Słodka Idiotka
Ambitny tytuł... Tak jakoś pisałam, pisałam i wyszło takie coś. Mi się podoba dostatecznie, bym mogła to opublikować. Ale czy wam przypadnie do gustu? Nie wiem, oj, nie wiem.
I.
- Hmm… co my tu mamy? - szepnęła do siebie Mandy, raz po raz przerzucając stronice gazety. Skrzywiła się, widząc kolejną miłosną historyjkę.
- Fuj… co za badziew - mruknęła zniechęcona, po czym od niechcenia rzuciła gazetę w kąt pokoju.
Pomieszczenie nie było duże i wręcz zdawało się absolutnie wyrywać spośród milinów innych. Dlaczego? Może sprawiały to jasnoczerwone ściany? Albo pomarańczowa kanapa, idealnie się z nimi gryząca? A może meble z hebanowego drewna? Nie. To byłoby nazbyt banalne… Lustro? Tak. Mebel, który idealnie nie pasował do tego miejsca. Złote, staroświeckie ramy i lekko poszarzałe zwierciadło odbijało się od innych rzeczy, wręcz raziło swoją starością i dawnym przepychem.
Mandy westchnęła teatralnie, jak miała w zwyczaju, gdy czuła się nieopisanie nieszczęśliwa. Przeczesała palcami długie, złote loki, które otaczały jej drobną twarzyczkę w kształcie serca, niczym korona lub aureola. Dziewczyna spojrzała na zegarek, a następnie zerwała się z łóżka. Z niezwykłą szybkością znalazła się przy komodzie i chwyciła wazon, który, przynajmniej do tej pory, ze stoickim spokojem odpoczywał na komodzie. Dziewczyna rzuciła go o podłogę i z dziwną satysfakcją przyglądała się milionom kawałków, które do tej pory tworzyły całość. Jej bladoniebieskie oczy lśniły od furii i zniecierpliwienia. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, dziewczyna wybuchła śmiechem. Niedbale machnęła ręką na zniszczony wazon i poszła otworzyć.
- Erick? - spytała z niedowierzeniem, przyglądając się stojącemu w drzwiach młodzieńcowi z nieskrywanym zdziwieniem. Chłopak skrzywił się delikatnie, jakby nagle zaczął żałować, że w ogóle pojawił się w tym miejscu.
- Mandy - oznajmił spokojnie, lustrując stojącą przed nim dziewczynę badawczym spojrzeniem zielonych oczu.
- Przyszedłeś - zauważyła dziewczyna ze zjadliwym uśmiechem. Erick ponownie skrzywił się mimowolnie i nerwowo położył dłoń na karku, na co Mandy zareagowała złośliwym śmiechem.
- Chcę tylko skorzystać z lustra - warknął, czując się przytłoczony obecnością dziewczyny. Nie byle jakiej dziewczyny, ale TEJ dziewczyny. Zawsze, ilekroć ją spotykał, zastanawiał się, jakim sposobem istota o tak anielskiej twarzy, może być taką suką. Mandy była piękna. Jej słodkiej urody nie dało się minąć bez choćby jednego spojrzenia. Była jak zatruty owoc, wabiący swoim zapachem i wyglądem. Ale… ale i tak zatrutym.
- Wiem, ale… jestem Strażniczką. A musimy pobierać opłaty za używanie przejść - odpowiedziała z uwodzicielskim uśmiechem, delikatnie przejeżdżając dłonią po jego torsie. Erick zesztywniał.
- Ile mam ci zapłac… - zaczął, sięgając prawą ręką po portfel.
- Nie chcę pieniędzy! - warknęła Mandy, przerywając mu. - Jesteś słodki - dodała po chwili z milutkim uśmiechem na ustach, już całkowicie spokojna. Przejechała dłonią po jego twarzy, dając mu do zrozumienia, czego chce w zamian. Palcem przejechała po jego prostym nosie i powiekach. Chwyciła go za dłoń i poprowadziła w głąb domu.
*****************************************************
- Dostałaś to, czego chciałaś. Gdzie jest klucz? - warknął Erick, zakładając przez głowę koszulkę. Mandy otuliła się szczelnie kołdrą i uśmiechnęła słodko.
- Nie ma klucza - roześmiała się głośno, niemal kpiąco. Chłopak zesztywniał i spojrzał na siedzącą dziewczynę z prawdziwą furią.
- Nie ma? - warknął. Zacisnął dłonie w pięści. Odgarnął z twarzy czarną grzywkę, która wiecznie wpadała mu do oczu, chcąc mieć lepszy kontakt wzrokowy.
- Nie ma. Strażnik musi udzielić pozwolenie na przejście - odpowiedziała Mandy, cały czas uśmiechając się w ten mdlący sposób.
- Udziel go - burknął Erick, krzyżując ręce na piersi. Dziewczyna dotknęła palcem swojego policzka, jakby się nad tym zastanawiała.
- Sama nie wiem… A co dostanę w zamian? - spytała, poprawiając złociste włosy. Chłopak zesztywniał i sprawiał wrażenie, że po prostu wstrzymuje się przed rzuceniem się na dziewczynę.
- Kpisz ze mnie? - warknął nie panując nad sobą. Jego oczy momentalnie pociemniały.
- Uspokój się. To był żart. Ja, Strażniczka Przejścia Lustrzanego Mandy Collins, dzięki nadanej mi władzy udzielam zgody na jednorazowe przejście i powrót do dowolnego wymiaru - ze znudzeniem wyrecytowała dobrze znaną sobie formułkę. Erick kiwnął głową, podszedł do lustra i delikatnie musnął palcami jego powierzchnię. Wtedy rama powiększyła się i utworzyła lśniące wrota wielkości dorosłego człowieka. Erick wkroczył do przejścia, szepcząc coś do siebie. Gdy tylko zniknął, lustro ponownie przybrało swój dawny wygląd i kształt. Mandy westchnęła cicho, zbierając z podłogi swoją garderobę.
- Jaka ja jestem samotna - szepnęła z żalem, kierując się do łazienki.
Spojrzała na swoje obicie z nieszczęśliwą miną.
- Biedna ja… porzucona i zapomniana przez wszystkich - powiedziała do siebie tak rozpaczliwie, że mogło się zdawać, iż ten smutek byłby w stanie poruszyć nawet głaz. Ubrała się i rozczesując grzebieniem włosy, wciąż wpatrywała się w swoje odbicie.
- Jesteś piękna, Mandy - szepnęła z uśmiechem. Przestała mówić tym zrozpaczonym tonem. Bo i po co? Już nie czuła tej przytłaczającej rozpaczy, teraz była najszczęśliwszą istotą na ziemi. Ba… we wszystkich wymiarach! We włosy wpięła spinkę o kształcie czarnej róży. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Życie - jakież to żałosne. Latami starasz się o coś, gdy nagle przychodzi jakiś głupiec i ma to w sekundę. Zabawne - roześmiała się. Opuściła łazienkę i zaczęła tańczyć po całym pokoju do niemej muzyki, cały czas się śmiejąc.
Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
|