Pewna część mojego opowiadania.
Byłabym wdzięczna za jakiekolwiek rady, krytykę, pomoc.
Zmniejszałam dzielącą nas odległość. Blisko. Bliżej. Czułam, jak płonę wewnątrz, spalam się by w końcu umrzeć i nigdy się nie odrodzić. Szczypanie w oczach było nie do zniesienia , ale mimo wszystko dotknęłam delikatnie jego dłoni i patrząc w szaro niebieskie ukochane, znienawidzone oczy zapytałam szeptem
-Czy jest ci ciężko? Czy bardzo musisz się zmuszać?- wiedziałam, jak jego spojrzenie się zmienia z rozbawionego w zaniepokojony i z zlękniony.
„ Czyżbyś czytał w moich myślach, właśnie teraz?”
-Czujesz wstręt? Powiedz, proszę, odpowiedz, jak to jest udawać, że kochasz kogoś kogo nienawidzisz?- mój głos był dziwnie odległy, wyprany z wszelkich uczuć. –Kogoś kogo tak naprawdę się brzydzisz Draco- widziałam, jak na mnie spogląda, próbując ukryć lęk,gniew. Ale czego się bał? Zdemaskowania? Bo jeśli tak to mógł być spokojny nikt się nie dowie. Bo ja nie powiem ani słowa. Zostawię to za sobą. Daleko. W zapomnieniu.
Puściłam jego dłoń, spoglądając, jak blada opada wzdłuż tułowia, bezwładna, jak gdyby zabrakło mu siły. A przecież był, jest – tak silny. Tak nieczuły.
-Milczysz, kiedy powinieneś mówić- moje słowa były tak ciche, że sama zastanawiałam się czy je wypowiadam. Jednak po jego reakcjach utwierdzałam się, że nie tylko je słyszy, ale także dokładnie rozumie. Nie spodziewałam się by Malfoy się wypierał, nie teraz, kiedy nie musi już grać. Może być sobą. A takich, jak on cechuje duma. Tacy, jak on nie przepraszają są na to zbyt pyszni.
-Granger...ja...- zaczął zachrypniętym głosem, który tak boleśnie przypomniał mi każdą naszą rozmowę, każde kłamstwo. Czekałam pełna nadziei. Ale na co? Co mógłby mi powiedzieć? Nic. Bo nic nie zmieni jego czynów wobec mnie. Nic. Nie ma nadziei. Bo to minęło, bo bajka, którą żyliśmy…która ja żyłam dobiegła końca, a jej morał, jej morał jest tak jasny i wyraźny, że nie da się go przeoczyć.
I mimo moich pragnień. Moich sprzecznych myśli. O n milczał w momencie, gdy ja pragnęłam by do mnie mówił. Głośno, głośniej. Prawdziwie, szczerze.
-Zamilcz- wpatrywałam się w niego chcąc pokazać mu, jak bardzo go teraz nienawidzę. To nie byłam do końca ja. Mój głos był jakby oddzielony od mojego serca teraz słuchał rozumu, a ja nie miałam zamiaru go uciszać. Bo tak będzie lepiej. Nie chcę być dziewczyną, które spogląda w jego oczy w niemym błaganiu o...kłamstwo? Bo przecież tego właśnie chciało moje serce! Pragnęło by łgał z całych sił byle tylko nie pozwolił mi odejść.
Ale ja odchodziłam. Bo ja nie byłam tą dziewczyną. A on nie był tym chłopakiem, nigdy.
-Nie-zaczęłam, a moje myśli pędziły z niebotyczną szybkością-Chcę żebyś coś powiedział Draco- zaczerpnęłam powietrza to był ten moment...
-To tylko dwa słowa- szepnęłam z dziwną nostalgią w głosie-Chce żebyś je powiedział. Chce mieć pewność.-warknęłam i zdałam sobie sprawę, że moje słowa, myśli są poplątane i wszystko to sprawia, że byłam w pewien sposób nie stabilna. . Widziałam w jego oczach tą wściekłość kipiał nią cały, ledwo się powstrzymywał. I zdałam sobie sprawę, że być może to pierwszy raz od roku, kiedy pokazuje mi swoje prawdziwe uczucia. Swoją prawdziwą twarz.
-Powiedz to!-krzyknęłam, a moje słowa odbiły się od pustych ścian. To były sekundy widziałam, jak zaciska dłonie, dostrzegłam także coś w jego oczach...dostrzegłam to po raz pierwszy to był...smutek?rezygnacja? Nie potrafiłam tego opisać byłam zbyt pochłonięta natarczywością moich myśli.
-Nienawidzę cie-mocny zimny głos, przyprawił mnie o zawroty głowy przez chwilę myślałam, że zemdleję. Czułam uścisk w gardle, zupełnie jakbym się czymś dusiła.
To był ten moment, kiedy moje serce pękło na tysiące kawałków, które Draco Malfoy zabrał ze sobą, zatrzaskując drzwi i zostawiając mnie zupełnie samą.
Nienawidzę Cię za to, że cie pokochałem.
Byłem, żyłem, egzystowałam, ale to wszystko cały cholerny ja, mój świat wszystko to działo się jakby na krawędzi, a teraz? Teraz spadałem w przepaść, nie łapałem się nie próbowałem ratować...bo ja i moje życie było niczym. Nigdy nic nie znaczyło. Byłem pionkiem w grze nic nie znaczącą figurką przesuwaną przez los...przez ludzi przez Niego!
Łapałem się, upadałem, wstawałem przez cały czas błędnie myśląc, że kimś jestem, coś znaczę, ale bez Niej...bez Niej byłem nikim...wiem to teraz, wiem to zbyt późno.
A ONA Ona była moją nadzieją...moim światłem...romantyczne pierdolenie. Ale tak myślę...tak czuje? Bo ja czuje, tak jestem jak każdy, czuje i choć to boli to chce czuć, bo w końcu po tylu latach nicość wiem, że żyje.
Chciałbym Ci wszystko wytłumaczyć... chciałbym powiedzieć, że byłaś jesteś i będziesz moim przekleństwem...najpiękniejszym przekleństwem jakie kiedykolwiek doznałem, jakiekolwiek mogłem doznać. I chcę, chcę także żebyś wiedziała, że nienawidzę Cię tylko dlatego, ze tak cholernie Cię kocham i nie potrafię przestać i wiem, że i ty mnie kochasz. Widziałem to w twoich oczach widziałem to w tobie. I nienawidzę też siebie...
Powiedz mi jak mogłaś pokochać takie potwora jak ja? To nie jest bajka Granger...Piękna nie zakochuje się w bestii proszę zapamiętaj to i pozwól mi upaść...
Choć wiem, ze bez Ciebie nie wytrzymam...
Kim jesteś..Kim jesteś, że zdobyłaś coś czego nikt nigdy nie zdobył coś do czego nie potrzebowałaś mapy czy wskazówek,same je znalazłaś odnalazłaś moje ...serce? Boże. A to boli, tak cholernie boli bo zabrałaś je ze sobą jest Twoje i tak na prawdę chyba zawsze było. Należy do Ciebie i będzie.
Ale ten ból w pewien sposób mnie cieszy bo zawsze będę pamiętać o Tobie o nas? Bo byliśmy...Pamiętaj.
Notatka od Sylar, 18.09.2011 19:53:
Zamykam, patrz niżej.
|