach.
- Nie strasz mnie - powiedziała Ania zrezygnowanym głosem.
- Dopiero co skończyłeś jeden scenariusz. Jesteśmy prawie bogaci, proszę cię zostań ze mną, chociaż na trochę - mówiła dalej Ania, a z jej oczu pociekły łzy.
- Przestań, wiesz dobrze, że tej szmiry nie można nazwać serialem. Ja chcę napisać coś wspaniałego, coś co pokaże ludziom, że nie jestem, tylko jakimś tam scenarzystą, który piszę o czymś czego nie ma. Ja chcę napisać, o czymś co istnieje w realnym świecie, o czymś strasznym, ale też wspaniałym, o czymś co pokażę ludziom jak wspaniały jest nasz świat w którym żyjemy, bez komputerów, telefonów. Tylko po prostu jakie naprawdę jest życie i ....
- Będziesz przez chwilę cicho! - przerwała mu Ania stanowczym głosem i odgarnęła włosy.
- Ania to jest dla mnie ważne. Spróbuj to zrozumieć - mówił Paweł i wstał z łóżka.
- Rozumiem, ale ty też spróbuj pojąć to, co ja mówię. Nie jestem artystką, nie myślę jakoś oryginalnie, czy szczególnie mądrze. Ja myślę jak kobieta, którą jestem - mówiła Anna przez łzy.
- Kobieta ? - zdziwił się mężczyzna, bo do tej pory to Ania nie rozumiała, tego co on do niej mówił, a teraz było odwrotnie.
- Chciałabym żebyśmy mieli w końcu dziecko. Czy to tak trudno zrozumieć? - oznajmiła stanowczo kobieta.
- Dziecko - zdziwił się Paweł jeszcze bardziej.
- Ale ty nigdy nie mówiłaś, że chcesz mieć dziecko - wymamrotał cicho mężczyzna.
- Myślałam, że się domyślisz, że wreszcie chociaż na chwilę zostawisz te scenariusze, przemyślenia i pomyślisz o mnie, o swojej żonie - mówiła kobieta płacząc.
- Ja też - powiedział mężczyzna.
- Co ty też? - przerwała mu Ania z nadzieją w głosie.
- No, ja też chciałbym mieć z tobą dziecko - zakomunikował Paweł.
- Ale - ciągnął dalej.
- Jakie, ale... - spytała kobieta, która zaczęła czuć się radosna, ale teraz to uczucie przerodziło się w zdenerwowanie.
- Jak wrócę z pomysłem na scenariusz to obiecuje ci. Za niecały rok urodzisz wspaniałe dziecko, a ja będę dumnym tatą. Tylko proszę cię pozwól mi pojechać, ten ostatni raz, proszę Cię - mówił Paweł bardzo poważnym głosem.
- Dobrze, pojedź, tylko proszę cię, wracaj jak najszybciej. Już nie mogę się doczekać, jak przyjdzie na świat nasza Martynka - powiedziała kobieta nie kryjąc radości.
- Albo Fryderyk - stwierdził mężczyzna, również nie kryjąc radości.
- A to się jeszcze zobaczy - mówiła Ania wesołym głosem.
Rozdział 3
Tajemnicza postać
Paweł jechał samochodem, a wokół niego rozchodziły się ogromne drzewa zasłaniające Słońce, które znajdowało się coraz niżej, aż w końcu zapadła ciemność.
Muszę się tu zatrzymać. Myślałem , że zdążę wyjechać z tego lasu. No trudno, dobrze, że mam namiot - pomyślał i zatrzymał samochód.
Rozstawianie namiotu zajęło mu sporo czasu. Nie był zbyt dobry w takich rzeczach jak zawiązywanie więzów, śledzenie, czy rąbanie drewna.
Czasem żałuję, że nie uprawiałem więcej sportu - pomyślał niosąc wielki stos patyków, a kolana uginały mu się pod jego, ciężarem.
Rozpalił ogień, otworzył jedną ze swoich puszek i jadł w ciszy patrząc na płomienie, które cicho grały, a iskry unosiły się w powietrzu.Paweł bardzo lubił takie ciche, spokojne noce, kiedy można usiąść przy ognisku i zastanowić się nad życiem, nad tym, co się zrobiło i nad tym co się zrobi? Robił się powoli senny. Obrócił się, chcąc wziąć śpiwór, ale w ciemnościach zobaczył postać. Nie widział jak dokładnie wyglądała, bo stała zbyt daleko. Jedyne co dostrzegł to to, że była dość otyła, a jej ubranie miało kolor czarny. Nie wiedział, co ma robić? Czy uciekać, a zresztą i tak nie był wstanie się ruszyć. Był jak sparaliżowany. Jeszcze chyba nigdy tak się nie czuł. Postać zbliżała się do niego wolnym krokiem. W końcu, udało mu się odzyskać panowanie nad swoim ciałem i szybko uniósł się w górę, chcąc uciekać. Nie wiedział gdzie. W lesie było ciemno, ale teraz go to nie obchodziło. W tej chwili najważniejsze było dla niego znaleźć się, jak najdalej od tego miejsca i od tej strasznej postaci. Niestety nic nie zdążył zrobić. Ledwo podniósł się w górę i obrócił gotowy do ucieczki i już postać złapała go za ramię, a była bardzo silna. Paweł nie mógł się uwolnić. Aż po chwili poczuł ukłucie w drugiej ręce. Chciał się obrócić, zobaczyć co, ten ktoś mu robi? Ale poczuł jak świat zaczyna wirować, jak robi się coraz senniejszy i osuwa się na ziemię i już nic nie jest dla niego ważne, ani ta postać, ani ogień, ani ten cholerny ból w ramieniu, cały świat dla niego zniknął.
- Co się stało? - krzyknął i szybko się podniósł.
- Moja głowa - powiedział do siebie, gdy poczuł niesamowity ból.
Myślał, że ten ból rozsadzi mu czaszkę. Szybko obrócił się, chcąc pójść do samochodu i wyciągnąć jakieś leki przeciwbólowe. Ale to co zobaczył wywołało w nim takie uczucie, że chwilowo zapomniał o bólu. Właściwie to nie zobaczył nic szczególnego.
Na wprost jego oczu stało drzewo, wyglądało na klon. Jednak przerażenia w nim nie wywołało to co zobaczył, ale czego nie zobaczył. Nie zobaczył samochodu w którym były wszystkie jego rzeczy, oprócz śpiworu, który powinien leżeć na ziemi, niestety śpiworu również nie było. Właściwie to został bez niczego. Paweł nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Stał osłupiały i nie wiedział co robić dalej/ Czy płakać, czy się śmiać, bo takie rzeczy przydarzają się jedynie w filmach, a nie w prawdziwym życiu.
Pomyślał, że to może mu się śni, że to wszystko, to tylko jakaś iluzja. Ale kiedy zaczął się nad tym zastanawiać ból głowy wrócił ze zdwojoną, co ja mówią trzykrotną siłą. Wydawało się, że długo tego nie wytrzyma, chciał zrobić co kol wiek, byleby zapomnieć o bólu. Teraz w jego głowie panował chaos, z jednej strony rozmyślania nad tym, co będzie jeść, pić, że do domu jest kawał drogi, że nie ma tu żywej duszy, że umrze tu, a z drugiej strony, potworny ból do którego teraz dołączył jeszcze ból obu rąk.
Po chwili udało mu się przynajmniej w pewnym stopniu zapanować nad bólem.
Co ja teraz zrobię? - pomyślał.
Co się wczoraj stało? - myślał dalej.
- Zaraz pamiętam - rzekł, gdy nagle go olśniło.
- Ta postać, zbliżała się i ból w ramieniu - mówił dalej, próbując przypomnieć sobie tamten dzień.
Szybko odwinął rękaw swojej bluzy i zobaczył maluteńki ślad jak po zastrzyku.
To ta postać, wstrzyknęła mi jakieś narkotyki, a potem zabrała wszystkie rzeczy - myślał.
