RE: Ostatnia Cela
Po prostu, to banda wariatów. Dlatego atmosfera jest radosna. Chodziło o respekt, już to poprawiłem. Co do "Zielonej Milii", to właśnie ta książka mnie zainspirowała do napisania czegoś takiego.
Pozdrowienia z nicości
Charakterystyczną cechą Ostatniej Celi było również to, że jej lokatorzy nigdy nie wiedzieli, która jest godzina. W pomieszczeniu nie było zegara, a i pory posiłków nie bywały regularne. W zasięgu wzroku nie było także okna, dzięki któremu można by było mieć jako takie rozeznanie w kwestii pory dnia. Jedynym źródłem światła była lampa, zależnie od potrzeby zapalana lub gaszona przez więźniów, których życie płynęło zupełnie poza czasem. Było po prostu jednostajnym strumieniem. Bez świadomości upływających dni, godzin i minut. Czas w tym miejscu stanął, zupełnie jakby chciał przyjrzeć się ludziom, dla których nic nie znaczył. Których zupełnie nie obchodził. Którzy wręcz go ignorowali. A może to było coś innego? Może skazańcy po prostu zespolili się z czasem i akceptując jego nieubłagalny upływ pozostawali z nim w harmonii?
- Czy to niesamowite?
Wszystkie głowy zwróciły się w stronę Felixa. Oczekiwali, że skoro przerwał spokojną ciszę nocą, to przynajmniej miał ku temu jakiś istotny powód.
Nie zanosiło się na to. Felix po prostu lubił mówić, a tu wreszcie miał nieustępliwą publikę, której mógł wygłaszać swoje poglądy.
- Czy to nie cudowne? W każdej chwili mogą nas stąd wywołać na spotkanie ze śmiercią. -
Blondyn wyglądał tak, jakby upajał się swoimi słowami. - Czy to nie pokazuje dobitnie, jak życie jest ulotne?
- Nazwałbym to raczej cholernie wkurzającym.
Jerome, siedzący obok skrzywił się zauważalnie i popatrzył na Felixa wzrokiem zarezerwowanym dla największych głupców i idiotów, których nie brak na tym świecie.
Chyba jako jedyny w tej celi nie był pogodzony ze swoim losem. Co z tego, że znalazł się w ostatnim bastionie żywych miłośników śmierci? On chciał jeszcze żyć. Miał za sobą zaledwie dwadzieścia pięć lat życia i wcale mu się nie spieszyło do jego zakończenia. Poprzez pobyt w tej celi stracił tyle możliwości! Tyle uroków życia mu umykało!
Felix spojrzał na niego bystrymi oczyma. Zauważył już, że ten człowiek jest jego skrajną odwrotnością. Negatywem. I w przeciwieństwie do Simona, nie mają żadnej płaszczyzny, na której mogliby się porozumieć.
- Życie jest ulotne - powtórzył, patrząc kpiąco na Jerome. - Dlatego trzeba z niego korzystać, każdego dnia. Zapominając przy tym o przeszłości i nie zastanawiając się nad przyszłością. Wszyscy to wiemy.
Zastanowił się, poczym nagle roześmiał się głośno, ironicznie.
- Oczywiście tylko my wszyscy obecni. Bo reszta to ciemnoty, które pozwalają się ograniczać, a tych wolnych, swobodnych i naprawdę niezależnych od nikogo, nazywają przestępcami.
- Lub wariatami. - Cichy głos Paula dokończył myśl blondyna.
Wszyscy spojrzeli na niego. Nie było tajemnicą, że wcześniej działał ze swoim wspólnikiem. Lecz jego towarzysz - Christopher - podczas procesu został uznany za niepoczytalnego i umieszczono go w psychiatryku, mimo jego sprzeciwów.
W ciszy dało się słyszeć wyraźne skrzypnięcie drzwi - zwiastun śmierci. Skazańcy popatrzyli w napięciu na zmęczoną twarz strażnika. Co uważniejsi wiedzieli, że to oznacza dużo procesów. Dużo więźniów. Dużo skazanych. Wywołano pięć osób. Pozostali zaniepokoili się.
- Nikogo nowego?
Twarz strażnika napięła się.
- Nie dla was - powiedział krótko - do Studni.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, celę opanował gwar podnieconych głosów. Weterani kiwali głowami, patrząc przed siebie wyrażali współczucie temu, kto został skazany na Studnię, a nowi koniecznie chcieli wiedzieć czym ona jest.
W końcu Paul, zarządziwszy spokój, usiadł wygodnie i zaczął wyjaśnienia.
- Studnia jest specjalną celą. Trafiają tam ludzie, którzy popełnili podobne wykroczenia jak my, ale którzy - zdaniem sędziów - nie zasługują nawet na szybką śmierć. Skazańcy zostają tam zamknięci… już do końca życia.
Czarnowłosy zawiesił głos, zamyślony, po czym podjął przerwany wątek.
- Nie różniłoby to się od kary dożywocia, gdyby nie jeden znaczący fakt. Studnia to właściwie izolatka. Zamknięta w niej osoba już nigdy nie zobaczy drugiego człowieka. Nigdy już nie usłyszy ludzkiego głosu. Zostanie sama w ciszy i ciemności, dopóki nie umrze. Po jakimś czasie ludzie tam wariują. Tracą głos i wzrok. Ciał poprzednich więźniów nie zabiera się stamtąd, nowi muszą więc siedzieć wśród kruszejących kości. Niezbyt przyjemna sprawa. - Zmienił ton głosu na bardziej suchy, rzeczowy. - Zastanawiam się, kogo tam wepchnęli.
Wszyscy bezradnie popatrzyli na miejsce, któro jeszcze wczoraj zajmował Simon. On, jako jedyny miał kontakty ze strażnikami i wiedział o wszystkim, co działo się w więzieniu. Teraz go nie było…
- Ktokolwiek to jest, współczuje mu - zakończył Paul.
Przez kolejne dni więźniowie starali się dowiedzieć czegoś o nowym skazańcu, lecz na próżno.
Tylko raz, jeden ze strażników rzucił im te słowa:
“On jest gorszy nawet od was.”
- Chciałbym go poznać - skwitował spokojnie Jerome.
Plotki zaczęły powoli docierać i tu, przynosząc strzępki informacji. Podobno chodziło o wymordowanie całej swojej rodziny. Bez litości, bez sumienia… Ale czy można wierzyć plotkom?
Felix zaniepokoił się.
Więźniowie odchodzili, a on dalej tkwił w celi, chociaż wyrok miał być wykonany szybko.
Ktoś mógłby pomyśleć, że powinien raczej cieszyć się z odwlekania kary, lecz tak nie było. Dziwny niepokój, każdego dnia większy, dławił go i odbierał mu opanowanie, z jakim inni czekali na starą przyjaciółkę - śmierć.
<Dlaczego?>
Ktoś szeptał. Cicho i nieustępliwie.
<Ty, który chciałeś być wolny…>
Naprawdę ktoś tu jest?
<Dlaczego masz słuchać innych?>
Kątem oka złowił błysk metalu. Ostry odłamek od ramy jednego z łóżek.
<Na zawsze… Na zawsze wolny… Nikt nie będzie ci dyktował jak masz żyć. Ani tym bardziej… jak umrzeć.>
Powoli, bardzo powoli Felix podniósł odłamek.
Właściwie, dlaczego nie?
<Ostatnie słowo należy do ciebie.>
Ciął. Zrobił to odrobinę zbyt mocno. Krew popłynęła obfitym strumieniem. Syknął z bólu, narzędzie wypadło mu z ręku. Wszyscy spali. Nikt nie zwrócił uwagi. Nikt nie wiedział, że następnego dnia będzie ich mniej. Oprócz jednej osoby…
Paul płynnym ruchem podniósł upuszczony przedmiot.
Blondyn spłoszył się. Czy on chce go powstrzymać? Jeśli podniesie alarm, nie dokończy dzieła… Czarnowłosy nie zamierzał jednak mu przerywać. Wręcz przeciwnie. Ujął długą dłoń chłopaka i szybkim, pewnym ruchem przejechał po niej ostrzem.
Gładka, czysta rana w niczym nie przypominała tej drugiej, niewprawnej. Obyło się bez bólu.
Felix popatrzył na Paula z wdzięcznością. W ciemności jego twarz była ledwo widoczna i to głównie przez swoją dziwną bladość.
Krew płynęła, szybko zgodnie z rytmem bicia serca. Blondyn uśmiechnął się.
- Pozdrowienia z nicości, Paul.
Nie powiedział już nic więcej. Jego życie gasło powoli. Paul spojrzał w nieruchome oczy chłopaka. Zamknął oczy, kryjąc smutek, do którego nie miał prawa.
Simon… Felix… kto będzie następny?
Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
|