Będę czekał aż wyłapiesz to coś
Żeby nie przedobrzyć to wrzucam kolejny fragment.
I tak, wiem

Straszna sprawa u mnie z interpunkcją

Kursywe pogrubiłem, bo średnio się wyróżniała.
Cztery lata wcześniej…
Nie był pewien ile czasu minęło odkąd został zamknięty w izolatce. Gdyby nie zadziwił mistrzów sprawnością w przemyceniu dla niej posiłku nie daliby mu wyboru między tak łaskawymi karami. Zwiększenie do dziesięciu dni pobytu w izolatce dla niej oraz tyle samo dni dla niego lub wypuszczenie jej w połowie kary, którą odsiadywała i piętnaście dni izolatki dla niego. Wiedział, że ona nie przetrwa długo będąc w zamknięciu w kompletnych ciemnościach. Miał wrażenie, że już minęło jakieś dwanaście…może trzynaście dni odkąd tu siedzi zamknięty. Oczy już dawno przyzwyczaiły się do mroku i widział całkiem wyraźnie. Czuł, że schudł. Karani dostawali tylko tyle żywności i wody by mieć szanse na przeżycie. Nic ponadto. Siedział na kamiennej podłodze na środku pomieszczenia. Podciągnął nogi i objął kolana rękoma próbując się ogrzać.
Brrr zimno! Nie mogło cię wziąć na dobre uczynki w lecie albo chociaż na wiosnę?
Heh…temperatura nie jest wcale taka zła…gorzej jeśli chodzi o towarzystwo.
Oj, przepraszam, że nie jestem jakąś seksowną brunetką. Taką Mistrzynią Silvą dajmy na to albo tą małą...
Czy ty się kiedyś zamykasz?!
O ile mi wiadomo to tylko jeśli mi się zachce. Zresztą nie narzekaj, próbowałeś kiedyś słuchać samego siebie? To jest dopiero męczarnia.
A teraz co niby robie?
Ops…wpadka. Z technicznego punktu widzenia masz rację, aczkolwiek...
Aczkolwiek jednocześnie nie mam racji…ech...
Powtarzali tą rozmowę już nieskończoną ilość razy odkąd został zamknięty. Wstał i zaczął chodzić żeby się rozgrzać. Przy okazji miał się czym zająć zamiast bezczynnie siedzieć i prowadzić bezowocne kłótnie.
Swoją drogą…czemu jej jeszcze tego nie powiedziałeś?
No tak, musiał wspomnieć o tym akurat teraz. Tak naprawdę sam nie był do końca pewny czemu tego nie zrobił. Od roku już zna prawdę o tym miejscu, o gildii asasynów. Nie jest to miejsce, za które do pewnego wieku się uważa. Zabijają wszelkie więzi, które budowano przez tych kilka lat życia bez wiecznego strachu. Szkolenie jest tak urządzone aby w najmłodszych latach zakorzenić w adeptach śmiertelny strach przed mistrzami, następnie zostawia się ich w wolnych chwilach samym sobie, aby nauczyli się zachowywać wśród ludzi i nie wyróżniać się. W końcu, gdy osiągną odpowiedni wiek, zostają oświeceni co ich czeka od teraz. Wzbudza się w nich poczucie zagrożenia, narasta podejrzliwość do wszystkich wokół, wzrasta czujność i wyostrza się instynkt przetrwania za wszelką cenę.
Czemu? Odpowiedział.
Nie potrafię. Nie potrafię się zmusić by zrobić jej to co nam wszystkim zrobiono. Zniszczyć wszystko.
I tak się dowie za rok. Wiesz przecież, że im o to chodzi. Nie uważasz, że lepiej byłoby ją do tego przygotować wcześniej?
Wiem o tym! Ale nie chcę tego robić…jeszcze. Poza tym od kiedy dbasz o dobro innych?
O! Podchwytliwe pytanie. Dbam o nasze dobro, jeśli będzie trzeba przy tym zrobić coś dla kogoś, no to trudno, niech stracę.
Przydałbyś się choć raz zamiast tylko przeszkadzać.
O wypraszam sobie. Przydałbym się już wielokrotnie gdybyś choć raz zechciał mnie posłuchać.
Wysłuchuję cię codziennie od kilku lat. Dziwne, że jeszcze nie…
Jego uwagę przykuł nagły zgrzyt zamka. Drzwi się otworzyły wpuszczając do środka światło, które go oślepiło. Przesłonił oczy ręką.
-Co Rivet, po piętnastu dniach w ciemnościach zacząłeś sam do siebie mówić?- usłyszał głos asasyna.
-Już czas minął?- spytał zdziwiony podchodząc do wyjścia.
-Minął, minął. Wyłaź i doprowadź się do porządku. Popołudniu macie ważne spotkanie z mistrzami.
Wyszedł cały czas mrużąc i przesłaniając oczy od oślepiającego światła. Ruszył w stronę kuchni. Asasyn coś jeszcze do niego powiedział po czym się zaśmiał. Rivet szedł na wpół oślepiony trzymając jedną rękę na ścianie, a drugą przysłaniając oczy. Trochę zajmie nim na nowo przyzwyczają się do światła. Doszedł w końcu do schodów. Ostrożnie zszedł po nich na dół po czym ruszył dalej korytarzem prowadzącym do kwater sypialnych. Starał się iść tak by nikt z młodszych adeptów go nie zobaczył. Oni mieli jeszcze skłonności do rozsiewania informacji nie biorąc niczego w zamian w przeciwieństwie do starszych adeptów. Dotarł niezauważony do swojej kwatery. Pospiesznie się przemył oraz przebrał w czyste ubranie i wyszedł udając się do kuchni. Było już po śniadaniu, więc musiał się zakraść i zabrać trochę jedzenia. Zjadł pospiesznie po drodze do sali zebrań. Im był bliżej tym więcej ludzi kręciło się po korytarzach.
-O! Rivet! Wypuścili cię na czas jak widzę.- zaczepił go uśmiechając się szeroko Lerkin.
-Jak widać. Tęskniliście za mną?- odpowiedział.
-Żartujesz? Zawsze to miejsce wyżej na testach zdobyła spora część z nas- poklepał go po ramieniu i odszedł w przeciwnym kierunku.
Ten to wie jak się przystosować. Doskonały nieszczery uśmiech serdeczności.
Stłumił westchnienie. Niestety taka była prawda co do jego znajomych. Wszyscy obecnie byli bardziej lub mniej fałszywi, lecz Lerkin przebijał wszystkich. Każdy wiedział jak lubuje się w przelewaniu krwi i zabijaniu, a mimo to nawiązywał dość bliskie stosunki z innymi. I później gotów był ich zabić bez chwili zawahania. Tonąc w ponurych myślach nie zauważył nawet kiedy wszedł do wielkiej sali, do której prowadziło dziesięcioro drzwi. Znajdowała się ona w centralnej części zamku, o kształcie koła, odchodziły od niej korytarze prowadzące do wszystkich części zamku. Bez żadnych okien czy ozdób. Tylko gołe ściany, w których wyróżniał się jedynie balkon. Stamtąd zazwyczaj mistrzowie przemawiali do uczniów.
-Riiivet!- odwrócił się w kierunku skąd go zawołano i zobaczył Karię rzucającą mu się na szyję- Gdzie się podziewałeś tyle czasu?
O nic takiego. Odsiadywał tylko kare za ciebie.
-Męczące szkolenie. Wracałem do kwatery i od razu zapadałem w sen- skłamał.
-Ojj mogłeś mi powiedzieć. Pomogłabym ci jakoś. Przyniosłabym ci posiłek na przykład. Strasznie schudłeś w ciągu paru dni- powiedziała dźgając go palcem w brzuch.
-Jakoś przeżyłem i mam to już za sobą- uśmiechnął się do niej.
-Rivet! Rivet! Rivet wrócił!- doszły go nagle krzyki. Podniósł wzrok i za Karią zobaczył część uczniów z jej grupy. Kilkoro chłopców i parę dziewcząt w wieku Karii szło w ich kierunku. Uśmiechnął się do nich szeroko.
-Oo zapuszczasz włosy?- spytał ktoś z grupki.
-Chciałabym mieć takie czarne włosy. Blond są za bardzo widoczne w ciemnościach- rzuciła jedyna dziewczyna z jasnymi włosami.
Oni jeszcze byli szczerzy z serdecznością. Mógł przez chwile nie udawać i poczuć się spokojnie i szczerze. Śmiał się z nimi wysłuchując opowieści co się komu wydarzyło przez ostatnich kilka dni. Kto się potknął i wpadł na stojaki z bronią na szkoleniu, kto przysnął ze zmęczenia i obudził się z twarzą w talerzu z zupą. Rzucił im kilka pomysłów na psikusy. Te same, które on i jego grupa robili jeszcze rok temu. Później zaczęły się zwyczajowe prośby typu: jak wykonać takie a takie pchnięcie mieczem, jak rzucić senbon czy shuriken w taki a taki sposób, jakie zioła wymieszać aby zrobić truciznę powodującą swędzenie całego ciała.
-Riiiveet- Karia zwróciła się do niego słodkim głosem, takim którego zawsze używała prosząc go o coś poważniejszego- Pokażesz mi dziś jak używać rękawicy?
Rękawica, czyli urządzenie miotające w zależności od rodzaju: senbonami, shurikenami czy nożami. Umieszczana na nadgarstku i przedramieniu asasyna ze skomplikowanym systemem wypustowym.
-Proooszęęę, chyba nie odmówisz damie?- naciskała Karia.
-Damie nigdy nie odmówię- odpowiedział. Zobaczył jak się uśmiecha ucieszona. Po chwili ciszy ciągnął dalej-No więc?
-Co więc?- odparła zdziwiona.
-Gdzie jest ta dama o której mówisz?
-O ty!- zamachnęła się chcąc go uderzyć w ramię.
Zrobił krok do tyłu unikając uderzenia jednocześnie chwytając jej dłoń w swoją i pociągnąwszy w tył wytrącił ją z równowagi. Zrobiła krok do przodu aby nie upaść. Złapał ją w pasie obrócił udając jakby tańczyli, po czym podniósł i skierował się w kierunku wyjścia niosąc ją w niezbyt wygodnej pozycji. Grupka wybuchnęła śmiechem.
-Ej gdzie mnie niesiesz, puszczaj- krzyczała Karia wyrywając się.
-Chciałaś zobaczyć jak się używa rękawicy nieprawdaż?- odpowiedział śmiejąc się.
-Ale to później, zobacz, już się mistrzowie zbierają.
Spojrzał w kierunku balkonu. Miała rację. Postawił ją na ziemię i wrócili do grupki. Po drodze zmierzwił jej brązowe włosy. Pomimo dość krótko ściętych włosów Karia nie przypominała ani trochę chłopczycy. Zapatrzył się na chwilę w jej oczy. Zawsze lubił na nie patrzeć. Jej duże, brązowe oczy były dla niego najcieplejszym miejscem gdzie mógł się schować w całej tej ponurej rzeczywistości.
-Co tak patrzysz? Mam coś na twarzy?- wyrwało go z zamyślenia pytanie Karii.
-Tak- odpowiedział i pstryknął ją w nos jak małego brzdąca co ją na powrót zdenerwowało.
Stał tak z tą grupką młodszych uczniów i czekał aż wszyscy mistrzowie się zbiorą. Nie chciał wracać do swojej grupy. Chciał się na chwilę odprężyć i odpocząć od tej aury ciągłej podejrzliwości i fałszu.
-Oho Rivet i jego podopieczni- usłyszał nagle za plecami.
-Ojoj jeszcze nam go naprawdę zabiorą i nudno się zrobi- powiedział damski głos.
-No Rivet chyba byś nam tego nie zrobił?- spytał pierwszy głos należący do Mido. Chłopak przewiesił mu rękę przez ramie i uwiesił się na nim własnym ciężarem spoglądając z góry na młodszych uczni. Kobiecy głos należał do Carie. Od razu poczuł trującą atmosferę jaką ze sobą przynieśli. Oczywiście cała grupka zareagowała śmiechem i żartami. Część chłopców zaczęła się wdzięczyć do Carie. Odetchnął z ulgą, gdy po chwili odeszli. Znów zaczęły się pytania, prośby o opowieści lub pokazanie czegoś. Wzajemne dokuczania i szczery śmiech. W końcu jednak musieli się uciszyć. Zjawili się już wszyscy mistrzowie na balkonie. Trzy kobiety i ośmiu mężczyzn w ciemnych strojach asasynów. Niektórzy z nich mieli narzucone jeszcze czarne płaszcze na ramiona. Jeden z mężczyzn wyszedł na przód i zabrał głos. Zaczął luźno, udając nadal fałszywie uczciwy świat jaki widzieli go młodsi.
Przyznaj, uwielbiasz to.
Hmm? Ach! A kto by nie uwielbiał? Lepsze to niż pławić się w fałszu. Można się rozluźnić.
Nie o tym mówię imbecylu. Uwielbiasz jak cię podziwiają.
Podziwiają?
Nie udawaj idioty większego niż już jesteś. Lubisz być podziwiany, stanowić wzór i dawać przykład. A cała ta grupka wraz ze śliczną Karią na czele jest w ciebie zapatrzona. Cokolwiek powiesz dla nich jest to święte.
Zastanowił się chwilę nad tym. Po części miał rację. Ale czy jest to coś złego?
Może trochę i tak. Ale komu by to nie sprawiało przyjemności? Przecież to nic złego. Nie wykorzystuję tego faktu dla własnych korzyści.
Nie? Jesteś tego pewien? A odpowiedzialność? Wiesz, że w końcu będziesz zmuszony ich zdradzić.
Znajdę sposób! Coś wymyślę. Stąd można też uciec. Dam rade coś zorganizować.
Ha! Marzyciel się obudził. Uważaj, zaczynasz się dziwnie zachowywać, piękna na ciebie podejrzliwie patrzy.
Spojrzał w bok i zobaczył wpatrującą się w niego Karię. Widział na jej twarzy wyraz niepokoju. Puścił do niej oko i uszczypnął ją w bok po czym skupił się na powrót na tym co ogłaszali mistrzowie.
-Tak więc skoro w tym roku mamy przepełnienie w kilku rocznikach studentów, postanowiliśmy zorganizować specjalną Próbę Krwi. Odbędzie się ona za 2 tygodnie, a uczestniczyć w niej będą wszyscy zebrani na tej sali- poinformował mistrz asasyn Salzar.
No, no. Zapowiada się całkiem ciekawa rzeź…to znaczy rozrywka. He He!
Zbladł natychmiast po usłyszeniu słów mistrza. Próba Krwi. Tak szybko i to z młodymi, nieświadomymi tak naprawdę co ta próba oznacza, uczniami. Spojrzał z przerażeniem na grupkę wokół niego. Wszyscy byli od niego dwa lata młodsi, a jednak wydawali mu się dziećmi. Całkowicie nieświadomymi, bezbronnymi dziećmi. Przeniósł znów wzrok na balkon, na którym stali mistrzowie, gdy wyczytali jego imię wśród kilku innych. Wszyscy byli kandydatami z potencjałem na wysokie rangi asasynów w przyszłości.
-Wymienionych przeze mnie kandydatów obowiązywać będzie specjalna reguła. Nie wolno wam uniemożliwić sobie nawzajem zdania próby.- powiedział mistrz, odwrócił się i wyszedł. Zanim znikała w wejściu na balkon po kolei reszta asasynów.
Hmm czyli nie możesz zabić ani Lerkina ani Remusa ani Alix ani nikogo z tych, którzy dorównują ci umiejętnościami. Oni ciebie również. Dziwne ułatwienie.
To nie jest ułatwienie. Nie powiedział, że nie możemy nawzajem się poważnie zranić. Po za tym…w takim razie nie wiem jak mam ich obronić przed nimi. Szczególnie przed Alix i Lerkinem.
Oh! No tak. Dylemat rycerza w białej zbroi. Ochrona biednych i niewinnych tylko wiesz co? Nie jesteś żadnym cholernym rycerzem w żadnej cholernie białej cholernej zbroi! Jesteś asasynem i nie obchodzi ciebie los innych jeśli nie są niezbędni.
Czy ty się kiedyś zamykasz do cholery?!
Zamknę się jeśli w końcu przestaniesz udawać osła i postąpisz jak należy.
Postąpić jak należy. Zagryzł wargę. Co powinien teraz zrobić? Myślał gorączkowo nad rozwiązaniem tej fatalnej sytuacji. W końcu odpowiedział:
Czas aby poznali prawdę…
Yh zastanawiam się czy nie osiągnąłbym lepszych efektów mówiąc do kapcia.
* * *
Kolejnych kilka dni minęło bardzo szybko. Dzień próby zbliżał się nieubłaganie. Rivet podobnie jak inni z jego grupy dowiedział się już gdzie odbędzie się Próba Krwi. Sprawdził teren oraz sporządził niezdarną, lecz praktyczną mapę. Większość asasynów prawdopodobnie miała również opracowany plan działania, jednak oni ograniczyli się do samych siebie. Rivet musiał opracować plan dla swoich przyjaciół, co było dalece trudniejsze i bardziej czasochłonne. Siedział na łóżku zastanawiając się co jeszcze spakować do worka. Zbierał wszelkie przydatne przedmioty, które dałyby jakieś szanse dla młodszych. Musiał im dziś wieczorem wszystko wyjawić. Zostało już niewiele czasu, raptem kilka dni. Nie mógł już dłużej zwlekać. Zastanawiał się czego zdołałby ich nauczyć jeszcze. Westchnął zrezygnowany. Nie przychodziło mu już nic więcej do głowy, więc wstał z łóżka i zajął się związywaniem worka.
Koniecznie musisz im pomóc?
Nie odpowiedział.
Wiesz, że to nie ma sensu. Lerkin lub Alix dla samej przyjemności zajmą się młodziakami, nie wspominając o reszcie. A ty im nic nie możesz zrobić tak naprawdę.
Alix się zajmę w drodze do sali treningowej, a reszta…coś wymyślę.
Zginiesz, wiesz o tym.
Nastała chwila ciszy. Rzeczywiście jeśli się zaangażuje tak jak planował w dniu próby to najprawdopodobniej zginie lub, jeśli będzie miał szczęście, będzie bardzo poważnie ranny.
Zapewne. Przynajmniej nie będę musiał dłużej wysłuchiwać pewnego irytującego głosu.
To sobie radź beze mnie. Ja mam dość.
Oh marzyłem o tym prezencie od tak dawna. Nie sądziłem już, że się kiedykolwiek doczekam.
Cisza. Czyżby naprawdę zniknął czy tylko postanowił się nie odzywać? Wzruszył ramionami. Tak czy inaczej efekt jest taki sam. Nareszcie ma spokój. Zarzucił sobie worek na plecy i wyszedł z pokoju.
Z reguły na korytarzach o tej porze można spotkać całkiem sporo ludzi, lecz teraz wszyscy szykowali się na Próbę Krwi. Doszedł do schodów i ruszył w górę. Najpierw musiał udać się do Alix. Kwatery mieszkalne w gildii nie były podzielone. Każdy kandydat na asasyna dostawał własną kwaterę, lecz równie dobrze mógł mieć sąsiada jak i sąsiadkę w pokoju obok. Pokój asasynki znajdował się dwa piętra wyżej niż jego. Starał się iść cicho. Nie chciał aby ktoś go zauważył i pomyślał, że zmówił się z nią co do próby. W końcu znalazł się na właściwym piętrze. Wiatr na tej wysokości był znacznie silniejszy i robił dużo hałasu przez okna. Na tyle aby zagłuszyć nawet rozmowę. Szedł szukając właściwych drzwi. Przeszedł prawie cały korytarz nim znalazł te właściwe. Zapukał. Otworzyła mu dziewczyna podobnego wzrostu, czerwone kosmyki nierówno ściętych włosów opadały jej na czoło. Zielone oczy zabłyszczały na moment ze zdziwienia, gdy rozpoznała kto ją odwiedził.
-Rivet- przywitała go.-Nie mów, że poczułeś krew asasyna i przyszedłeś się mnie pozbyć przed próbą, a może w innym celu tu przyszedłeś o tej porze?
-Alix, wyszłabyś kiedyś na słońce. Wiesz jak widoczna jesteś w ciemności z powodu swojej cery?- odparł z kpiącym uśmieszkiem.
-Nie wszyscy mają tak dobrze jak ty Południku- jej oczy zwęziły się groźnie ze złości.
-Starczy komplementów. Mam dla ciebie propozycje.
-Propozycje?- uniosła brwi w zaciekawieniu.
-Kojarzysz tą grupkę młodziaków, z którą się zadaję?
-Tak.
-Chcę żebyś na nich nie polowała w trakcie próby.
-Albo?
-Żadne albo. Po prostu podaj swoją cenę.-odpowiedział wzruszając ramionami.
Asasynka milczała przez chwilę zastanawiając się nad jego słowami. Obserwował ją uważnie. Skróciła włosy. Już nawet do ramion jej nie sięgają. Pewnie żeby nie przeszkadzały podczas próby. Ubrana jak na co dzień w czarnym stroju asasynów. Próbował zajrzeć do wnętrza jej pokoju jednocześnie uważnie obserwując jej twarz przez cały czas, jednak w pomieszczeniu panował całkowity mrok. Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie i uśmiechnęła się. Nie spodobał mu się ten uśmiech.
-Zgoda. Jeden warunek. Pewnego dnia czegoś od ciebie będę chciała i będziesz musiał mi to dać lub spełnić.- powiedziała przestępując przez próg i zbliżając się do niego.
-Skąd ta pewność, że dotrzymam umowy po czasie?- to mu się nie podobało. Nikt z jego grupy nie miał zaufania do nikogo. Skąd się brała ta pewność, zastanawiał się.
-Mam swoje sposoby- nachyliła się ku niemu i dokończyła już szeptem- mogę się później na kimś innym odwdzięczyć za ciebie.
Odwróciła się i zamknęła drzwi za sobą. Tego się nie spodziewał. A może powinien jednak? Ruszył w kierunku schodów. W końcu uznał, że nie było wcale źle. Będzie się martwił, gdy będzie chciała od niego czegoś. O ile przeżyję próbę, pomyślał i ruszył w dół po schodach do sali treningowej, gdzie już jego podopieczni powinni na niego czekać.
Idiota.
@down
Taki styl mówienia co jakiś czas z tym "ta" na koniec

Zabieg celowy

Zdziwiłbym się jakby istniało takie słowo