RE: Postrzeganie rzeczywistości, myślenie...
A myślałam, że tylko mi książki mózg wypaczyły o.0 Ostatnio właśnie się złapałam na tym, że będą wśród ludzi analizuję ich wypowiedzi, tworząc dialogi właśnie w stylu "skrzywiła się z niesmakiem, a po chwili wybuchnęła głośnym śmiechem szaleńca". Czasem nawet, pisząc w takich sytuacjach, przekładam to do opowiadań. No i swoje myślenie też, zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy więcej piszę, to nie dość, że słyszę swoje słowa w myślach - wcześniej je układając - to jeszcze myślę o tym, jak poruszam ręką, czy że jedno oko mam bardziej przymknięte, a bluzka pogięła mi się na plecach. Chociażby teraz ^^ Jak się nad tym zastanowić, i jak się już jest tego świadomym, to wygląda to jak umilanie życia poprzez tworzenie z niego fikcji. Czasem jednak, zwłaszcza pisząc jak najbardziej lubię, czyli "pod wpływem", a jeszcze niech wtedy ktoś do mnie coś mówi/pisze na gg, to nazajutrz się zastanawiam, co z wczorajszego wieczora było wytworem wyobraźni, a co zdarzyło się naprawdę, skoro wszystko w pamięci zapisuje się w postaci opisów i dialogów, które przy wspomnieniach widzę na białej stronie z bezbłędnym zapisem, nawet z odróżnieniem wielkich liter i pauz. Ostatnio mnie to uratowało w sądzie, kiedy zamiast skupiać się na niemiłej sytuacji, kartkowałam swoje wspomnienia i "czytałam" je sędzinie. Tak niemiłe wspomnienia odsunęłam do szuflady podpisanej nawet nie moim nazwiskiem i czasem mam chwile, kiedy wydaje mi się, że to wcale się nie działo, tylko to sobie wyobraziłam. Przerażające to jest czasem, zwłaszcza, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie do końca jesteś sobą, bo po co być nudną sobą, kiedy można być ciekawszą Sobą, prawda? W sumie to dzięki takiej analizie świata i przetworzenia rzeczywistości na pisaną prozę, zdałam wczoraj egzamin. Wstydu niemało się najadłam, przy tym powodując u pana magistra czerwień na twarzy, bo przez każde ćwiczenia z nim wyobrażałam sobie jaki to jest och i ach, co wczoraj mi wypomniał, pokazując w swoim kajeciku zapisek przy moim nazwisku "duży plus za maślane oczka" i gapiąc się na mnie wzrokiem i uśmiechem, który roztopiłby niejeden lodowiec. (A potem poszła plota, że zdałam po znajomości... ale co z tego, przecież to wszystko tylko bajka... o.0).
Co do gadania ze sobą... Jak mieszkałam jeszcze z koleżanką to co chwila miała ze mnie śmiechu-warte, bo zaczynałam konwersować ze Sobą. Teraz rzadziej, ale w myślach ciągle, głównie analizując co dziś zrobię, gdzie pójdę, a jeśli pójdę, to jakich słów będę musiała użyć, żeby ładnie zabrzmiało, żebym wypadła lepiej przy profesorze niż przy kolegach, żebym nie palnęła głupoty, a może i użyła jakiegoś ładnego słowa, i żeby zakodować w głowie, że rozmawiając z tym, mogę mówić swobodnie, ale przy tym trzeba być poważnym i zagrać inną rolę.
Co do myślenia po angielsku, toż to przecież fajne jest i ćwiczy język ^^ Gorzej jak nagle ktoś się do Ciebie odezwie ^^
/// się rozpisałam ^^
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2012 13:10 przez Sylar.)
|