Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 4 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ekipa C
Autor Wiadomość
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #1
Ekipa C
Muahahah... To jest odrobinę chore opowiadanie, oparte na komixie który rysuję. Zamieściłam w FF, bo pełno w nim postaci z książek i filmów. Dodaję fragmencik, ot tak, na spróbowanie. Ani to początek, ani koniec. Nie przejmujcie się, jeśli nic nie zrozumiecie, to wytwór wyobraźni totalnego psychola. Nie traktujcie zbyt poważnie.Powodzenia!

***


Murt wszedł do kuchni i popatrzył na kuchenkę z czystą nienawiścią. Potem spojrzał na czajnik. Z jeszcze większą nienawiścią.
– Chcę kawy – oznajmił chłodno.
Czajnik albo był cholernie odważny, albo po prostu głupi, bo wcale się nie przejął. Ani kuchenka. Ani kawa. Ona w ogóle niczym się interesowała. Po prostu stała sobie w szafce.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Murt chwycił za doniczkę z kaktusem i otworzył okno, które niestety przeraźliwie zaskrzypiało, całkowicie psując element zaskoczenia. Na dole stała Achaja, która wyglądała na zdenerwowaną i znając życie taka była. A nawet jeśli nie, to teraz będzie, bo Murt właśnie celuje w nią doniczką.

Krokiet ziewnął tak głośno, że jego siostra spadła z łóżka w sąsiednim pomieszczeniu. Jego pokój wyglądał jak pole bitewne, na którym strzelano do siebie jedzeniem i rzucano ubraniami. Właściwie ten opis niewiele się mijał z tym, co Krokiet robił w swoim pokoju. Mmm. Skarpetki. Boxerki. Prześcieradło i talerz. O nie! Talerz w prześcieradle! Krokiet tak się przeraził tym widokiem, że aż włączył Lol’a żeby się uspokoić. Każdy powód był dobry. Krokiet włączał Lol’a jak mu się chciało spać, jeść, odpoczywać, biegać w kółko i stać w miejscu. Jak miał problem to też go włączał. I jak był szczęśliwy. Tak właściwie to Krokiet po prostu go nie wyłączał i to był przejaw jego geniuszu. Bo Krokiet był geniuszem. Żył według zasady „Wylej się” która zmieniała jego życie w sielankę.
Nie zdążył wyłączyć Gadu, więc Rusty jak zwykle do niego napisał. Wiadomości Rust’a były zawsze wyrwane z kontekstu, którego sam Rusty nie znał i nie rozumiał.

Rusty
2011–10–22 22:13:42
Krokiet,co byś zrobił, gdyby w Tfojej skarpetce bya dziura?

Krokiet zamyślił się nad odpowiedzią. To było problematyczne. Postanowił odpisać zgodnie z prawdą.

Krokiet
2011–10–22 22:14:00
nic

Rusty
2011–10–22 22:14:15
Chyba tak fłaśnie zrobię
2011–10–22 22:16:05
Dzięki, Ty zafsze poratuyesz człowieka
2011–10–22 22:16:24
Dasz radę, poszturchasz kijem
2011–10–22 22:16:43
Mio z Tfoyej strony
2011–10–22 22:18:11
F sumie taka trochę Wyrocznia
2011–10–22 22:18:12
–Mistrzu Krokiet, co mam zrobić? Moja żona mnie zdradza!
–A srał ją pies
2011–10–22 22:18:13
–Lordzie Krokiet, proszę o radę, odrąbałem sobie dłoń siekierą, co robić?!
–A wylej się zią, masz drugą chyba
2011–10–22 22:20:05
Jesteś żałosny. Dzięki. Serio.

Murt otworzył drzwi i stanął w nich tak, żeby Achaja przypadkiem nie weszła. W dłoni trzymał kaktus. To był przeklęty kaktus. Murtagh rzucał nim we wszystkich, a on nadal był w nienaruszonym stanie. Doniczka także. Cisza była odrobinę niezręczna, zwłaszcza, że jakiś czas temu widzieli się w namiocie na Woodstock’u, a właściwie tylko Achaja widziała, bo Murt zdążył zalać się w płaskorzeźbę i wypalić kokosowego skręta. Sam fakt, że ten namiot nie był jego namiotem był dość zaskakujący. Jak się potem okazało, Murt pomylił go ze swoim własnym, a że w środku akurat siedziała Achaja… No cóż. Nie żeby mu się nie podobało, ale Achaja szczerze go nienawidziła od kiedy się pokłócili. A ona nie należała do osób opanowanych. W ogóle. Murtagh miał ciężkie życie od tamtej pory. Jego znajomość z Achają przestała przypominać związek, jak to było przez ostatnie trzy lata.
– Murtagh.
– Trudno zaprzeczyć.
– Nie mów do mnie takim tonem! – Zdenerwowana wyglądała jeszcze piękniej. Murt zapatrzył się na nią jak na duże ciastko z wisienką. Jednak męska duma i wredny charakter wzięły górę. Przybrał na twarz znienawidzony przez Achaję uśmiech, odsłaniający wszystkie zęby.
– Odwiedziłaś mnie! Tak mi miło! Wpadłaś na małe fiffa–raffa?
Achaja popatrzyła na niego jak na ogromnego karalucha, który właśnie wylazł spod szafy.
– Ooch… Nie przyszłaś na fiffa–raffa, przyszłaś na noc! I co my teraz zrobimy? Mam tylko jedno łóżko… I nie wiem, czy sobie zasłużyłaś. W ogóle jestem zajęty, wiesz, różne ważniejsze od ciebie sprawy… Takie jak nic nie robienie…
– Przyszłam porozmawiać, kretynie.
– Nie chcę z tobą rozmawiać, Achaju. – Uśmiech Murt’a zniknął równie szybko jak się pojawił. Achaja przeszła mu pod ramieniem i chwilę później rozsiadła się na kanapie w dużym pokoju. Panoszyła się, jakby była u siebie. Och. Właściwie była u siebie.
– Nie zaproponujesz mi nic do picia? Herbatę na przykład? Napiłabym się herbaty.
– No, to świetnie, bo ja napiłbym się kawy. Ruszaj. Wiesz, gdzie stoi czajnik. A kawa jest w tej szafce w drugim…
– Wiem gdzie jest, zasrany idioto. Mieszkałam tu! Od pierwszego dnia, kiedy kupiłeś ten dom…
– Dwudziestego lipca dwa tysiące dziewiątego roku – przerwał Murt.
– Pamiętasz ten dzień lepiej, niż datę moich urodzin… – Achaja powiedziała to bardzo cicho, a z jej twarzy zniknął jakikolwiek wyraz. Przez chwilę była tą Achają, którą Murt kochał.
– W domu jestem częściej – powiedział bezlitośnie.
Teraz wyglądała jak chomik, któremu na klatce ma właśnie usiąść stukilowa baba. Albo jakby Murtagh zżarł jej całą chomiczą karmę. I wykręcił kółko. I poszturchał rysikiem od ołówka przez metalowe pręty.
– Ty…
W tym właśnie momencie okno otworzyło się z trzaskiem. Do pokoju wpadł jakiś ciemny kształt, przeleciał koło Murtagha zwalając go z nóg i uderzył w ścianę po przeciwleglej stronie salonu. Rozległo się głuche stęknięcie. Geralt podniósł się z radością, odsłaniając coś, co chyba kiedyś było nietoperzem. A raczej nietoperzowatym–wąpierkiem. Czyli Rusty’m. Wiedźmin przesadził fotel jednym susem i podniósł Murta brutalnie, po czym uściskał i spytał głupio, czy przeszkodził. Murtagh przez chwilę rozważał możliwość rozwalenia jego głowy o parapet. Nie, szkoda parapetu. Achaja zapadła się w fotelu i wytrzeszczyła oczy jak połowa amerykanów, kiedy się dowiedzieli, że jakiś czarnuch ot tak, całkiem legalnie został ich prezydentem. Geralt tylko pogorszył sytuację, uśmiechając się jak idiota.
– Chędożony wiedźmin przerwał nam w pół zdania, bo nie grzeszył kulturą ni nawykiem pukania – mruknął Murt.
– Czyli nie przerwałem. Witaj, Achaju! No, Murtagh, wraku człowieka, ubieraj się. Wszyscy na nas czekają.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2012 13:03 przez Kanterial.)
27.11.2011 13:49
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Maradine Offline
Senna Mara
*

Liczba postów: 629
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #2
RE: Ekipa C
Cóż, pierwsza sprawa - koniecznie przeczytaj o zapisie dialogów.

Druga - były jakieś błędy, ale ze względu na to, że muszę odrobić pracę domową z historii, nie będę ich ponownie szukać i wypisywać Grin

Trzecia - cóż, nie lubię FanFicków zbytnio, bo jak dla mnie bohaterowie należą tylko do autora. Ale muszę przyznać, że pomimo tego, czytało się całkiem przyjemnie i... z uśmiechem i łezką w oku. Bo sobie kremu napakowałam i szczypie ^.^

Cztery - chętnie przeczytam ciąg dalszy, bo podoba mi się Twój lekki, przesycony zabawnymi sytuacjami styl i te pomysły, których tu doświadczyłam Tongue

Weny!

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
27.11.2011 16:13
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #3
RE: Ekipa C
Och, dziękuję! Na pewno zamieszczę .

Co do dialogów, problemów z nimi raczej nie mam, jeśli już, to z niedbałości i pośpiechu... Zdarza się. Ale poprawię to. O..O




I dalej...


***

Mangoo podpełzło pod krzesło Krokieta tak głośno, jak to było możliwe. Zadowolone z siebie i całkowicie pewne, że Krokiet go nie słyszał. Zaczęło piąć się w górę, robiąc jeszcze więcej hałasu i szarpiąc jego koszulkę. Niezauważone. Nieprzewidywalne. Śmiertelnie niebezpieczne. Krokiet miał w zwyczaju strząsać je z siebie albo udawać zaskoczonego, żeby się cieszyło. Tak bardzo je kochał, że aż przestał patrzeć w monitor i jakieś orki stłukły jego Szamana na miazgę. Kiedy pasek HP się wyczerpał, Krokiet poczuł, że oto nastąpił koniec świata i chyba rzuci się z mostu. Ale do mostu było daleko, a jedyna trasa, którą Krokiet skłonny był wykonać, to długa i pełna niebezpieczeństw droga do kuchni… I z powrotem. Stworzenie wlazło mu na głowę i wychyliło się do przodu. A kiedy mordka Mangoo i twarz Krokieta znalazły się idealnie naprzeciw siebie, nabrało głośno powietrza i zamachnęło się dziko.
– Technika zło! LEPKA ŁAPKA! PAC!
Mała poduszeczka wylądowała z głośnym plaśnięciem gdzieś na czole ofiary. Krokiet pomyślał, że jest głęboko nieszczęśliwy i świat, który go otacza, jest przerażający.
– Och – wykrztusił z zaskoczeniem.


Murtagh udawał, że doskonale wie, o co Geraltowi chodzi. Przybrał na twarz inteligentny wyraz i zmierzwił włosy, niby w zamyśleniu. Wszyscy czekają? Na niego? Ale o co chodzi? Dlaczego Geralt się po niego pofatygował? Dlaczego Achaja wygląda na rozbawioną? Dlaczego Rusty jeszcze nie odkleił się od ściany? I dlaczego, do jasnej cholery, tosty zawsze spadają masłem w dół?! Po tym ostatnim pytaniu zdał sobie sprawę, że ma niesamowicie dużo rzeczy do przemyślenia. Zagapił się w ścianę.
– Ehem, Rust? Nic ci nie jest? Wyglądasz jak… – wiedźmin zachichotał i usiadł na kanapie z takim impetem, że Achaję wypchnęło do przodu i przestała się zapadać.
– Blah…
– Uznam to za tak! Ktoś chce pić? Bo czekamy jeszcze na kilka osób, zanim pójdziemy do centrum…
Rusty podniósł się z podłogi i otrzepał futerko. Był małym, grubym nietoperzem–wampirem, który żywił się ciastkami bo uznał, że picie krwi jest poniżej jego poziomu. Dwa kły wystawały mu lekko. Czasami zahaczał nimi o poduszkę podczas snu, ale jego problemy skończyły się wraz z dniem, w którym przestał sypiać. Zupełnie jak Murtgh, ciągnął na energolach, kawie i sporej dawce węglowodanów. I fastfoodów.
– Napiję się kawy.
– Ja też… – Murtagh nadal gapił się tępo w gładź na swojej ścianie, jakby gdyby było w niej coś fascynującego.
– No. To idź do kuchni, Achaju, i zagotuj wodę. Jesteś kobietą, nie? Panią domu, jak to się mówi. – Geralt nie zdawał sobie sprawy ze swojego nietaktu. Albo zdawał, ale mu to wisiało.
– Oczywiście. – Głos Achai zabrzmiał tak miło i naturalnie, że Murtagh aż się obudził. Popatrzył na nią zszokowany i z wrażenia usiadł tuż koło Geralta.
– Geeralt… – wyszeptał w idealnej ciszy.
– Taaak? – spytał wiedźmin teatralnie cicho.
– Który dzisiaj jest?
– Dziewiętnasty.
– Ooooch.
Achaja i Rust wymienili szybkie spojrzenia. Murtagh wyglądał, jakby całą swoją życiową energię wkładał w myślenie. Cała trójka niemalże słyszała ciche kliknięcia w jego mózgu. Nagle jego twarz rozjaśniła się.
– Dziś dzień rwania pasztetu!
Achaja otworzyła oczy tak szeroko, że widziała wszystko pod kątem 250 stopni, Geraltowi opadła szczęka a Rust rozważył szybko możliwość popełnienia samobójstwa. Nie wchodziło w grę. Był wampirem. Niech to szlag. Jest ciężko.

– Nie wyłączę! – Krokiet niemalże płakał.
– A właśnie że tak! Jedzenie się skończyło! Jazda do sklepu, bo nie dostaniesz swojej porcji budyniu!
– Jakiego budyniu? – Krokiet spojrzał na Mangoo z niekrytym zdziwieniem.
– Tego, który zrobiłam przed chwilą. Nic nie usłyszałeś. Bo ja jestem zwiadowcą. I jestem niewidoczna i niesłyszalna i przechadzam się po nieprzechadzalnym. – Mangoo miało zeza. Rozbieżnego. To bardzo potęgowało wrażenie, że jest czymś nieogarnialnym. Mangoo nie miało mózgu. Ono miało galaretkę. Truskawkową, gwoli ścisłości. Czasem przepływały przez nią impulsy i tworzyły się spięcia. Wtedy Mangoo mówiło coś, co miało sens. Raz na miesiąc.
– No tak, jesteś zwiadowcą. Wybacz. Zapomniałem. Zaraz polecimy do biedronki i kupię zapasy. To, co najpotrzebniejsze, najzdrowsze i niezbędne do przeżycia każdemu człowiekowi. – Krokiet uśmiechnął się lekko, odsłaniając zęby.
– Co masz na myśli?
– Pizzę mrożoną i białą oranżadę.
– Och. No tak. Racja. Ale musisz wyłączyć to ustrojstwo.
Krokiet spojrzał na komputer jak na kobietę w bikini, która stała pośrodku ogromnej plaży, z drinkiem z palemką, parą kąpielówek w jego rozmiarze, szaszłykiem mięsno–paprykowym i rozszerzeniami do World of Warcraft’a. Jęknął głośno i wcisnął enter. Komputer przeszedł w stan uśpienia.
– Wstrzymał kompa, ruszył ziemię, polskie go wydało plemię – powiedziało Mangoo w głuchej ciszy. Krokiet wstał ze swojego krzesła, obrócił się w stronę drzwi, zrobił krok i… upadł twarzą prosto w siatkę wszystkiego, czym zaśmiecona była jego podłoga. Czasami Krokiet zastanawiał się, czy ma dywan. Upadł, bo noga na której siedział mu zdrętwiała i przestała go słuchać.
– Skarcam cię, nogo – wycedził wstając. Zaczął nadeptywać żywą stopą na tą drugą, martwą, żeby krew zaczęła w niej krążyć. To był sprawdzony sposób Mistrza Krokieta.
– Jesteś sadystą. – Mangoo patrzyło w dwa boki idealnie omijając go wzrokiem.
– Hę?
– Jesteś sadystą. Za pół minuty będziesz masochistą. Zostaw tą nogę, to niehumanitarne. Noga ma swoje uczucia. Spójrz, jak ona pragnie miłości. A ty ją kopiesz…
Krokiet przewrócił oczami i zaczął szukać spodni.
– Masz duże stopy.
– Wiem.
– Jak łoś. Łosie mają duże kopyta. Żeby chodzić po bagnie.
– Ee…. Wiesz, czasami się ciebie boję. – Krokiet znalazł spodnie, ale miały tylko jedną nogawkę. Dziwne. Nie przypominał sobie, żeby miał spodnie z jedną nogawką. Wyglądała na odgryzioną.
– Myślę, że możesz chodzić po bagnie. O cholera. Jesteś bagiennym człowiekiem, człowiekiem–łosiem! Wooohoooooaa! Znasz inne łosie? Krokiet? Masz poroże? Na pewno masz, tylko zrzucasz na zimę!
Krokiet popatrzył na Mangoo. Zamilkło. Krokiet umiał zabijać spojrzeniem, kiedy miał taką ochotę. Był wtedy przerażający. Na szczęście zajął się ubieraniem spodni, więc Mangoo mogło wymknąć się z pokoju i zjeść jego budyń.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2012 13:06 przez Kanterial.)
27.11.2011 19:13
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #4
RE: Ekipa C
Wciąż dialogi złe. Pomału, lepiej dobrze, a pomału.
(To nie jest komentarz!).

Miagarvina
109 641
<klik>
27.11.2011 20:59
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Vipera Offline
Słodka żmija
*

Liczba postów: 778
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #5
RE: Ekipa C
Cytat:-Chcę kawy. – Oznajmił chłodno.
Spacje między myślnikami a tekstem. Poza tym "oznajmił" to część mowy, a więc bez kropki po "kawy".
Cytat:-”Chędożony wiedźmin przerwał nam w pół zdania, bo nie grzeszył kulturą ni nawykiem pukania”- Mruknął Murt.
"mruknął" z małej
Cytat:-Och.- Wykrztusił z zaskoczeniem.
Tutaj ta sama sytuacja co w pierwszym cytacie.

Trochę mi się powątpiewa, że to tylko sprawa pośpiechu Blink
Jeśli masz z tym problemy, zlookaj tutorial w dziale "jak pisać".

Postaram się jutro przeczytać tekst i skomentować.

!Nie masz zamiaru skomentować - NIE CZYTAJ!
Uszanuj czyjąś pracę.
27.11.2011 21:12
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #6
RE: Ekipa C
Dziękuję.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
27.11.2011 21:17
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Arianelka Offline
Wzięta z łapanki
Użytkownik

Liczba postów: 38
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #7
RE: Ekipa C
Czytając to.... hmm... mam wrażenie, że Cię znam. Nie wiem skąd i jak to jest możliwe, ale cholera wydajesz mi się bardzo bliska.
Teraz o tekście: czyta się go lekko i przyjemnie. Wysoki poziom humoru i absurdu. Jest tak absurdalny, że od razu przypadł mi do gustu. Pomieszanie Pratchetta z Pilipiukiem, a to wszystko we własnym świecie. Jeśli to jest na ff do Twojego komiksu - chce zobaczyć ten komiks.
Przewija się LoL, wkracza Geralt... miodzio.
Może my się znamy?
27.11.2011 21:48
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #8
RE: Ekipa C
A znamy się?
Kurcze, może, może... Ale skąd, w takim razie? Jakieś fora wcześniej? O..O

Ach. Może zeskanuję komix i zamieszczę w tamtym dziale...

I dalej...

***

Krokiet zszedł po schodach i zajrzał do jadalni akurat w tym momencie, w którym Mangoo zatkało się budyniem, zatoczyło i wpadło do kubła na śmieci. Z miską na mordce. Było niepocieszone, bo znaczna część budyniu wtarła się w futerko i nie nadawała się już do spożycia. Z kubła wydobyło się głuche "RADYR". Krokiet rozerwał opakowanie z karmą i wsypał ją Ninie do miski. Nina była Berneńskim Psem Pasterskim, a przynajmniej zdawała się nim być. Rusty jednak wiedział, że tak naprawdę była foką. Tyle, że Rusty’ego „Wszystko” nijak się miało do „wszystkiego” reszty istot żywych. I martwych. Rust był czymś zupełnie przechodzącym ludzkie pojęcie. Kiedyś powiedział Krokietowi, że jego pies jest foką. Ale Krokiet nie przejął się żadnym z argumentów. Co z tego, że Nina jest gruba? I że jej ogon jest tak krótki, że praktycznie go nie widać? I że ma grube łapki, a jak się położy, to wygląda jak rozdeptany pasek plasteliny? Krokiet roześmiał się podle i otwierając drzwi, wyciągnął Mangoo z kubła. Skoczył z tarasu i w akompaniamencie cichego „f–tsz” transmutował się w smoka.

Rusty złożył łapki w idealny kąt prosty i zaczął nastawiać swoje wielkie, nietoperze uszy tak, by starczały pionowo w górę i łapały fale. Udało się. Złapał relację na żywo.
– Kurek po skosie, widowiskowy atak na drugą linię! Ale drużyna Egiptu broni, wyprowadzają kontrę… Przyjęcie Ignaczaka! Wystawa do Barmana, i jest Blok–Aut! Wspaniała akcja polskich siatkarzy! Mamy 23 do 17, na zagrywce…
Murtagh westchnął ciężko. Achaja była w kuchni, więc choć przez chwilę go nie rozpraszała. Gdyby Murtagh posiadał coś na kształt równowagi psychicznej, to Achaja z pewnością by ją zachwiała. Ale Murt nie posiadał takowej, bo był psycholem. Poszukiwanym w czterech stanach.
– Dziś mamy dzień uścisków, kołku. – Geralt nie mógł znieść milczenia przyjaciela.
– To dzisiaj?! Free Hugs? Ale jak to możliwe? Znowu będziemy się przebierać i rozdawać uściski na dworcach? – Murt sam nie wiedział, czy się cieszyć czy płakać.
– No jasne! – Wiedźmin zrobił minę jak dziecko, gdy mu się powie że tak, owszem, święty Mikołaj istnieje i ma się dobrze.
– A za kogo się przebierzemy?
– Malik pożyczy ci strój Asassyn’a.
– Oooch…
Rusty opuścił uszy po piłce setowej. Polacy i tak wygrają. Chyba, że zdejmą Kurka. Największym marzeniem Rusty’ego było zdobycie buta Bartosza Kurka. Oddałby za niego nawet dwa ciastka. A właśnie! Murtagh zawsze ma ciastka w szafce–ze–wszystkim! Rust poczłapał w stronę kuchni i otworzył szafkę–ze–wszystkim. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, o ile to było w ogóle możliwe. Ujrzał coś niesamowicie pięknego… Wymarzonego… Coś, o czym śnił setki razy. Tym czymś był toster. Rusty postanowił zrobić grzankę. Był na tyle naiwny, że zaczął szukać chleba w lodówce Murtagh’a. Co za bezsens. Przecież Murtagh nie miał nawet soli.

Ogromny smok najzwyczajniej w świecie wylądował sobie przed Biedronką, a kiedy już gapiła się na niego znaczna część Biedronkowiczów i obsługi, po prostu zmienił się z powrotem w Krokieta. Na ramieniu siedziało mu Mangoo, które czuło się trochę niezręcznie, no bo w końcu nie codziennie widzi się smoka koło Biedronki... Postanowiło odwrócić uwagę tłumu, żeby Krokiet mógł w spokoju kupić bezsmakowy, zamrożony placek obsypany substytutami warzyw (Krokiet sentymentalnie nazywał go pizzą) i roztwór glutaminianu sodu z cukrem i azbestem (który Krokiet określał jako oranżadę) w butelce. Zdobyło się na odwagę i nabrało powietrza.
– Patrzcie! Człowiek–kołpak!
Ludzie zaczęli rozglądać się gorączkowo w poszukiwaniu człowieka, który był kołpakiem, a Krokiet i Mangoo otworzyli Mocą automatyczne drzwi i wmaszerowali do Biedronki.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2012 21:35 przez Kanterial.)
27.11.2011 21:58
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Maradine Offline
Senna Mara
*

Liczba postów: 629
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #9
RE: Ekipa C
Mocą <3 xD

Twoje pomysły mnie zdumiewają... i do tego pozytywnie ^.^ Jakoś błędów nie szukam i pozwól, ze tak zostanie, aby nie psuć miłego efektu powodowanego przez samą radość czytania czegoś zabawnego Grin

Mogłabyś zarzucić może spis bohater - tytuł książki(czy czegoś innego)? Smile

[Obrazek: scaled.php?server=41&amp;filename=wo...es=landing]
28.11.2011 20:31
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #10
RE: Ekipa C
Ależ jasne. Do usług O..O

Rusty
Jest małym, grubym, nietoperzowatym wąpierkiem i postacią całkowicie wymyśloną przez mnie. (choć imię pochodzi od Rusty'ego Ryan'a z filmu "ocean's eleven" )- ukochana rola ukochanego Brada.

Mangoo
Także mojego autorstwa. Jest smokotkiem - połączeniem kota, smoka, skunksa, szopa pracza i jeszcze czegoś... Gabarytów Rust'a... No i ma galaretkę zamiast mózgu.

Murtagh
Postać z książki "Eragon" (ostatnio wyszła 4 część Dziedzictwa)
Nienawidzę tej książki... Ale Murta kocham. Dlaczego? Napiszę na dole.

Wiedźmin Geralt
Postać z książek Sapkowskiego, znana również ostatnimi czasy z gier. Polecam "Sagę o Wiedźminie"

Krokiet
A tu... Cóż. Znam tego chłopaka osobiście. Nie umie zmieniać się w smoka, ale reszta się zgadza. Naprawdę. Istnieje i ma się dobrze.

Achaja
Z trylogii "Achaja" pana Ziemiańskiego.

Louis de Pointe du Lac i Lestat
"Wywiad z Wampirem" Anne Rice. Polecam. Film także. Brad Pitt...

Gandalf
"Wladca Pierścieni" i "Hobbit" Tolkiena.

Kakashi
Anime Naruto

Malik, Ezio, Altair
Assassin's Creed - gra.

Dorian Gray
"Portret Doriana Gray'a" Oscar Wilde.

Flynn Lives
Postacie w liczbie nogiej, jako uosobienia Userów ze strony http://www.FlynnLives.com. Fani TRON'u. Ludzie, którzy wierzą w cyberprzestrzeń. Moi bracia. Jestem użytkownikiem i razem z innymi szukam Kevina i Sama Flynn.

No i główny powód, dla którego rysuję ten komix i piszę. Garrett Hedlund. Grał Murtagh'a w ekranizacji Eragona. Tylko dlatego mam sentyment do postaci. No i TRON Legacy, gdzie grał Sam'a Flynn'a. Imię smoka w komixie. Liczne nawiązania.

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
28.11.2011 21:56
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: