Mój najnowszy książkowy nabytek, jeszcze świeży - pchnie empikiem. Przeczytany kilka godzin po kupnie. Wessałem całość jednym duszkiem jak powiedzmy zapach jodeł w środku zimy.
Książka intryguje i irytuje zarazem. Jest kapitalnym przykładem, jak można wpaść na genialny pomysł, a następnie zjebać go po całości. Przelanym na kartki przekazem, jak zupełnie nie trzymać się żadnych wstępnych projektów i zamiast kościoła zbudować supermarket.
Od początku, bo się pogubicie.
Rhezus nie jest typowym bohaterem. Znaczy - pewnie byłby nim, gdyby nie to, że jest nieśmiertelny, a wszystkie śmiertelne rany goją się na nim, kończyny odrastają, a trucizny mu nie straszne. Czuje ból, ale nie można go zabić ostatecznie. Słowem - świetna z niego fabryka organów dla NFZ'etu.
Pokochałem go z wejścia - w dupie ma dobro świata i pomoc pokrzywdzonym. Przeciwnie - nie stroni od zabicia niewinnego. Jest jednak zmęczony wiecznością. Świat go nudzi. Stąd też ma tylko jeden cel -
ŚMIERĆ.
Z takim pomysłem fabuły autorka zrzuca nas do brutalnego świata pełnego demonów i Bogów. Pośrodku niego Rhezus szukający przeciwnika, który pokona go ostatecznie. To zapowiada się ciekawie, prawda? Dla większego smaku podróżuje Rhezus ze swym demonem - Agresją, jego ukochaną - kapryśną przedstawicielką płci żeńskiej pod postacią pięknego, czarnego konia.
Wiele rzeczy jest owianych tajemnicą - na przykład klątwa zrzucona na Rhezusa przez Bogów, jak również specyficzne uczucie Rhe~ z Agresją. To wszystko buduje
specyficzny, nieco mroczny klimat, który potęgują kapitalne opisy walki, tortur i śmierci. Miejsca oddane są bardzo realistycznie. Brudne lochy? Czemu nie. Zarażona wioska? Proszę bardzo, wypisz, wymaluj.
Efektu nie psują nawet kobiety, które zostały umieszczone w książce głównie po to, aby zaproponować Rhezusowi seks bez zobowiązań. To naprawdę dziwne, że każda z bohaterek (nawet tych, o których jest tylko nawiązanie) musi zostać przelecona lub przy pierwszym spotkaniu
ubrana jest w sukienkę, przez którą prześwitują sutki i włosy łonowe. To bywa wręcz denerwujące, a jest tym dziwniejsze, że "Rhezus" jest przecież autorstwa
KOBIETY. Co mamy pomyśleć o Pani Róży? Hm? Cóż. My, jako faceci, grzecznie przymykamy oko na pewne zboczenia.
Do nieco przed połowy Rhezus to przyjemna książka o poszukiwaniu środka na nieśmiertelność. Róża mistrzowsko przedstawia zjawisko umierania. Chłodno i bez dystansu. Wielokrotnie przychodzi nam czytać, jak prości ludzie umierają na najróżniejsze i najwymyślniejsze sposoby.
Ich śmierć jest wręcz piękna! Genialna! Rozszarpywanie, tortury, zakopywanie żywcem... Oto właśnie cały "Rhezus".
Po 130 stronie zaczyna się prawidłowy wątek fabularny. Tragicznie słaby, dodam. Problemy z nieśmiertelnością zostają zepchnięte na jakiś śmieszny margines, a zamiast tego dostajemy Wyrocznię, która pełni w tym świecie funkcję papieża, ale jest podwójnym agentem i na drugi etat pracuje jako wyznawczyni sekty i zabija dla zabawy. Jest kiepsko. Rhezus, który dotychczas miał w dupie cały świat, nagle interesuje się Bogami i ową Wyrocznią. Ucieka z miasta, goniony przez jej ludzi, aby później samemu pofatygować się do niej, aby następnie od niej uciekać...
Róży zaczyna brakować pomysłów, bo Agresja ratuje bohatera chyba ze trzy razy, a sam Rhezus ze dwa, jak nie trzy, ląduje w więzieniu.
Sama postać wyroczni jest szara, mało barwna i jakby wepchnięta na siłę. A motyw umierania rozwiewa się na przestrzeni rozdziałów. Dodatkowo przez treść przewleka się
50 stron biografii dwóch postaci, które co prawda nieco wyjaśniają w wydarzeniach z przeszłości, ale po prostu
nic ciekawego do czytania nie wnoszą.
Rozdziału na rozdział robi się coraz nudniej.
Książka ma kontynuację - Zielone oczy Wyroczni, ale już teraz wiem na pewno, nie kupię tej książki, aby dalej czytać o beznadziejnym motywie walki z Wyrocznią...
Yami