Dziennik pokładowy Lewiatana
[...]jest to rasa dzika, choć inteligentna i, wedle ich, nieco odmiennych od naszych miar, cywilizowana. Choć osobnicy tej rasy wykształcili u siebie mowę, to nigdy nie przemówią jakimkolwiek ludzkim językiem, ponieważ ich mowa składa się ze zlepków spółgłosek, świstów, chrząknięć i gwizdów niezrozumiałych dla ludzkiego ucha. Dopiero niedawno odkryto, iż owe dźwięki powstają dzięki dwóm językom i naprzemiennie stosowanych częstotliwości z obu końców skali.
Przedstawiciele rasy Reptilium Vermes
zorganizowani są, podobnie owadom, w roje. Owych rojów niepodobna policzyć, jednakże wiadomo, że Rojów Głównych jest dokładnie trzynaście - dwanaście Rojów poddanych, jeden Rój królewski. W każdym Roju jest właściwie dwoje przywódców - tyran roju i królowa roju. Rywalizują oni wzajemnie o władzę za pomocą wszelkich dostępnych im środków. Nie zagraża to ciągłości gatunku, ponieważ królowa składa jaja wyłącznie z trutniami w środku, spośród których być może wyłoni się kiedyś tyran. Gaunty, genokrady wraz z wszystkimi podgatunkami od nich wyższymi lub niższymi w hierarchii są żyworodne, dzięki czemu konflikt tyrana i królowej nie wywiera wpływu na ich populację [...]
Powszechnie nazywamy ich [przedstawicieli rasy Reptilium Vermes] tyranidami, od tyrana roju. Nikt też nie sprzeciwia się temu, ponieważ nie przypominają oni żadnej rasy czy gatunku znanego ludziom. Są nazwani z łaciny gadzimi robalami, ponieważ są w zasadzie ich połączeniem oraz tak naprawdę nie wiadomo, jakie jeszcze tajemnice kryją [...].
Hierarchia tejże rasy wygląda następująco: spośród trzynastu głównych Rojów przez dokładnie siedem dni toczone są walki o władzę. Jeżeli do tego czasu nie wyłoni się zwycięzca, królować będzie Rój w owym czasie zwycięstwu najbliższy. W każdym Roju jest dwoje przywódców - tyran i królowa. Królowa jest zawsze jedna i musi być w prostej linii potomkinią pierwszej królowej danego Roju. Królowa podczas całego swojego życia składa dokładnie jedno jajo z młodą królową i kilkadziesiąt jaj trutniów - kiedy osiągną dojrzałość płciową, zostają wydaleni z Roju w celu uniknięcia wad genetycznych spowodowanych kazirodztwem - trutnie mają w sobie podstawowy zestaw genów tyranidzkich, a geny danej rasy nabierają dopiero po inkubacji, której zostają poddani w Gnieździe danego Roju. Wtedy ich wspomnienia dotyczące pochodzenia zostają wykasowane, a trutnie są traktowani jak członkowie danego Roju, tak jakby się w nim narodzili. Trutnie nie muszą stale przebywać w gnieździe, mogą prowadzić wojska do ataku tudzież zajmować się czymś innym. Każdy truteń musi przynajmniej raz w życiu parzyć się z królową. Co roku odbywają się rytualne walki o władzę, jednak nawet pomiędzy nimi następuje ciągła rywalizacja i zmiana tyrana, który zawsze jest najsilniejszym i najsprytniejszym osobnikiem [...].
~ wyciąg z księgi Arthusa Shamveina pt.:
Reptilium Vermes - życie i obyczaje znajdującej się w bibliotece Akademii Wojskowej na Reveniusie IV
[...]właściwie nie wiemy zbyt wiele na temat sztuki wojowania Tyranidów. Jedyne, co jest potwierdzone, to to, że za wehikuły wojenne służą im cyborgi lewiatany. Łapią owe bestie takowe nieszczęsne zwierzę, usypiają na jakiś czas, po czym patroszą je i montują systemy podtrzymujące życie no i oczywiście instalacje bojowe. Choć to okrutne, jest niezwykle skuteczne i wydajne [...]
Jeszcze nigdy nie udało się ludziom przechwycić, a co dopiero zbadać maszyn wojennych Tyranidów. Było by to niezwykle pouczające i inspirujące, albowiem wiadomo nam, że gadziny te czerpią z natury i mistrzowsko ją odtwarzają, produkując znakomite maszyny zagłady [...]
~ wyciąg z księgi Bhardola Vanheima pt.:
Sztuka wojenna - obce rasy znajdującej się w bibliotece Akademii Wojskowej na Reveniusie IV
Wpis z trzynastego dnia miesiąca Avfeldganmar roku 7632 od Upadku Gwiazdy
Dryfując przez Osnowę
Nazywam się Dtgkongamnur arlezsara Gkarlodtabphýmn i od tej chwili jestem nowym tyranem Roju Xvfarlanhäs. Zabiłem poprzedniego tyrana w pojedynku, ponieważ był za słaby na swoje stanowisko. Chciwość i interesy rodu przesłoniły mu cel naszej Świętej Krucjaty. Dlatego to właśnie ja poprowadzę Rój Xvfarlanhäs do podboju całego Uniwersum i do zawładnięcia Kryształem Życia... Nasza rasa wymiera, gdyż z dawien dawna nasi bogowie sprzedali go w zamian za dominację w galaktyce Zakrzywienia... To ja ocalę naszą rasę, to ja zabiję Królową Roju Xvfarlanhäs... To ja nie pozwolę zatracić się genom Starożytnych...
Stłumiłem bunt. Spiskowcy z rodu starego tyrana zapragnęli przywrócić sobie władzę nad rojem... Nie pozwoliłem im na to. Ich głowy, głowy przywódców, nabite na pale przyozdobiły mostek kapitański... Oby ich szlag trafił - nim wyprułem im flaki, zdążyli uszkodzić Lewiatana... Naszego ukochanego Xorgu... Musiałem wysłać te psy, genokrady do Serca Lewiatana, maszynowni, aby naprawiły to, co sprawiało mu ból... Słyszałem jego ogłuszające zawodzenie... Był głodny... Zły, głodny i zmęczony... Wiem już, co zrobię z resztą spiskowców. Zostaną rzuceni wszyscy, co do jednego, na pożarcie Xorgu, by już więcej nie głodował... Dosyć już nieudacznictwa w moim Roju... Nadszedł czas na odnowę naszej rasy... Nadszedł czas na oczyszczenie krwi Xvfarlanhäs...
Dryfujemy już przez Osnowę spory kawał czasu. Xorgu się niecierpliwi, nie wytrzymuję już. Nie cierpię go zmuszać, czuję jego ból, lecz muszę... Nie dotarliśmy jeszcze na miejsce, jeszcze nie czas na odpoczynek... Kryształ Życia będzie mój... Jest już późne popołudnie... Słyszę jakieś hałasy... Jeżeli się nie mylę, to Gaunty właśnie walczą o przywództwo ich stada... Marność, wszystko to marność. Zużywają siły na bzdurne potyczki, podczas gdy prawdziwy wróg dopiero przed nami. Są też plusy tych bijatyk. Nie zabraknie nam karmy dla Lewiatana aż do końca podróży... Xorgu zameldował, że wraz z nowo wyklutym z jaj miotem, na Lewiatanie przebywa siedemnaście milionów osobników...
Pod wieczór Xorgu spostrzegł rozległe awarie układów podtrzymujących życie. Nie jest dobrze... Będę musiał wysłać genokrady... Głupia, ciemna masa, ale za to świetni mechanicy... Będą musieli wypełnić luki ścierwem Gauntów, którzy zdechli w walce o władzę... Marność, wszystko to marność.
Koniec wpisu. Bez odbioru. Mówił Dtgkongamnur arlezsara Gkarlodtabphýmn.
Wpis z czternastego dnia miesiąca Avfeldganmar roku 7632 od Upadku Gwiazdy
Wciąż dryfujemy w Osnowie. Lewiatan zawodzi od samego rana, nie wytrzymuje tak długo zakrzywienia czasowego. Najdalej jutro trzeba będzie wyjść w normalną przestrzeń. Potem będzie trzeba nakarmić Xorgu świeżym mięsem. Wiem już nawet z czego. Gdy zrobię tym leniwym psom, Gauntom niezapowiedzianą inspekcję, to okaże się, że Xorgu naje się jak nigdy. Wiem, że te zapchlone szczury są leniwe i nie trzymają dyscypliny. Czytałem kiedyś przekład jakichś, pfuj, ludzkich dzieł - dowiedziałem się, że żył kiedyś taki człowieczek, który zwał się Hitler. On to dopiero umiał zaprowadzić dyscyplinę. Coś mi się zdaje, że trzeba będzie nadać te leniwe zwierzaki pod nadzór jakimś bestiom wyższym. Liktor, na przykład, wytrenowałby to cholerstwo jak nikt. Tylko który się na to zgodzi. Mwah mwah, nieważne, już ja go zmuszę. Niech tylko spróbuje się sprzeciwić, a jego flaki przyozdobią podłogę, a ja z przyjemnością wychłepczę jego krew. Jestem w końcu Tyranem, czemu ktoś miałby mnie nie słuchać?
W pewnym momencie radary zaczęły piszczeć. Już już bym je rozwalił, bo boli mnie głowa od wycia Lewiatana, ale spojrzałem na nie, aby się upewnić, co wywołuje moją złość. Statek. Naszej "ukochanej" królowej. Zginą wszyscy. Co do jednego. Kiedyś utonę w hektolitrach krwi. Mieli dla mnie jakieś rozkazy. Wracać na Sthathox. Parzyć się z królową. Powołać na świat bestie, które kiedyś będą ze mną walczyć w innych rojach. Niech ją szlag. Kazałem ich zabić. Najokrutniej, jak tylko te gady wymyślą. Następnie rzucić ich na pożarcie Lewiatanowi. Nie będą mną pomiatać. Nigdy.
Właśnie wtedy rozochociłem się do zrobienia inspekcji Gauntom. Choć było już prawie południe, wszystkie te zapchlone śmierdzące lenie nadal spały. Ucieszyłem się w duchu, bo wiedziałem, co to dla nich oznacza. Zacząłem ryczeć. Najgłośniej jak się dało. Wszystkie pobudziły się i spłoszyły. Wreszcie dozorcy udało się zmusić ich do ustawienia się w szyk bojowy. Wystąpił i zameldował się. Był to jeden z większych Gauntów, jakich kiedykolwiek widziałem. Szkoda, że musi zginąć.
Prosił o łaskę, skomlał. Na co ja odpowiedziałem, że zasługuje na śmierć, skoro nie potrafi zapanować nad taką bandą wszarzy, mało tego, sam spał jak one. Postawiłem przed nim ultimatum - albo to do jutra będzie uprzątnięte, albo on zginie, a Gauntami będzie zarządzać najokrutniejszy Liktor, jakiego znajdę. Koniec łaski dla tych psów. Mam nadzieję, że się poprawi. Zginie krwawo. A na kolację zjem jego flaki. Mam nadzieję, że się nie poprawi.
Nie wiem czemu zlitowałem się nad nim. Może dlatego, że nie jadłem i jestem jeszcze słaby. Możliwe. Dlatego postanowiłem odwiedzić Liktorów. Ta wizyta na pewno poprawi mi humor, te zaszczute bestie mają w sobie jeszcze mniej dyscypliny niż Gaunty. Ich kwatery znalazłem niedaleko. Bardzo dobrze. Przynajmniej nie spali, bo byłbym pożarł przywódcę. Im nie można okazać litości, mogliby uznać to za słabość. Ale za to byli dużo za głośno. Wystarczy że wkroczyłem na ich terytorium, a zapadła cisza. Bali się, a to niedobrze. Strach zabija. A z drugiej strony akurat mnie powinni się bać. Nie wiem co myśleć. Zobaczymy, jaka będzie reakcja. Na początek pierwsze punkty, udało im się dość szybko ustawić w szyk bojowy. Obiło mi się o uszy, że nowy przywódca wcale nie jest najstarszy, ani nie jest z poprzednio rządzącej dynastii. Ale za to był największy i najsilniejszy, a także najsprytniejszy. Dobrze. Przetrwa lepszy.
Nie wiedział, co powiedzieć. Czekał. Dlatego postanowiłem mu pomóc, oczywiście, na mój sposób.
"Można wiedzieć, z jakiej racji znowu zrobiliście tu syf?" - zacząłem.
"Jeśli mogę, syfu nie ma tu żadnego. Porządek. Opanowanie. Dyscyplina. Zadania wykonywane."
"Gdzie. Zarzucasz mi, że kłamię?"
"Nie kłamiesz, jedynie mijasz się z prawdą, panie." Aa, umie skurczybyk się obronić. Ma szczęście, nie skończy jako karma dla Xorgu. Słusznie zeżarł poprzedniego przywódcę.
"Umiesz się obronić, trzeba ci to przyznać. Od tej chwili prawnie uzyskujesz swój status."
Znudziło mi się to bawienie się w inspektora, więc wreszcie poszedłem coś zjeść.
Wpis z piętnastego dnia miesiąca Avfeldganmar roku 7632 od Upadku Gwiazdy
Z nudów zainteresowałem się kierunkiem podróży. Okazało się, że lecimy do człowieczków na jakąś bezsensowną wojnę. I tak wygramy. Zabawy w tym nie będzie. Dlatego zmusiłem komputery do pokazania, w którym układzie znaleźć można Kryształ Życia. No i to mnie mile zaskoczyło. Klejnociki człowieczki schowały w swojej stolicy! W samym Układzie Słonecznym Terry. A to niespodzianka. Szykuje się większa wojenka.
Co miałem zrobić, zmieniłem kurs. Teraz lecimy prosto do stolicy człowieczków. Będzie rzeź, że aż miło. Chwila, chwila. Z jednym Xorgu wiele nie zdziałamy. Wprawdzie mamy tam, w hangarach pięć krążowników i dwadzieścia pięć ciężkich myśliwców, ale człowieczki pewnie tak opancerzyły stolicę, że zginęlibyśmy w kilka sekund. Będę musiał zbuntować resztę floty.
Niech pomyślę... Na Sthathoxie został mój braciszek... Tylko jak go namówić do kradzieży floty Królowej? Obym tylko nie zaczął głośno myśleć. Postanowiłem wysłać wiadomość bezpośrednio do jego Lewiatana.
"Witaj. Dawno się nie odezwałem, dlatego mam dla ciebie coś, co przekroczy twoje najśmielsze oczekiwania. Nie będę mamić cię słodkimi słówkami. Przejdę do rzeczy. Mam dla ciebie zadanie. Ukradniesz dla mnie flotę Królowej. Wiem, gdzie jest Kryształ Życia. Zrobimy blitzkrieg na układ Słoneczno-Terrański. Będzie niezła rzeź, a kto kogo urżnie zależy od tego, czy przylecisz do mnie z flotą. Przesyłam program wskazujący nasz kurs. Efekt relatywistyczny nieważny, kursu nie zmieniamy. Czekam."
Do kroćset, muszę poradzić się jakiegoś Liktora, jak tu zmobilizować armię na Lewiatanie. Albo zlecić mu to. I niech wyhodują małego Lewiatana. Wiem, że można. Z tego, co czytałem, wiem, że gdzieś przy sercu są takie jakieś komórki, które pobudzone prądem rozmnażają się niemiłosiernie i tworzą małe Lewiataniątko. Które uczepia się brzucha osobnika rodzicielskiego i siedzi tam jakiś czas. Muszę zmienić specjalizację z wojskowej na biologiczną.
Niestety nie ma osobników niezastąpionych.