Ale po co jej one? - myślał dalej.
Ale z tego myślenia i tak nic nie wynikało, nie wiedział co ma robić dalej?
- Która godzina? - powiedział i szybko odwinął bluzę raz jeszcze i spojrzał na nadgarstek.
Jednak zegarka nie było.
- To jest jakieś chore - oznajmił samemu sobie.
- Muszę jak najszybciej wracać do domu. Nie wiem, która jest godzina? Ale może się niedługo zacząć ściemniać - powiedział.
Zerwał się i z całych sił biegł, jak najdalej i jak najszybciej. Biegł może kilka sekund, aż zaczęło mu się kręcić w głowie. Ból stał się potężniejszy, niż kiedykolwiek. Poczuł jak zapada się w tych urywkach normalnego obrazu, jak jego świadomość zanika i zemdlał.
Obudził się, kiedy panowała już ciemność. Teraz las nie wydawał mu się przyjemnym miejscem. Nie chciał już tych „spokojnych“ nocy, chciał tylko być w domu, ze swoją żoną. Rozglądnął się bardzo uważnie. Wszystko wydawało mu się obce, zimne, złe.
Co mam teraz robić, gdzie iść? - pomyślał.
Jednak jedyne, co mógł teraz zrobić to schować się pod drzewem, zamknąć oczy i modlić się do Boga, o to aby Słońce wstało jak najszybciej i aby przetrwał tę noc.
- Kiedy tak siedział skulony pod drzewem z zamkniętymi oczyma, modląc się i płacząc, usłyszał szelest gałęzi.
Ktoś idzie - pomyślał.
Wiedział, że to już koniec, ale nie zamierzał się poddać. Szybko podniósł się z ziemi i pobiegł przed siebie. Co chwile patrząc, czy nikt za nim nie biegnie. Biegł tak jakiś czas, przedzierając się przez gałęzie, aż w tych ciemnościach nie widząc właściwie nic, wpadł na drzewo i spadł w głęboką dziurę i stracił świadomość.
Rozdział 4
Staruszka
Obudził się, a właściwie to tylko otworzył oczy. Jeszcze do niego nie dotarło, co się stało, czy co tak naprawdę teraz widzi.
Ku jego największemu zdziwieniu zobaczył, jakąś starszą panią, która siedzi koło jego łóżka na krześle.
- Co się stało? - zapytał Paweł, cały czas mrugając oczami.
- Nareszcie się pan obudził, tak bardzo się o pana martwiłam - powiedziała radosnym głosem kobieta.
Staruszka była bardzo otyła i niezbyt urodziwa. Ubrana była w czarną, brzydką sukienkę, a na głowie miała równie brzydki, ciemny beret. Jej włosy były brązowe, oczy zielone, usta suche i jakby martwe.
- Co się stało? - zapytał mężczyzna raz jeszcze.
- Nie wiem, to pan powinien mi powiedzieć - odpowiedziała.
- Jak to? - spytał.
- Znalazłam pana nieprzytomnego, leżącego w dziurze, chyba pan się przewrócił - oznajmiła i odgarnęła swoje tłuste włosy.
- Tak, pamiętam. Uciekałem przed kimś i wpadłem na drzewo - stwierdził.
Kobieta wstała i ze strachem zapytała
- Ktoś pana gonił?
- Tak, ale nie wiem, kto to był - odpowiedział.
- Spokojnie, musi pan teraz wiele odpoczywać - powiedziała.
- Na pewno jest pan głodny i spragniony, przyniosę panu coś - powiedziała i wyszła z pokoju.
Paweł zaczął rozmyślać nad tym wszystkim, co stało się przez ostatnie dni i jakie miał szczęście, że trafił na tak miłą panią.
- Mam nadzieję , że panu smakowało, to moja specjalność - wymamrotała, cicho z nadzieją w głosie.
- Było bardzo smaczne, naprawdę świetnie pani gotuje - odpowiedział mężczyzna, a kobieta się zarumieniła.
- Ile czasu już minęło? - zapytał Paweł, bojąc się odpowiedzi.
- Tydzień, znalazłam cię tydzień temu w lesie - odpowiedziała.
- Myślałem, że tutaj nikt nie mieszka, że to opuszczone miejsce - powiedział mężczyzna.
- To prawda, to opuszczone miejsce, ale ja lubię właśnie takie, nie lubię ludzi, bo są źli - powiedziała kobieta.
- Źli? - zdziwił się Paweł.
- Tak, ludzkość jest zła, nie docenia piękna naszego świata, piękna lasów, mórz i ... - mówiła staruszka, ale mężczyzna się wyłączył.
Przypomniał sobie o swojej żonie i zapytał
- Przepraszam, czy mogłaby pani zadzwonić do mojej żony? Ona pewnie się o mnie martwi.
- Nie wie pan, że to nie ładnie komuś przerywać - powiedziała kobieta, a jej wyraz twarzy i głos zmieniły się nie do poznania.
- Ja tylko... - mówił mężczyzna, ale kobieta mu przerwała.
- Jesteś kolejnym popieprzonym draniem, którego świat i nasza planeta gówno obchodzi, najlepiej by było zamknąć takich jak wy w komorach gazowych i patrzeć jak zdychacie, wolno i boleśnie.
- Zabieraj ten swój obiadek - krzyknęła kobieta i cisnęła w niego tace z naczyniami, po czym wyszła z pokoju.
- Moja głowa - rzekł mężczyzna i złapał się za głowę, bo w tej chwili poczuł przeszywający ból głowy i znowu świat zaczął wirować.
Dopiero teraz zauważył, że ma zabandażowaną głowę. Po chwili, zawroty i ból ustały.
Mężczyzna był zaskoczony zachowaniem kobiety, która do tej pory wydawała mu się zwykłą, spokojną , współczującą babcią, bojącą się ludzi i dlatego mieszkającą samotnie.
Teraz jednak pojawiły się w jego głowie, myśli, myśli o tym, że ta kobieta może nie być taka dobra, jak mu się wydawało.
Po chwili jednak Paweł pomyślał
Nie ma się co zamartwiać i tak mam sporo problemów. Babcia się uspokoi, przemyśli wszystko i na pewno go przeprosi.
Dopiero teraz, rozejrzał się po pokoju. Na pewno nie należał on do przytulnych miejsc. Łóżko było stare, a koc postrzępiony. Podłoga była drewniana i w pomieszczeniu znajdował się tylko, oprócz krzesełka, na którym siedziała przed chwilą staruszka, mały drewniany stolik. Po chwili mężczyzna zasnął był przytłoczony problemami i nie chciał już o nich myśleć. Tej nocy nie spał spokojnie. Śniło mu się, że ta kobieta gania za nim po jakieś pustyni, a w ręce trzyma zakrwawiony topór.
To nie był przyjemny sen. Na szczęście obudził się z niego dość szybko. Za nim jeszcze babcia zdążyła odciąć mu głowę lub inną część ciała. Teraz już wiedział, co go obudziło, to nie strach, tylko głośne hałasy, trzaski, krzyki jakby ktoś uderzał o ściany i ryczał z bólu. To było straszne. Paweł chciał wstać, uciekać, nawet gdyby, jedynym miejscem ucieczki, był ten ciemny las. Ale gdy spróbował się podnieść, wszystko znowu zaczęło się kręcić, a ból głowy był nie do wytrzymania.
- Nie mogę. Nie mogę wstać - powiedział.
A jeżeli ta wariatka, zejdzie do mnie z toporem, tak jak mi się śniło - pomyślał i w jego głowie pojawiły się obrazy babci, która otwiera drzwi i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, podbiega do niego i uderza w niego kilka razy siekierą. A z niego wypływają wnętrzności, krew, flaki. Zrobiło mu się nie dobrze i prawie zwymiotował. Potem już nie było mowy, o czymś takim jak sen. Słuchał hałasu i czekał, aż usłyszy szybkie kroki w kierunku jego drzwi. Na szczęście nic takiego się nie stało. Uderzania powoli ustały, a Paweł odetchnął z ulgą, gdy usłyszał głośne chrapanie.
- Ona śpi. A to oznacza, że nie zejdzie do mnie z toporem i nie zabiję mnie - powiedział.
Od razu poczuł się lepiej, ale nie zamierzał spać, wolał czuwać i być na baczności w razie, gdyby babci jednak zachciało się rąbania siekierą. Te kilka godzin oczekiwania trwały stanowczo za długo, godzina wlokła się za godziną. Najpierw była czwarta rano, potem piąta, potem wpół do szóstej, następnie wpół do siódmej, aż w końcu nastał czas, w którym usłyszał kroki, a następnie zobaczył, jak drzwi, jego pokoju się otwierają. Stał w nich nie, kto inny jak staruszka. Teraz ubrana była w brzydki, czerwony szlafrok z kotem.
- Jak się spało? - zapytała kobieta.
- Dobrze, spałem spokojnie całą noc - powiedział, co oczywiście było kłamstwem.
- Ah tak, a nie przeszkadzały ci hałasy w nocy - zapytała z głupkowato, uśmiechniętym wyrazem twarzy.
- Hałasy, jakie hałasy? - zapytał zdziwionym głosem.
- To dobrze, bo wiesz, moje kotki lubią hałasować - stwierdziła.
Ale Paweł wiedział, że to nie żadne kotki.
Pewnie rzucała tymi biednymi stworzeniami o ściany - pomyślał, ale nie zrobiło mu się przez to lepiej.
- Przepraszam, czy mógłbym, o coś zapytać? - wymamrotał ze strachem Paweł.
- No, nareszcie się nauczyłeś, że w moim domu słuchamy, jak mówi druga osoba, a zwłaszcza, jeśli to mówię ja - powiedziała z satysfakcją w głosie.
- Proszę, pytaj - zakończyła.
- Czy mogłaby pani zadzwonić do mojej żony? Ona na pewno bardzo się o mnie martwi, a już ponad tydzień nie dałem żadnego znaku życia - powiedział.
- Przykro mi, ale nie mam tu telefonu, on niszczy ludzkie relację. Sam pomyśl, rozmowa z drugim człowiekiem, kiedy się go nie widzi jest bezsensu. Tam samo jak bezsensu jest rozmawianie z ludźmi. Oni są kłamliwi, źli. Zapomnieli jak należy, naprawdę żyć. Czasem mi ich szkoda, ale wtedy sobie przypominam, że jestem wyżej od nich, że jestem w grupie ludzi dla której wyższe istoty mają ułożony plan - powiedziała, a Pawłowi wydało się to dziwnie znajome.
- Oglądała pani mój serial? - zapytał.
Takie same słowa zawarł w scenariuszu, więc wydało mu się to dość dziwne.
- Serial - zaśmiała się.
- Ja nie oglądam seriali, nie mam na to czasu - stwierdziła.
To przecież moje słowa - pomyślał.
- A czy nie powinna pani może powiadomić kogoś, że tu jestem albo przynajmniej zawieźć mnie do szpitala. Ta głowa naprawdę ogromnie mnie boli. Nie wiem, ile jeszcze to wytrzymam? - powiedział próbując, by jego ton, zabrzmiał jak najsmutniej i jak najboleśniej.
- Nie masz wyboru, chyba, że chcesz, żebym skróciła twoje cierpienie - powiedziała radośnie.
- Skróciła? - zapytał zdziwiony, bojąc się odpowiedzi i przeczuwając jaka ona będzie.
- No tak, opiekowałam się, kiedyś dziećmi i miałam tam, takich gagatków, którzy krzyczeli
- Nie zostawiajcie mnie z tą zakonnicą
Mężczyzna poczuł strach i zdziwienie.
Ona była zakonnicą. Chyba w satanistycznej sekcie - pomyślał.
- Tak, umiałam postępować z takimi jak ty, ale ludzie tego nie rozumieli - powiedziała i nagle urwała temat przechodząc do pytania, o to co zje na śniadanie?
Paweł nie drążył tematu, raczej był pewny, że za jej „niesamowite“ zdolności do postępowania z dziećmi, nie otrzymała szczególnej nagrody. Raczej spalili ją na stosie, a ona teraz powróciła, żeby mścić się na ludziach za swoje winy, zupełnie jak w moim serialu - pomyślał.
- Jajecznica dla jaśniepana - oznajmiła, gdy wróciła do pokoju po kilku minutach z tacą, na której, leżała duża porcja jajecznicy, kilka kromek chleba, kubek z gorącą herbatą i jakaś dziwna błękitna pigułka.
- A co to jest? - zapytał podnosząc tabletkę.
- To środki przeciwbólowe, przecież o nie prosiłeś - powiedziała, jakby to on był wariatem, a nie odwrotnie.
- A tak, dziękuje - powiedział.
A jeżeli to nie jest lek przeciwbólowy, tylko jakaś trucizna - pomyślał
Lepiej nie ryzykować - myślał.
Ale w tej chwili, ból powrócił. Tak samo silny jak przedtem, więc nie zastanawiając się, ani chwili dłużej, szybko połknął tabletkę i popił gorącą jeszcze herbatą.
Minęło kilka minut, nie zdążył nawet dokończyć śniadania. Poczuł dziwne i niezrozumiałe zadowolenie. Czuł się rozluźniony i zupełnie jakby nie był właśnie w jakimś starym, zatęchłym domu i nie opiekowała się nim walnięta starucha.Czuł się co najmniej jakby był na plaży na Jamajce. Świat wirował, ale nie jak przedtem. To był przyjemne uczucie, wszelki ból zniknął. Cały świat był dla niego piękny, nawet babcia była wspaniała, uratowała mu życie i nie ważne, że teraz chcę go wykończyć. Ważne było, że dzięki niej mógł doświadczyć tego wspaniałego stanu. Długo się jednak tym stanem nie cieszył. Nagle do pokoju wpadła staruszka, a on zamiast się wystraszyć, śmiał się. W jego myślach kobieta miała na głowie ogromny kapelusz w różowe słoniki, a w ręce trzymała wielkiego hot doga z musztardą. Dalej nie wiele kojarzył. Babcia wzięła go i posadziła na wózku, a potem zawiozła do jakieś zatęchłej piwnicy.Było tam pełno kotów, przynajmniej tak mu się wydawało, bo słyszał tylko miauczenie, a obraz mu się rozmazywał. Kobieta wzięła do ręki sztylet, a w drugiej ręce trzymała wyrywającego się kota. Kotek miauczał, skamlał, ale starucha bez żadnych skrupułów, czy zahamowań wbiła mu sztylet w pierś. Kot przestał się wyrywać i na podłogę, spłynęła krew. To bardzo wystraszyło Pawła, do tego stopnia, że nawet zaczął coś kojarzyć lub przynajmniej widział, co się działo w pokoju. Niestety dalej niezbyt dokładnie. Wstał, chciał uciekać, ale wszystko zaczęło wirować. Biegł nie wiedząc, dokąd. Otwierał drzwi szafy z nadzieją, że są to drzwi wyjściowe. Ale gdy mu się udało je otworzyć, poczuł lekki ból z tyłu głowy. Przynajmniej teraz lekki, bo był po prochach. Mężczyzna upadł i ostatnie, co zdążył zobaczyć, zanim stracił przytomność, to ogromna figura strasznej kobiety o kocim wyglądzie.
Notatka od Sylar, 17.12.2011 21:54:
Ludzie, od 10 postów nie znaczy, że założony wątek bedzie dziesiątym... Ale neich Ci bedzie. A z szacunku dla oczu czytających, winno się raczej po części wrzucać, albo chociaż potem nie upominać o komentarz, proszę.
2 - rozdzialiłam rozdziały, bo teraz to w ogóle zlałeś...
|