Praca olimpijska z tamtego roku. Będzie wrzucana w częściach. Może podzielicie się radami, które pomogą napisać pracę w tym roku
I Wstęp
Lalka od zarania dziejów frapowała ludzkość swoją istotą, odnalazła się w religijnych wierzeniach (kult voodoo), podążała za człowiekiem do świata zmarłych (starożytny Egipt). Była jedną z pierwszych zabawek, jakimi bawił się nasz praprzodek i utrzymała swoją pozycję po dziś dzień, bo również teraz niewielu potrafi wyobrazić sobie pokój dziecięcy, zwłaszcza dziewczęcy, bez pajaca, figurki czy zwykłej kupki gałganków z przyszytymi guzikami, które mają imitować oczy. Motywem kukły zainteresowali się również literaci, którzy, nieraz występujący jako „głos ludu”, znaleźli na tym polu możliwości niemal nieskończone. Istota tak do człowieka podobna, a jednocześnie tak się od niego różniąca, mogła nieraz posłużyć za środek do ukazania natury ludzkiej i mechanizmów rządzących światem, nie wywołując przy tym donośnego rezonansu, ukradkiem przenosząc do naszej świadomości prawdy, aby informacje te kiełkowały w nas do czasu, kiedy pojmiemy ich znaczenie i przekaz. W poniższej pracy postaram się przedstawić tylko niewielką część lalkarskiego dorobku pisarzy oraz przeanalizować sposób pojmowania i przedstawiania tego wytworu rąk ludzkich przez twórców. Spróbuję również przybliżyć problematykę samych prac oraz role, jakie w tych dziełach odegrały lalki.
II O samej figurce
Kiedy zastanowimy się nad różnicami między manekinem, marionetką czy pacynką z pewnością wskażemy ich wiele. Od funkcji, poprzez wygląd, aż po sposób „użytkowania” danej „zabawki”. Zdecydowanie nie można mówić o marionetce na wystawie sklepowej lub o manekinie jako zabawce każdego dziecka. Błędem byłoby również mówienie o golemie, ożywionej glinie, wykonującej każdy rozkaz właściciela, w odniesieniu do pacynek teatralnych. Przyjrzyjmy się zatem definicjom kilku rodzajów lalki, które można by określić jako skrajnie do siebie niepasujące:
- kukiełka – lalka polska, umieszczona na kiju, mająca swobodnie zwisające kończyny, poruszana od dołu, przez ukrytego aktora,
- golem – hebr. „bryła, bezkształtna masa”, (…), postać ludzka ulepiona z mułu i gliny, w którą tchnięto życie (…),
- robot – automat, przypominający wyglądem człowieka, spełniający pewne mechaniczne funkcje istoty ludzkiej (…),
- lalka – zabawka dziecinna mająca miniaturową postać ludzką, często dziecięcą, używana też (zwykle w pięknym stroju) jako przedmiot dekoracyjny.
Kiedy jednak sprowadzimy każde to pojęcie do najprostszej formy, kiedy, wzorem ojca – bohatera opowiadań Brunona Schulza, upierwotnimy istotę poszczególnych pojęć, a więc również samych przedmiotów, otrzymamy najbardziej prymitywną formę, w jakiej marionetka pozostaje w dalszym ciągu lalką, a nie tylko zwykłym przedmiotem. W końcu automaty, a zatem i kukiełki, przekraczają granicę między tym, co aktywne, żywe, a tym, co martwe . Pozbawimy te przedmioty ich ewoluującego charakteru, pozostawiając samo źródło, korzenie, z których wypuściły rozległe konary. Pozostanie nam wygląd zewnętrzny przypominający istotę humanoidalną lub zwierzę, częściowa albo całkowita podległość woli człowieka oraz niezdolna do usunięcia na tym etapie tajemnicza siła (nazwana w dalszej części pracy mocą, magią, okultystycznym, mistycznym potencjałem). Po sprowadzeniu figurki do jej sedna, po odarciu ze wszystkich zbędnych elementów pozwolę sobie skupić się już tylko na ogólnym symbolu, jaki stanowi ta imitacja człowieka. W dalszej części tej rozprawy będę w związku z tym używać w odniesieniu do wszystkich rodzajów lalki tego samego słowa, niekiedy tylko rozwijając podstawową definicję w którymś kierunku dla uproszczenia odbioru.
Zostanie mi zapewne zarzucona zbytnia chęć sprowadzenia wszystkiego do wspólnego mianownika. W końcu Rainer Maria Rilke jednoznacznie przeciwstawia zwykłą lalkę marionetce. Różnicę między nimi podaje tak dużą, że nie da się wobec niej spokojnie przejść, zmarginalizować jej. Lecz autor patrzy tutaj przez pryzmat wyżej wymienionej ewolucji, o czym świadczy zakończenie jego wywodu: „Tymczasem wylatuje ku nam to nowe nieśmiałe plemię, trzepocąc poprzez nasze niejasne uczucia. Na ich widok chciałoby się powiedzieć, że są to małe westchnienia, tak rzadkie, że nie chwytało ich nasze ucho, pojawiają się, by zaraz zniknąć, na najbardziej niepewnej granicy naszego widzenia. Bo zajęte są tylko jednym: znikaniem. Bezpłciowe tak samo jak dziecięce lalki, nie giną od przeznaczonej im rozkoszy, nieposiadającej dopływu ani odpływu. Jest tak, jakby umierały z tęsknoty za pięknym płomieniem, by rzucić się niczym motyl (i wtedy przelotny zapach ich rozpłomienienia musiałby napełnić nas bezgranicznym, nigdy niezaznanym uczuciem). Gdy pośród takich myśli podnosimy wzrok, z największym zaskoczeniem dostrzegamy nagle ich woskowe postacie.” ; nie można zatem brać pod uwagę takiego podejścia w mojej pracy, która z założenia ma nie zważać na wszelki rozwój pojęć i kształtów kukieł.