Napisałam takie cuś. Nie wiem co mnie naszło. To ta pogoda. Chyba.
Szarość bywa nijaka. A właściwie często się taka wydaje, bo przecież nie musi być, choć ktoś z góry określił, że powinna. Takie zabawne, a zarazem straszne. Jak to? Zwyczajnie przeczyć prawom istnienia? W dzisiejszych czasach to bardzo proste. Wystarczy lekko odbiegać od reszty, nie stawać na szali bieli, ani na czerni. Być Szarym. Innym.
Tak… też zawsze myślałem, że nie powinno być takich. Że świat dzieli się na dobrych i złych, Jasnych i Ciemnych. Ale jeszcze na Szarych?! Nie do pomyślenia! Oczywiście, nim zostałem tym, kim jestem teraz, chciałem czynić dobro na wszelkie możliwe sposoby! Nie wiedziałem, że prócz bieli i czerni są układy, traktaty, umowy…
Wzdychałem za każdym razem, gdy dosięgały mnie ograniczenia. Zdegustowany kręciłem głową, nie mogąc się pogodzić, że nic nie jest czarne i białe. Szarość. Przeklinałem dzień, w którym zrozumiałem jej istnienie. Pojąłem. Może nawet dorosłem, bo tam w głębi, wciąż byłem małym chłopcem, który rwie się do ratowania całego świata, nie patrząc na nic i trzymając w dłoni tylko drewniany mieczyk. Zbawić ludzkość od Ciemności.
A jednak coś popychało mnie też do tej Szarości, o której istnieniu nie wiedziałem. Czułem te przyziemne uczucia – egoizm, strach. I dlatego właśnie upadłem. Zrzucili mnie z piedestału Jasności i pogrążyłem się w otchłani, a przynajmniej tak myślałem, bo po ludzku spadłem na ziemię. W przenośni. Nie jestem przecież Aniołem.
***
Spokojnie przemierzałem ulice Warszawy, tak dobrze mi znane i to ze wszystkich możliwych stron. Ze znudzeniem usiadłem na jednej z licznych ławek w parku i zacząłem obserwować ludzi. Niby tak jak zawsze, a jednak za każdym razem inaczej. Nawet sobie nie zdawali sprawy, jak bardzo są do siebie podobni. Wszyscy, i ten żebrak, śpiący w jednym z ciemniejszych zaułków, i ten wysoki dżentelmen przyodziany w najdroższy garnitur. Oni wszyscy byli tacy sami.
Zacisnąłem zęby z bezsilnej złości i wyjąłem paczkę fajek z kieszeni. Nie myśląc, zapaliłem. Gdyby ktoś spojrzał na mnie przypadkiem, ujrzałby faceta w średnim wieku, który gapi się na kobietę siedzącą nieopodal na placu zabaw wzrokiem rasowego psychopaty.
A przecież wyglądała na taka miłą… siedziała na ławce, czytając książkę, co raz czujnie patrząc na swojego syna, bawiącego się razem z innymi dziećmi. Aż mnie skręcało ze złości. Cholerna, troskliwa mamusia. Zgadza się? Raczej nikomu nie mówiła, że te siniaki na twarzy chłopca czy brzuchu są jej sprawką. Zaciągnąłem się papierosem, z ulgą czując dym wpełzający do moich płuc. Może umrę wcześniej i nie będę musiał się męczyć w ten sposób.
Szukałem… nie. Czekałem na te promyki Jasności. Mówili, że tu będą. Ale kiedy? Rozejrzałem się, ale nie tak normalnie. Wyrzuciłem macki myśli przed siebie, szukając, nasłuchując. Serce mimowolnie podskoczyło mi do gardła i zaczęło wystukiwać nienaturalny rytm salsy. Może tym razem… w końcu. Zamarłem.
Nie.
Nic.
Znowu.
Oparłem się z powrotem o poręcz ławki. Nawet nie zauważyłem, że z emocji pochyliłem się do przodu. Papierosa wyrzuciłem za siebie. Wiedziałem, że i tak nie wywoła pożaru. Jak dobrze wiedzieć takie rzeczy.
Zrezygnowany wstałem i powoli, potykając się co jakiś czas, ruszyłem do domu. Nie zwracałem uwagi na nic. Nie sprawdzałem linii prawdopodobieństw, nie szukałem niczego umysłem, a mimo to słyszałem myśli. Wiedziałem, że ten facet, który właśnie minął mnie ciężarówką zabije młodego chłopaka, który chciał przebiec przez ulicę. Wiedziałem, że młoda żona tego chłopaka załamie się po jego śmierci, że jego jeszcze nienarodzony syn zabije szesnaście osób, bo nie będzie miał w nikim oparcia. Wiedziałem. A mimo to nie zrobiłem nic.
Bo na tym polega bycie Szarym. Patrzysz, ale nie ingerujesz. Wiesz, ale nie mówisz. Jasny rzuciłby się na pomoc. Zatrzymał ciężarówkę, zepsuł. Złapał chłopaka. Ciemny kazałby kierowcy jechać szybciej, by nie tylko zabił pechowego młodzieńca, lecz i sam zginał, zabierając ze sobą kilka istnień w karambolu. A ja nie mogłem nic.
Bo jestem Szary.
Nie wierzę w Jasność i Ciemność… tylko szukam tych Jasnych płomyków Dobra i Zła, żeby nakierować je na życie. To wszystko. To znaczy bycie Szarym.
__________________________________
Takie krótkie. I jak?