Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 4 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nekromancja praktyczna
Autor Wiadomość
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Nekromancja praktyczna
Ot, ostatnimi czasy, nudząc się bardzo, zkleciłem takie właśnie cuś. Patrzę na to, patrzę i nie wiem co myśleć. Napisałem to zupełnie innym stylem niż zwykle, nie wiem, czy dobrze wyszło. Dobrze byłoby to od was usłyszeć Grin

Zapadał zmierzch, pierwsze gwiazdy pojawiały się na niebie. Dzienne zwierzęta powoli ustępowały nocnym, zewsząd rozbrzmiewał rosnący w siłę chór świerszczy. Mieszkańcy wsi Skowroniec , znużeni całodniową pracą, wracali do domów lub, co zrobiła spora część z nich, odwiedzali małą karczmę. Bez wątpienia celem pokonwersowania, pośmiania się i ugaszenia narastającego przez cały dzień pragnienia. W dowolnej kolejności, względnie wszystko jednocześnie.
Sama gospoda, stojąca w centrum wioski, była dość biedna. Jedna główna sala wystarczyła może na upchnięcie dwudziestki klientów, pod warunkiem, że część z nich będzie piła na stojąco. Było jednak czysto, pajęczyny nie walały się pod powałę, kurz nie zalegał na wszystkim. Było nędznie, ale schludnie. Rozpalony w kominku ogień hulał wesoło, oświetlając stojące najbliżej dwa zsunięte razem stoły. Siedziała przy nich reprezentacja wioskowej młodzieży, w liczbie pół tuzina chłopców i trzech dziewczyn w wystarczającym wieku, aby pić piwo, ale jeszcze za młodym, by mieć własne rodziny. Pozostałą część klienteli stawili dobrani w kilkuosobowe grupki mężczyźni, którzy wyglądali, jakby wypowiedzieli wojnę na wyniszczenie wszystkim trunkom świata, z twardym postanowieniem, że pokoju nigdy nie zawrą.
Rozgadane i pijące towarzystwo nie zwróciło więc nawet uwagi na siedzącego w ciemnym kącie chłopaka, dorównującego wiekiem młodzieńczej kampanii przy kominku. On sam też starał się tej uwagi nie przyciągać. Pospiesznie jadł udko z kurczaka w sposób prosty, acz skuteczny, dzierżąc je oburącz i odrywane co jakiś czas kawałki dopełniając chlebem. Siedział przy tym odwrócony plecami do reszty towarzystwa, co nie przeszkadzało mu w rzucaniu co chwila ukradkowych spojrzeń na pozostałą część sali.
Jeden z pijących na umór chłopów, tęgi i wąsaty moczymorda, właśnie osiągnął szczyt swoich możliwości i, żeby ktoś przypadkiem tego nie przeoczył, z donośnym hukiem zwalił się z zajmowanej przez siebie ławki. Reszta sali, z towarzyszami nieszczęśnika na czele, skomentowała to głośnym śmiechem. Nikt więc nie patrzył na drzwi, przez którymi właśnie wkraczali zbrojni z przepaskami Straży Świątynnej na prawym ramieniu. Zauważył to jedynie jedzący kurczaka młodzieniec, który niezwłocznie jeszcze bardziej wcisnął się w otaczającą go ciemność.
Dopiero gdy trzeci i zarazem ostatni z wchodzących z trzaskiem zamknął za sobą drzwi, uwaga gawędzi skupiła się na nowoprzybyłych. Ucichły rozmowy, radosna atmosfera prysła w mgnieniu oka.
Prowadzący strażników mężczyzna rozsiadł się za najbliższym stołem, gestem wzywając do siebie karczmarza. Ten ostatni zjawił się wręcz w podskokach, śmiało mogących iść w zawody z sarnimi, przecząc jednocześnie wszelkim mniemaniom o typowej ponoć dla ludzi otyłych opieszałości. Grube paluchy nerwowo wycierał w szmatę, pochylając się nad wzywającym go mężczyzną.
Siedzący w kącie chłopak nie mógł dosłyszeć, o czym mówią i właśnie w chwili, kiedy znów miał podnieść do ust swoje wciąż niedojedzone udko, karczmarz wyprostował się, odwrócił i pokazał palcem prosto na niego.
- O, tam siedzi taki – dodał, jakby niepewny jasności uczynionego przed chwilą gestu.
Młodzieniec zerwał się na równe nogi , upuszczając kurczaka na talerz i rzucił się nie do drzwi, które przecież były zablokowane przez tamtych. Zaczął mocować się z umieszczonym dwa kroki od niego oknem. Nie miał jednak wiele szczęścia, gdyż gdy tylko stara okiennica puściła, jakaś ręka owinęła się wokół jego pasa i z mocą szarpnęła, skutkiem czego próbujący uciekać został posadzony przy ławce zajętej przez straż.
- Proszę, proszę, proszę… kogóż my tu mamy, któż tu do nas wpadł, w nasze czułe i kochające ramiona. Sam Ravenmer, za którym, patrzcie państwo, zupełnym przypadkiem gonimy. Nie uleciałeś daleko, ptaszku.
Dowódca zaśmiał się krótko, szczerząc pożółkłe zęby. Miał niesłychanie parszywą gębę, usianą krostami i zarośniętą. Patrząc na oblicza pozostałych, można by rzecz, że strategię awansu poprzez upodabnianie się do przełożonego mają opanowaną do perfekcji.
- A ty czego tu jeszcze stoisz? – warknął na karczmarza młodszy z karierowiczów – W dyrdy do kuchni i naszykować jedzenie, wyciągaj co tam masz najlepszego.
- I przy okazji przynieś też talerz tego ptaszka, tak szybko chciał ulecieć, że o jedzeniu zapomniał – wtrącił ze śmiechem ten starszy, bardziej nawet zarośnięty od zwierzchnika.
- Tym bardziej, że tam, gdzie jedziemy, nieprędko go nakarmią – dodał ten ostatni.
Właściciel zajazdu w pędy ruszył zrealizować zamówienie, zaszywając się w kuchni. Zamiast niego więc dziewka służebna przeniosła niedojedzonego kurczaka.
- Jedz, jedz, Ravenmer – zachęcił dowódca, gdy tylko uszczypnięta w pośladek dziewczyna uciekła do kuchni. – Do Targeu daleka droga.
Młodzieniec drżącymi rękoma podniósł do ust swoje udko, które, nawiasem mówiąc, zupełnie straciło dla niego smak. Zimny pot lał mu się plecach, wymyślał naprędce najróżniejsze, dzikie i fantastyczne wręcz fortele. Wszystko to jednak były mrzonki. Sztylet, który wyjął starszy z podkomendnych i używał do czyszczenia paznokci, wyraźnie mu mówił, że lepiej nie próbować. Siedzieć cicho, jeść i czekać. A przede wszystkim - nie dawać pozoru ani okazji, by go bili. Jak powszechnie było wiadomo, Straż Świątynna nie tylko miała ciężką rękę, ale również chętnie i często robiła z niej użytek.
Ravenmer, co tu dużo mówić, lat miał dwadzieścia i zdążył się już przekonać o zasłużonej reputacji katów i okrutników, jakiej doczekała się straż. Kiedyś, jak zwykle zamyślony wałęsając się po mieście, zupełnym przypadkiem wpadł na idącego w przeciwnym kierunku kapłana. Blada twarz tego ostatniego w mig poczerwieniała z wściekłości, upodabniając się tym samym do nosa – czerwonego, ale od picia. Pech chciał, że kiedy Ravenmer zdał sobie sprawę z tego co zrobił i obrócił się, by zrobić stosowny użytek z nóg, znów na kogoś wpadł. W odróżnieniu od pierwszego wpadnięcia, kiedy to zderzył się z dość miękkim, płóciennym materiałem, tym razem był to twardy, skórzany kaftan. A ręce, które go pochwyciły wkrótce potem, do delikatnych również nie należały.
Z zamyślenia młodzieńca wyrwał skrzyp kolejny raz już otwieranych drzwi. A do karczmy wszedł zwykły, najzwyklejszy dziad. Wyglądał po prostu jak łapserdak, taki, co to chodzi i żyje z tego, co mu bliźni w jałmużnie podarują. Częściej zresztą po to, aby wreszcie sobie poszedł, niźli z miłosierdzia.
Podpierając się długim kijem, dokuśtykał do najbliższego stołu, tego, przy którym obozowała straż. Dopiero, gdy się zbliżył, Ravenmer zauważył, że dziadyga nie jest wcale taki stary. Myliły zgarbione plecy, włosy gęsto przeprószone siwizną, trzęsące się ręce i nogi, wreszcie kuśtykanie i podpieranie się kijem. Nie mógł mieć jednak więcej niż czwarty krzyżyk na karku. Dziad stanął przed dowódcą strażników, opierając się o swój kostur.
- Niechaj łaska bogów nigdy was nie opuszcza – przemówił dość chrapliwie.
- Czego? – warknął młodszy. – Poszedł won, stare próchno, zanim cię obijem.
- Zostaw, Tavrik. – Machnął ręką dowódca. – Jak przyszedł to niech gada, może i co ciekawego z tego będzie.
- Co tu dużo mówić, łaskawy panie. – Zaczął dziadyga, wciąż stojąc – Złe czasy nastały, bardzo złe.
- Bo kiedyś były lepsze… - mruknął strażnik nazwany Tavrikiem.
- Zostaw, mówiłem… a ty gadaj, stary, to może i jakaś nieobgryziona kość ci się dostanie.
- Zali mówię, ze złe czasy nastały. Bardzo, bardzo złe. – Jego słowa przybrały na sile, rozochocił się widocznie obiecaną nagrodą. – Hyrkańczycy panoszą się, coraz bardziej rozzuchwaleni, tylko patrzeć, jak sforsują wreszcie którąś z twierdz pogranicza, a wtedy biada nam, biada. Mówią, że dzicy to, nie ludzie. Z tygrysami się pono parzą, stąd taka w nich siła. Ludzie gadają, jakoby nawet jeździli na tych bestiach, niby na koniach! Oj, zaprawdę…
- Co ty nam, dziadzie jeden, za pierdoły opowiadasz? – Znów nie wytrzymał młodszy – Na tygrysach jeżdżą? Rżną się z nimi? Co ty za…
- Tavrik, psiamać, mówiłem ci coś. – Walnął w ręką stół dowódca – Idź lepiej do kuchni, zobacz, jak tam nasze żarcie.
- A ty gadaj – rzucił do dziada, kiedy Tavrik wstał i odszedł, klnąc pod nosem zupełnie na przeciw temu, co głosi świątynia, której przecież był strażnikiem.
Niespodziewanie dla wszystkich, może oprócz Ravenmera, który poznał się już na podstępie i tylko czekał sposobności, wędrowny łapserdak zaatakował. Szybkim ciosem kija posłał na podłogę dowódcę, w tym czasie Ravenmer trzasnął swoim talerzem w twarz tego zarośniętego i rzucił się do ucieczki za odwracającym się już Ryukiem. Rysy twarzy tego ostatniego zaczęły się już rozmazywać, zmieniając swój kształt na normalny. Również włosy w znacznej mierze stały się rude. A trzęsące się ręce i chwiejące się nogi zniknęły w mgnieniu oka.
Nim któryś ze strażników zdążył się podnieść, obaj z Ryukiem byli już na zewnątrz. Trzasnęły zamknięte w biegu drzwi, a uciekinierzy dopadli koni przywiązanych nieopodal, zapewne należących właśnie do prześladowców.
Chwalić odwieczne w straży olewactwo, pomyślał Ravenmer, bez problemu uwalniając niedbale przywiązanego wierzchowca. Obaj, z niedawnym staruszkiem na czele, wsadzili koniom pięty w słabizny i pomknęli w noc. Chłopak zdążył jeszcze kątem oka dostrzec wylatujących z karczmy mężczyzn, zanim porwał go galop.

Hot dziewczynki topless
I chłopcy z kaloryferami też
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2011 22:32 przez Mortis.)
12.10.2011 22:32
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #2
RE: Nekromancja praktyczna
Co ma wspólnego? Póki co nic, ale nie wszystko od razu. W ogóle dziekuje za skomentowanie, nie spodziewalem sie, ze nastapi to juz nastepnego dnia tak wczesnie Smile
Co do "zali" to bylem przekonany, ze znaczy "przeciez"... hm, my bad, sprawdzone, zanotowane w glowie, wiecej sie nie powtorzy.
Nie wiem czy bedzie jakas kontynuacja, postawilem tutaj w duzej mierze na humor wypowiedzi i opisow, z czym chyba nie bardzo utrafilem. Jesio raz dzienki za komenta

Hot dziewczynki topless
I chłopcy z kaloryferami też
13.10.2011 05:49
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Vipera Offline
Słodka żmija
*

Liczba postów: 778
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #3
RE: Nekromancja praktyczna
Cytat:Sama gospoda, stojąca w centrum wioski, była dość biedna.
Wydaje mi się, że to zdanie moznaby ułożyć inaczej, aby wywalić wtrącenie. Wyglądałoby ładniej i na pewno lepiej by się czytało.

"Gospoda stojąca w centrum wioski była dość biedna."

Cytat:Jedna główna sala wystarczyła może na upchnięcie dwudziestki klientów, pod warunkiem, że część z nich będzie piła na stojąco.
To jest w sumie zbędne.
Cytat:Sama gospoda, stojąca w centrum wioski, była dość biedna. Jedna główna sala wystarczyła może na upchnięcie dwudziestki klientów, pod warunkiem, że część z nich będzie piła na stojąco. Było jednak czysto, pajęczyny nie walały się pod powałę, kurz nie zalegał na wszystkim. Było nędznie, ale schludnie.
Wiadomo o co chodzi Blink

Cytat:On sam też starał się tej uwagi nie przyciągać.
A może "starał się nie przyciągać wzroku"?. Tak, żeby nie było powtórzenia.

Cytat:Reszta sali, z towarzyszami nieszczęśnika na czele, skomentowała to głośnym śmiechem.
Powtórzenie - z jakies 2 zdania wcześniej było.
Cytat:Nikt więc nie patrzył na drzwi, przez którymi właśnie wkraczali zbrojni z przepaskami Straży Świątynnej na prawym ramieniu
które

Cytat:Zauważył to jedynie jedzący kurczaka młodzieniec, który niezwłocznie jeszcze bardziej wcisnął się w otaczającą go ciemność.
To zdanie mi trochę nie pasuje. Możnaby wywalić "jedzący kurczaka" bo domyslam się, że wszyscy wiedzą o kogo chodzi i bez tego. Ponadto powtórzenie "który", oczywiście też można wymienić na inne słowo. I to "jeszcze bardziej" mi zgrzyta.

Cytat:Ten ostatni zjawił się wręcz w podskokach, śmiało mogących iść w zawody z sarnimi, przecząc jednocześnie wszelkim mniemaniom o typowej ponoć dla ludzi otyłych opieszałości.
Iść na zawody? lub rywalizować?
Wydaje mi się, że pogrubione powinno być zaznaczone jako wtrącenie, a więc brakuje przecinków.

Cytat:Nie miał jednak wiele szczęścia, gdyż gdy tylko stara okiennica puściła, jakaś ręka owinęła się wokół jego pasa i z mocą szarpnęła, skutkiem czego próbujący uciekać został posadzony przy ławce zajętej przez straż.
To 'gdyż' mi się tam nie podoba. Możnaby po ' szczęścia' dac kropkę, a kolejne zdanie zacząc po prostu od 'gdy'.

Cytat:Szybkim ciosem kija posłał na podłogę dowódcę, w tym czasie Ravenmer trzasnął swoim talerzem w twarz tego zarośniętego i rzucił się do ucieczki za odwracającym się już Ryukiem. Rysy twarzy tego ostatniego zaczęły się już rozmazywać, zmieniając swój kształt na normalny.



Przeczytałam twój komentarz wyżej i mocno się rozczarowałam.
Na miniaturę mi to starnowczo nie pasuje, także mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy.
Zaciekawiłeś mnie tym chłopakiem od udka z kurczaka. Wydawał mi się kims ważnym w całym opowiadaniu, jak nie główną postacią.
Podobało mi się, że opsy były dość rozbudowane, a nie krótkie i liche jak w niektórych tekstach, które tu czytałam. Za to oczywiście masz plus.
Popracowałabym jednak trochę nad dialogami. Niektóre były dobre, jednak bywały i takie, które... coż...jakieś takie niepasowały do sytuacji.
Błędy, błędy... wypisałam chyba wszystko co znalazłam, jednak pewna nie jestem.
Czekam na dalszy ciąg - o ile będzie Blink
Weny życzę!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2011 16:06 przez Vipera.)
13.10.2011 11:33
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
h.r.a.B.i.a
Niezarejestrowany

 
Post: #4
RE: Nekromancja praktyczna
Cytat:[...]- Zali mówię[...]

Zali oznacza Ale.
Natomiast Zali Wżdy oznacza Ale Dlaczego...
Ghoster trafił w sedno.
Tyle z mojej strony. Mam nadzieję że to Nekromantka będzie panować nad światemBlink
Czekam na ciąg dalszy.
13.10.2011 14:14
      Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,618
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #5
RE: Nekromancja praktyczna
(13.10.2011 14:14)h.r.a.B.i.a napisał(a):  
Cytat:[...]- Zali mówię[...]

Zali oznacza Ale.
Zali oznacza "czy".

Miagarvina
109 641
<klik>
13.10.2011 19:30
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #6
RE: Nekromancja praktyczna
Cytaty


„wsi Skowroniec , znużeni całodniową pracą,” - nadliczbowa spacja.
„Młodzieniec zerwał się na równe nogi , upuszczając kurczaka” - i jeszcze jedna
„i rzucił się nie do drzwi, które przecież były zablokowane przez tamtych.” - Brakuje jakiegoś „ale do”.
„A do karczmy wszedł zwykły”- Bez tego „A”

Przemyślenia

Napisane to jest całkiem przyjemnie, choć ja nie wiem, gdzie ten humor, na który stawiałeś był. ^^" Zdarzyło się kilka fajnych, zabawnych momentów, ale za mało tego było, aby przerobić ten tekst na krótką komedyjkę. Niemniej czytało się przyjemnie. Fajnie operowałeś tu językiem. Wypowiedzi bohaterów bardzo pasowały do realiów tekstu. Mam tu namyśli dobór słów w nich użytych :)
Podpisuję się pod tym, co już tu mówiono, że jako krótka forma jest to raczej takie przypadkowe. Jakby ktoś wyrwał kilka stron z książki i uznał, że od teraz będą one osobną historią. Rozważyłabym na twoim miejscu rozwinięcie tego. :) No chyba, że uznasz to za wprawkę literacką w pisaniu tego typu scen, a nie konkretne opowiadanie i tyle :) Albo wykorzystasz to jako scenę w czymś zupełnie innym xD

š = sz
10.12.2011 13:02
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 159
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #7
RE: Nekromancja praktyczna
Właściwie to miał być pierwszy rozdział opowiadania... i mam gdzieś niedokończony drugi rozdział. Ogólnie mam coś takiego, że chciałbym napisać powieść o nekromancie, ale szaleńczo mi się wręcz nie chce pisać długich szkoleń w stylu "from zero to superhero". Nie wiem, jak mi sie bedzie chcialo to dokoncze drugi rozdzial i go wstawie, we will see.

Dzieki za komenta

Hot dziewczynki topless
I chłopcy z kaloryferami też
10.12.2011 13:29
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #8
RE: Nekromancja praktyczna
A kto karze pisać takiego od kołyski? Zawsze można wskoczyć w środek zaraz przed jakimś wydarzeniem, a ewentualną przeszłość ujawniać stopniowo przez spotykanie go z jakimiś ludźmi z przeszłości, własne wspomnienia itd Tongue

š = sz
10.12.2011 13:34
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kanterial Online
Flynn Lives
Użytkownik

Liczba postów: 331
Dołączył: 26-11-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #9
RE: Nekromancja praktyczna
Ot tak sobie weszłam na forum, kliknęłam "fantastykę" (bo przyznać się muszę, że wyłącznie z nudów) i pierwszy lepszy tytuł. A tu... zdziwienie. Bo wciągnął. Nie, żebym miała cokolwiek do całej reszty, ale uważam się za czytelnika dość... Hmm, jakby to określić? Wymagającego? Wysmakowanego? Chyba nie. Jestem po prostu bardzo sztywna, jeśli chodzi o upodobania. A ten tekst w nie trafił... I nie musiałam męczyć się, żeby go dokończyć ^^. To wielka zaleta, dla mnie przynajmniej.

Jeśli chodzi o błędy, to co ja mogę powiedzieć? Nawet, jeślibym coś znalazła, to pewnie zostało już dokładnie wypisane wyżej... A stylu poprawiać nie będę, choćbym chciała, bo to właśnie nadaje tekstowi charakter. Kończąc, podobało mi się. I chętnie przeczytałabym ciąg dalszy.

I jeszcze tylko... Ryuk? Czyżby od Shinigami Ryuuk'a? Grin Wybacz, musiałam spytać, bo rzuciło mi się w oczy O..O

[Obrazek: 4444.gif]
"No oczywiście, że wolałbym biznes klasę. Ale mi to w sumie obojętne, to nie ja będę musiał kłaść się na podłodze, to nie po mnie będą deptać..."
10.12.2011 20:29
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #10
RE: Nekromancja praktyczna
(10.12.2011 20:29)Kanterial napisał(a):  I jeszcze tylko... Ryuk? Czyżby od Shinigami Ryuuk'a? :D Wybacz, musiałam spytać, bo rzuciło mi się w oczy O..O
Miałam to samo skojarzenie xD

š = sz
10.12.2011 20:35
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: