Witam, witam. Przypomniałam sobie o takim kawałku, w zamyśle większej części historii i postanowiłam się nim "pochwalić". Nie jest to początek, raczej coś w okolicach drugiego, trzeciego rozdzialiku. Na poprzednim forum, które obecnie nie istnieje tekst się spodobał, dlatego właśnie go wrzucam. Inaczej chyba bym się bała ^^
***
Naprawdę, musiałam to zrobić. Musiałam iść do sklepu ze stanikami. Co z tego, że mój zawód jest typowo męski, skoro nadal pozostaję kobietą i potrzebne mi są dodatkowe części garderoby. Nie zmienia to jednak faktu, że nie czułam się najlepiej otoczona koronkami, kokardkami i innymi typowo kobiecymi dodatkami. Jasna salka działała na mnie przytłaczająco, co chyba było efektem odwrotnym do zamierzonego. Odruchowo rozejrzałam się, czy nie widzi mnie ktoś znajomy. Podeszłam do najbliższego rządku bielizny i zaczęłam przeglądać. Szukałam czegoś przede wszystkim wygodnego, raczej nikt nie będzie miał okazji oglądać mnie bez bluzki. Nie potrwało to długo, za chwilę dorwała mnie ekspedientka i zaczęła wypytywać. Fason? Kolor? Rozmiar? Usztywniany? Z poduszeczkami? Po kilku minutach takich tortur, kobieta odfrunęła do odpowiedniego miejsca i zaraz wróciła z całym naręczem staników. Nie mogłam się załamać – byłam magiem bojowym! Zostałam bezceremonialnie zaciągnięta w kierunku przebieralni i wepchnięta do środka wraz z biustonoszami.
- Proszę sobie przymierzyć, obejrzeć i wybrać najlepsze.
Kilka z biustonoszy odpadło już na starcie. Od widoku lśniących cekinów i różu robiło mi się niedobrze. Przetestowałam wszystkie pozostałe, słuchając co jakiś czas pytań typu „czy przynieść coś jeszcze?”. Zrezygnowana usiadłam na stołku w kącie i zagapiłam się w lustro na ścianie, będąc wciąż w ostatnim przymierzanym biustonoszu – czarnym w białe grochy. Przebieralnia była całkiem spora, zmieściłyby się tutaj nawet cztery osoby. Odgrodzona od pozostałych została ścianką, wyższą ode mnie, jednak nie sięgającą do sufitu. Oparłam łokcie na kolanach i ukryłam twarz w dłoniach. Nie chciało mi się nic robić. Do tego ten sklep. Nie podejrzewałam, że taka głupota może stanowić taki trudny wybór.
- Weź ten czarny z koronką.
Podskoczyłam w miejscu i sekundę później stałam w bojowej pozycji i sięgałam w stronę sztyletu na biodrze… którego tam nie było. No pięknie. Mag bojowy w samym staniku i bez broni białej. Dlatego te lekcje walki bez magii były takie ważne, do czarów potrzeba było czasu. Spojrzałam szybko w stronę, z której dobiegał głos. I pomyślałam, że to jakiś żart.
Na wspomnianej wcześniej ściance siedział anioł. To była pierwsza zadziwiająca rzecz. Spotykałam krasnoludy, elfy, wilkołaki i wampiry, ale takiej istoty nie widziałam nigdy. Może przyjęłabym jego – bo był to mężczyzna, istnienie inaczej, gdyby nie kilka szczegółów. Skrzydła, owszem, miał białe, teraz złożone. Ciemne, rozczochrane włosy średniej długości, okalały przystojną twarz ze szmaragdowymi oczyma. W tym momencie kończył się obraz znanego wizerunku aniołów, boskich istot. Ten miał na sobie czarną koszulkę z wielką czaszką na środku, czarne, proste spodnie i glany. Szyję przewiązał czarno-białą arafatką. No cóż, mogłam tylko patrzeć na niego z szeroko otwartymi oczyma.
Zeskoczył lekko na podłogę, stanął przede mną i popatrzył na mnie wyczekująco. Wtedy przypomniało mi się, że jestem jedynie z staniku. Szybko sięgnęłam po bluzkę i zakryłam się nią na tyle, na ile mogłam.
- To nie było konieczne. W końcu ktoś taki jak ja, nie interesuje się ludźmi – stwierdził, jednak jego wzrok i uśmiech mówiły co innego.
- Kim jesteś? – zapytałam. Tak mnie szkolili na Wydziale Kontaktów Międzygatunkowych. Najpierw poznać, później działać.
- Złe pytanie – skrzywił się. – Raczej powinnaś zapytać, kim ty dla mnie jesteś, lub co ja mam do ciebie, co tutaj robię…
- Więc?
- A na kogo ci wyglądam?
- Na stukniętego anioła-metalowca.
Roześmiał się w odpowiedzi, jego oczy zabłysnęły z uciechy.
- Mówisz tak samo jak tamci!
- Jak kto? Z resztą, chwila… - zastanowiłam się. Nie wierzyłam nigdy w Boga, ale skoro stał przede mną anioł… - Bóg istnieje?
- Zawsze to samo… - westchnął.
- Słucham?
- Za każdym razem pytacie o to samo…
- Pytacie?
- No tak. Bo wiesz… nie jesteś moja pierwszą karą.
Z mojej zdezorientowanej miny, wywnioskował zapewne, że nie wiem o co chodzi. I to była prawda.
- To się odnosi do moich propozycji pytań – zaczął tłumaczyć. – Zrobiłem coś nieodpowiedniego i za karę mam być twoim Aniołem Stróżem. Brudna robota…
- Będziesz łaził za mną cały czas?!
- Nie, nie jestem wzorowym Stróżem. Wyskoczę sobie gdzieś czasami.
- A… inni cię widzą?
- Tak, ale bez skrzydeł. Chyba, że nie chcę, żeby mnie widzieli. Od teraz, Torrino Silver…
- Rina –wysyczałam. Moja matka kiedyś poniesie konsekwencje nadania mi tego imienia.
- To ważny moment, nie przerywaj! Od teraz, Rino, jesteśmy połączeni telepatycznie. Nie wrzeszcz tylko i nie używaj łącza, jeśli to nic ważnego. Masz z tym doświadczenie?
- Jestem jasnoczerwonym magiem… podejmujesz się opieki nade mną, a nic o mnie nie wiesz?
- Jasnoczerwonym? Połączenie białego i czerwonego?
- Tak, ale rozwijam się w bojowej. Telekineza i telepatia nie są czymś, co szczególnie lubię.
- A więc czerwień. W takim razie weź ten stanik z czerwoną kokardką.
Nie mogłam się nie zaczerwienić.
- Odwróć się! – rozkazałam, a on, z pewnym ociąganiem posłuchał.
Patrząc podejrzliwie na jego plecy, a raczej skrzydła, założyłam swoje ubrania, chwyciłam całą górę biustonoszy i otworzyłam drzwi do przebieralni.
- Wyłaź – mruknęłam, po czym podążyłam za nim, udając, że nie widzę zszokowanej miny ekspedientki.
Kupiłam dwa staniki. Czarny z koronką i ten z czerwoną kokardką.
"Spis treści (linki)"
Fragment "wystrzelony" (nie poprawiony, bez związku z rozdziałem pierwszym, kiedyś zostanie wyrzucony stąd i dodany jako część, mam nadzieję
)
Rozdział pierwszy
1
2
3, 4, 5