Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 5 Głosów - 3.6 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Krwawe dłonie
Autor Wiadomość
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #1
Krwawe dłonie
Witam się na początku jako, że to mój pierwszy post Tongue
Zapraszam do czytania i komentowania Smile Póki co wrzucam tylko kawałek, jeśli się spodoba to dodam pozostałą część Blink

EDIT: Powoli wymieniam stare fragmenty na wersję, nazwijmy ją, drugą.
v2.11.11.14



Czekała z klientem na powrót wspólnika w jedynej tawernie w mieście. Uzgodniła już wszystkie szczegóły oraz wynagrodzenie i pozostało jej tylko oczekiwanie na informacje o celu. Tak naprawdę nie miała na co się skarżyć. Jako asasynka niskiej rangi znalazła dobrze płatne zlecenie, z niewielkim ryzykiem w odseparowanym miasteczku pośród gór. Za swoje wynagrodzenie zapłaci bractwu za dwa następne lata. Korciła ją od pewnego czasu myśl, żeby spłacić bractwo na kilka lat i zacząć prowadzić normalne życie. Myślała o tym odkąd poznała byłego asasyna, który w ten sposób resztę czekających go lat może przeżyć w spokoju.
W końcu drzwi otworzyły się i do środka wszedł, w towarzystwie sypiącego śniegu, mężczyzna w czarnym płaszczu i kapturze zasłaniającym twarz. Spojrzał na klienta, po chwili przeniósł wzrok na dziewczynę i ruszył w jej stronę. Nie ściągając kapuzy, nachylił się i szepnął jej coś do ucha. Jej usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
– Idziemy. Jutro koło południa zgłosimy się po honorarium – poinformowała petenta obojętnym tonem, wstała i ruszyła za towarzyszem.
W drodze do wyjścia jeden z podpitych klientów zamachnął się ręką z zamiarem klepnięcia jej. Zauważyła go kątem oka i nie odwracając głowy, chwyciła za nadgarstek natychmiast łamiąc mu go. Gdy tylko wyszli usłyszeli wrzask, kiedy do mężczyzny doszedł ból złamanego nadgarstka.
– Musiałaś to zrobić? – westchnął jej towarzysz.
– Czego się obawiasz Colio? – odpowiedziała, obserwując spadające płatki śniegu. – W tej dziurze i tak nic nam nie grozi.
– Po prostu współczuję biedakowi, bo go rozumiem – odpowiedział Colio, patrząc wymownie na jej pośladki.
– Zamknij się! Idziemy, szkoda czasu – warknęła na niego.
Wzruszył ramionami i ruszył przodem.
Śnieg skrzypiał pod ich stopami, gdy szli główną ulicą. Nie starali się iść cicho. Jeszcze nie. Po kilkudziesięciu krokach mężczyzna rozejrzał się ostrożnie i skręcił w mniejszą, ciemniejszą uliczkę. Dziewczyna sprawnie podążyła za nim. Wchodzili w coraz mniej uczęszczane miejsca, gdzie śnieg przestał być już biały i przybierał szarawą barwę na brudnych, tylnych zaułkach. Oboje przystanęli i zaczęli rozmawiać przyciszonymi głosami.
– Ten uzdrowiciel, czy kim on tam do cholery jest, mieszka w dwupiętrowym budynku dwie ulice stąd. Powinien akurat kończyć leczenie chorego na tę zarazę, gdy tam dojdziemy – powiedział Colio.
– Wejdę przez drzwi, a ty wślizgnij się przez okno na piętrze – odpowiedziała asasynka.
– Łatwa robota. Pójdzie raz, dwa i zostanie nam cała, długa noc na inne rzeczy. – Spojrzał pożądliwie na swoją towarzyszkę.
– Ruszamy – zakomenderowała dziewczyna, ignorując propozycję.
Poruszali się bezgłośnie w cieniach uliczki w stronę domu, który asasyn wskazał. Pozostawały po nich tylko płytkie ślady na śniegu. Po chwili rozdzielili się. Kobieta ruszyła, starając się pozostawać niezauważoną, w stronę drzwi wejściowych, podczas gdy jej towarzysz zaczął wspinać się po ścianie budynku, aby wejść przez okno na piętrze. Szybko straciła go z oczu. Podeszła cicho do drzwi, rozejrzała się wokół i nie widząc nikogo w okolicy, zaczęła grzebać przy zamku. Po krótkiej chwili mechanizm poddał się. Powoli, deliktanie uchyliła drzwi na tyle, aby móc się wślizgnąć do środka, po czym cicho je zamknęła. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Jedyne źródło światła pochodziło z następnego pokoju. Podeszła ostrożnie i oparła się o ścianę, nasłuchując przez chwilę. Usłyszała czyjeś kroki. Wyjęła małe lusterko na druciku i wysuwając je powoli pod odpowiednim kątem, obserwowała, co się dzieje za ścianą.
W pokoju stał rząd łóżek, na których spali i pojękiwali chorzy. Pomieszczenie oświetlało tylko kilka dogasających świec, rozmieszczonych w różnych miejscach pokoju i latarnia trzymana przez mężczyznę, nachylającego się nad jednym z łóżek. Widziała jak się wyprostował i odwrócił, idąc w jej stronę. Schowała lusterko i szybko rozejrzała się po otoczeniu. Schody na piętro były parę kroków od niej. Colio powinien już się przekonać, że na górze nikogo nie ma. Zaczęła nasłuchiwać kroków i czekać na odpowiedni moment, wtapiając się w cienie. Odgłos butów na drewnie stawał się coraz głośniejszy. Zobaczyła wychodzącego mężczyznę, całkowicie nieświadomego jej obecności. Był trochę wyższy od niej. Poczekała aż zamknął za sobą drzwi i zrobił kilka kroków w stronę schodów, po czym skoczyła ku niemu, wyciągając sztylet z pochwy na przedramieniu. Zamierzała podciąć mu gardło, gdy będzie się odwracał. Zdziwiła się, gdy nieznajomy tego nie zrobił. Była pewna, że ją usłyszał, w końcu specjalnie mocniej tupnęła nogą o podłogę. No nic, pomyślała. Będzie musiała zrobić większy zamach ręką, aby przejechać ostrzem po krtani ofiary. Zbliżyła się na krok od swojego celu, gdy nagle stało się coś niespodziewanego. Poczuła jednocześnie ból wykręcanego nadgarstka i uderzenie w brzuch. W następnej chwili leciała w powietrzu do góry nogami, po czym wylądowała twardo na drewnianej podłodze. Ból w nadgarstku i czyjaś ingerencja zmusiły ją do obrotu na brzuch. Zanim zdała sobie sprawę z tego, co się właściwie wydarzyło, leżała już twarzą na deskach z wykręconą ręką, czując przygniatający ją do podłogi ciężar oraz ostrze jej własnego sztyletu na skórze karku.
– Kto cię przysłał? – spytał mężczyzna.
Doznała kolejnego szoku. Znała ten głos! Ale przecież to niemożliwe, pomyślała. Musiała kupić sobie trochę czasu, Colio lada chwila zaatakuje ze schodów. Poczuła ukłucie naglące ją do odpowiedzi. Już otworzyła usta, gdy nagle przestała czuć ostrze sztyletu, ciężar na jej plecach również zniknął. Usłyszała szczęk metalu, a po chwili okrzyk bólu. Ryzykując, obróciła się szybko na plecy, sięgając ręką do małego noża umieszczonego w pasku. Nie spodziewała się tego co zobaczyła. Mężczyzna, który jeszcze niedawno miał być ofiarą, stał teraz w połowie drogi między nią, a Colio’em, jak łowca. Asasyn stał, a raczej został przyszpilony senbonami do ściany, mając wbity w bok jej sztylet i ciężko dyszał, plując przy tym krwią.
– Lepiej się nie ruszaj, chyba że nie dbasz o życie towarzysza – ostrzegł nieznajomy, spoglądając na nią z jednym okiem przysłoniętym włosami. I wtedy go poznała.
– R… R… Rivet! – wydyszała oniemiała z zaskoczenia. – Ale to niemożliwe… Jakim cudem… To naprawdę ty?!
– Tak, Karia. To ja. – odpowiedział.
– Karia! O co tu chodzi? Jakim cudem go znasz?! Karia, do cholery, mówię do ciebie! – zarzęził Colio, wypluwając krew.
Rivet odwrócił się w jego kierunku i podszedł parę kroków bliżej. Uspokój się, pomyślała. Uspokój się, uspokój, do diaska uspokój się! Nie miała czasu zastanawiać się nad tym niezwykłym spotkaniem. Musiała szybko podjąć decyzję. Jej palce ostrożnie zaczęły wędrować do igły z trucizną wszytej w rękaw.
– Karia, jeśli drgną ci jeszcze dwa mięśnie to zginiesz – Usłyszała. –No, teraz to jeszcze jeden.
Spojrzała na niego, próbując ukryć przerażenie i zdziwienie.
– A mogę wykonać chociaż ruch powrotny? – spytała z przekąsem.
– Możesz nawet dokończyć ten ruch. Przecież niczego ci nie zabroniłem – odpowiedział, odwracając głowę i uśmiechając się do niej. Jego włosy na chwilę odsłoniły lewe oko.
– Rivet… – Nie potrafiła już dłużej ukrywać strachu. – Ty… t y… masz krwawe oko!
– Ano mam – odparł, uśmiechając się do niej jeszcze szerzej. Od tego uśmiechu ciarki przeszły jej wzdłuż całego kręgosłupa.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2011 14:34 przez Eranor.)
04.07.2010 09:51
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #2
RE: Krwawe dłonie
przywitaj się w dziale powitań najlepiej Blink



Cytat: Korciła ją od pewnego czasu myśl żeby spłacić bractwo na kilka lat i zacząć prowadzić normalne życie
spłacić to chyba „za” kilka lat, a „na” lata, to opłacić. I przecinek przed „żeby”

Cytat: Nie ściągając kaptura nachylił się i szepnął jej coś do ucha.
przecinek po „kaptura”

Cytat: Zauważyła go kątem oka i nie odwracając głowy chwyciła za nadgarstek natychmiast łamiąc go mu.
przecinek po „głowy”

Cytat: Gdy tylko wyszli usłyszeli wrzask, kiedy do mężczyzny doszedł ból złamanego nadgarstka.
to zdanie mi się nie podobo… może coś w stylu: „Gdy wyszli, usłyszeli wrzask mężczyzny, którego dopiero wtedy złapał ból”. Choć i to złapał tu nie fajnie wygląda… Nie mam jakoś weny jakby to napisać no ale trzeba by inaczej.

Cytat: odpowiedziała obserwując spadające płatki śniegu.-
przecinek po „odpowiedziała”

Cytat: -Zamknij się! Idziemy, szkoda czasu- warknęła na niego. Wzruszył ramionami i ruszył przodem. Śnieg skrzypiał pod ich stopami, gdy szli główną ulicą. Nie starali się iść cicho. Jeszcze nie.
od “śniej skrzypiał” nowy akapit.

Cytat: Po kilkudziesięciu krokach mężczyzna rozejrzał się ostrożnie i skręcił w mniejszą, ciemniejszą uliczkę. Wchodzili w coraz mniej uczęszczane miejsca.
napisz, że kobieta poszła za nim, bo piersze danie wygląda jakby on sam chodził w tę uliczkę.

Cytat: Śnieg przestał być już biały i przybierał szarawą barwę na brudnych, tylnych uliczkach.
tylnych? A wg czego tylnych? Bo patrząc skądś inąd mogą być przednie albo środkowe. To trzeba uwzględnić, na tyłach czego się znajdowali.

Cytat: Powinien akurat kończyć leczyć chorego na tą zarazę, gdy tam dojdziemy- powiedział Colio.
to “gdy tam dojdziemy” jest zbędne. A “na tą zarazę” też nieładnie brzmi. Może po prostu chorego, albo jak już to napisać coś o zarazie, jakąś ją nazwać.

Cytat: Po chwili rozdzielili się. Ruszyła starając się pozostać niezauważoną w stronę drzwi wejściowych podczas, gdy jej towarzysz zaczął wspinać się po ścianie budynku aby wejść przez okno na piętrze.
po chwili kobieta ruszyła starając się. I przecinek nie przed „gdy”, ale przed „podczas” i przed „aby”.

Cytat: Powoli, ostrożnie uchyliła drzwi na tyle aby móc się wślizgnąć do środka po czym cicho je zamknęła
przecinek przed „aby”

Cytat: Podeszła ostrożnie i oparła się o ścianę nasłuchując przez chwilę.
przecinek po „ścianę”

Cytat: Wyjęła małe lusterko na druciku i wysuwając je powoli pod odpowiednim kątem obserwowała co dzieje się za ścianą.
przecinek po „kątem” i przed „co”

Cytat: Widziała jak się wyprostował i odwrócił idąc w jej stronę.
przecinek przed „idąc”

Cytat: Zaczęła nasłuchiwać kroków i czekać na odpowiedni moment wtapiając się w cienie.
przecinek przed „wtapiając”

Cytat: Poczekała aż zamknął drzwi za sobą i zrobił kilka kroków w stronę schodów po czym skoczyła ku niemu wyciągając z pochwy na przedramieniu sztylet.
przecinek przed „po czym” i „wyciągając”

Cytat: Zamierzała podciąć gardło, gdy będzie się odwracał
komu? Mu.

Cytat: Zdziwiła się nagle. Nie odwracał się.
nie można się nagle zdziwić, wg mnie. Po prostu „zdziwiła się, gdyż mężczyzna się nie odwracał.

Cytat: Będzie musiała zrobić większy zamach ręką aby podciąć mu gardło.
jakoś inaczej to ujmij bo linijkę wyżej masz to samo stwierdzenie „podciąć mu gardło”. I przecinek przed „aby”

Cytat: W następnej chwili leciała w powietrzu do góry nogami po czym wylądowała twardo na drewnianej podłodze.
przecinek po “nogami”

Cytat: Zanim zdała sobie sprawę z tego co się właściwie wydarzyło leżała juz twarzą na deskach z wykręconą ręką czując przygniatający ją do podłogi ciężar oraz ostrze jej własnego sztyletu na skórze karku.
literówka przy „już”. Przecinki: przed „co” i po „ręką”

Cytat: -Karia jeśli drgną Ci jeszcze dwa mięśnie to zginiesz.- usłyszała-No teraz to jeszcze jeden.
przecinek po „Karia”, „cię” z małej (zawsze), przecinek po „No”.



Spacje przed i po myślnikach – zawsze i wszędzie. (wyjątkami są myślniki w słowach w stylu czarno-biały).
Bardzo dobrze piszesz. Błędy są nieliczne. Wprawnie operujesz tym wszystkim i mimo, że sprawia wrażenie czasem prostego i płytkiego, to jednak skonstruowane jest dobrze. Jednak popracuj nad przecinkami bo mało ich masz w niektórych miejscach gdzie aż się cisną, żeby być.
Tematyka – podoba się. Czekam z niecierpliwością na kolejne prace Smile

Miagarvina
109 641
<klik>
04.07.2010 11:03
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #3
RE: Krwawe dłonie
Za przecinki już mi się dostawało nie raz Tongue Na równi co za szyk zdania Tongue
Czy nieliczne... chyba nie uwzględniłaś przecinków Tongue
W sumie wyłapałaś parę rzeczy, których sam się dziwie... czyżby znów word coś sabotował?

Później rozejrzę się więcej po forum i dorzucę dalszą część skoro początek zainteresował Blink
(Pewnie mi się oberwie za pewną rzecz w dalszej części, no ale Tongue)

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
04.07.2010 11:28
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #4
RE: Krwawe dłonie
No przecinki jako ogół to tylko jeden minus ;p
Po to my tu jesteśmy żeby wyłapywać błędy ;p a jak już wiesz że Ci się za coś oberwie i to coś związane jest ze stylem, to najpierw w ogóle przeczytaj pracę pięć razy i popraw błędy, potem wrzucaj i czekaj na kolejne ;p

Miagarvina
109 641
<klik>
04.07.2010 12:08
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Vipera Offline
Słodka żmija
*

Liczba postów: 778
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #5
RE: Krwawe dłonie
A mówiłam o przecinkach, mówiłam!
Powiedzmy, że jedną część masz już chociaż sprawdzoną Grin
Aż się zabiorę za sprawdzanie swojego opowiadania...

!Nie masz zamiaru skomentować - NIE CZYTAJ!
Uszanuj czyjąś pracę.
04.07.2010 12:59
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #6
RE: Krwawe dłonie
@up

I wielu nie wyłapałaś też jak widać i o Tongue

@Soba

Chodzi raczej o kwestie zapisu, aczkolwiek widziałem podobny sposób w kilku książkach więc... napisałem jak napisałem Tongue


Sprawdzę jeszcze i wieczorem wrzucę kolejny fragment.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
04.07.2010 13:15
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #7
RE: Krwawe dłonie
Będę czekał aż wyłapiesz to coś Tongue

Żeby nie przedobrzyć to wrzucam kolejny fragment.
I tak, wiem Tongue Straszna sprawa u mnie z interpunkcją Tongue
Kursywe pogrubiłem, bo średnio się wyróżniała.




Cztery lata wcześniej…



Nie był pewien ile czasu minęło odkąd został zamknięty w izolatce. Gdyby nie zadziwił mistrzów sprawnością w przemyceniu dla niej posiłku nie daliby mu wyboru między tak łaskawymi karami. Zwiększenie do dziesięciu dni pobytu w izolatce dla niej oraz tyle samo dni dla niego lub wypuszczenie jej w połowie kary, którą odsiadywała i piętnaście dni izolatki dla niego. Wiedział, że ona nie przetrwa długo będąc w zamknięciu w kompletnych ciemnościach. Miał wrażenie, że już minęło jakieś dwanaście…może trzynaście dni odkąd tu siedzi zamknięty. Oczy już dawno przyzwyczaiły się do mroku i widział całkiem wyraźnie. Czuł, że schudł. Karani dostawali tylko tyle żywności i wody by mieć szanse na przeżycie. Nic ponadto. Siedział na kamiennej podłodze na środku pomieszczenia. Podciągnął nogi i objął kolana rękoma próbując się ogrzać.
Brrr zimno! Nie mogło cię wziąć na dobre uczynki w lecie albo chociaż na wiosnę?
Heh…temperatura nie jest wcale taka zła…gorzej jeśli chodzi o towarzystwo.
Oj, przepraszam, że nie jestem jakąś seksowną brunetką. Taką Mistrzynią Silvą dajmy na to albo tą małą...
Czy ty się kiedyś zamykasz?!
O ile mi wiadomo to tylko jeśli mi się zachce. Zresztą nie narzekaj, próbowałeś kiedyś słuchać samego siebie? To jest dopiero męczarnia.
A teraz co niby robie?
Ops…wpadka. Z technicznego punktu widzenia masz rację, aczkolwiek...
Aczkolwiek jednocześnie nie mam racji…ech...

Powtarzali tą rozmowę już nieskończoną ilość razy odkąd został zamknięty. Wstał i zaczął chodzić żeby się rozgrzać. Przy okazji miał się czym zająć zamiast bezczynnie siedzieć i prowadzić bezowocne kłótnie.
Swoją drogą…czemu jej jeszcze tego nie powiedziałeś?
No tak, musiał wspomnieć o tym akurat teraz. Tak naprawdę sam nie był do końca pewny czemu tego nie zrobił. Od roku już zna prawdę o tym miejscu, o gildii asasynów. Nie jest to miejsce, za które do pewnego wieku się uważa. Zabijają wszelkie więzi, które budowano przez tych kilka lat życia bez wiecznego strachu. Szkolenie jest tak urządzone aby w najmłodszych latach zakorzenić w adeptach śmiertelny strach przed mistrzami, następnie zostawia się ich w wolnych chwilach samym sobie, aby nauczyli się zachowywać wśród ludzi i nie wyróżniać się. W końcu, gdy osiągną odpowiedni wiek, zostają oświeceni co ich czeka od teraz. Wzbudza się w nich poczucie zagrożenia, narasta podejrzliwość do wszystkich wokół, wzrasta czujność i wyostrza się instynkt przetrwania za wszelką cenę.
Czemu? Odpowiedział. Nie potrafię. Nie potrafię się zmusić by zrobić jej to co nam wszystkim zrobiono. Zniszczyć wszystko.
I tak się dowie za rok. Wiesz przecież, że im o to chodzi. Nie uważasz, że lepiej byłoby ją do tego przygotować wcześniej?
Wiem o tym! Ale nie chcę tego robić…jeszcze. Poza tym od kiedy dbasz o dobro innych?
O! Podchwytliwe pytanie. Dbam o nasze dobro, jeśli będzie trzeba przy tym zrobić coś dla kogoś, no to trudno, niech stracę.
Przydałbyś się choć raz zamiast tylko przeszkadzać.
O wypraszam sobie. Przydałbym się już wielokrotnie gdybyś choć raz zechciał mnie posłuchać.
Wysłuchuję cię codziennie od kilku lat. Dziwne, że jeszcze nie…

Jego uwagę przykuł nagły zgrzyt zamka. Drzwi się otworzyły wpuszczając do środka światło, które go oślepiło. Przesłonił oczy ręką.
-Co Rivet, po piętnastu dniach w ciemnościach zacząłeś sam do siebie mówić?- usłyszał głos asasyna.
-Już czas minął?- spytał zdziwiony podchodząc do wyjścia.
-Minął, minął. Wyłaź i doprowadź się do porządku. Popołudniu macie ważne spotkanie z mistrzami.
Wyszedł cały czas mrużąc i przesłaniając oczy od oślepiającego światła. Ruszył w stronę kuchni. Asasyn coś jeszcze do niego powiedział po czym się zaśmiał. Rivet szedł na wpół oślepiony trzymając jedną rękę na ścianie, a drugą przysłaniając oczy. Trochę zajmie nim na nowo przyzwyczają się do światła. Doszedł w końcu do schodów. Ostrożnie zszedł po nich na dół po czym ruszył dalej korytarzem prowadzącym do kwater sypialnych. Starał się iść tak by nikt z młodszych adeptów go nie zobaczył. Oni mieli jeszcze skłonności do rozsiewania informacji nie biorąc niczego w zamian w przeciwieństwie do starszych adeptów. Dotarł niezauważony do swojej kwatery. Pospiesznie się przemył oraz przebrał w czyste ubranie i wyszedł udając się do kuchni. Było już po śniadaniu, więc musiał się zakraść i zabrać trochę jedzenia. Zjadł pospiesznie po drodze do sali zebrań. Im był bliżej tym więcej ludzi kręciło się po korytarzach.
-O! Rivet! Wypuścili cię na czas jak widzę.- zaczepił go uśmiechając się szeroko Lerkin.
-Jak widać. Tęskniliście za mną?- odpowiedział.
-Żartujesz? Zawsze to miejsce wyżej na testach zdobyła spora część z nas- poklepał go po ramieniu i odszedł w przeciwnym kierunku.
Ten to wie jak się przystosować. Doskonały nieszczery uśmiech serdeczności.
Stłumił westchnienie. Niestety taka była prawda co do jego znajomych. Wszyscy obecnie byli bardziej lub mniej fałszywi, lecz Lerkin przebijał wszystkich. Każdy wiedział jak lubuje się w przelewaniu krwi i zabijaniu, a mimo to nawiązywał dość bliskie stosunki z innymi. I później gotów był ich zabić bez chwili zawahania. Tonąc w ponurych myślach nie zauważył nawet kiedy wszedł do wielkiej sali, do której prowadziło dziesięcioro drzwi. Znajdowała się ona w centralnej części zamku, o kształcie koła, odchodziły od niej korytarze prowadzące do wszystkich części zamku. Bez żadnych okien czy ozdób. Tylko gołe ściany, w których wyróżniał się jedynie balkon. Stamtąd zazwyczaj mistrzowie przemawiali do uczniów.
-Riiivet!- odwrócił się w kierunku skąd go zawołano i zobaczył Karię rzucającą mu się na szyję- Gdzie się podziewałeś tyle czasu?
O nic takiego. Odsiadywał tylko kare za ciebie.
-Męczące szkolenie. Wracałem do kwatery i od razu zapadałem w sen- skłamał.
-Ojj mogłeś mi powiedzieć. Pomogłabym ci jakoś. Przyniosłabym ci posiłek na przykład. Strasznie schudłeś w ciągu paru dni- powiedziała dźgając go palcem w brzuch.
-Jakoś przeżyłem i mam to już za sobą- uśmiechnął się do niej.
-Rivet! Rivet! Rivet wrócił!- doszły go nagle krzyki. Podniósł wzrok i za Karią zobaczył część uczniów z jej grupy. Kilkoro chłopców i parę dziewcząt w wieku Karii szło w ich kierunku. Uśmiechnął się do nich szeroko.
-Oo zapuszczasz włosy?- spytał ktoś z grupki.
-Chciałabym mieć takie czarne włosy. Blond są za bardzo widoczne w ciemnościach- rzuciła jedyna dziewczyna z jasnymi włosami.
Oni jeszcze byli szczerzy z serdecznością. Mógł przez chwile nie udawać i poczuć się spokojnie i szczerze. Śmiał się z nimi wysłuchując opowieści co się komu wydarzyło przez ostatnich kilka dni. Kto się potknął i wpadł na stojaki z bronią na szkoleniu, kto przysnął ze zmęczenia i obudził się z twarzą w talerzu z zupą. Rzucił im kilka pomysłów na psikusy. Te same, które on i jego grupa robili jeszcze rok temu. Później zaczęły się zwyczajowe prośby typu: jak wykonać takie a takie pchnięcie mieczem, jak rzucić senbon czy shuriken w taki a taki sposób, jakie zioła wymieszać aby zrobić truciznę powodującą swędzenie całego ciała.
-Riiiveet- Karia zwróciła się do niego słodkim głosem, takim którego zawsze używała prosząc go o coś poważniejszego- Pokażesz mi dziś jak używać rękawicy?
Rękawica, czyli urządzenie miotające w zależności od rodzaju: senbonami, shurikenami czy nożami. Umieszczana na nadgarstku i przedramieniu asasyna ze skomplikowanym systemem wypustowym.
-Proooszęęę, chyba nie odmówisz damie?- naciskała Karia.
-Damie nigdy nie odmówię- odpowiedział. Zobaczył jak się uśmiecha ucieszona. Po chwili ciszy ciągnął dalej-No więc?
-Co więc?- odparła zdziwiona.
-Gdzie jest ta dama o której mówisz?
-O ty!- zamachnęła się chcąc go uderzyć w ramię.
Zrobił krok do tyłu unikając uderzenia jednocześnie chwytając jej dłoń w swoją i pociągnąwszy w tył wytrącił ją z równowagi. Zrobiła krok do przodu aby nie upaść. Złapał ją w pasie obrócił udając jakby tańczyli, po czym podniósł i skierował się w kierunku wyjścia niosąc ją w niezbyt wygodnej pozycji. Grupka wybuchnęła śmiechem.
-Ej gdzie mnie niesiesz, puszczaj- krzyczała Karia wyrywając się.
-Chciałaś zobaczyć jak się używa rękawicy nieprawdaż?- odpowiedział śmiejąc się.
-Ale to później, zobacz, już się mistrzowie zbierają.
Spojrzał w kierunku balkonu. Miała rację. Postawił ją na ziemię i wrócili do grupki. Po drodze zmierzwił jej brązowe włosy. Pomimo dość krótko ściętych włosów Karia nie przypominała ani trochę chłopczycy. Zapatrzył się na chwilę w jej oczy. Zawsze lubił na nie patrzeć. Jej duże, brązowe oczy były dla niego najcieplejszym miejscem gdzie mógł się schować w całej tej ponurej rzeczywistości.
-Co tak patrzysz? Mam coś na twarzy?- wyrwało go z zamyślenia pytanie Karii.
-Tak- odpowiedział i pstryknął ją w nos jak małego brzdąca co ją na powrót zdenerwowało.
Stał tak z tą grupką młodszych uczniów i czekał aż wszyscy mistrzowie się zbiorą. Nie chciał wracać do swojej grupy. Chciał się na chwilę odprężyć i odpocząć od tej aury ciągłej podejrzliwości i fałszu.
-Oho Rivet i jego podopieczni- usłyszał nagle za plecami.
-Ojoj jeszcze nam go naprawdę zabiorą i nudno się zrobi- powiedział damski głos.
-No Rivet chyba byś nam tego nie zrobił?- spytał pierwszy głos należący do Mido. Chłopak przewiesił mu rękę przez ramie i uwiesił się na nim własnym ciężarem spoglądając z góry na młodszych uczni. Kobiecy głos należał do Carie. Od razu poczuł trującą atmosferę jaką ze sobą przynieśli. Oczywiście cała grupka zareagowała śmiechem i żartami. Część chłopców zaczęła się wdzięczyć do Carie. Odetchnął z ulgą, gdy po chwili odeszli. Znów zaczęły się pytania, prośby o opowieści lub pokazanie czegoś. Wzajemne dokuczania i szczery śmiech. W końcu jednak musieli się uciszyć. Zjawili się już wszyscy mistrzowie na balkonie. Trzy kobiety i ośmiu mężczyzn w ciemnych strojach asasynów. Niektórzy z nich mieli narzucone jeszcze czarne płaszcze na ramiona. Jeden z mężczyzn wyszedł na przód i zabrał głos. Zaczął luźno, udając nadal fałszywie uczciwy świat jaki widzieli go młodsi.
Przyznaj, uwielbiasz to.
Hmm? Ach! A kto by nie uwielbiał? Lepsze to niż pławić się w fałszu. Można się rozluźnić.
Nie o tym mówię imbecylu. Uwielbiasz jak cię podziwiają.
Podziwiają?
Nie udawaj idioty większego niż już jesteś. Lubisz być podziwiany, stanowić wzór i dawać przykład. A cała ta grupka wraz ze śliczną Karią na czele jest w ciebie zapatrzona. Cokolwiek powiesz dla nich jest to święte.

Zastanowił się chwilę nad tym. Po części miał rację. Ale czy jest to coś złego?
Może trochę i tak. Ale komu by to nie sprawiało przyjemności? Przecież to nic złego. Nie wykorzystuję tego faktu dla własnych korzyści.
Nie? Jesteś tego pewien? A odpowiedzialność? Wiesz, że w końcu będziesz zmuszony ich zdradzić.
Znajdę sposób! Coś wymyślę. Stąd można też uciec. Dam rade coś zorganizować.
Ha! Marzyciel się obudził. Uważaj, zaczynasz się dziwnie zachowywać, piękna na ciebie podejrzliwie patrzy.

Spojrzał w bok i zobaczył wpatrującą się w niego Karię. Widział na jej twarzy wyraz niepokoju. Puścił do niej oko i uszczypnął ją w bok po czym skupił się na powrót na tym co ogłaszali mistrzowie.
-Tak więc skoro w tym roku mamy przepełnienie w kilku rocznikach studentów, postanowiliśmy zorganizować specjalną Próbę Krwi. Odbędzie się ona za 2 tygodnie, a uczestniczyć w niej będą wszyscy zebrani na tej sali- poinformował mistrz asasyn Salzar.
No, no. Zapowiada się całkiem ciekawa rzeź…to znaczy rozrywka. He He!
Zbladł natychmiast po usłyszeniu słów mistrza. Próba Krwi. Tak szybko i to z młodymi, nieświadomymi tak naprawdę co ta próba oznacza, uczniami. Spojrzał z przerażeniem na grupkę wokół niego. Wszyscy byli od niego dwa lata młodsi, a jednak wydawali mu się dziećmi. Całkowicie nieświadomymi, bezbronnymi dziećmi. Przeniósł znów wzrok na balkon, na którym stali mistrzowie, gdy wyczytali jego imię wśród kilku innych. Wszyscy byli kandydatami z potencjałem na wysokie rangi asasynów w przyszłości.
-Wymienionych przeze mnie kandydatów obowiązywać będzie specjalna reguła. Nie wolno wam uniemożliwić sobie nawzajem zdania próby.- powiedział mistrz, odwrócił się i wyszedł. Zanim znikała w wejściu na balkon po kolei reszta asasynów.
Hmm czyli nie możesz zabić ani Lerkina ani Remusa ani Alix ani nikogo z tych, którzy dorównują ci umiejętnościami. Oni ciebie również. Dziwne ułatwienie.
To nie jest ułatwienie. Nie powiedział, że nie możemy nawzajem się poważnie zranić. Po za tym…w takim razie nie wiem jak mam ich obronić przed nimi. Szczególnie przed Alix i Lerkinem.
Oh! No tak. Dylemat rycerza w białej zbroi. Ochrona biednych i niewinnych tylko wiesz co? Nie jesteś żadnym cholernym rycerzem w żadnej cholernie białej cholernej zbroi! Jesteś asasynem i nie obchodzi ciebie los innych jeśli nie są niezbędni.
Czy ty się kiedyś zamykasz do cholery?!
Zamknę się jeśli w końcu przestaniesz udawać osła i postąpisz jak należy.

Postąpić jak należy. Zagryzł wargę. Co powinien teraz zrobić? Myślał gorączkowo nad rozwiązaniem tej fatalnej sytuacji. W końcu odpowiedział:
Czas aby poznali prawdę…
Yh zastanawiam się czy nie osiągnąłbym lepszych efektów mówiąc do kapcia.






* * *

Kolejnych kilka dni minęło bardzo szybko. Dzień próby zbliżał się nieubłaganie. Rivet podobnie jak inni z jego grupy dowiedział się już gdzie odbędzie się Próba Krwi. Sprawdził teren oraz sporządził niezdarną, lecz praktyczną mapę. Większość asasynów prawdopodobnie miała również opracowany plan działania, jednak oni ograniczyli się do samych siebie. Rivet musiał opracować plan dla swoich przyjaciół, co było dalece trudniejsze i bardziej czasochłonne. Siedział na łóżku zastanawiając się co jeszcze spakować do worka. Zbierał wszelkie przydatne przedmioty, które dałyby jakieś szanse dla młodszych. Musiał im dziś wieczorem wszystko wyjawić. Zostało już niewiele czasu, raptem kilka dni. Nie mógł już dłużej zwlekać. Zastanawiał się czego zdołałby ich nauczyć jeszcze. Westchnął zrezygnowany. Nie przychodziło mu już nic więcej do głowy, więc wstał z łóżka i zajął się związywaniem worka.
Koniecznie musisz im pomóc?
Nie odpowiedział.
Wiesz, że to nie ma sensu. Lerkin lub Alix dla samej przyjemności zajmą się młodziakami, nie wspominając o reszcie. A ty im nic nie możesz zrobić tak naprawdę.
Alix się zajmę w drodze do sali treningowej, a reszta…coś wymyślę.
Zginiesz, wiesz o tym.

Nastała chwila ciszy. Rzeczywiście jeśli się zaangażuje tak jak planował w dniu próby to najprawdopodobniej zginie lub, jeśli będzie miał szczęście, będzie bardzo poważnie ranny.
Zapewne. Przynajmniej nie będę musiał dłużej wysłuchiwać pewnego irytującego głosu.
To sobie radź beze mnie. Ja mam dość.
Oh marzyłem o tym prezencie od tak dawna. Nie sądziłem już, że się kiedykolwiek doczekam.

Cisza. Czyżby naprawdę zniknął czy tylko postanowił się nie odzywać? Wzruszył ramionami. Tak czy inaczej efekt jest taki sam. Nareszcie ma spokój. Zarzucił sobie worek na plecy i wyszedł z pokoju.
Z reguły na korytarzach o tej porze można spotkać całkiem sporo ludzi, lecz teraz wszyscy szykowali się na Próbę Krwi. Doszedł do schodów i ruszył w górę. Najpierw musiał udać się do Alix. Kwatery mieszkalne w gildii nie były podzielone. Każdy kandydat na asasyna dostawał własną kwaterę, lecz równie dobrze mógł mieć sąsiada jak i sąsiadkę w pokoju obok. Pokój asasynki znajdował się dwa piętra wyżej niż jego. Starał się iść cicho. Nie chciał aby ktoś go zauważył i pomyślał, że zmówił się z nią co do próby. W końcu znalazł się na właściwym piętrze. Wiatr na tej wysokości był znacznie silniejszy i robił dużo hałasu przez okna. Na tyle aby zagłuszyć nawet rozmowę. Szedł szukając właściwych drzwi. Przeszedł prawie cały korytarz nim znalazł te właściwe. Zapukał. Otworzyła mu dziewczyna podobnego wzrostu, czerwone kosmyki nierówno ściętych włosów opadały jej na czoło. Zielone oczy zabłyszczały na moment ze zdziwienia, gdy rozpoznała kto ją odwiedził.
-Rivet- przywitała go.-Nie mów, że poczułeś krew asasyna i przyszedłeś się mnie pozbyć przed próbą, a może w innym celu tu przyszedłeś o tej porze?
-Alix, wyszłabyś kiedyś na słońce. Wiesz jak widoczna jesteś w ciemności z powodu swojej cery?- odparł z kpiącym uśmieszkiem.
-Nie wszyscy mają tak dobrze jak ty Południku- jej oczy zwęziły się groźnie ze złości.
-Starczy komplementów. Mam dla ciebie propozycje.
-Propozycje?- uniosła brwi w zaciekawieniu.
-Kojarzysz tą grupkę młodziaków, z którą się zadaję?
-Tak.
-Chcę żebyś na nich nie polowała w trakcie próby.
-Albo?
-Żadne albo. Po prostu podaj swoją cenę.-odpowiedział wzruszając ramionami.
Asasynka milczała przez chwilę zastanawiając się nad jego słowami. Obserwował ją uważnie. Skróciła włosy. Już nawet do ramion jej nie sięgają. Pewnie żeby nie przeszkadzały podczas próby. Ubrana jak na co dzień w czarnym stroju asasynów. Próbował zajrzeć do wnętrza jej pokoju jednocześnie uważnie obserwując jej twarz przez cały czas, jednak w pomieszczeniu panował całkowity mrok. Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie i uśmiechnęła się. Nie spodobał mu się ten uśmiech.
-Zgoda. Jeden warunek. Pewnego dnia czegoś od ciebie będę chciała i będziesz musiał mi to dać lub spełnić.- powiedziała przestępując przez próg i zbliżając się do niego.
-Skąd ta pewność, że dotrzymam umowy po czasie?- to mu się nie podobało. Nikt z jego grupy nie miał zaufania do nikogo. Skąd się brała ta pewność, zastanawiał się.
-Mam swoje sposoby- nachyliła się ku niemu i dokończyła już szeptem- mogę się później na kimś innym odwdzięczyć za ciebie.
Odwróciła się i zamknęła drzwi za sobą. Tego się nie spodziewał. A może powinien jednak? Ruszył w kierunku schodów. W końcu uznał, że nie było wcale źle. Będzie się martwił, gdy będzie chciała od niego czegoś. O ile przeżyję próbę, pomyślał i ruszył w dół po schodach do sali treningowej, gdzie już jego podopieczni powinni na niego czekać.
Idiota.





@down

Taki styl mówienia co jakiś czas z tym "ta" na koniec Tongue Zabieg celowy Tongue Zdziwiłbym się jakby istniało takie słowo Tongue

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2010 22:15 przez Eranor.)
04.07.2010 21:58
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #8
RE: Krwawe dłonie
To się tylko wydaje że się nie wyróżnia Blink
akurat dodałeś jak się spać kładę... więc poczekajta na poranek ;p

Miagarvina
109 641
<klik>
04.07.2010 22:02
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #9
RE: Krwawe dłonie
Cytat: Nie był pewien ile czasu minęło odkąd został zamknięty w izolatce.
przecinek po “minęło”

Cytat: Gdyby nie zadziwił mistrzów sprawnością w przemyceniu dla niej posiłku nie daliby mu wyboru między tak łaskawymi karami
przecinek po „posiłku”

Cytat: . Zwiększenie do dziesięciu dni pobytu w izolatce dla niej oraz tyle samo dni dla niego lub wypuszczenie jej w połowie kary, którą odsiadywała i piętnaście dni izolatki dla niego.
przecinek przed “lub” no i w sumie... nie rozumiem tego zdania. Nie łączy się ani z poprzednim a ni z następnym i nie wiem o co common, trochę źle użyte słowa.

Cytat: Miał wrażenie, że już minęło jakieś dwanaście…może trzynaście dni odkąd tu siedzi zamknięty.
przecinek przed “odkąd”

Cytat: Karani dostawali tylko tyle żywności i wody by mieć szanse na przeżycie.
przecinek rpzed “by”

Cytat: Podciągnął nogi i objął kolana rękoma próbując się ogrzać.
przecinek po “rękoma”

Cytat: Brrr zimno! Nie mogło cię wziąć na dobre uczynki w lecie albo chociaż na wiosnę?
przecinek przed „albo”

Cytat: Heh…temperatura nie jest wcale taka zła…gorzej jeśli chodzi o towarzystwo.
przeicnek po “gorzej”

Przepraszam, kapituluję z przecinkami, chciałam zwracać uwagę tylko na te bardzo widoczne (a raczej niewidoczne), ale tu na prawdę w prawie każdym kolejnym zdaniu brakuje. Poczytaj sobie poradniki gdzie stawia się przecinki, ja nauczyłam się na lekcji polskiego.

To z ta kursywą to o co chodzi? Tzn rozumiem, że rozmowa, ale gdzie myślniki? Tzn to taka rozmowa prowadzona w myślach? To ok., kursywa, ale myślniki tez mile widziane Smile
Ale jeśli chodzi o ogół – podobało się, nawet bardziej niż poprzednia część. Dlatego z niecierpliwością czekam na więcej Blink Bo wciąga, niby nic, a wciąga, ma w sobie jakiś tajemniczy czar ;]

Miagarvina
109 641
<klik>
06.07.2010 00:15
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #10
RE: Krwawe dłonie
Dokładnie. Taka wewnątrz głowy Tongue Dlatego nie dałem myślników. Właśnie o to mi chodziło pisząc wcześniej, że nie jestem pewien czy dobry zapis.

Przecinki to wiem, że tragedia. Jak zacząłem kapować z nimi to się gimnazjum skończyło, a w liceum wychowawca...no cóż Tongue gramatyki nic. W sumie to nawet zacząłem robić coraz więcej błędów.

Jutro dorzucę dalszą część. Postaram się wyłapać wszystkie przecinki i inne błędy. Od dopisywania muszę po wczoraj i dziś odpocząć odrobinę, bo już średnio wychodzi ubieranie pomysłów w słowa.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2010 00:22 przez Eranor.)
06.07.2010 00:20
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: