Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 4 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na rozstaju
Autor Wiadomość
hekate20 Offline
Inny świat
Użytkownik

Liczba postów: 81
Dołączył: 25-07-2011
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #1
Heart Na rozstaju
A co mi tam Smile

Napisałam kiedyś opowiadanie. W sumie fan-fik i chciałabym się nim z wami podzielić. Pragnę jedynie zaznaczyć, że były to moje początki, ale udostępniam, żeby w "szufladzie" nie leżało.

Nie jest ono może cud, miód i orzeszki, ale daje inne spojrzenie na książkę, którą...

Zresztą zobaczycie sami Tongue

Jest to dopiero pierwszy rozdział z dziewięciu, ale nie będę was zanudzała od razu całością. Smile

To były piękne chwile…
Nigdy nie czułam się tak dobrze w objęciach mężczyzny którego darzyłam tak wielkim uczuciem. Patrzył na mnie tymi swoimi wielkimi czarnymi oczyma a ja jak zahipnotyzowana, gotowa uczynic dla niego wszystko odwzajemniłam delikatny pocałunek.
- O nie!- krzyknęłam - Musze jechać do szkoły, Charlie mnie zabije jak dowie się ze nie było mnie na lekcjach.
-Przepraszam Cię kochanie, ale wiesz ze dzisiaj nie mogę Cię odprowadzić.
-Tak wiem – odparłam odwracając się od okna. - Głupie słońce, mam nadzieje, że kiedyś zajdzie na wieki.
-Ale wtedy nie mógłbym podziwiać twojego piękna przy jego blasku - odpowiedział Edward, całując mnie czule w czoło.
-A ja Twojego - uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ramiona.
Droga do szkoły w Forks niemiłosiernie się dłużyła. Myślami byłam daleko za miastem, na tyle daleko by nie usłyszeć trąbiącego za mną samochodu. Spojrzałam w górę.
„Zielone” - pomyślałam i dodałam gazu. Moja czerwona furgonetka już od dawna „narzekała” na to, że jest stara i, że naszedł jej czas.
Dzień był dzisiaj naprawdę piękny, słońce świeciło nisko nad horyzontem, oplatając promieniami gałęzie drzew. To był chyba jeden z najcieplejszych dni w Forks, jednak ja się nie cieszyłam. Wolałam, gdy Edward był przy mnie, ale niestety nie mógł sobie na to pozwolić. Gdy tylko delikatne promienie słońca muskały jego zimna skóre zaczynał błyszczeć tysiącami diamentów. Ach jaki piękny to widok, piękniejszy niż wszystkie rubiny i szmaragdy tego świata. Świata do którego ja miałam niedługo należeć, świata nocy i braku złudzeń. Niestety mój ukochany był innego zdania. Od samego początku Edward Cullen był przeciwny mojej przemianie, lecz ja nie ustępowałam.
- Czy ty w ogóle wiesz na co się piszesz? Nie chcę żeby Twoja dusza była potępiona! – mówił próbując przekonać mnie do zmiany decyzji.
- A czy ty nie rozumiesz jak bardzo cię kocham? Chce być Twoja już na wieki! Nie zamierzam patrzeć jak się starzeję a Ty jesteś ciągle tak piękny i młody.
Nasze dyskusje nie miały końca. Ja chciałam stać się częścią jego rodziny, a on pragnął, abym pozostała śmiertelniczką. Nie miało to najmniejszego sensu, przecież ja w końcu kiedyś umrę, a on dalej będzie błąkał się od miasta do miasta.
Moje rozmyślania zostały przerwane, gdy dotarłam do szkoły. Miałam dzisiaj egzamin z hiszpańskiego, na który nie byłam dobrze przygotowana i miałam nadzieje, że Edward mi pomoże. Ciekawa byłam co teraz robi. Zastanawianie się nad takimi rzeczami sprawiało mi przyjemność, gdyż zawsze pozostawała między nami nutka tajemnicy. On nie mógł czytać w moich myślach, a ja nie wiedziałam co się z nim dzieje kiedy się nie widujemy. Zawsze w kieszeni istniała pewna alternatywa, mogłam opuścić parę lekcji i spędzić czas z ukochanym, lecz tym razem nie było to wykonalne. Zbliżał się koniec roku szkolnego i miałam masę egzaminów do zaliczenia. Jedynie myślami mogłam być razem z nim, mogłam wtedy tańczyć przy świetle świec słuchając jak spod jego zgrabnych palcy płyną kojące dźwięki muzyki, tak miłej mym uszom. Na wspomnienie granej przez Edwarda na fortepianie kołysanki aż przeszły mnie ciarki.
-Izabella Swan - z melancholii wyrwał mnie dźwięk mojego nazwiska.
-Obecna - odpowiedziałam nauczycielce hiszpańskiego. Kobieta nie była stara, lecz jej zmęczona i spracowana twarz na pierwszy rzut oka, taka się właśnie wydawała.
- Na cały test macie dokładnie sześćdziesiąt minut, mam nadzieje, że dobrze się spiszecie. Powodzenia.
- Och nie… - usłyszałam siedzącego za mną w ławce Mika Newtona, niewysokiego blondyna o chabrowych oczach. Pamiętam jak dwa lata temu zalecał się do mnie, jednak kiedy dowiedział się ze resztę życia zamierzam spędzić z Edwardem, obiektem jego westchnień stała się Jessica. – Co za pech. Dostałem trudniejszy zestaw pytań.
- Nie martw się na pewno sobie poradzisz – rzuciłam na odczepnego i zabrałam się za rozwiązywanie swojego testu.
Dalsza część dnia minęła spokojnie. Podczas przerwy obiadowej usiadłam przy stoliku razem z Jessicą i Mikaem. Wszyscy dokoła rozmawiali o wynikach egzaminu, a ja pogrążona w myślach patrzyłam się w okno.
Nagle coś przykuło moją uwagę. W gęstwinie drzew, niczym zorza polarna migotały drobinki światła. Zerwałam się na równe nogi. W lesie przed szkołą stał Edward! Patrzył się na mnie z ukrycia i szelmowsko uśmiechał. Wszyscy w jadalni spoglądali na mnie jak na wariatkę, kiedy poderwałam się nic nie mówiąc od stolika i wybiegłam ze szkoły.
- Ty głuptasie! – Powiedziałam do chłopaka jednocześnie, rzucając mu się na szyje. – Wiesz co by było gdyby Cię ktoś zobaczył?
- Pomyślałby, że ma omamy wzrokowe. – Zaśmiał się Cullen. Jego biały uśmiech doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Tak z pewnością, a potem byśmy musieli do końca życia uciekać przed Volturi. Raz już Ci się udało, ale to nie znaczy że i drugi raz nam odpuszczą.
- Mi odpuszczą – poprawił mnie Edward.
- Ach, nie chcę się teraz z Tobą sprzeczać. Czemu przyszedłeś?
- Bo pragnąłem Cię zobaczyć – odpowiedział, a jego skóra wciąż błyszczała. Chwyciłam go za dłoń i odeszliśmy głębiej w las. — Wiesz, że nie mogę bez Ciebie żyć.
- Wiem, ja bez Ciebie też nie mogę, ale idź już bo nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty.
Ukochany pocałował mnie na pożegnanie i zanim się obejrzałam już go nie było. Wiedziałam, że gdy wrócę do domu on tam będzie na mnie czekał i będziemy mieli cała noc tylko dla siebie. Prawie całą noc, bo musiałam oczywiście spać, a Edward leżał przy mnie i patrzył jak śnię. Czasami śmiał się ze mnie, kiedy udało mi się coś wybełkotać, a zazwyczaj było to jego imię.
Pragnęliśmy siebie nawzajem, to uczucie było tak silne, że ledwo udawało nam się je powstrzymać. Jednak nie mogliśmy dać się ponieść, bo mój ukochany bał się że może zrobić mi krzywdę. Ja ciągle napierałam i wtedy zaczynały się nasze małe kłótnie, które zazwyczaj kończyły się z nastaniem poranka i dawałam za wygraną. Wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten dzień i to mnie pocieszało.
- Bella! – usłyszałam czyjś glos za sobą. Odwróciłam się na pięcie, tak szybko, że omal nie straciłam równowagi.
- Jacob? Co Ty tu robisz? – ujrzałam, wysokiego Indianina z czarnymi jak węgiel oczyma.
- Pomyślałem, że zobaczę co porabiasz loca. – uśmiechnął się od ucha do ucha. Doskonale sobie zdawał sprawę jak to na mnie działa.
- Właśnie kończę lekcje – żachnęłam, jednak nie miałam zamiaru zostać na dalszych zajęciach.
- To świetnie! Zabiorę Cię na małą przejażdżkę – powiedział Jacob z entuzjazmem, machając kluczykami od motoru.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. – Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu u boku Edwarda, lecz uświadomiłam sobie, że i tak się o tym małym wybryku nie dowie bo przecież nie potrafi czytać mi w myślach, poza tym wrócę do domu na czas. – Okay to gdzie jedziemy?
- Ależ kobiety są zmienne - Roześmiał się Indianin i wręczył mi małą karteczkę.
- Co to jest? – spytałam zdziwiona.
- Mapa skarbów.
- Co takiego? Bawisz się w pirata? A gdzie masz swoją łopatę kapitanie Hook?
- Bardzo śmieszne Bells naprawdę. Jedziemy na plażę w La Push, ale reszty Ci nie powiem.
Od dziecka Jacob mnie zaskakiwał czymś nowym. Był moim najlepszym przyjacielem i zawsze mogłam na nim polegać. Dwa lata temu kiedy Edward wyjechał do Włoch i zostawił mnie samą, to właśnie Jacob był przy mnie i mnie wspierał, ale dopiero wtedy pojawiła się miedzy nami ta wyjątkowa więź. To było coś dziwnego, cos więcej niż przyjaźń. Otaczał mnie promieniem szczęścia i ciepła, a ja jego na swój sposób promieniem miłości. Miłość którą do niego żywiłam nie była oczywiście taka jaką darzyłam Edwarda, była inna, braterska.
Tak naprawdę tylko przy Jacobie mogłam być sobą w końcu znaliśmy się od dzieciństwa, razem lepiliśmy babki z piasku…
Dojechaliśmy srebrnym motorem do granicy Forks i rezerwatu. Plemię Qullietów zamieszkiwało tam od zarania dziejów. Zostawiłam pojazd na poboczu i razem udaliśmy się w głąb lasu.
- Powiesz mi wreszcie dokąd idziemy? – spytałam zmęczona chodzeniem.
-Nie, jeszcze nie. Zresztą spójrz na mapę która Ci dałem. Co widzisz?
Rozłożyłam zmięty kawałek pożółkłego papieru, wyglądał na dość stary.
- Widzę tylko jakieś skały, drzewa i zaznaczony krzyżyk.
- Ach, te baby nie znają się nic a nic na topografii – zaśmiał się przyjaciel. – Trzymasz mapę do góry nogami.
Zawstydziłam się i szybko obróciłam kartkę o sto-osiemdziesiąt stopni.
- Zobacz – wskazał palcem – tutaj masz mój dom, a tutaj klif. Musimy minąć obydwa te miejsca a dojdziemy do celu.
Byłam ciekawa gdzie Jacob mnie prowadzi. Szliśmy i szliśmy bez końca. Przedzieraliśmy się przez krzaki, niższe i wyższe drzewa. Po chwili dotarliśmy do plaży.
- Zaraz będziemy na miejscu Bells - powiedział Jake, rozglądając się dokoła.
- Mam nadzieje. Jestem tak zmęczona, że nogi odmawiają mi już posłuszeństwa.
W okamgnieniu Indianin przemienił się w wielkiego wilka o rudej sierści. Spojrzał na mnie wymownie i wskazał łbem na swój grzbiet. Skołowana złapałam się jego szyi na karku i usiadłam na olbrzymiej bestii jak na koniu wierzchowym.
Wilk ruszył pędem przez plażę. Jego potężne łapy odbijały się z gracją od brzegu . Trzymałam się kurczowo rękami i nogami, żeby nie stracić równowagi. Prawdę mówiąc pierwszy raz dosiadałam Jacoba i sprawiło mi to niewymowną przyjemność, w końcu nigdy wcześniej nie jeździłam na wilku. Moje dłonie wtopione były w delikatną i długa sierść przyjaciela. Czułam jak jego delikatny zapach świdruje w moich nozdrzach.
Mineliśmy wielki klif z którego niegdyś skakali bracia ze sfory. Ze szczytu, z którego kiedyś ja skoczyłam prosto w lodowatą taflę oceanu. Gdy się ocknęłam leżałam na piasku w objęciach chłopaka, który uratował mi życie. Tak, to był Jake to on uratował mnie wtedy, kiedy życie przestało mieć dla mnie jakikolwiek sens.
Wilk nagle się zatrzymał i ponownie zmienił się w człowieka.
- Jesteśmy na miejscu – powiedział radośnie ludzkim głosem.
Staliśmy przed wejściem do wielkiej groty, której nigdy przedtem nie widziałam. Kamienny otwór zasłaniały z jednej strony niewielkie krzaki, z którymi Jake poradził sobie bez trudu.
- Zapraszam panią – Wskazał na wejście, niczym kelner prowadzący klientów do stolika.
- Och jak tu pięknie – wyszeptałam z wrażenia.
Przed oczami ukazało mi się wnętrze jaskini. Wspaniałe stalaktyty i sople lodu zwisały ze stropu. Dokoła przez maleńkie otwory w ścianach przebijały się znikome promienie światła. Naprzeciwko nas rozciągało się niewielkie jezioro z taflą tak czystą i tak spokojną, że bez trudu można było dostrzec w niej każdą niedoskonałość twarzy.
- Robi wrażenie prawda? – spytał Jacob, wprowadzając mnie w głąb czeluści.
- Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego – mówiłam rozmarzona, wpatrując się we wnętrze jak z fotografii.
- Już dawno chciałem Cię tu przyprowadzić tylko jakoś nie było okazji.
Doskonale wiedziałam o co chodzi. Całe dnie przebywałam z Edwardem i jego rodziną. W sumie Jacob też nią dla mnie był, ale nas łączyła zupełnie inna więź, tak przynajmniej myślałam.
- Chodź oprowadzę Cię – powiedział chłopak i wziął mnie za rękę.
Biegaliśmy po jaskini śmiejąc się i ciesząc jak dzieci, nic nie było w stanie powstrzymać mojej radości. Jake zawsze miał takie zwariowane pomysły, wiedział czym mnie zaskoczyć i również tym razem strzelił w dziesiątkę.
- Jestem taka szczęśliwa – powiedziałam do młodego Qullieta, patrząc jak szczerzy zęby w uśmiechu.
- A ja jestem szczęśliwy, że sprawiłem Tobie radość – odparł.
W tym momencie poczułam jego dużą dłoń na swoim policzku. Była tak ciepła, że zapominając o bożym świecie zatopiłam się w nią. Chłopak ujął mój podbródek w taki sposób, że nasze spojrzenia skrzyżowały się. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy przez dłuższą chwilę, może zbyt długą, ale za to jak ważną. W tamtej chwili coś zrozumiałam. Jacob mnie kochał! Ale było już za późno, nasze usta lgnęły ku sobie, aż połączyły się w jedną całość. W tym pocałunku były wszystkie skumulowane emocje, namiętność i pasja, pożądanie i miłość. Przez krótki moment zapomnieliśmy kim jesteśmy. Jego męskie dłonie przeczesywały moje mokre włosy, a usta znalazły się na mojej szyi. Uchwyciłam z powrotem jego spojrzenie i nagle się ocknęłam.
- Jake natychmiast przestańmy! – krzyknęłam – My nie, nie, nie możemy – plątałam się w swoich własnych słowach.
- Przecież nie robimy nic złego Bello – mówił delikatnym i pełnym ciepła tonem.
- Jak to nie? Przecież ja jestem z Edwardem, mamy się niedługo pobrać. – Szukałam jakichkolwiek argumentów, by przemówić chłopakowi do rozsądku.
- Posłuchaj mnie – powiedział tym razem głośniej. – Czekałem na tę chwilę tak długo, nawet nie wiesz ile razy ją sobie wyobrażałem.
- Proszę Cię nie mów mi tego, to nie miało prawa się zdarzyć…
- Kocham Cię Bello.
Te trzy słowa. Właśnie one tak bardzo mnie przytłoczyły. Wiedziałam, że prędzej czy później je usłyszę, ale nie myślałam, że nastąpi to tak szybko.
- Kocham Cię i tylko to się dla mnie liczy.
- Jake, my, my nie możemy być razem. Ja Ciebie też kocham, ale jak brata, jak przyjaciela. To nie jest takie uczucie, jakim Ty mnie darzysz.
Indianin posmutniał.
- Myślałem, że coś nas łączy, ale Ty, Ty wolisz tę swoją pijawkę!
- Edward jest dla mnie całym światem, kocham go nad życie i dlatego nie możemy być razem. Proszę Jacob zrozum to.
- Razem z Twoim sercem i dla mnie słońce zgasło.
- Błagam nie mów tak. – Próbowałam załagodzić sytuację – Jesteś dla mnie ważny i chcę abyśmy dalej się przyjaźnili. – W tym momencie byłam już bliska płaczu.
- Nadzieja, niewierna kochanka złożyła na mych ustach swój ostatni pocałunek Bello.
W tym momencie po policzkach pociekły mi łzy, nie mogłam dłużej znieść jego słów i osunęłam się na pobliski kamień.
- Czemu Ty mi to robisz? Czemu mi to wszyscy robicie?! – krzyczałam przez słone krople. – Nie mogę kochać dwóch osób naraz a mimo to kocham! Nie mam już siły!
Jake podszedł powoli do mnie i położył mi rękę na ramieniu.
- Nie płacz Bello skoro tak Ci na tym zależy to usunę się w cień. Będę patrzył z daleka na Twoje szczęście u jego boku.
To powiedziawszy zmienił się w wilka i wybiegł z jaskini, pozostawiając mnie zupełnie samą w ciemnościach, które właśnie zapadły.

I wanna do bad things with you....
13.12.2011 21:47
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Dolar Offline
Bloodholic

Liczba postów: 258
Dołączył: 13-08-2011
Post: #2
RE: Na rozstaju
Inna sprawa, że końcówka przypomina wycinek z bodajże drugiej albo trzeciej części. Szczegół.

To było po prostu piękne. Zwykle nie czytuję takich powieści, ale Twoje ff urzekło mnie równie jak powieści pani Meyer. Klimat odpowiedni, ale w niektórych miejscach za mało "realny", za bardzo bajkowy. To małe spostrzeżenie, jednak nie ujmuje temu kawałkowi uroku.

No i zauważyłem, że postaci wyrażają się bardziej jak te z telenoweli wenezuelskich niż te ze "Zmierzchu", poza Edwardem, który tu wygląda jakby ten fragment napisała sama Stephanie Meyer.

//Jeżeli chcesz zagrać w Minecrafta na dobrym serwerze, zapraszam pod IP 5.238.147.41 do końca tego tygodnia rano w godzinach 10:00 - 13:00 i codziennie wieczorem od 21:30 do 23:30
//Godziny mogą się zmienić, więcej szczegółów na PW
13.12.2011 21:57
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
hekate20 Offline
Inny świat
Użytkownik

Liczba postów: 81
Dołączył: 25-07-2011
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #3
RE: Na rozstaju
Na początku przypomina końcówkę z "Zaćmienia", ale uwierz mi tak nie jest Smile Wrzucę jeszcze drugi rozdział, to wtedy będzie się wyjaśniało. To co napisałam, jest zupełnie nowe spojrzenie na sagę Smile

Fajnie, że się podoba Smile

I wanna do bad things with you....
13.12.2011 22:19
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Offline
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #4
RE: Na rozstaju
Mi także bardzo przypadło do gustu.
Mam taką zasadę, że ff nie komentuję pod względem błędów.

Ach, Zmierzch, Zmierzch... Tak kochałam tą książkę... A potem krzywa, paskudna gęba Pattinsona i wystające spomiędzy warg królicze zęby Steward wszystko zepsuły...

Czekam niecierpliwie na następną część. Umiesz stworzyć klimacik, moja droga!

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
13.12.2011 22:46
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #5
RE: Na rozstaju
jak już zaznaczałam, jestem osobą, która nie rzuciła "Zmierzchem" o ścianę lub za okno tylko dlatego, że czytałam wersje elektroniczną na moim netbooku. I chociaż francuska klawiatura rzeczonego netbooka mnie nieco irytuje, to jeszcze nie powód, abym go niszczyła przez jeden e-book. No dwa. Porwałam się na czytanie drugiego tomu, ale jakoś nie doczytałam do ostatniej strony. Filmów też nie znam. Jeden zaczęłam oglądać z koleżanką, ale tak nas wciągnął, że zagadałyśmy się na amen po jakimś kwadransie, a potem przyszła koleżanka-solenizantka z winem... Tyle słowem wstępu.

A nie, jeszcze coś. Ledwie zabrałam się za ten komentarz i zdechł mi internet. Jakaś klątwa?


Fabuła


Blah, dawno nie czytałam fanfika do czegoś innego niż Star Trek Deep Space Nine lub Hetalia. Let's try.
Hymmm. 90% tego fanfika nie wnosi nic nowego, a nie na tym polegają fanfiki, aby opisywać wydarzenia z oryginału, ale aby coś dodawać. Tymczasem Bella głównie wspomina tu to co wydarzyło się wcześniej. jak nie wspomina to rozmyśla o tym, że chciałaby być z Edwardem lub cieszy się z tego, że akurat jest z Edwardem. ja rozumiem mormońskie wychowanie, no ale bez przesady. Rozumiem trochę powspominać, ale to stanowi znaczącą część fica. Nawet kogoś takiego jak ja, kto przeczytał jedynie półtorej tomu, takie powtarzanie tego co w tych tomach było po pewnym czasie zaczyna męczyć. tak, wiemy, że Jacob i Bella znali się od dziecka, wiemy, że mu ufała, wiemy, że Ed wyjechał do Włoch... pewne rzeczy są jakby oczywiste i pchanie ich za często w fabułę sprawia, ze czytając nie wiem, czy to bardziej resume książek, czy jednak jakaś nowa historia.

Domyślam się, że celem tego tekstu miało być przedstawienie relacji Jacob - Bella (którą znaliśmy z książki) i jej rozwikłanie (mniemam, że w książce to pozostało jakieś niedopowiedziane). No i to się udało, choć ciągle początek przeważa i w ogólnym rozrachunku jakoś bardziej mi w głowie utknęło to co działo się przed i w szkole, niż to co później. Nie wiem czy w ogóle ta szkoła była tam tak potrzebna. Może jakby mniej miejsca poświęcić takiemu zapychaczowi fabuły, który w sumie niewiele wniósł, a więcej Belli i Jacobowi, to ta dysproporcja mogłaby wypaść bardziej na korzyść zakończenia. Nie wiem jakby to można dokładnie zrobić, ale nawet, jakby pozwolić im o czymś pogadać w drodze do tej jaskini. Nie wiem o czym, o składaniu motorów, o tym co u każdego w domu... no dać im samym więcej miejsca do pokazania tego, ile dla siebie znaczą (a nie, że to jest głównie stwierdzone przez Bellę. Stwierdzone, nie opowiedziane). A oni tylko pogadali na zasadzie coś ci pokażę - ale co - zobaczysz - dobrze - no to chodź. Pasjonująca rozmowa, jak na parę ludzi, która ponoć tyle dla siebie znaczy... ^^"



Cytatologia stosowana

(tym razem podzielona na część literówkową i tą, w której wypływa na wierzch mój dość analityczny sposób patrzenia na świat - czyt. moje poczucie romantyzmu chwili wyżarła chyba kofeina ^^")

part 1 - literówki i tym podobne stwory

Wypowiedzi w dialogach też poprzedzamy wcięciem akapitu.

tymi swoimi wielkimi czarnymi oczyma a ja jak zahipnotyzowana - przecinek przed "a", że tak od święta poczepiam się przecinków, na których się nie wyznaję.
gotowa uczynic dla niego wszystko - Uczynić.
Musze jechać do szkoły - Muszę.
-Przepraszam Cię kochanie, ale wiesz ze dzisiaj nie mogę Cię odprowadzić. - 1. Spacja po myślniku. 2. Zaimków osobowych nie piszemy wielką literą, chyba że piszemy list. No chyba, że on tam kładł jakiś wybitny akcent, o którym powinniśmy wiedzieć. nawet nagrałabym, jakby to mogło brzmieć, ale od wczoraj boli mnie gardło. Kiedy indziej, może.
-Tak wiem - patrz wyżej.
-Ale wtedy nie mógłbym podziwiać - patrz jeszcze wyżej.
-A ja Twojego - patrz wyżej dwa razy.
Dzień był dzisiaj naprawdę piękny - brakujace wcięcie akapitu.
jego zimna skóre - 1. Zimną. 2. Skórę.
Nie chcę żeby Twoja dusza była potępiona! - Zaimek powinien być małą literą.
Chce być Twoja już na wieki! - i jeszcze raz. Plus: chcę.
starzeję a Ty jesteś ciągle tak piękny i młody - i jeszcze jeden raz. I przecinek przed „a”.
palcy płyną kojące dźwięki muzyki - palców
Jedynie myślami mogłam być razem z nim, mogłam wtedy tańczyć przy świetle świec słuchając jak spod jego zgrabnych palcy płyną kojące dźwięki muzyki, tak miłej mym uszom. - rozbiłabym to na dwa zdania.
-Izabella Swan - Brakuje spacji i niech mnie ktoś jakby co poprawi, ale czy bohaterka „Zmierzchu” nie miała przypadkiem na imię Isabella?
mną w ławce Mika Newtona - I czemu Mike nagle dostał jakieś fińskie korzenie i stał się Miką? (to dalej przy odmianie bardziej wychodzi)
- Ty głuptasie! – Powiedziałam do chłopaka - „Powiedziałam” powinno być z małej litery.
Wiesz co by było gdyby Cię - podobnie zaimek osobowy.
wzrokowe. – Zaśmiał się - bez kropki i „zaśmiał” z małej litery.
Raz już Ci się udało - i znowu.
Ach, nie chcę się teraz z Tobą sprzeczać. - i ponownie. Może ja przestanę to cytować? Uznajmy po prostu, że zaimki osobowe poza listami piszemy małą literą.
czekał i będziemy mieli cała noc - Całą.
Ja ciągle napierałam i wtedy zaczynały się nasze małe kłótnie, które zazwyczaj kończyły się z nastaniem poranka i dawałam za wygraną. - Ostatnia część tego zdania nie ma sensu. Tam powinno być raczej coś w stylu "i moim daniem za wygraną"
Wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten dzień i to mnie pocieszało. - jaki dzień? Znaczy się ja wiem jaki, ale to nie wynika w sumie z tekstu.
ujrzałam, wysokiego Indianina z czarnymi jak węgiel oczyma. - 1. „ujrzałam” z wielkiej litery. 2. Po co ten przecinek tam 3. ej! to się niemal rymuje xD może lepiej daj „oczami”, żeby rymu nie było.
- Pomyślałem, że zobaczę co porabiasz loca. - Dałabym to „loca” kursywą, bo tak dziwnie wygląda. jak ktoś zna tę odrobinę hiszpańskiego (czyt. zna chociażby niegdysiejszy hit Rickyego Martina), to się skapnie o co loto. A jak nie zna, to będzie miał WTF. jak dla mnie to to loca tu może znaczyć także LOCA - Loss Of Coolant Accident (to oficjalny skrót xD).
coś dziwnego, cos więcej niż przyjaźń - Coś.
kartkę o sto-osiemdziesiąt stopni. - Po co ten myślnik?
od brzegu . Trzymałam - Nadliczbowa spacja.
Moje dłonie wtopione były w delikatną i długa sierść przyjaciela - Długą
panią – Wskazał - Kropka po „panią”
Całe dnie przebywałam z Edwardem i jego rodziną. W sumie Jacob też nią dla mnie był, ale nas łączyła zupełnie inna więź, tak przynajmniej myślałam. - A z tego wynika trochę, jakby dla belli Jacob też trochę był rodziną Edwarda. Obawiam się, że obaj poczuliby się tym bardzo urażeni xD
że zapominając o bożym świecie zatopiłam się w nią. - Dziwnie to zatapianie się brzmi, jak dla mnie.
Przecież nie robimy nic złego Bello - Przecinek przed „Bello”
- Kocham Cię Bello. - Tu również.
- Razem z Twoim sercem i dla mnie słońce zgasło. - Nie rozumiem po co to „i” tam.


Part 2 - czyli z Maršy wychodzi inżynier z małym kawałkiem fizyka i innych takich

Głupie słońce, mam nadzieje, że kiedyś zajdzie na wieki - To niestety wywoła zaburzenia pola magnetycznego ziemi, a co za tym idzie promieniowanie kosmiczne dotrze do troposfery i tak dalej. Kocham romantyczną niedbałość o geografię, fizykę, astrofizykę i takie tam <3
„Zielone” - pomyślałam i dodałam gazu. - Mam nadzieję, że wcześniej zaczęła zdejmować nogę ze sprzęgła, bo o ile pamiętam ta furgonetka nie miała automatu ^^"
Ach jaki piękny to widok, piękniejszy niż wszystkie rubiny i szmaragdy tego świata. Świata do którego ja miałam niedługo należeć, świata nocy i braku złudzeń. - czy mi się wydaje, że ona zaczęła od jednego świata a skończyła na drugim? Poza tym czemu rubiny i szmaragdy miałyby należeć tylko do jednego z tych światów?
Nie miało to najmniejszego sensu, przecież ja w końcu kiedyś umrę, a on dalej będzie błąkał się od miasta do miasta. - To, że ona stanie się wampirem akurat nie będzie miało i tak wpływu na błąkanie się. Będą robili to razem.
Wszyscy dokoła rozmawiali o wynikach egzaminu, - ledwo napisali, a już nawet nie o samym teście, a o wynikach mówią? Szybka nauczycielka.
niczym zorza polarna migotały drobinki światła. - Zorza polarna wygląda jednak cokolwiek inaczej.
odpowiedział, a jego skóra wciąż błyszczała. - No to trochę oczywiste. Trochę to sugeruje jakby od jego słów mogły pojawiać się chmury.
pierwszy raz dosiadałam Jacoba i sprawiło mi to niewymowną przyjemność - Sorry, ale to brzmi... xD no... no... lol xD
Moje dłonie wtopione były w delikatną i długa sierść przyjaciela - Skoro one się wtopiły, to to trąci makabrą... jaka tam musiała być temperatura.
Wilk nagle się zatrzymał i ponownie zmienił się w człowieka. - cały czas z nią na plecach? tak wynika z tego zdania.
Jacob mnie kochał! Ale było już za późno, nasze usta lgnęły ku sobie, aż połączyły się w jedną całość. - x___X było za późno na to żeby on ją kochał, bo się właśnie całowali?

š = sz
14.12.2011 19:33
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
habitet Offline
Connie Habitet
Użytkownik

Liczba postów: 9
Dołączył: 10-03-2012
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #6
RE: Na rozstaju
Wciągnęło mnie to tak, że nawet nie patrzyłam na żadne błędy. Po prostu czytałam i muszę Ci powiedzieć, że jest boskie. Czasami takie dość dziwne, a chwilami tak zabawne "Głupie słońce, mam nadzieję, że zajdzie na wieki". Na początku pomyślałam sobie "Łał, może jakaś fajna komedia romantyczna, która aż się prosi o przeczytanie?", a tu nagle: Edward, Charlie, czerwona furgonetka. Zmierzch. Zaczęłam się zastanawiać, czy dalej czytać. W sumie, nawet nie wiem, czy to bardzo przypomina Zmierzch, bo przemykałam po tej książce między linijkami i czytałam tylko pierwszą część. Ale jest fajne Grin
13.03.2012 21:57
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: