Exitus letalis [kryminał z domieszką horroru]
Dobra, Mara. Jak chcesz to masz xD
Tik-tak.
Miękka, otulająca umysł wata sprawiała, że głowa wydawała się cięższa niż w rzeczywistości. Ołowiane powieki nie chciały poddać się kontroli otumanionego mózgu. Zdrętwiałe mięśnie twarzy zareagowały denerwującym mrowieniem, gdy dziewiętnastoletnia Miley Terrance próbowała zmusić je do jakiegokolwiek, nawet najmniejszego ruchu. Dziewczyna poczuła w ustach nieprzyjemny, metaliczny smak krwi.
Tik-tak.
Nieskładne strzępy myśli przepływały przez umysł Miley z prędkością leniwego wieloryba. Jej mózg działał na spowolnionych obrotach, jakby potrzebował silnego bodźca by zaskoczyć i zacząć normalnie pracować. W jej głowie powoli rodziły się niepokojące pytania.
Tik-tak.
W umyśle Miley, jak stary film, zaczęły wyświetlać się niewyraźne wspomnienia z ostatniej imprezy, w której brała udział. Przypomniała sobie karczemną awanturę, którą zrobiła Danowi, gdy przyłapała go jak obmacywał małą Colberg. Sukinsyn i tania dziwka. Miley wybiegła wtedy z domu Michaela i złapała pierwszego lepszego stopa do Cambridge.
Tik-tak.
W świetle latarni zatrzymał się przy niej czarny Chevrolet z tablicami rejestracyjnymi ze stanu Massachusetts. Uprzejmie zapytała kierowcy dokąd jedzie, a gdy usłyszała, że zmierza w interesującym ją kierunku, bez słowa wsiadła do auta. Wtedy nic nie wzbudziło jej podejrzeń.
Tik-tak.
Przez pierwsze kilkanaście minut wszystko było w porządku. Dopiero gdy Miley zauważyła, że mężczyzna minął zjazd do Cambridge, zaczęła się poważnie niepokoić. Dziewczyna delikatnie zwróciła mu uwagę, że przegapił skręt. W odpowiedzi usłyszała tylko niewyraźny, nieprzyjemnie brzmiący pomruk i ostatnią rzeczą jaką zdążyła zarejestrować była skierowana w jej stronę zaciśnięta pięść.
Tik-tak.
Miley gwałtownie zaczerpnęła tchu i raptownie otworzyła oczy. W pierwszym momencie nie od razu zdołała zauważyć detali otoczenia, w którym się znalazła. Kilka razy zamrugała powiekami, żeby przepędzić resztki zamroczenia i zaczęła się rozglądać wokoło.
Tik-tak.
Pomieszczenie było duże, miało nagie, szare, sprawiające nieprzyjemne wrażenie ściany. Gdzieniegdzie tynk odpadł z nich płatami. Słabe światło słoneczne sączyło się przez szpary w zabitych deskami oknach. Podłoga wyłożona była brudnymi płytkami, które w latach swej świetności zapewne były białe. Stare szafki pod ścianą wyglądały smętnie. Jedna z nich miała oberwane drzwiczki, które zwieszały się na jednym pordzewiałym zawiasie, od czasu do czasu ponuro poskrzypując. Jedynym ozdobnikiem był wiszący na ścianie duży zegar. Powietrze pachniało środkami dezynfekującymi.
Tik-tak.
Duża, wyczyszczona na wysoki połysk lampa nad jej głową rozbłysła jaskrawym światłem. Chwilowo oślepiona, usłyszała skrzypienie ciągniętego po podłodze wózka na kółkach. Takiego, jak używa się w szpitalach. Miley poczuła kropelkę potu spływającą po skroni.
Tik-tak.
Miley szarpnęła się gwałtownie i pewnie ten ruch miałby jakiś sens, gdyby jej ciało zareagowało na impulsy wysyłane przez mózg. Nogi i ręce nawet nie drgnęły. Dziewczyna czuła, jakby jej ciało nie należało już do niej, jakby istniała tylko od szyi w górę.
Tik-tak.
Metaliczny dźwięk, dobiegający gdzieś z prawej strony, przerwał porażającą ciszę. Oparcie siedzenia podpierające Miley gwałtownie odchyliło się do tyłu. Dziewczyna, jak szmaciana lalka, bezwładnie opadła na plecy i raptownie znalazła się w pozycji horyzontalnej. I wtedy ujrzała nad sobą twarz mężczyzny z samochodu.
Tik-tak.
Tętno Miley gwałtownie przyśpieszyło, gdy spostrzegła, że jest on ubrany w znoszony lekarski kitel upstrzony ciemnordzawymi plamami. Dopiero po chwili zorientowała się, że to krew. Stara i zakrzepła.
Tik-tak.
Połowę twarzy nieznajomego zasłaniała chirurgiczna, płócienna maska. Włosy zostały schowane pod szmacianym czepkiem. Na rękach miał lateksowe rękawiczki. Gdyby nie stara krew na kitlu, mogłoby się wydawać, że jest zwykłym lekarzem.
Tik-tak.
Miley czuła jak po twarzy znowu płynie jej lepka strużka potu. Z obawą spojrzała mężczyźnie w oczy i paraliżujące jej umysł przerażenie zaczęło osiągać swoje apogeum. Przymknęła powieki i pokręciła głową, nie mogąc dłużej na niego patrzeć. Jak przez mgłę, przypomniała sobie, że kiedyś już widziała taki wzrok – pełen agresji i niewypowiedzianego szaleństwa, błyszczący chorobliwym blaskiem. Spotkała się z podobnym przypadkiem dawno temu, gdy była świadkiem śmierci pięcioletniego dziecka, któremu rozsierdzony amstaff rozszarpał gardło.
Tik-tak.
Dziewczyna, czując pod powiekami łzy, bezradnie szarpnęła głową. Jeszcze raz rozpaczliwie próbowała poruszyć kończynami, ale na darmo. Jej ciało było jak sparaliżowane.
Tik-tak.
Mężczyzna w kitlu uspokajająco pogłaskał ją po jasnych włosach i przemówił cichym, zwodniczo łagodnym głosem. Na jego ustach pojawił się nikły uśmiech.
- Spokojnie, Miley. Nie będziesz czuła żadnego bólu.
Tik-tak.
- To ciało jest już dla ciebie całkowicie bezużyteczne. Masz złamany kręgosłup. Jesteś kaleką. – Nieznajomy mówił słodkim głosem. Takim jakim zwykle zwracają się uszczęśliwieni tatusiowe do swoich małych dzieci.
Przez umysł Miley, jak przez sito, przesypywały się kolejne informacje. Złamany kręgosłup? Paraliż? Kalectwo? To niemożliwe, chciała krzyczeć, ale spod paska zielonej taśmy izolacyjnej wydobył się tylko niezrozumiały jęk.
Tik-tak.
- Popatrz w górę, skarbie. – Mężczyzna chwycił ją za podbródek i zmusił do spojrzenia w tamtą stronę. Jej przerażony wzrok padł na taflę lustra podwieszonego pod sufitem, ujętego w prostą metalową ramę. Zaczęła płakać, gdy dostrzegła, że jest całkowicie naga. I cholernie bezbronna.
Tik-tak.
Mężczyzna zdarł z jej ust taśmę i rzucił ją w kąt. Podrażniona skóra mocno zapiekła.
- Proszę, nie rób mi krzywdy – błagała. – Mam dopiero dziewiętnaście lat. Nie chcę umierać. Jestem za młoda na śmierć.
Tik-tak.
Nieznajomy w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Był zbyt zajęty przeglądaniem leżących na metalowej tacce narzędzi. W końcu wybrał najostrzejszy skalpel i odwrócił się w stronę sparaliżowanej Miley. Jej oczy, z przerażenia, zrobiły się jeszcze większe.
- Nie! Nie, proszę! – Krzyk głucho odbił się od ścian. – Nic ci nie zrobiłam! Błagam!
Chłodny metal skalpela na chwilę zetknął się ze skórą na płaskim brzuchu Miley. Przebijając się przez warstwę naskórka i tkankę tłuszczową, dotarła do jamy otrzewnej. Krzyki bezbronnej ofiary zlewał się z monotonnym tykaniem ściennego zegara.
Tik-tak.
Tik-tak.
Tik-tak…
"Szczerość boli, ale nawet najbrutalniejsza prawda jest lepsza niż najłagodniejsze kłamstwo."
Nie jestem humanitarna, więc, żeby potem nie było, że Autor ma pretensje o to, iż rozbebeszyłam Jego tekst, wywlekłam wnętrzności i rzuciłam kotom na pożarcie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2011 20:31 przez Nostalgia.)
|