Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 4 Głosów - 4.75 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kuźnia Wojny
Autor Wiadomość
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Kuźnia Wojny
Witam ponownie. Chciałbym zaprezentować opowiadanie na podstawie gry komputerowej Battle Forge. Rozważałem umieszczenie go w FanFicku, ale sama konstrukcja świata ma z orginałem naprawdę mało współnego, więc w końcu wylądował tutaj.
Zapraszam do czytania i komentowania...naprawdę :)

Jeśli podczas wklepywania tekstu z worda na forum gdzies popełniłem błąd, proszę o wyrozumiałość ze względu na godzinę (odsyłam do daty zamieszczenia wiadomości).

Thorn wstał wcześnie. Przepłukał twarz zimną wodą i w pośpiechu przełknął resztki, które zostały na stole po kolacji. Potem ubrał czerwoną szatę ognistego lorda niebios i wyszedł na ganek. Chciał odejść niezauważony, ale oczywiście dopadła go zaraz po wyjściu z mieszkania.
- Ranny z ciebie ptaszek – rozległ się miękki kobiecy alt za jego plecami. Thorn zaklął w duchu i odwrócił się od drzwi, które właśnie zamykał, przybierając maskę obojętności.
- Witaj Vanesso. - Stała tam, zwiewna w swej zielonej szacie lorda natury. Jak zawsze, bujne blond włosy spływały jej kaskadami na ramiona, a niedbale zasznurowany dekolt ledwie trzymał. Jak zawsze, wielkie, zielone oczy patrzyły uważnie, a usta krzywiły się brzydko w pogardliwy grymas. Nie znosiła go.
- A więc to prawda? – Vanessa uśmiechnęła się szyderczo – Stary wysłał cię na terytorium Stonekinów?
- Owszem… co tu robisz? Bo pewnie nie przyszłaś życzyć mi powodzenia?
- Nie… - Vanessa jeszcze bardziej skrzywiła pełne usta. – Ciekawiło mnie, jak bardzo trzeba podpaść, żeby zostać wysłanym właśnie tam.
- Lepiej, żebyś nie wiedziała. Poza tym ty, ideał lorda niebios, nigdy nie podpadniesz.
- Może tak, a może nie – uśmiechnęła się i odeszła, zostawiając go samego we wschodzącym słońcu.
Thorn był na siebie zły. Za to, że wstał zbyt późno, by odjechać niezauważony. Ale głownie za to, że musiał odjeżdżać. Mógł sobie darować wtrącanie się w sprawy śmiertelników, ale on zawsze robił po swojemu, nie patrząc na innych Lordów.
Podszedł do najbliższej studni energii i dostroił się do niej. Wyruszał na niebezpieczne tereny, dlatego postanowił odnowić swą mentalną energię. Gdy poczuł, że więcej już nie wchłonie, wycofał się i skierował ku głównej bramie. Idąc, rozkoszował się dniem, zawsze lubił chodzić w słońcu, czuć jego ciepło, w końcu był lordem ognia.
Miał do przejścia spory kawałek. Kwatery mieszkalne lordów znajdowały się na obrzeżach wewnętrznego kręgu Kuźni, toteż musiał minąć wewnętrzna bramę, którą przekroczył nie nagabywany przez nikogo. Nie było strażników, nie byli potrzebni. Kto miałby odwagę zaatakować Kuźnię? Thorn nie spieszył się już. Spotkanie z Vanessą, którego próbował uniknąć, zepsuło mu dzień. Gdy wróci - jeżeli wróci - brudny i zmęczony po wyprawie, znów zobaczy tylko skrzywiony grymas na twarzy. Na początku próbował jej imponować, ale szybko porzucił ten zamiar. Vanessa nie chciała ani nie potrzebowała adoratorów. Teraz konkurował z nią, ciesząc się z każdego drobnego zwycięstwa.
Zanim dotarł do zewnętrznej bramy napatrzył się na typową architekturę Kuźni. Ogromna i potężna, zbudowana z bliżej nieznanego mu, lekko połyskującego metalu o kolorze srebrno-czarnym wciąż mu imponowała. Wrota były otwarte na roścież.
Wyszedł na zewnątrz, przez chwilę rozkoszując się widokiem. Kuźnia lewitowała dobre dwadzieścia metrów nad skalistym podłożem, z lądem łączył ją potężny, nieruchomy most. Dotarcie na dół zajęło mu dobre dwadzieścia minut. Wreszcie, czując pod nogami prawdziwą ziemię, poczuł, jak opuszczają go ochronne zaklęcia Kuźni. Na jej terenie posiadanie wierzchowca było niemożliwe, jeżeli Pan Kuźni nie zdjął blokady, nie można było rzucać zaklęć ani przywoływać stworzeń. Teraz zaś Thorn złożył ręce i powoli zaczął je rozkładać na boki, pomiędzy jego dłońmi skakały czerwone iskry, a ręce zaczynały okrywać się czerwoną poświatą, coraz jaśniejszą. Po chwili światło ustabilizowało się. Pewną ręką sięgnął do ozdobnego pasa i z jednej z licznych zakładek wyjął kartę. Od spodu namalowane były płomienie, z drugiej zaś strony obrazek przedstawiał bestię. Thorn nawet nie zerknął na wierzch i rzucił kartę przed siebie. Gdy tylko dotknęła ziemi, rozjaśniła się szkarłatnym blaskiem, który zaczął się poszerzać, aż utworzył sporej wielkości krąg w ziemi. Ze środka natychmiast wyskoczyła pokryta rdzawoczerwoną łuską bestia. Stojąc pewnie na zakończonych pazurami, dwóch umięśnionych nogach, wyprostowała się, balansując ogonem i dwoma krótkimi górnymi łapami. Odchyliła głowę do tyłu i wydała cienki ryk. Dopiero potem spojrzała na Lorda.
Thorn zerknął na swoje, już pozbawione poświaty dłonie i podszedł do bestii.
- Czeka nas daleka podróż, Scav. – zwrócił się do potwora zdrobnieniem od nazwy jego gatunku używanej przez lordów, która brzmiała Scavenger. Wdrapał się na stwora, sadowiąc się na uformowanym jak siodło grzbiecie i złapał się za jeden z wystających przed nim szpikulców. Scavenger był wysoki na prawie trzy metry.
- Naprzód – zarządził i złapał się mocniej. Scavanger wystrzelił do przodu, biegiem pokonując kolejne staje. Ciężko uderzał nogami o ziemię i wybijał się, pędząc bez żadnych widocznych oznak zmęczenia.
Pierwsza część zadania Thorna polegała na udaniu się do, graniczącego z terenami Stonekinów, miasta Lorum. Zakładając, ze nic go nie opóźni, będzie na miejscu przed zmierzchem.
I rzeczywiście, nic go nie opóźniło, aż na swej drodze, w oddaleniu mniejszym niż dwieście metrów, nie zobaczył małej wioski. Wyglądała całkiem zwyczajnie, kilkanaście chat zbudowanych wokół jednej naprawdę dużej, zapewne pełniącej funkcję spichlerza. Niedaleko leniwie płynął strumyk, napędzając młyn wodny. Wszystko wyglądałoby całkiem zwyczajnie, gdyby nie gęsty dym unoszący się ze spichlerza.


Ghard zaklął. Siedział w niewygodnej pozycji w krzakach, z których miał dobry widok na położoną sto metrów dalej wioskę. Czekał na sygnał do ataku. Najchętniej poszedłby sobie stąd, dokądkolwiek, byle nie być tu. To miał być jego chrzest bandycki, pierwsza wyprawa. Był młody, niedawno skończył siedemnaście lat i zakochał się. Zamierzał się pobrać, mieć dzieci. Ale nie mógł z czystym sumieniem poprosić o rękę dziewczyny jako golec. Dlatego zgłosił się do bandy Lorca, któremu ostatnio dobrze się powodziło i zdołał zebrać wokół siebie ponad siedemdziesięciu opryszków. Ghard mógł odczuć na własnej skórze, że w tej okolicy to stanowczo za duża banda. Po prostu ciężko było ją wyżywić. I dlatego teraz napadali na byle małą wioskę tylko po to, aby napchać zgłodniałe brzuchy.
W sąsiednich krzakach Lorca szepnął coś do otaczających go ludzi. Wiadomość wkrótce do nich dotarła – ruszamy. Lorca nie miał zamiaru poprowadzić wrzeszczącej bandy, wtedy wieśniacy z łatwością by ich zobaczyli z daleka. I zanim dotarliby na miejsce, po wieśniakach nie byłoby już śladu. A bandyci lubili łapać żywcem i bez zbędnego wysiłku, szczególnie młode dziewczęta. Ghard brzydził się nimi, ale nie śmiał nic mówić.
Razem z innymi złapał za broń i ruszył w stronę wioski. Bez hałasu, bez pośpiechu, mieszkańcy zostaną kompletnie zaskoczeni. Do najbliższych chat została już tylko połowa dystansu, Ghard miał ochotę wrzeszczeć, jakoś ostrzec tych ludzi, ale siedział cicho, bał się. Wreszcie ktoś ich zobaczył, podniósł się wrzask przerażenia.
- Rżnąć! – krzyknął Lorca i pognał pierwszy, wznosząc wysoko swój zardzewiały miecz dwuręczny. Bandyci pognali za nim, wznosząc bojowe okrzyki.
Wioska została zaskoczona, wszyscy rzucili się do ucieczki, matki brały na ręce dzieci, mężczyźni próbowali stawić opór na placu przed spichlerzem, pospiesznie rozdawano broń. W chwili, kiedy bandyci wbiegli na plac, połowa z wieśniaków nie była nawet uzbrojona. Ta garstka, która mogła się bronić, stłoczyła się na środku, pozostali padli na kolana i błagali o litość. Ghard przyglądał się, jak jego kamraci otaczają ich i zarzynają po kolei. Część napastników dobijała rannych, reszta podzieliła się na dwie grupy. Pierwsza pognała za uciekającymi, druga zaczęła wynosić wszystko ze spichlerza. Nie było tego dużo, widocznie rok był kiepski. Akurat gdy wyniesiono ostatni worek z suszonym mięsem, wróciła reszta bandziorów prowadząc swą zdobycz. Nałapali ponad tuzin kobiet, których starali się nie kaleczyć. O dzieci i starców nikt się nie troszczył. Wkrótce na dachu spichlerza wylądowała zapalona pochodnia, potem kolejna. Podpalano następne chaty.
Ghard kręcił dookoła głową, próbując ogarnąć ten chaos. Wszędzie widział zabitych, lejącą się krew i flaki. Słyszał szloch gwałconych kobiet i śmiech bandytów. Zwymiotował obficie, zalewając leżącego przed nim starca z otwartym brzuchem i wylewającymi się wnętrznościami. Chciał, żeby to już się skończyło, żałował, że dołączył do tej bandy. Mógł zacząć pracować, ale nie, zawsze wybierał łatwiejsze rozwiązania. Zatoczył się, wyciągnął rękę szukając oparcia, w końcu chwycił się kurczowo ściany chaty za nim. Akurat ją podpalano.
I wtedy pojawił się on. Człowiek siedzący na wielkiej bestii. Ubrany na czerwono, z krótkimi czarnymi włosami. Biła od niego siła i pewność siebie, kiedy powoli obracał głowę, patrząc na całe zajście beznamiętnym wzrokiem. Wszyscy na niego patrzyli, cała scena jakby zastygła w czasie.
Lorca otrząsnął się pierwszy. Odepchnął dziewczynę, którą właśnie posiadł i usiłował uciec, w czym skutecznie przeszkodziły mu opuszczone do kostek spodnie. Potknął się i przewrócił.
Bandyci rozbiegli się na wszystkie strony, tak jak niedawno ich ofiary. Przybysz nie zatrzymywał ich. Wkrótce na placu pozostały już tylko leżące na ziemi kobiety i Ghard, wciąż oparty plecami o płonącą chatę, ze strachu niezdolny do poruszenia się.
- Czy ty – odezwał się lord szorstkim, metalicznym głosem – brałeś w tym udział? – chłopak nadal się nie odzywał, patrzył tylko na nieznajomego szeroko otwartymi ze strachu oczami.
- Zadałem pytanie.
Ghard w końcu zdobył się na odwagę i pokiwał głową. – Nie wiedziałem, ja nie wiedziałem… - zaszlochał głośno, skrywając twarz w dłoniach.
Lord popatrzył na niego przez chwilę, a potem skupił wzrok na jednej z kobiet, która była w widocznie lepszym stanie i już dochodziła do siebie. Próbowała wstać. Nieznajomy mocarz zeskoczył z wierzchowca i podbiegł do niej. Ostrożnie ją podniósł i oparł o siebie. Miała paskudne, ale niegroźne skaleczenie na policzku i była wyraźnie poobijana. Jednak to nie przez te obrażenia siedziała bez ruchu i patrzyła prosto przed siebie. Ghard nie dosłyszał, co lord do niej szepnął, ale po chwili dotknął delikatnie jej głowy, która opadła bezwładnie. Ostrożnie położył ją na ziemi.
- Ty… ty nic z nimi nie zrobisz? Nic?! – wrzasnął Ghard, sam się dziwiąc swojej odwadze. Nieznajomy spojrzał na niego zimno. To także dzięki tobie, mówiło spojrzenie. To twoje dzieło, twoja wina. Jesteś za to odpowiedzialny tak samo jak tamci.
Podchodził po kolei do każdej z kobiet, szepcząc kilka słów i usypiając je.
Na koniec stanął pośrodku placu i wzniósł ręce, które zalśniły czerwienią. Sięgał rękoma do ozdobnego pasa i wyciągał karty, które następnie rzucał na ziemię. Tam, gdzie upadały, powstawały jaśniejące czerwienią portale, z każdego wyskakiwało kilka stworzeń. Każde z nich było wzrostu niskiego mężczyzny, ale było w nich coś zwierzęcego, coś demonicznego. Może to szaroczerwona skóra, może małe rogi na ogolonej czaszce. Wyposażone były w długie, zakrzywione pazury i ostre kły.
- Znajdźcie ich – przemówił Ognisty Lord wśród cichego dyszenia przyzwanych stworzeń. – Znajdźcie ich i zabijcie. Potem będziecie wolne.
Ghard zobaczył, jak stwory obwąchują okolicę i ruszają w kilkuosobowych grupach. W końcu spojrzał na ich pana i przeraził się. Lord Niebios patrzył prosto na niego.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, była ogarniająca go senność.


version v.1.4

Hot dziewczynki topless
I chłopcy z kaloryferami też
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2011 18:46 przez Mortis.)
05.02.2011 01:39
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #2
RE: Kuźnia Wojny
mam rozumieć, że piszę tak wspaniale, że nie ma czego poprawiać? Grin
06.02.2011 20:15
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Magik
Niezarejestrowany

 
Post: #3
RE: Kuźnia Wojny
Błędów wytykać nie będę, bo jest późno i czuje, że źle by się to skończyło Tongue

Zainteresował mnie tytuł, więc postanowiłem przeczytać sobie coś na dobranoc i uważam, że jak najbardziej było warto poświęcić te kilka minut. Interesujący pomysł na bohaterów, tylko fajnie by było gdyby Thorn nie okazał się typowym patetycznym bohaterem fantasy, herosem bez skazy itp. (taka mała moja sugestia, ale oczywiście to twój opek)...
Opis napadu bandytów całkiem przekonywujący, choć mógłby być dłuższy i dokładniejszy - opis wzbudził trochę emocji, ale szybko opadły, za szybko (imho).

Czekam na więcej.
07.02.2011 03:26
      Odpowiedz cytując ten post
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #4
RE: Kuźnia Wojny
Wiesz, szczerze mówiąc to było całkiem fajne. Tyle tylko, ze byłoby znacznie bardziej zachwycające, gdybyś to Ty wymyślił tych wszystkich Lordów, ten świat. Miałam wrażenie, ze po prostu wymyśliłeś historię i na tym koniec. Takie mały niedosyt czuję. Błędy, jak błędy, na pewno są, ale lenistwo mi nie pozwala na ich sprawdzenie. Choć... trochę mam:

(05.02.2011 01:39)Mortis napisał(a):  - A więc to prawda? – Vanessa uśmiechnęła się szyderczo (kropka) – Stary wysłał cię na terytorium Stonekinów?

Cytat:
- Może tak, a może nie (kropka)(powinno być z dużej litery) uśmiechnęła się i odeszła, zostawiając go samego we wschodzącym słońcu.

Cytat:- Rżnąć! – krzyknął Lorca i pognał pierwszy, wznosząc wysoko swój zardzewiały miecz dwuręczny. Bandyci pognali za nim, wznosząc bojowe okrzyki.
Rżnąć? Padłam.

Cytat:
- Bandyci..? – zapytała cicho.
- Już uciekli.
- Czy ty… ich?
- Tak.
- Oni… zabili mojego małego Mevia…
- Wiem… odpoczywaj. – Dotknął ręką jej czoła, które natychmiast się wygładziło a głowa opadła swobodnie, spała.
Nie, ten fragment jest naciągany i niesmaczny. Oczywiście w mojej opinii, więc bez obaw. xD

Cytat:Może to szaro(myślnik) czerwona skóra, może małe rogi na ogolonej czaszce.

Cytat:Uzbrojone były w długie, zakrzywione pazury i ostre kły.
E, no nie wiem, jakoś to "uzbrojone" mi tu nie pasuje. Owszem, mogłoby być, ale jakoś tak... na siłę? Uzbroić to się w broń można, a nie w części swojego ciała. Tongue

Cytat:- Znajdźcie ich – przemówił Ognisty Lord wśród cichego dyszenia przyzwanych stworzeń. – Znajdźcie ich i zabijcie. Potem będziecie wolne.
A to mój ulubiony fragment. ^^

Cytat:Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, było(była, była ogarniająca ciemność) ogarniająca go senność.

To tak, ładnie, ale nie do końca Twoje. Znaczy Twoje, ale nie lubię, jak ktos się na czymś wzoruje. Czasem trochę krótkie zdania, brakowało opisów, ale tylko czasem i powiem, że z Twoja interpunkcją nie jest źle. Blink

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
07.02.2011 10:45
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #5
RE: Kuźnia Wojny
Hmm...gra, o ktorej mowie, to strategia. Wiec absolutnie nie chodzimy tam bohaterami. Caly system "magii", wyglad kuzni (poza lewitacją i połyskliwością, wiecej na ujeciu nie widac), bohaterowie i ich wygląd oraz charakteryzacja (w grze nie ma niczego takiego poza tekstem wypowiadanym) jest moj, historii świata gry nie wplątałem. Od siebie gra dała tylko podział na cztery żywioły (ogień, cień, lód i naturę), wzmiankę o Stonekinach i to jedno stworzonko, którego użyłem.
Jesli ktos chcialby sie troszke z tym zapoznac to moge pokazac trailer Smile

http://www.youtube.com/watch?v=8p3V6L4oWf8

Widać rozmach, którego pragnę uniknąć, dlatego wprowadzę przeróżne ograniczenia, o których się dowiecie, jesli ze mną zostaniecie dłużej.

Bohater nie bedzie taki idealny, moim zdaniem zachował się po prostu jak normalny facet, który na swej drodze spotkał kobiete dręczoną przez innego faceta. Czyli dał w pysk, w opowiadaniu po prostu był troche wiekszy rozmach Smile

Edit:

(07.02.2011 10:45)el Bandita napisał(a):  
Cytat:Może to szaro(myślnik) czerwona skóra, może małe rogi na ogolonej czaszce.

A czy czasem nie jest tak, że dwa kolory połączone myślnikiem mówią, że coś jest, jak na przyklad polska flaga, na górze taka, na dole taka, ale te kolory nie mieszają się? Zaś bez myślnika jest to po prostu mieszanka kolorów? Bo jesli tak, to chodzilo o ogolny kolor skóry, a nie szary korpus z czerwoną głową Smile

Edit 2: (sorki za te edytki, ale...)
Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że możesz mieć racje odnośnie sztuczności dialogu Thorna z tą zgwałconą kobietą. Szok sprawiłby, że siedziałaby cicho i usiłowała to przetrawić...do poprawienia w finalnej wersji, ale póki co zmieniac nie bede niczego.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2011 18:16 przez Mortis.)
07.02.2011 17:11
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #6
RE: Kuźnia Wojny
(07.02.2011 17:11)Mortis napisał(a):  Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że możesz mieć racje odnośnie sztuczności dialogu Thorna z tą zgwałconą kobietą. Szok sprawiłby, że siedziałaby cicho i usiłowała to przetrawić...do poprawienia w finalnej wersji, ale póki co zmieniac nie bede niczego.

No właśnie. Już nawet w W 11 czy innych serialach tego typu zwracają na to uwagę. xD
I pisałeś, że zmieniać nie będziesz niczego... to może chociaż błędy? xD

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
07.02.2011 22:49
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #7
RE: Kuźnia Wojny
Nie bede zmieniać tutaj, wszystkie poprawki sa na bieżąco robione w wersji word'owej Smile
08.02.2011 08:36
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #8
RE: Kuźnia Wojny
Ale jak zmienisz tutaj, to od razu się innym lepiej czyta. Bo osobiście widząc poprawiony tekst wciąż z błędami, odechciewa mi się go czytać przy pierwszym znaleziony, czyli np. teraz, mimo że początek zaciekawia, nawet.

Miagarvina
109 641
<klik>
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2011 11:45 przez Sylar.)
08.02.2011 11:44
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #9
RE: Kuźnia Wojny
Hmm...skoro tak ładnie prosicie
08.02.2011 16:19
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #10
RE: Kuźnia Wojny
Następna część. I przepraszam, że tak późno, ale odpoczywałem trochę w ferie i długo nie mogłem się zdecydowac na coś, co być może wyjdzie w następnych częściach... zapraszam do czytania Smile

Thorn dotarł do Lorum wkrótce po zachodzie słońca. Było to miasto graniczne, położone w wąskim przejściu u wylotu wąwozu, tak więc całkowicie zagradzało drogę każdemu potencjalnemu najeźdźcy. Wyjątkowo surowo przestrzegano tu środków bezpieczeństwa, także tego z zamykaniem bram o zmierzchu. Na próżno wykrzykiwał kim jest, odwieczne w wojsku lenistwo nakazywało strażnikom nie odpowiadać na wrzaski każdego, kto spóźnił się z wejściem do miasta, nikt nawet nie wyjrzał na krzyczącego. Pomógł dopiero cienki ryk Scavangera, na murach natychmiast pojawili się ludzie z pochodniami i kuszami gotowymi do strzału. Prędko jednak poznano, kto idzie i żelazna brama otworzyła się ze zgrzytem.
Wezwany pospiesznie kapitan straży, już zarumieniony od wina, zdążył jeszcze zobaczyć jak w blasku światła Lord odsyła Scavangera do jego wymiaru. Przełknął ślinę i stanął na baczność. Nie wyglądał imponująco na tle czterech tęgich strażników, którzy usiłowali schować się za jego plecami, najwyraźniej piastował swój urząd od dość dawna, by wyhodować sobie pokaźny brzuch, który ledwo mieścił się w pancerz.
Thorn podszedł do niego szybkim krokiem, wyczarowana kula światła leciała tuż nad jego głową, oświetlając wszystko. Kapitan niepewnie wystąpił naprzód.
- Witamy w Lorum, Lordzie, pragnę prze…
- Daruj sobie – przerwał mu – i zaprowadź mnie do Lorda Grassaca.
- Tak panie, proszę za mną.
Kapitan rozstawił swoich ludzi po bokach i poprowadził do pałacu. Przez całą drogę Thorn czuł na sobie ciekawskie spojrzenia, ludzie pospiesznie uciekali im z drogi. Idąc, rozmyślał nad celem swego pobytu tutaj. Oficjalnie został zesłany do pomocy w utrzymaniu tych ziem przed rosnącą ofensywą Stonekinów. Ale wiedział, że akurat ta okolica znajduję się we władaniu potężnego Lorda Niebios, albo więc zagrażało mu coś na tyle potężnego, że potrzebna była pomoc drugiego Lorda, albo też miał po prostu przeczekać na uboczu, aż jego przeciwnicy w Kuźni zapomną o jego niedawnych wyczynach. Tak czy siak, Thorn nie miał najmniejszej ochoty na marnowanie czasu w tej dziczy, ale słowo Władcy było dla niego prawem.
Przy bramie pałacowej, Lorda przejął dowódca gwardii, który okazał się krzepkim mężczyzną o aparycji niedźwiedzia, będąc słusznego wzrostu i postury. Z wypolerowanym napierśnikiem przedstawiał się prawdziwie żołniersko, w całkowitym odróżnieniu od kapitana straży, który z wyraźną ulgą wracał właśnie do swych naglących obowiązków. Wielkolud skłonił się z chrzęstem zbroi, natychmiast rozpoznając szaty przybysza, i bez słowa poprowadził go do środka. Zatrzymał się przy któryś z kolei drzwiach na pierwszym poziomie i gestem zaprosił go do środka.
Wnętrze okazało się małym pokojem, obwieszonym obrazami i zasłanym dywanami. Pośrodku, za obszernym biurkiem, na obitym skórą krześle siedział mężczyzna będący odpowiednikiem wszystkich ludowych wierzeń odnośnie czarowników. Lodowy Lord, można to było poznać po niebieskim kolorze jego szaty, był wysoki, ale jednocześnie tak zgarbiony, że nie było tego widać. Niesamowicie chudy, o trupio bladej cerze, z okularami zatkniętymi na długim nosie, przeglądał jakieś papiery, z widocznym wysiłkiem mrużąc krótkowzroczne oczy.
- Oślepniesz od czytania przy takim świetle – rzucił sucho Thorn, wchodząc do środka.
- A niech mnie… to ty? – jeszcze bardziej zmrużył oczy – co ty tu robisz, do licha?
- Przybyłem objąć dowodzenie nad tym miastem. Przedstawię ci zaraz niezbędne dokumenty i muszę dodać, że Władca Kuźni jest bardzo zaniepokojony obecną sytuacją… z którą najwyraźniej sobie nie radzisz…
- Ja sobie nie radzę? A co ty niby o tym wiesz, hm? – Siedzący Lord zaciągnął za uszy swoje białe włosy. – I dlaczego niby przysłali tu takiego nieudacznika, jak ty?
- Zaraz ci pokażę, kto jest nieudacznikiem, ty mała, oślizgła... – Thorn wybuchnął długo wstrzymywanym śmiechem, szybkim krokiem przeszedł przez pokój i uściskał mocno drugiego Lorda. – Cholera, dobrze cię widzieć, Grassac, przytyłeś.
Czarownik za biurkiem również się zaśmiał, spoglądając na dowódcę swojej gwardii, który całe zajście obserwował z coraz większym zdumieniem. – Przytyję, kiedy ty wypiękniejesz, staruszku. – Tym razem to Thorn się roześmiał. Był dokładnie o dwadzieścia dwa lata młodszy od Grassaca, na którym skóra już wisiała jak na kościotrupie.
- Więc, co cię tu do mnie naprawdę sprowadza, przyjacielu?
- A czy ten człowiek – Thorn obrzucił dowódcę gwardii bacznym spojrzeniem – nie ma czasem jakiś nocnych obowiązków?
- No tak, rozumiem. Darvil, powiadom proszę Altrissę, żeby przygotowała pokój dla mojego gościa. – Olbrzym skłonił się znów bez słowa i wyszedł. – Jest strasznie małomówny, ale nadaję się na swoje stanowisko jak nikt inny.
- Taak, miałem już sposobność poznać innych twoich dowódców.
- Sprawiali jakieś kłopoty?
- Nie, ale pewien kapitan, otwierając mi bramę, sprawiał wrażenie, jakby dopiero co wstał od stołu biesiadnego.
- Ach tak..rozumiem. Widzisz – Grassac gestem zaprosił go, by usiadł naprzeciw. – tutaj dzieje się niewiele, ludzie rozluźniają się na swoich stanowiskach. Przydałby się jeden, niegroźny wypad Stonekinów, wszyscy byliby w stanie gotowości przez co najmniej parę miesięcy. A tak... bezczynność. Moim największym wrogiem, od kiedy zajmuje się tym miastem, jest samo miasto. Nie uwierzysz, ile naglących spraw wymaga codziennie twojej uwagi.
- Widzę jednak, że sobie radzisz – Thorn wskazał brodą na papiery leżące na biurku.
- Staram się.
Na chwilę zapadła cisza, obaj Lordowie zdawali się być pogrążeni w swoich myślach. Starszy gładził jedną rękę drugą, młodszy cicho tupał nogą w wolnym rytmie.
- Stary kazał mi zbadać sytuację… będę tu w ogóle do czegoś potrzebny?
- No wiesz, dla kogoś z twoimi talentami… miałbym parę zadań od ręki. – namiestnik wyszczerzył zęby i zaczął wyliczać na palcach. – Po pierwsze, trzeba wyszorować stajnie, konie zaczęły mi składać petycje w tej sprawie od dwóch tygodni. Po drugie…
- A czy ta wątła świeczka nie przepaliła ci czasem mózgu, kiedy tak namiętnie czytałeś te papiery?
- No dobrze już, żartowałem. Ty, ogniku, prędzej byś mi wywołał pożar w mieście, a to jest ostatnia rzecz jakiej bym teraz pragnął. Nie, wiesz co? Dam ci ze dwa bataliony ciężkiej piechoty i wyślę cię do zamku Carharrow. Bo widzisz, gdy tylko ser Lahn, tamtejszy pan, dowiedział się, że obejmuje rządy w Lorum, w dyrdy przysłał mi tu emisariusza. Dogadaliśmy się raz dwa, on mi przysyła wcale małe wsparcie finansowe, a ja zapewniam mu ochronę. Ostatni transport był jakiś miesiąc temu, posłałem tam batalion piechoty, najwyższy czas zluzować chłopaków. Tak, tak zrobimy.
- Mam więc bawić się w przewodnika dla twoich wojaków? Niech będzie. Daleko ten zamek?
- Odległością się nie martw, to dwa dni marszu, a przecież posuwać się będziesz z tempem piechoty. Nie, na twoim miejscu martwiłbym się tym, ze to na ziemiach Stonekinów.
- Domyślałem się. Nikt nie próbował go przekonać, ze to nie najlepsze miejsce na siedzibę rodową?
- Hah, sam próbowałem. Skurczybyk nie chce o tym słyszeć, chociaż chyba zdaje sobie sprawę z zagrożenia, prosił mnie przecież o pomoc. No dobrze, nie kiwaj się już tak sennie, kończę ględzić. Za drzwiami powinna czekać Altrissa, ona się już tobą zajmie.
- Ładna jest?
- Ani mi się waż – starszy Lord pogroził mu palcem – zbałamucisz mi dziewczynę i pójdziesz sobie w świat, dziękuje bardzo. A ona mi jest tu potrzebna ze sprawnym umysłem i sercem w jednym kawałku.
- No dobrze już, dobrze… gdzie mam się jutro zgłosić?
- Przyślę kogoś po ciebie, idź już. – Grassac machnął mu ręką na pożegnanie i znów pogrążył się w papierach.
Na korytarzu Thorn natknął się na opartą o ścianę, na oko dwudziestokilkuletnią dziewczynę. Usłyszawszy otwierane drzwi, otworzyła oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jestem Altrissa, Lordzie – Skłoniła lekko głowę – polecono mi przygotować dla ciebie komnaty. Zechciej pójść za mną. – Zaprowadziła go na wyższe piętro i przystanęła przy któryś z kolei drzwiach. – To tutaj.
- Dziękuję Altrisso... poczekaj chwilę – dodał szybko, gdy już szykowała się, by odejść. - Martwi mnie nasz namiestnik, wydaje się… zmęczony.
- Lord Grassac ma wiele pracy, jego obowiązki wyczerpują go. Przybyłeś go wesprzeć, prawda? – zapytała, odgarniając z oczu kruczoczarne włosy.
- Tak… postaram się. Dziękuje i dobranoc.
Chwilę potem już leżał w miękkim łóżku na plecach, próbując poukładać to wszystko w głowie. Przeciągnął dłonią po delikatniej kołdrze, wiedząc, że podobnych owoców luksusu nie zazna przez co najmniej dwa dni, o ile ten zameczek Carharrow nie okażę się jakąś dziurą. W końcu zasnął.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2011 01:25 przez Mortis.)
20.02.2011 01:25
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: