Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 5 Głosów - 3.4 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pierwszy Krąg
Autor Wiadomość
Ghar'Amel Offline
Złoty Róg Obfitości
*

Liczba postów: 406
Dołączył: 24-02-2011
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #1
Pierwszy Krąg
I. Spotkanie Pierwszego Kręgu
- To zaszło już za daleko. Niebo pozwala sobie zsyłać na ziemię coraz więcej błogosławionych. Wiecie do czego to doprowadzi? - warknął Lucyfer.
Złote loki kaskadami spływały po jego plecach delikatnie przysłaniając czarne skrzydła. Przejrzyste, ciemne oczy wpatrywały się w siedzących przed nim ludzi z wściekłością. Przymknął powieki i odetchnął głęboko, nakazując sobie zachowanie spokoju.
Mężczyzna siedzący po jego prawej stronie odchrząknął cicho, dając znać, że chciałby coś powiedzieć. Lucyfer machnął ręką, a mężczyzna wstał. Omiótł salę spojrzeniem bladoniebieskiego oka i delikatnie skinął głową na znak pozdrowienia.
- Oczywiście, że zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji, Lucyferze, ale ty sam dobrze wiesz do czego doprowadzi zsyłanie większej liczby demonów na ziemię. Nie chcemy wojny z Niebem - oznajmił krzyżując ręce na piersi.
Na jego twarz padło światło. Srebrne włosy opadały na jego twarz, przysłaniając jego prawe oko. Nie był starym człowiekiem.
- Dlaczego? Liczba mieszkańców Nieba znacznie zmniejszyła się w tym stuleciu. Powinniśmy uderzyć!- wykrzyknął niski mężczyzna. Właściwie chłopiec. Ile mógł mieć lat? Piętnaście?
Rysy jego twarzy wykrzywiła furia, ale i tak można było dostrzec ich szlachetność. Czarne włosy miał krótko ostrzyżone. Lucyfer westchnął cicho i rzucił mu karcące spojrzenie.
- Kain, Kain, Kain. Jesteś pewien, że chcesz wojny z Niebem? Łącznie ze wszystkimi jej konsekwencjami? - spytał cicho Lucyfer. Kain bojowniczo wysunął do przodu podbródek. Był gotów, by bronić swoich racji.
- Oczywiście! - krzyknął rozdrażniony.
Postawa Upadłych doprowadzała go do furii. Jego zdaniem nie robili nic. Siedzieli w swoim Piekle i czekali na dusze, które zboczyły ze ścieżki światła. Na dusze takie jak on.
- Spekulacje. Plotki. Naprawdę wierzysz w te bzdury, Kain? Myślisz, iż On pozwoliłby, żeby takie informacje panoszyły się po całym Piekle? By wiedziała o tym zwykła zbłąkana dusza? Gdyby rzeczywiście tak było. To wyobraź sobie, jakie informacje miałby Pierwszy Krąg o Niebie? Czasem pomyśl, zanim coś powiesz, dzieciaku - warknął srebrnowłosy.
Lucyfer ponownie westchnął, tym razem odrobinę głośniej. Kain otworzył usta, by coś powiedzieć, ale przeszkodził mu ktoś inny.
- Wojna z Niebem to najgłupsza decyzja, jaką moglibyśmy podjąć. Nie możemy przebywać zbyt długo na ziemi pod prawdziwą postacią. Utracilibyśmy większość energii. Anioły mogą bez ograniczeń przebywać na powierzchni. Są do tego przystosowane. My też byliśmy, ale po kilkuset tysiącleciach ta umiejętność ewoluowała w inne, bardziej przydatne pod ziemią. Dlatego zamilcz. Kto wpuścił na zebranie Pierwszego Kręgu, zwykłą duszę, Lucyferze? Żądam wyjaśnień - oznajmił czarnowłosy mężczyzna siedzący obok niebieskookiego.
Lucyfer poruszył się niespokojnie, jakby w obawie przed odpowiedzią.
- Ty żądasz, Semyazza? - spytał szaro włosy z kpiącym uśmiechem na ustach.
- Tak, żądam. Czyżbyś miał z tym jakiś problem, Abbadon? - warknął.
Na jego twarz padło piekielne światło. Kruczoczarne włosy opadały mu swobodnie na ramiona, barwą zlewając się ze skrzydłami o tej samej barwie. Jego oczy były mlecznobiałe. Źrenice miały delikatny szary kolor, odcinając się od bieli tęczówek.
- Oczywiście, że nie. Gdzieżbym śmiał? - spytał kpiąco Abbadon.
- Może wróćmy do spraw istotnych. Plany pozabijania się nawzajem, będziecie musieli przełożyć na kiedy indziej - powiedział spokojnie Lucyfer w porę łagodząc sytuację. Semyazza dumnie uniósł głowę i zwrócił swój wzrok na Lucyfera.
- Możemy kontynuować - oznajmił ze stoickim spokojem. Lucyfer rzucił ponaglające spojrzenie Abbadonowi.
- Kontynuujmy - powiedział niechętnie.
Widać było, że chciał dokończyć dyskusję z Semyazzą. Ale na tym by się nie skończyło. To było pewne dla każdej osoby zgromadzonej w tej sali.
- Nie jestem zwykłą duszą! Jestem.. - zaczął Kain.
- Oczywiście. Jesteś Kain syn Adama i Ewy pierwszych ludzi. Pierwszy morderca. Fascynujące, ale mało kogo to obchodzi w tej chwili - przerwał mu Abbadon z szyderczym uśmiechem. Kain posłał mu nienawistne spojrzenie.
- Słowa, słowa, słowa. Są tylko grą. Wróćmy do głównego problemu. Belzebub? Jakie masz zdanie? - spytał uprzejmie Lucyfer. Anioł siedzący w kącie prychnął lekceważąco. Jego twarz ukrywał mrok.
- Wojna jest najlepszym rozwiązaniem. Należy zmielić Anioły na gwiezdny pył - warknął Belzebub. Kain zerwał się z miejsca i energicznie pokiwał głową.
- Oczywiście! Wojna to JEDYNE słuszne wyjście z naszej sytuacji! - wykrzyknął z zapałem.
Abbadon skrzywił się. Odgarnął włosy z prawego oka ukazując długą, białą bliznę ciągnącą się od brwi, aż do żuchwy.
- Jesteś pewien? - spytał cicho.
Kain przyglądał się oszpeconej twarzy, lecz po chwili odwrócił wzrok. Abbadon zasłonił prawą część swojej twarzy włosami i roześmiał się głośno. Lucyfer westchnął i klasnął w dłonie.
- To koniec spotkania. Resztę omówimy kiedy indziej. Jestem już zmęczony waszymi kłótniami - oznajmił Lucyfer spokojnym głosem. Wszyscy zaczęli powoli i z ociąganiem opuszczać salę.
- Żegnaj Panie Nocy i Mroku - oznajmił Kain wychodząc. Jako zwykła dusza, miał obowiązek zwracać się tak do każdego napotkanego Serafa.
- Semyazza, ty zostań - powiedział .Anioł niechętnie zawrócił. Kiedy drzwi zamknęły się, Semyazza zwrócił się do Lucyfera.
- Tak? To musi być ważne, w przeciwnym wypadku powiedziałbyś przy wszystkich - powiedział spokojnie. Lucyfer uśmiechnął się promiennie.
- Owszem. Udasz się na ziemię, by przeciągnąć jak najwięcej Widzących i innych bękartów nocy na naszą stronę - oznajmił z anielskim uśmiechem.
- Chcesz wypowiedzieć wojnę Niebu? - spytał ani na moment nie tracąc opanowania.
- Uwierz mi, Semyazza. Trzeba być gotowym na wszystko.

Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2011 10:49 przez Ghar'Amel.)
01.05.2011 08:11
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
czarownica
Niezarejestrowany

 
Post: #2
RE: Pierwszy Krąg
jego plechach - nie wiem czy to literówka ale jakoś nie znam tego wyrazu

Srebrne włosy opadały na jego twarz, przysłaniając jego prawe oko. - tego drugiego można się pozbyć.

Ogólnie tekst ciekawy, trochę przypomina mi bajkę ale dobrze mi się czytało
01.05.2011 21:55
      Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,614
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #3
RE: Pierwszy Krąg
co rzuciło sie w oczy patrząc na ogół - wielokropki mają - jak nazwa wskazuje - kropek trzy, a nieładnie, kiedy komentarze do dialogów ograniczają się do samej mowy (powiedział, spytał, krzyknął, wyszpetał). Amen.
reszta jutro, bo teraz tylkgo ogladałam, nie czytałam.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2011 22:12 przez Sylar.)
01.05.2011 22:11
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Amon Offline
niewinne brokuły
Użytkownik

Liczba postów: 477
Dołączył: 17-06-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #4
RE: Pierwszy Krąg
(01.05.2011 21:55)czarownica napisał(a):  jego plechach - nie wiem czy to literówka ale jakoś nie znam tego wyrazu
Nie? A istnieje: plecha «tkanka plechowców, niezróżnicowana na korzeń, łodygę i liście» (Słownik Języka Polskiego PWN).
01.05.2011 22:57
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Liszka
Niezarejestrowany

 
Post: #5
RE: Pierwszy Krąg
Zacznę bardzo optymistycznie, bo widzę bardzo liszkowe tematy. A mianowicie aniołów i upadłych oraz demony. Cała ta zgraja i jeszcze paru świętych mieszka od pewnego czasu z Liszką i robią dużo hałasu. Niekiedy zdarza się im także powiedzieć coś zabawnego. Albo dziwnego, chociaż w tej drugiej kategorii Liszki nie wyprzedzą. A już na pewno nie od momentu, kiedy poszłam spać z Asmodeuszem. Zresztą mniejsza o to, bo znowu zaczynam się rozpisywać. Tytułem wstępu powiem, że angelologia (ładne słowo, nie?) to dość niewdzięczna nauka, ponieważ nic się tam nie zgadza. Można tylko siedzieć nad książkami i dumać "co by było gdyby", co jest, swoją drogą, bardzo dobrym zajęciem. Inna sprawa, że niejaka Liszka planowała dalekie podróże w celu zbierania materiałów. Spotkało się to z takim komentarzem ze strony liszkowego kuzyna "I co ty chcesz niby zrobić? Zadzwonisz do "Trójki" i wygrasz wycieczkę do Raju z przystojnym cherubinem jako przewodnikiem? Po diabły ci to. Choć lepiej do "Lonii" [nazwa pubu], poobserwujesz sobie wieczorne życie." I tak powstała jedna ze scen z moich opowiadań, ale na nie przyjdzie czas. Teraz zaś do rzeczy. Zacznę od tego co jest, a potem przejdę do tego, czego nie ma, a być powinno.
Cytat:- To zaszło już za daleko. Niebo pozwala sobie zsyłać na ziemię coraz więcej błogosławionych. Wiecie, do czego to doprowadzi? - warknął Lucyfer.

Drobna refleksja, która mi zajęła sporo mocy obliczeniowej liszkowego mózgu swego czasu: jeśli piszesz opowiadanie, bądź powieść, w którym akcja dzieje się poza Ziemią jako planetą lub wymiarem, to powinieneś zapisać jej nazwę wielką literą. A potem iść konsekwentnie i pisać "Niebo" oraz "Piekło". Inaczej czytelnik nie będzie od razu wiedział, czy masz na myśli planetę (bądź sferę), czy glebę, taką doniczkową. Piszę "powinieneś" bo teoretycznie pisarza nic nie ogranicza. Jednak ja powtórzę słowa, których autora już nawet nie pamiętam: "Będziesz mógł polemizować z gramatyką kiedy coś wydasz.". To samo tyczy się pozostałych trzech Wielkich i Szanownych Pań: Pani Interpunkcji, Pani Ortografii i Pani Logiki.
Znajomy profesor tak kiedyś Liszce rzekł: "Opowiadanie i każda inna forma prozy musi zaczynać się jakąś sceną. Gdybyś kręciła film, to ta scena byłaby pierwszym kadrem, zbliżeniem. W "Drużynie Pierścienia" masz sielski Shire, "Mistrz i Małgorzata' rozpoczyna się na Patriarszych Prudach. Ty możesz zacząć nawet tak:
- Laboga! - krzyknęła Maryna, kopiąc ziemniaki.
Ale jakoś zacząć musisz."
Z tego długiego wywodu wynika, że najlepiej jest, gdy zaczynasz konkretną sceną, która daje czytelnikowi wyobrażenie o miejscu akcji. Bo przecież nikt ziemniaków nie będzie w warszawskim apartamentowcu kopał...
Cytat: Złote loki kaskadami spływały po jego plechach delikatnie przysłaniając czarne skrzydła.
W tym momencie Liszka uśmiecha się, choć nie powinna. Plecha to ciało glonów jest. Albo czegoś podobnego, nie słuchałam na lekcji.
Cytat: Mężczyzna siedzący po jego prawej stronie odchrząknął cicho, dając znać, że chciałby coś powiedzieć. Lucyfer machnął ręką, a mężczyzna wstał.

Powtórzenie i do tego dość pospolite, jeśli wolno mi się tak wyrazić.
Cytat:Omiótł salę spojrzeniem bladoniebieskiego [color=#4B0082]oka i delikatnie skinął głową na znak pozdrowienia.
Nie znam Twoich bohaterów, a taki opis każe mi podejrzewać, że ten konkretny ma tylko jedno oko. Jeśli tak jest, powinieneś to w jakiś sposób zaznaczyć. Inaczej przez następną część tekstu ktoś z liszkowym uporem będzie szukał odpowiedzi na to, o co chodzi z tym okiem.
Cytat:- Oczywiście, że zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji, Lucyferze, ale ty sam dobrze wiesz, do czego doprowadzi zsyłanie większej liczby demonów na [/color]. Nie chcemy wojny z Niebem - oznajmił krzyżując ręce na piersi.
Co oprócz niekonsekwencji, o której pisałam wcześniej rzuca mi się w oczy? Sposób wypowiedzi postaci, który jest bardzo drętwy, żeby nie powiedzieć "sztuczny". Parę zdań wcześniej Lucyfer używa dokładnie tego samego sformułowania. Zakładam, że jest to jakieś ważne zebranie w tym Piekle i nastroje są podminowane. Ja jakoś nie widzę w tym wszystkim miejsca na pełne odpowiedzi rodem z podręczników od języka angielskiego. "Yes, I eat breakfast every day".
Cytat:Na jego twarz padło światło. Srebrne włosy opadały na jego twarz, przysłaniając jego prawe oko. Nie był starym człowiekiem.
Strasznie dużo tutaj powtórzeń. Oraz coś, co nie do końca jest powtórzeniem, ale "gryzie się". Dwa słowa "padało" i "opadały" stojące tak blisko siebie zupełnie psują estetykę tekstu. Ale to jeszcze nic w stosunku do tego, co zaraz napiszę.
Powiedz mi, proszę, jak się ma ostatnie zdanie do dwóch poprzednich? Myślałam nad tym dobre trzy minuty i jedyne skojarzenie miałam z Geraltem z Rivii. Gdzieś tam autor wspomina o tym, że Biały Wilk miał siwe włosy nie ze starości, lecz w wyniku mutacji. Ale to, co Ty napisałeś przypomina mi raczej notatkę dla autora, pomysł do rozwinięcia.
Cytat:- Kain, Kain, Kain. Jesteś pewien, że chcesz wojny z Niebem? Łącznie ze wszystkimi jej konsekwencjami? - spytał cicho Lucyfer. Kain bojowniczo wysunął do przodu podbródek. Był gotów, by bronić swoich racji.
W tym momencie przestałam rozumieć Lucyfera. Jakiś, za przeproszeniem, szczyl mu podskakuje, a ten na spokojnie sobie wzdycha i karcące spojrzenia po cichu rzuca. Nie wiem już, kto miał złote, a kto srebrne włosy, bo właśnie dowiedziałam się, że Kaim był brunetem.
Cytat: Postawa Upadłych doprowadzała go do furii. Jego zdaniem nie robili nic. Siedzieli w swoim Piekle i czekali na dusze, które zboczyły ze ścieżki światła. Na dusze takie, jak on.
Wiesz, co Liszka tu widzi? Liszka tu widzi, że autor chciał pokazać, co sobie jego bohater myśli i poszedł na łatwiznę. A tak nie wolno. Chyba, że jakiś zmęczony życiem, liszkowy anioł, czy inna pani Radomska usiądzie sobie w kuchni i zacznie rozmyślać. Wtedy można spokojnie zapisać te myśli w takiej postaci, w jakiej są tutaj. W innym wypadku takim rozwiązaniom mówimy stanowcze niet! Zadanie autora polega na tym, żeby tak opisać postać, żeby czytelnik sam domyślił się jej poglądów i stanowiska w dyskusji.
Cytat:Żądam wyjaśnień - oznajmił czarnowłosy mężczyzna siedzący obok niebieskookiego.
Przeczytaj to sobie na głos i powiedz Liszce, co zauważyłeś. Przecież to śmiesznie brzmi nawet. Jak zagadka: Czarnowłosy siedzi obok niebieskookiego, jakiego koloru sweter dostał Gabriel na zeszłą Gwiazdkę?
Dalej już cytować nie będę, bo błędy się powtarzają, a ja lubię być jedyna taka Liszka we Wszechświecie. Ale to nie znaczy, że nie mam uwag:
1. Nie odmieniasz imion. Powinno być "Abbadonie", odmianę tego skomplikowanego imienia na "S" sobie wymyśl i się jej trzymaj.
2. Spacja i znaki interpunkcyjne zaczynają wariować jeszcze bardziej.
3. Bohaterowie mówią do czytelnika. Tu zatrzymam się na dłużej. Mam takie wrażenie, że oni zajmują się własną akcją, robią coś, gadają sobie, aż nagle patrzą - ktoś im się przygląda. Widzą taką Liszkę i zaczynają udawać, że zachowują się normalnie, ale chcą się przy tym popisać i tłumaczą wszystko, dając możliwość odgadnięcia dalszej fabuły.
4. OPISYInterjection Nie ma tutaj żadnych opisów, które byłby logiczne od A do Z. Liszka nie ma pojęcia, gdzie znajdują się zgromadzeni, jak reagują, czy nikt przypadkiem sobie nie ziewa, ani nawet kim oni są. Bo załóżmy, że chcesz Liszce pokazać zupełnie nową wizję Nieba i Piekła. Na przykład taką, w której Wąż był dobry, Stwórca zły i teraz Lucyfer razem z garstką aniołów musi bronić prawdy, która do niego dotarła, gdy Adam spróbował owocu z Drzewa Poznania. Pierwsze znaki o tym powinny być już na początku. Coś, co naprowadzi Liszkę na trop i wciągnie bez reszty.

A teraz w kwestii nieco bardziej merytorycznej.
Nie dowiedziałam się z tego tekstu niczego, co miałoby mnie powstrzymać przed odłożeniem książki i zabraniem się do czegoś innego. Ot, parę osób o najróżniejszych kolorach oczu i włosów wypowiada wojnę Niebu. Nic nowego, szczerze mówiąc. I taka jest brutalna prawda. Mój początkowy optymizm wyparował, co nie znaczy, że nie będę czytać następnych części. Wręcz przeciwnie - czekam na nie z niecierpliwością, żeby zobaczyć, czy odrobiłeś pracę domową.
Jako zemstę za tą ocenę możesz wyżyć się na liszkowym opowiadaniu, które pojawi się niebawem, czyli wtedy, gdy Liszka zbierze się, żeby je wstawić.
01.05.2011 23:13
      Odpowiedz cytując ten post
czarownica
Niezarejestrowany

 
Post: #6
RE: Pierwszy Krąg
(01.05.2011 22:57)Amon napisał(a):  
(01.05.2011 21:55)czarownica napisał(a):  jego plechach - nie wiem czy to literówka ale jakoś nie znam tego wyrazu
Nie? A istnieje: plecha «tkanka plechowców, niezróżnicowana na korzeń, łodygę i liście» (Słownik Języka Polskiego PWN).

- tak tylko chodziło mi o znaczenie tego wyrazu w tekście, wydaje mi się, że chodziło o plecy.A i dobrze poznać znaczenie wyrazu Smile
02.05.2011 07:25
      Odpowiedz cytując ten post
Ghar'Amel Offline
Złoty Róg Obfitości
*

Liczba postów: 406
Dołączył: 24-02-2011
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #7
RE: Pierwszy Krąg
Owszem chodziło o plecy. Drobna literówka, która została już poprawiona.
Droga Liszko. Jestem pod wrażeniem długości twojego komentarza. Cóż, nigdy nie skupiam się na opisach, to taki mój nawyk, którego ni jak nie mogę się wyzbyć. Postaram się to poprawić w kolejnych częściach.

Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
02.05.2011 10:49
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,614
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #8
RE: Pierwszy Krąg
1. Przecinków brakuje czasem.
2. Spacji brakuje czasem, a czasem jest ich zbyt wiele.
3. Narracja w dialogach ogranicza się praktycznie do 'powiedział, zapytał' etc, mało gestów, mało emocji.
4. Wielokropek ma trzy kropki.
5. Powtórzenia, głównie imion zwracały uwagę.

Styl, mimo kilku potknięć, ładny, nawet bardzo. Tematyka jako ogół pospolita, ale jak na razie czysta.
04.05.2011 11:20
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Ellfie
Niezarejestrowany

 
Post: #9
RE: Pierwszy Krąg
No cóż. Czytałam to z siedzącą obok koleżanką, co mnie trochę rozpraszało. Jednak doszłam, co i jak, i mogę komentować. Na błędy nie zwracałam większej uwagi, jednak jedna rzecz rzuciła mi się w oczy. Wyłapałam, że gdzieś postawiłeś spację przed kropką! Wrr. Udręka dla moich oczu, serio. Jestem strasznie na to uczulona i wszystkim zwracałam uwagę, więc tym możesz się aż tak nie przejmować, ale jak następnym razem to wyłapię... Bój się Tongue Tak więc treść... Do fantastyki często nie zaglądam, jednak czasami coś mnie do niej ciągnie. Nawet cieszę się, że tu zajrzałam, bo tekst nawet mi się podobał. Szybko się czytało, nawet fajnie, lecz czasami błędy mi przeszkadzały. Ale ogólnie nie jest źle! Smile
06.05.2011 13:25
      Odpowiedz cytując ten post
Ghar'Amel Offline
Złoty Róg Obfitości
*

Liczba postów: 406
Dołączył: 24-02-2011
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #10
RE: Pierwszy Krąg
Dziękuję za komentarze. Błędy postaram się poprawić.

2.Błąd
Anioł niemal biegł korytarzem. Z uśmiechem na twarzy mijał kolejne drzwi i zakręty, by dojść do celu. Nie mógł uwierzyć, że to właśnie on został wybrany do wypełnienia misji. I to nie byle jakiej. Sam Archanioł Gabriel mówił, iż to naprawdę ważne. A on, przecież był tylko zwykłym Aniołem. Nie należał do żadnego chóru! Zatrzymał się przed ogromnymi, białymi drzwiami pokrytymi rzeźbami, które przedstawiały historię Aniołów jeszcze sprzed czasów Upadku. Niepewnie otworzył je i wszedł do środka.
Znajdował się w ogromnej sali o błękitnych ścianach. Dopiero po chwili Anioł uświadomił sobie, że to co wziął za ściany, w rzeczywistości było ogromnym oknami. Na środku stał olbrzymi, pozłacany tron, a na nim siedział starzec.
Anioł niepewnie podszedł do tronu. Jego kroki echem odbijały się, kiedy stąpał po marmurowej posadzce. Tuż przed tronem zatrzymał się i uklęknął.
- Panie Nocy i Dnia, Stworzenia i Zniszczenia, Królu Niebios i Podziemi, Władco Słońca i Świata, przyjmij pokorne powitanie od Twego wiernego sługi - wyrecytował jednym tchem. Wstał, ale bał się spojrzeć na twarz Boga. Cały czas pochylał głowę i wpatrywał się w podłogę.
- Witaj, Abel - powiedział Bóg. - Spójrz na mnie Aniele. Nie musisz obawiać się swego pana - dodał po chwili.
Jego głos był niezwykle głęboki i przyciągający. Można spokojnie powiedzieć, iż hipnotyzował i zniewalał umysły samym brzmieniem. Abel niepewnie podniósł wzrok i spojrzała w oczy starca o barwie złota i niemal od razu w nich utonął. W źrenicach można było dostrzec wydarzenia z minionych epok.
Anioł odwrócił wzrok zdając sobie sprawę z hipnotyzującego spojrzenia. Spojrzał na swoje odbicie w szybie. Czarna grzywka opadała na jasne czoło, niemal przysłaniając oczy w kształcie migdałów i kolorze czystego nieba. Białe skrzydła miał złożone, ich końcówki delikatnie muskały podłogę.
- Wzywałeś mnie, panie - powiedział cicho ponownie patrząc na swoje buty.
- Owszem. Mam dla ciebie misję. O czym zapewne powiadomił cię Gabriel - oznajmił Bóg spokojnie. Aniołowi wydawało się, że Stworzyciel waży słowa i cały czas analizuje jego zachowanie oraz reakcję.
- Nie przeczę, panie. Jednakże nie wiem na czym ona polega - odpowiedział Abel. Niepewnie podniósł wzrok starając się, by hipotetyczne spojrzenie Boga kompletnie go nie otumaniło.
- Bo sam nie nie wie - odpowiedział Stworzyciel z delikatnym uśmiechem na wargach. Abel uniósł brwi. - Gabriel nie jest dostatecznie ważny. Żaden Seraf nie zna wytycznych. Tylko ty możesz wypełnić to zadanie - dodał. Anioł zmarszczył brwi przypatrując się władcy z powątpieniem.
- Nie rozumiem, panie - odrzekł cicho. Bóg roześmiał się głośno.
- Gdyby nie ta pokora w twoim głosie, mógłbym pomylić cię z Kainem. Jesteście tak niezwykle do siebie podobni - powiedział cały czas chichocząc. Abel patrzył na niego z niedowierzeniem. Podobny?
- Panie, nie sądzę, żebyś wzywał mnie do siebie, by dyskutować o moim podobieństwie do Kaina - powiedział ważąc słowa. Nie chciał go urazić swoją śmiałością.
- Ależ tak. Wybacz, zboczyłem z tematu. Ale cały czas nie mogę nie dziwić się widząc wasze podobieństwo - oznajmił kręcąc głową. Abel spojrzał na niego ze zdziwieniem. I to był Stwórca? Ta doskonała i nieomylna istota?
- Panie… - zaczął.
- Udasz się do Piekła na specjalną audiencję do Pierwszego Kręgu - przerwał mu Bóg donośnym głos. Szok zerwał maskę spokoju z twarzy Anioła. Jego myśli szaleńczo pędziły do przodu.
- To samobójstwo! Jeszcze żaden Anioł nie wrócił z Piekła! Jedynie Mojżeszowi to się udało! - wykrzyknął rozzłoszczony. Bóg obrzucił go karcącym spojrzeniem.
- Nie ty decydujesz, lecz ja. Udasz się na to spotkanie bez różnicy, czy będę musiał strącić cię tam osobiście, czy pójdziesz dobrowolnie - warknął. Cała łagodność zniknęła z jego twarzy. Wstał ze swojego złotego tronu. W sali zerwał się silny wiatr, który powalił Anioła na ziemię.
- Panie! - wykrzyknął zrozpaczony, kiedy w podłodze pojawiła się wyrwa.
- Nigdy nie sprzeciwiaj się słowom pana - oznajmił spokojnie sadowiąc się na tronie. Wszystko ucichło, a wyrwa zniknęła. Abel leżał na podłodze bojąc się chociaż drgnąć.
- Wybacz, panie. Wypełnię tę misję, bylebyś był zadowolony ze swojego sługi - powiedział cicho. Bóg zaśmiał się cicho.
- Boisz się, Abel? - spytał szeptem, kiedy Anioł nie odpowiedział, Bóg roześmiał się głośno. - To dobrze. Prawdziwy władca winien budzić nie miłość, lecz strach. Opuść tę salę. Jutro masz być w Piekle - zakończył. Abel podniósł się.
- Oczywiście Panie Nocy i Dnia, Stworzenia i Zniszczenia, Królu Niebios i Podziemi, Władco Słońca i Świata, przyjmij pokorne pożegnanie od Twego wiernego sługi - powiedział cicho. Odwrócił się i jak najszybciej opuścił pomieszczenie wychodząc na chwiejnych nogach.
Serce biło mu szybko oszalałe z przerażenia. Abel zatrzymał się na chwilę i spojrzał na jedno z luster wiszących na ścianach. Coś się w nim zmieniło. Jego oczy pociemniały i barwą przypominały niebo przed nadchodzącą burzą. Zrozumiał.

Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
06.05.2011 17:40
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: