Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dywersja
Autor Wiadomość
kirkiowa
Niezarejestrowany

 
Post: #1
Dywersja
Witam po dłuższej przerwie, wybaczcie mi ją proszę, ale hm... Miałam zbyt mało czasu na cokolwiek, a zwłaszcza na pisanie, teraz to się zmieni, spróbuję już niedługo odrobinę porozglądać się po forum i po sobie ślad pod Waszymi tekstami, pozdrawiam serdecznie!
PROLOG
Umierające słońce pozostawiło na niebie feerię barw, ostatnie promienie próbowały dodać otuchy przygotowującemu się do niespokojnego snu świata. Zielonymi gałązkami parkowych drzew od niechcenia kołysał wiatr. Nerwowa cisza oblegała ciemne zakamarki. Ulice opustoszały, schowane za firankami przemykały przejęte postacie. Gdy ostatnie smugi słońca znikną, rozpocznie się godzina policyjna. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie we własnym domu, wszędzie panował strach. Terror Marka Zaleszki sięgnął zenitu. Ludzie bali się głośno wypowiadać imię dyktatora, który przed laty na skutek zamachu stanu objął władzę i od tego czasu nieprzerwanie rządził, wprowadzając coraz to bardziej restrykcyjne prawa. Niezależne media nie istniały. Wolność słowa zniknęła całkowicie. Próby sabotażu bestialsko tłumiono, a ich uczestników sądzono w przyspieszonym tempie, najczęściej winny słyszał: „Obywatel stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, sąd postanawia go wyeliminować”, skazany nigdy nie ponosił samotnie kary, jego rodzina, znajomi mieli równie duże problemy. Parady ku czci majestatycznego wodza organizowano przy każdej nadarzającej się okazji, w świecącym pustkami skarbcu państwa, cudem wynajdowano fundusze na huczne imprezy, przyciągające zwolenników Zaleszki. Zdjęcia w gazetach pokazywały uśmiechnięte, wiwatujące twarze zastraszonych ludzi. Chociaż wizerunek dyktatora na wielkich plakatach przedstawiał go jako człowieka roztaczającego wokół siebie aurę dobroci, szara masa nie zapominała o tysiącach istnień bez skrupułów posłanych przez niego na śmierć. Trzymał wszystkich na smyczy. Ufał tylko sobie. Samodzielnie podejmował najważniejsze decyzje. Uważał się za ojca narodu, który musiał wzbudzać strach, ale równocześnie podziw, by nikomu choćby przez myśl nie przeszło wskrzeszanie buntu przeciw niemu.

***
Podobizna tyrana widniała na jednej z orzechowych ścian, pozostałe zostały nienaruszone, surowe. Mężczyzna w średnim wieku z lekką łysiną na głowie, patrzył nienawistnym wzrokiem świńskich oczu na swoich popleczników, zasiadających do obfitej kolacji. Było to małżeństwo Harczyńskich - Łucjan i Klara. Oboje posiadali spory zapas tłuszczu, cieszyli się dostatnim życiem, nie przejmowali się tym, co przyniesie kolejny dzień. Pan domu jako najbliższy doradca władcy pozwalał sobie na luksusy, o których większość społeczeństwa mogła wyłącznie pomarzyć. Łucjan uchodził za najlepszego stratega wśród urzędników Zaleszki, piastował ważną funkcję na arenie ciągłych politycznych utarczek, zawsze gotowy, by spełniać zarządzenia lidera i uzupełniać je swoimi pomysłami. Odpowiadał za krwawe stłumienie buntu studentów pod marionetkowym sejmem. Wówczas na jego rozkaz użyto ostrej amunicji w starciu z bezbronną, chcącą wolności młodzieżą. Nikt nie poniósł konsekwencji, wręcz przeciwnie, Harczyński zaskarbił sobie dozgonną przyjaźń przywódcy, który dostrzegł w nim idealnego kompana zbrodni. Łucjan zabijał w milczeniu, ale równocześnie miał talent do publicznych morderstw. Moralność? Grzechy? Nie przejmował się tym. Jego umysł był opanowany przez wodza, wielbił go i naśladował pod każdym względem, nawet zapuścił wąsy, by się jeszcze bardziej do niego upodobnić. Klara zawsze robiła dobrą minę do złej gry, nigdy się nie sprzeciwiała, cicha i oddana mężowi, prowadziła z niebywałą starannością dom. Ubierała się w najlepszych butikach, modnie i elegancko, uwielbiała kupować kolejne garsonki, by błyszczeć w nich na salonach, chociaż jej tusza osłabiała blask, mogła cieszyć się zaciekawionymi spojrzeniami, które zazdrośnie wbijały się w pobrzękującą na pulchnych rączkach drogą biżuterię. Nikt nie szczędził Klarze słów uznania. Potrafiła doskonale zachowywać się w towarzystwie, prowadziła inteligentne rozmowy w kilku językach. Wychowała się w konserwatywnej, szanowanej rodzinie, która ochoczo wspierała Zaleszkę, próbowała wychować córkę na swoje podobieństwo, jednak ta nie pozwalała sobą manipulować, miała własny punkt widzenia, po matce odziedziczyła jedynie włosy – gęste i czarne.
Marcelina z trwogą przypatrywała się beztrosko spożywającym kolację rodzicom. Skrzywiła się, gdy uświadomiła sobie, że na dębowym stole prezentowało się jedzenie dla co najmniej pięcioosobowej rodziny. Ta dwójka nie wciśnie do beczułkowatych brzuchów wszystkiego, resztki zmarnują się. Pokręciła z dezaprobatą głową, nic nie mogła poradzić.
Wybór, przed którym stanęła zaprzątał całkowicie jej myśli. Jeśli wykona zadanie, nigdy więcej nie będzie Marceliną Harczyńską, córką dygnitarza na usługach Zaleszki, przeistoczy się w pozostającego w ciągłym niebezpieczeństwie wygnańca. Oparła się o ścianę w przedpokoju, doskonale stąd widziała intensywnie dyskutujących rodziców, zamierzali wreszcie przeprowadzić się do willi na obrzeżach stolicy.
Wiedziała, że nie powinna podejmować pochopnych decyzji.
Łucjan Harczyński – chłodny człowiek, morderca znienawidzony przez lud. Po jego wielkich, szorstkich rękach, którymi okazyjnie obejmował dziecko, codziennie spływała krew.
„Kim on dla mnie jest?” – zastanawiała się gorączkowo. Czuła do niego odrazę, nienawiść wymieszaną z miłością, gdyby nie on, nie byłoby jej na świecie, jednak ofiary które miał na sumieniu, wryły się w niewinny umysł.
„Jesteś córką potwora!” – Nigdy nie posiadała prawdziwych przyjaciół, wiecznie pod czujną ochroną, żyjąca pod kloszem, prawo do rozmowy z nią posiadali nieliczni, zupełnie sama z problemami, odstawiona na bok przez ciągle wychodzących na bankiety rodziców. Niechciana. Oderwana od życia. Samotna. Przestraszona dziewczynka.
W jej ciepłym sercu nie znalazło się wygodne miejsce dla surowego ojca, który wymagał od niej więcej pozwalały na to jej możliwości. Nigdy nie okazywał zadowolenia, jedynie czasem brał w objęcia Marcelinę, zazwyczaj na pokaz przy tłumie wynajętych fotografów.
A matka? Chociaż kochała dziewczynę z całego serca, nigdy nie demonstrowała uczuć, sroga i bez przerwy wpajająca twarde zasady, taką Marcelina zapamiętała ją z dzieciństwa, od tamtego momentu nic się nie zmieniła, nawet bardziej oziębła. Na jej ustach ciągle wypływał sztuczny uśmiech, którego nastolatka nienawidziła.
Obserwowała uważnie zimną broń. Czarny pistolet połyskiwał w świetle żyrandolu, wiszącego nad jej głową. Z każda chwilą rosło ryzyko niepowodzenia. Do dzisiejszego wieczoru nie zdawała sobie sprawy, ile podjęcie decyzji będzie ją kosztować. Mętlik panoszył się w jej świadomości. Myślami wciąż błądziła, dalej nie zdołała wyprowadzić ich na właściwą drogę. Serce Marceliny coraz szybciej biło. Oddech stawał się płytszy. Adrenalina krążyła w żyłach. Stres, zwątpienie, strach – uczucia przenikające się nawzajem, doprowadzały dziewczynę do szaleństwa. Niespokojnie przegryzła wargę. Całymi dnia i nocami zastanawiała się, co powinna zrobić, co było słusznym rozwiązaniem. Dziś już nie miała pewności. Zabójczyni własnych rodziców, tego właśnie pożądała? Oswobodziłaby naród z parszywego ciernia, grzesznik poniósłby karę, lecz czy zasłużył na śmierć z rąk córki? Czuła się rozdarta. Z jednej strony życzyła mu jak najgorzej, ale z drugiej… Był jej ojcem, nie dysponowała prawem wyboru rodziców, to on powołał ją do bytu, a teraz chciała odebrać mu jego własny.
Nigdy wcześniej nie myślała tak błyskawicznie, a serce nie biło mocniej, jakby ktoś w jej klatce piersiowej wybijał morderczy rytm na perkusji. Potrafiła stłumić w sobie pragnienie wylania żalu i nie zapłakała. Musiała być silna. Pot sprawił, że miejscami jej biała, jedwabna koszula stała się przezroczysta. Niepokoiła się. Nie chciała krzywdzić, nigdy nie przelewała krwi, nie zabiła, nikogo. Jednak jedynie ona była na tyle blisko, by móc sprostać zadaniu, a jednocześnie nie wzbudzić czyichś podejrzeń. Przełknęła nerwowo ślinę, przypominając sobie wytyczne przełożonych. Zgadzała się z ich zdaniem, jednak teraz nie potrafiła pokiwać głową na słowa: „Zabij Łucjana i Klarę Harczyńskich”, teraz… Nic już nie wiedziała. Nie chciała stać się morderczynią, ale jeśli tego nie zrobi, ojciec pośle na śmierć kolejne nieskalane dusze.
Może wystarczy konstruktywna rozmowa? Oskarżenia? Usilnie próbowała przekonać siebie, że posłanie rodziców do grobu nie było jedynym rozwiązaniem. Prowadziła cichą walkę sama z sobą, ze swoimi przekonaniami, ideami.
Nie skończyła dziewiętnastu lat. Marzenie o zostaniu lekarzem i pomocy ludziom oddalało się od niej coraz bardziej, gdy utwierdzała się w przeświadczeniu o słuszności podjętej decyzji. Chciała chronić niewinnych.
Spojrzała smutno na pistolet, biorąc głęboki wdech. Dłużej nie potrafiła wstrzymywać łez, kilka spłynęło po jej rumianych policzkach. Zacisnęła usta. Spięła brwi. Nie mogła postąpić inaczej.
Odbezpieczyła broń.
Musiała zrobić coś dla dobra ukochanej ojczyzny. Śmierć oprawcy polepszy los uciśnionych.
Drżała. Uśpiła emocje. Zamknęła oczy. Odwrót nie istniał.
Bezszelestnie weszła do jadalni, gdzie wciąż trwały zacięte rozmowy, od razu oddała dwa strzały do zupełnie zaskoczonych jej widokiem rodziców. Dźwięk wystrzału rozbrzmiewał w jej uszach. Do kresu egzystencji zapamięta obraz powiększającej się czerwonej plamy na koszuli ojca i jego ostatniego tchnienia. Widok matki był o wiele straszniejszy: kobieta została trafiona na wylot w okolicy pępka, gorączkowo łapała powietrze, jej tłuściutka ręka tamowała nieustannie wypływającą krew. Ale nie to najbardziej dotknęło Marcelinie: matka patrzyła z wyrzutem na ukochane dziecko. Widziała ją malutką. Kruchą. Niewinną. Teraz straciła całkowicie w jej oczach dawne piękno. Oczami pełnymi goryczy i łez obserwowała jej poczynania, na sekundy ich wzrok spotkał się. Dziewczyna nie wytrzymała, odwróciła głowę, widok konającej matki wygrawerował w jej duszy cząstkę nienawiści, tym razem do samej siebie, złapał za serce, przebił je niewidzialnym ostrzem. Kolejnym strzałem zakończyła męczarnie rodzicielki. Po wykonaniu zadania jej oddech nie wrócił do pierwotnego stanu. Głośno wydychała powietrze, świszczało między kurczowo zaciśniętymi zębami. Roztrzęsiona ledwo włożyła pistolet do kabury ukrytej pod skórzaną kurtką. Nie oglądając się za siebie, wyszła z domu, chwytając plecak. Sąsiedzi z pewnością musieli słyszeć wystrzały. Jak najszybciej zbiegła po schodach, nie czekała na windę, mieszkańcy bloku zapewne za kilka chwil wpadną do domu sławnego polityka, zobaczą go wpatrzonego pustym wzrokiem w portret ukochanego przywódcy.
Gorączkowo próbowała się uspokoić, jednak z każdym przebytym stopniem rosło jej rozgoryczenie, potok łez nasilał się. Zabiła własnych rodziców, kompletnie zmieniając swoje życie. Nigdy już nie będzie tak samo. Jej marzenie o zostaniu lekarzem prawie zupełnie straciło możliwość spełnienia. Stała się morderczynią, która musiała wkroczyć na nową ścieżkę w szeregach Dywersji, nie było innego wyjścia.
Niemal potknęła się, gdy wyskoczyła z budynku, przed nim niecierpliwie czekał chłopak na motorze, ukryty pod kaskiem w czarnej kurtce i spodniach. Rzucił dziewczynie nakrycie głowy. Wsiadła pospiesznie, szczelnie go obejmując. Z piskiem opon odjechali z miejsca przestępstwa.
03.08.2011 18:08
      Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
grizzly bear Offline
monica blabla geller
Użytkownik

Liczba postów: 23
Dołączył: 27-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #2
RE: Dywersja
Nie rozumiem sensu publikowania tekstów umieszczanych na blogaskach.

Notatka od Maradine, 04.08.2011 13:58:

Nie rozumiem sensu publikowania komentarzy tego typu. A każdy użytkownik sam odpowiada za to, co robi ze swoimi tekstami.


live like Kasabian
03.08.2011 19:52
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
kirkiowa
Niezarejestrowany

 
Post: #3
RE: Dywersja
A ja go widzę, wiesz dlaczego? Bo tu można znaleźć słowa krytyki.
03.08.2011 19:57
      Odpowiedz cytując ten post
Maradine Offline
Senna Mara
*

Liczba postów: 629
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #4
RE: Dywersja
Znalazłam trochę interpunkcji. W pierwszym fragmencie chyba w dwóch zdaniach gdzieś pod koniec, w kolejnym proporcjonalnie więcej. Nie mam jednak czasu w tej chwili, by Ci je wypisywać... W kilku miejscach piszesz trochę za długie zdania, które spokojnie mogłyby być dwoma Grin

"Wsiadła pospiesznie, szczelnie go obejmując." - To zdanie niezbyt mi się podoba. Jestem przyzwyczajona, że szczelnie można się czymś owijać, na przykład. Ale szczelnie obejmować... hmm... nie pasuje.

Co do treści, to jak zwykle u Ciebie, ciekawie. Pytanie - czy to całość, czy będzie coś dalej?

Witaj ponownie!

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
04.08.2011 14:13
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Theodor Valenty Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 29-12-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #5
RE: Dywersja
Przecinki w kilku miejscach, ale to drobiazg. Raczej nie przemawiały do mnie teksty tego typu:

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)
Próby sabotażu bestialsko tłumiono, a ich uczestników sądzono w przyspieszonym tempie, najczęściej winny słyszał: „Obywatel stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, sąd postanawia go wyeliminować”, skazany nigdy nie ponosił samotnie kary, jego rodzina, znajomi mieli równie duże problemy(…)

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…), jednak ofiary które miał na sumieniu, wryły się w niewinny umysł. (…)

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)W jej ciepłym sercu nie znalazło się wygodne miejsce dla surowego ojca, który wymagał od niej więcej pozwalały na to jej możliwości. (…)

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)Czarny pistolet połyskiwał w świetle żyrandolu, wiszącego nad jej głową. (…)

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)
Zgadzała się z ich zdaniem, jednak teraz nie potrafiła pokiwać głową na słowa: „Zabij Łucjana i Klarę Harczyńskich”,(...)

(...)
Do kresu egzystencji zapamięta obraz powiększającej się czerwonej plamy na koszuli ojca i jego ostatniego tchnienia. (…)

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)widok konającej matki wygrawerował w jej duszy cząstkę nienawiści,(…)

No i jeszcze to:

(03.08.2011 18:08)kirkiowa napisał(a):  (…)
Jej marzenie o zostaniu lekarzem(…)

"fac et extusa"


World
02.01.2012 09:48
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: