Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 4 Głosów - 3 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tak opuścili nas bogowie
Autor Wiadomość
Maradine Online
Senna Mara
*

Liczba postów: 633
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #1
Tak opuścili nas bogowie
Tak opuścili nas bogowie

[…]Więc zginął ulubieniec Bogów, który miał być Ich następcą, w sposób śmieszny.
I ludzie stracili szacunek do Bogów, zaczęli wyśmiewać Ich, zapominając o swej obietnicy.
I Bogowie w gniew wielki wpadli, tracąc litość dla ludzi.
I zesłali na świat Karę Ostateczną.
Zesłali na ludzi Zapomnienie.[…]


fragment starego zapisu znalezionego w Bibliotece Świata; autor nieznany



Trzy dni za zamkniętymi drzwiami lecznicy. Żadnej przerwy na odpoczynek, nawet na jedno zerknięcie na zewnątrz. Jedynie te krótkie momenty, kiedy jedna z pomocnic przynosiła jedzenie, mogły dać jakieś wytchnienie… mogły, ale nie dały. Teolime wykorzystała je, by utrzymać przy życiu swojego pacjenta. I odniosła sukces. Opłaciły się te wszystkie bezsenne godziny, przepełnione fizyczną i umysłową pracą. Dopiero teraz, gdy młodzieniec leżał spokojnie w stabilnym stanie, przyszedł czas na odpoczynek. Nie zamierzała go marnować.

***

Obudziła się w środku nocy, dziwnie zaniepokojona. Podniosła się z rozłożonego na podłodze w gabinecie materaca najciszej jak mogła. Świeca zdążyła się już wypalić, więc z pamięci omijając skrzypiące deski podłogi, podeszła do drzwi i stając w bezruchu zaczęła nasłuchiwać. Lecznica pogrążona była w ciszy, której nie zakłócał nawet najmniejszy szmer. Teolime pocieszyła się myślą, że skoro okna są zamknięte, to zwykłe odgłosy dochodzące z zewnątrz, takie jak szmer wiatru, czy wycie wilków, mają prawo być wygłuszone. Już miała zamiar ponownie się położyć, gdy usłyszała cichy odgłos rozmowy. Szybko przeanalizowała sytuację. W niewielkim budynku powinna znajdować się tylko ona i pacjent. Pacjent, który nie powinien mówić, gdyż leżał nieprzytomny. Ostrożnie wyszła na korytarz, starając się zachowywać najciszej, jak tylko umiała. Nie pomagało szalejące serce i wrażenie, że jego łomot zaalarmuje tego, do kogo się podkradała.
Po chwili, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność, Teolime dotarła do drzwi pomieszczenia, z którego wnętrza słychać było cichy szmer rozmowy. Próbując powstrzymać drżenie rąk, przytknęła głowę do szpary między wejściem a ścianą, by zobaczyć, co się dzieje. Od razu tego pożałowała.
Nad jej pacjentem stała jakaś postać. Po wysokiej, smukłej sylwetce oraz postawie poznała, że to mężczyzna. O ile mogła to ocenić w tak kiepskim świetle, jakie dawała dopalająca się świeca na nocnym stoliku i wpadający przez okienko blask księżyca, miał na sobie doskonale dopasowane, obcisłe spodnie i koszulę oraz półpancerz z ciemnej skóry. Stroju dopełniały wysokie buty o miękkich podeszwach, przez które nie usłyszała nawet jego kroków, gdy szedł wcześniej korytarzem.
Obcy stał bokiem do Teolime i szeptał coś do jej pacjenta. Zamilkł na chwilę, a tamten wydał z siebie przerażony, ochrypły jęk i gwałtownie usiadł na łóżku, w nieudolnej próbie ucieczki. Nagle wszystko potoczyło się błyskawicznie. Nieznajomy szybkim ruchem ręki w rękawicy złapał go za ramię, nic sobie nie robiąc z prób wyrwania się ofiary. Druga dłoń mężczyzny wystrzeliła do przodu, w stronę piersi młodzieńca i zagłębiła się w niej, jakby to była woda. Teolime z trudem powstrzymała okrzyk przerażenia. Chciała uciekać, jednak jakaś dziwna siła utrzymywała ją w miejscu, nie pozwalając się ruszyć. Widziała już wiele śmierci w swoim życiu, jednak nigdy nie było to morderstwo na jej oczach, w dodatku na osobie, której poświęciła tyle czasu, by utrzymać ją przy życiu.
Młodzieniec wybałuszył oczy w skrajnym przerażeniu. Próbował krzyczeć, jednak z jego ust zamiast słów wydobył się dziwny ochrypły dźwięk, a z kącików warg popłynęła krew. W miejscu, gdzie dłoń obcego znikała w ciele pacjenta pojawiła się dziwna poświata, przypominająca mgłę. Zaczęła zmieniać się i nabierać barwy błękitu, a następnie pełznąć po ramieniu mężczyzny, w stronę jego piersi. Przypominała teraz niebieskie płomienie, co jakiś czas przybierające czarny kolor. Młody człowiek najpierw zaczął drżeć, a następnie rzucać się w konwulsjach, nadal jednak nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. W końcu odziana na czarno postać wyszarpnęła dłoń z nieruchomego ciała, które bezwładnie zwaliło się na ziemię. Nigdzie, oprócz brody i szyi zamordowanego, nie było ani śladu krwi.
Nieznajomy stał przez chwilę, wpatrując się w zwłoki leżące u swoich stóp, po czym odwrócił się w stronę drzwi, z zamiarem odejścia. Teolime stłumiła kolejny cisnący się jej na usta okrzyk przerażenia i odskoczyła do tyłu, zakrywając usta dłońmi. Niefortunnym zbiegiem okoliczności potknęła się o nieco wystającą deskę w podłodze. Upadła na ziemię, boleśnie uderzając głową w ścianę. Ostatnim, co zobaczyła, zanim zemdlała, były błyszczące oczy mordercy o zamaskowanej twarzy i dłoń, zbliżająca się w jej kierunku.




Kilka słów od Mary:
- postaram się, by była dalsza część, bo to w żadnym wypadku nie jest koniec ^^
- niewiele na razie tej fantastyki, wiem
- cóż, bądźcie wyrozumiali, to dopiero początek
- z pokorą czekam na krytykę i wykazanie błędów ^^

+ wersja poprawiona i zaktualizowana (zmian w tekście nie ma, tylko to, co tam na dole zgrzytało niektórym Blink)

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2011 18:55 przez Maradine.)
02.10.2011 17:04
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Gorgonzol Online
Piszący opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 122
Dołączył: 21-08-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #2
RE: Tak opuścili nas bogowie
w sumie sama się skrytykowałaś Tongue
Nic nie mam do zarzucenia, bo lekko zapracowany jestem i nie mam czasu na sprawdzanie pisowni. Smile Miło poczytac, chociaż na tę chwilę, niewiele rozumiem, bo to lekko zagmatwane, takie jakby wyrwane ze środka, ale ok, ludzie też tak lubią zaczynac Smile

"Śpieszmy się kochac ludzi, tak szybko odchodzą..."
02.10.2011 17:36
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pytalska
Niezarejestrowany

 
Post: #3
RE: Tak opuścili nas bogowie
Podoba mi się Twój styl - taki prosty, ale za to jak najbardziej czytelny. Chociaż czasami prosty nie jest. Wiem, moje słowa i myśli - jak zwykle zresztą - są bardzo, hmm, rozgałęzione.
Akcja poprowadzona ładnie, ale tylko ładnie. Po prostu bez żadnych rewelacji. Uważam, że bardzo dobrze, iż przed nią dodałaś: "Nagle wszystko potoczyło się błyskawicznie". To stanowi jakby świetny wstęp do akcji.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
Pozdrawiam,
Pytalska
02.10.2011 20:10
      Odpowiedz cytując ten post
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #4
RE: Tak opuścili nas bogowie
Cytat:Jedynie te krótkie momenty, kiedy jedna z pomocnic przynosiła jedzenie, mogły dać jakieś wy-tchnienie
What the heck? Scared


Cytat:Teolime wykorzystała je jednak, by utrzymać przy życiu swojego pacjenta.
Nie wiem czemu ale to "jednak" pasowałoby mi bardziej albo na początku albo do usunięcia. W sumie jest zbędne tak naprawdę.


Cytat:Podniosła się z rozłożonego na podłodze w gabi-necie
Wth po raz drugi.



Cytat:Po wysokiej, smukłej sylwetce oraz postawie poznała, że to męż-czyzna.
again


Cytat:Nieznajomy szybkim ruchem urękawiczonej ręki złapał go za ramię, nic sobie nie robiąc z prób wyrwania się poczynionych przez ofiarę.
Może ręki w rękawicy? Tongue Czy jakoś to zmienić, nie powiem, że to źle ale... mogłoby brzmieć lepiej.
Rozumiem, że już poprzestał tych prób? Evil


Cytat:Próbował krzyczeć, jednak z jego ust zamiast słów wydobył się dziwny ochrypły dźwięk, a z kącików ust popłynęła krew.
Powtórzenie.

Cytat:W końcu odziana na czarno postać wy-szarpnęła dłoń z nieruchomego ciała, które bezładnie zwaliło się na ziemię.
Emm... a nie przypadkiem bezWładnie?

Cytat:Nigdzie, oprócz ust zmarłego, nie było ani śladu krwi.
Niedaleko później ponownie są "usta". Można by to inaczej napisać, a przynajmniej dodać "okolic", no bo w końcu popłynęła Tongue Więc pewnie i po brodzie na szyję i dalej.

Cytat:Nieznajomy przez chwilę stał, wpatrując się w zwłoki leżące u swoich stóp, po czym odwrócił się w stronę drzwi, z zamiarem odejścia.
Jak dla mnie na odwrót: stał przez chwilę.

Hmm... jak rozumiem te słowa z myślnikami w środku to miały być w dwóch osobnych linijkach?

Cytat:- postaram się, by była dalsza część, bo to w żadnym wypadku nie jest koniec ^^

Oczywiście, że nie jest Evil Poczekamy zobaczymy jak to rozwiniesz. Prawdę powiedziawszy to, co najbardziej mnie zaciekawiło to fragment starego zapisu znalezionego w Bibliotece Świata Blink

Cytat:- niewiele na razie tej fantastyki, wiem

Więcej niż w wielu fantasy na samym początku książki.

Cytat:- cóż, bądźcie wyrozumiali, to dopiero początek
Ocena i zdanie będzie takie samo, nie ważne czy początek czy koniec Evil2

Cytat:- z pokorą czekam na krytykę i wykazanie błędów ^^
Błędy wyżej. Krytyka niżej.

Krótki tekst więc nie ma też za dużo do napisania o nim. Póki co ma być tajemniczo. Ok. Jest sobie dziwny gostek i Teolime, która jak rozumiem ma być główną bohaterką? Choć i to nie jest pewne.
Napisane jest w porządku. Nie jest to może nic porywającego ale nie boli. Całkiem niezłe położone kocie łby na zdaniodrodze.
Żeby napisać więcej potrzebuję więcej tekstu, póki co nic szczególnego się nie wydarzyło.
Hmmm co by tu jeszcze napisać...
Jednak to tyle będzie Blink Pisz kolejną część i zobaczymy.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
03.10.2011 19:03
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dolar Offline
Bloodholic
Użytkownik

Liczba postów: 258
Dołączył: 13-08-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #5
RE: Tak opuścili nas bogowie
@ Eranor
Cytat:Mara: - niewiele na razie tej fantastyki, wiem.

Eranor: Więcej niż w wielu fantasy na samym początku książki.

Weźmy takie There's nothing hidden in deep water (+18 ) ^^

@Opowiadanie.
Żeby nie kopiować i nie plagiatować (wszystkie prawa zastrzeżone - kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody wydawcy surowo wzbronione - by Dolar™ 2011) - napiszę po prostu, że to było zaje... genialne.
Zaczyna się tak, że aż chce się wiedzieć, co do *** będzie dalej ^^, co jest właściwe dla wielkich twórców fantastyki, takich jak Maruś.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2011 19:40 przez Dolar.)
03.10.2011 19:37
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Maradine Online
Senna Mara
*

Liczba postów: 633
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #6
RE: Tak opuścili nas bogowie
Ach... automatyczne dzielenie wyrazów w Wordzie. Strasznie przepraszam, zaraz poprawię ^^

I oczywiście dziękuję za poświęcony czas Smile

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
04.10.2011 16:01
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #7
RE: Tak opuścili nas bogowie
Eranor w sumie zacytował wszystko, co mi się w oczy rzuciło, z bezładnym zwalaniem się na czele. Ono wciąż tam jest. :) W każdym razie ja się już w cytowanie nie będę bawiła. Nie ma sensu.

Do przeczytania zachęcił mnie samiuśki początek, który jak się okazało niewiele póki co miał wspólnego z treścią, ale mniemam, ze gdzieś i kiedyś się to odmieni. Ładnie zbudowałaś klimat, chociaż czasami kłóciłabym się co do doboru słów. Są dobre, ale chwilami mam wrażenie, ze nieco zbyt potoczne i przez to psują mi atmosferę. To oczywiście może być kwestia gustu i nie było tego za wiele.
Ogólnie czytało się całkiem przyjemnie.
Fabularnie trudno mi cokolwiek tu powiedzieć. Wydarzyło się tu mało i mało zostało pokazane, ale trup na początek tekstu, to w sumie całkiem niezły start. Chętnie zobaczę, jak to się dalej potoczy.

Weny życzę :)

š = sz
14.11.2011 14:10
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Maradine Online
Senna Mara
*

Liczba postów: 633
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #8
RE: Tak opuścili nas bogowie
Oj, widzę, że trzeba się wziąć za dalszą część. A z czasem cieniutko... no ale postaram się coś doskrobać niedługo...
No i stało się ^^


***

Obudziła się i z trudem podniosła powieki, lecz zaraz prędko je zamknęła. Zamiast sufitu, jak co dzień, ujrzała błękitne niebo. Natychmiast napłynęły wspomnienia. Przypomniała sobie ostatnie wydarzenia – ciemność, strach, morderca pacjenta… Może też była już martwa? Nie, to niemożliwe. Wszyscy przecież wiedzą, że po śmierci nic nie ma. Bo nie ma też bogów, którzy mogliby się tym zajmować. Tak więc żyła. Tylko jakim cudem? Zabójca nie chciał pozbyć się świadka zbrodni? Czyżby jednak miał sumienie i nie chciał zabijać kolejnej ofiary? Nie, w końcu młodego chłopaka uśmiercił bez wahania. Może miał zamiar ją torturować. Ale po co? Przecież nie była nikim ważnym, nie znała żadnych tajemnic…
Teolime skupiła wszystkie zmysły na otoczeniu. Cichy szum trawy, poruszanej wiatrem przyjemnie kojącym ciepło nagrzanej skóry, śpiew ptaków. Musiało być już dość późne popołudnie, a ona leżeć w tym miejscu od dłuższego czasu. Zastanowiła się chwilę, czy warto ponownie otwierać oczy. Może morderca wciąż tu jest i tylko czeka, aż ona się obudzi? A może przeciwnie, odszedł już dawno temu, porzucając ją w jakimś nieznanym miejscu, by nie sprawiała problemów? Tę nawałnicę pytań przerwał pewien dźwięk, od razu rozwiewający wszelkie wątpliwości.
Koń parsknął ponownie i uderzył kopytem o ziemię, najwyraźniej zdenerwowany lub zniecierpliwiony. Teolime wzięła cichy, głęboki oddech i z myślą, że raz kozie śmierć, ostrożnie uchyliła jedną powiekę, a następnie drugą, uważnie lustrując otoczenie. Nigdzie nie zauważyła nieznajomego, otworzyła więc oczy i spróbowała usiąść. Nie przyszło jej to łatwo, obolałe mięśnie kurczyły się, powodując, że zaciskała tylko zęby, jednak w końcu odniosła sukces. Zakręciło jej się w głowie, więc postanowiła chwilę poczekać i nie robić nic więcej. Ponownie rozejrzała się dookoła, teraz już nieco śmielej.
Otaczała ją zielona łąka, na której gdzieniegdzie pyszniły się kępki letnich kwiatów. Na taką właśnie prychała i tupała gorącokrwista, długonoga kasztanka ze strzałką na pysku. Była osiodłana i sprawiała wrażenie gotowej do drogi, jakby jej właściciel zostawił ją tu tylko na chwilę. Nagle Teolime zauważyła to, co jej umknęło, a co nie pozwalało zwierzęciu na dosięgnięcie roślin. Od uzdy do pobliskiego krzaka ciągnęła się cienka, aczkolwiek widocznie mocna, linka, nie pozwalająca klaczy na zrobienie ani kroku bliżej upragnionej zdobyczy. W głowie uzdrowicielki zaświtała pewna myśl. Skoro właściciel kasztanki ją przywiązał i zostawił, najwyraźniej co najmniej godzinę wcześniej, najprawdopodobniej nie miał zamiaru wracać zbyt szybko. Lub właśnie był w drodze powrotnej. Gdyby udało jej się szybko wstać i ukraść konia, może zdołałaby uciec.
Jakimś cudem udało jej się przenieść na kolana. Ignorując zawroty głowy, powoli ukucnęła, oddychając głęboko i w myślach przeklinając zesztywniałe, zapewne od mimowolnej jazdy konnej, mięśnie. Klacz z zainteresowaniem przekrzywiła głowę, przyglądając się jej i zostawiając w spokoju kwiatki. Widać było, że lubi ludzi, gdyż niespodziewanie podeszła do niej, na tyle, na ile pozwalała przymocowana do uzdy linka i wyciągnęła do niej pysk, zaczynając obwąchiwać włosy. Długie karmelowe fale zamiotły ziemię, opadając kobiecie do przodu. Odgarnęła je jedną ręką, zatykając za ucho i spojrzała w górę.
- Hej malutka – szepnęła nieco zachrypniętym głosem. – Pomóż mi wstać, co? – zapytała łagodnie, po czym objęła lekko końską szyję i z taką podporą spróbowała wstać. Nogi uginały się pod nią, próbując ponownie przyzwyczaić się do noszenia ciężaru ciała. Po chwili stała już całkiem pewnie, tylko lekko dygocząc. Cały świat nadal wirował jej w oczach, a pusty żołądek próbował się burzyć. Jak długo musiała być nieprzytomna?
Drżącą dłonią jakoś odwiązała kasztankę od linki, która upadła bezgłośnie na ziemię. Klacz parsknęła przyjaźnie i otarła się łbem o jej ramię, prawie zwalając Teolime z nóg.
- Dobry konik, spokojnie – wymruczała odruchowo tamta. – Musimy stąd odejść, przynajmniej kawałek. Obawiam się, że nie dam rady wdrapać się na siodło – dodała pod nosem, rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś pniaka, który ułatwiłby jej zadanie. Nic nie znalazła, a nie chcąc marnować więcej czasu, pociągnęła delikatnie za uzdę, by zmusić zwierzę do ruszenia z miejsca.
Przeszły tak zaledwie kilka kroków, kiedy nagle coś zaszeleściło w krzakach. Zaskoczona klacz poderwała gwałtownie głowę, tym samym wyrywając z dłoni uzdrowicielki skórzane rzemienie i pozbawiając ją punktu podparcia. Tamta powstrzymała okrzyk zaskoczenia, jednak straciła już równowagę i boleśnie uderzyła rękami o ziemię. Znów na kolanach, pomyślała ironicznie i zaczęła zbierać siły na kolejne podniesienie się. Tym razem powinno pójść szybciej i mniej boleśnie.
Nagle poczuła jak czyjeś silne ręce chwytają ją pod ramiona i z lekkością unoszą do góry. W jej myślach pojawił się ostrzegawczy sygnał, a instynkt nakazywał wyrwać się i uciekać. Ktoś odwrócił ją do siebie, a ona mimowolnie uniosła wzrok, do tej pory wbity w ziemię.
- Ktoś tu próbuje uciec przez swoim losem – rzucił sarkastycznie młody mężczyzna. Dolna część jego twarzy zakryta była przez czarną chustę, także mogła dostrzec tylko ciemne, błyszczące ironią oczy. Nie miała wątpliwości, że był to morderca z lecznicy.



Od Mary:
Mam nadzieję, że niedługo wezmę się za to i powstanie dalszy ciąg Smile [Er, jak już komentujesz, to z umiarem... :<]

[Obrazek: scaled.php?server=41&amp;filename=wo...es=landing]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2011 18:43 przez Maradine.)
14.11.2011 16:08
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #9
RE: Tak opuścili nas bogowie
Tak sobie wypadł ten fragment. Przeczytałam z rozpędu i obawiam się, że gdyby fragment był dłuższy i utrzymany w tym samym tonie i tempie, to chyba bym się poddała. Analiza rzeczywistości w wykonaniu bohaterki chwilami mnie mierziła, potrzeba uzasadniania co gdzie spadło lub, że linka była mocna (jakby to nie wynikało z sytuacji) także nie ułatwiała czytania.
W sumie tekst wyratował się końcówką. Nie żeby była jakaś niespodziewana, bo nie za bardzo wierzyłam w to, że bohaterce uda się uciec, ale przynajmniej rokująca na coś ciekawego w kolejnym fragmencie. A w takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć weny.

Różne takie techniczne kwiatki, które rzuciły mi się w oczy.

Cytat:lecz zaraz prędko je zamknęła

Trąci mi to masłem maślanym. W tak skonstruowanym zdaniu zaraz i prędko wskazują na praktycznie to samo.
Cytat:poruszanej wiatrem przyjemnie kojącym ciepło nagrzanej skóry
Coś mi tu nie gra.
Cytat:Tę nawałnicę pytań przerwał pewien dźwięk
Całe dwa. x]
Cytat:Jakimś cudem udało jej się przenieść na kolana.
Przenieść co? Siebie na łapki wzięła i przeniosła na kolanka? Raczej powinno być podnieść.
Cytat:Długie karmelowe fale zamiotły ziemię
Ja rozumiem, że to liryczny sposób opisu włosów bohaterki, ale to brzmi kiczowato.
Cytat:Po chwili stała już całkiem pewnie, tylko lekko dygocząc. Cały świat nadal wirował jej w oczach, a pusty żołądek próbował się burzyć.
Zawsze mi się wydawało, że jak kręci ci się w głowie, to wiąże się z tym, że błędnik ma hyzia, a co za tym idzie nie da stać się pewnie... czego to się człowiek nie dowie.
Cytat:Dolna część jego twarzy zakryta była przez czarną chustę, także mogła dostrzec tylko ciemne, błyszczące ironią oczy.
"tak, że" ≠ "także" :)

Refleksyje różne z czytania i w czasie tegoż czytania napisane; można to uznać za swoistą analizę tego, co taki czytelnik jak ja myśli czytając tekst, a co może się nie przełożyć na opinię o całości.

Cytat:Czyżby jednak miał sumienie i nie chciał zabijać kolejnej ofiary?
Już się najadł. :]
Cytat:Może miał zamiar ją torturować.
I dlatego, droga bohaterko, porzucił cię gdzieś w polu. A potem to o tajemnicach, których nie zna. Rozgarnięcie bohaterki mnie zdumiewa.
Cytat:Skoro właściciel kasztanki ją przywiązał i zostawił, najwyraźniej co najmniej godzinę wcześniej, najprawdopodobniej nie miał zamiaru wracać zbyt szybko.
A to wniosek na podstawie stopnia rozciągnięcia linki czy wnikliwej wiedzy na temat łakomstwa gorącokrwistych kasztanek?

š = sz
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2011 20:38 przez Marša.)
14.11.2011 20:32
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Znachor Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 15
Dołączył: 31-03-2012
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #10
RE: Tak opuścili nas bogowie
Po przeczytaniu twego dzieła stwierdziłem że bardziej spodobała mi się ta pierwsza część.
Fajnie zbudowany klimat mroczny, cichy czasem tajemniczy jak to w nocy.
Co do opisu zabójstwa młodego pacjenta bohaterki, ja stawiam że młodzieńcowi odebrano duszę w momencie gdy błękitna mgła powędrowała po ramieniu mordercy. Tak mi to zapachniało. Smile
29.04.2012 18:09
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: