Z dedykacją dla Kan-chan :)
Teatrzyk cieni
Długie, upiorne cienie igrają na ceglanej ściance. Pod nogami złowieszczo skrzypią deski zbutwiałej podłogi. Kurz, stary jak sama ludzkość, tłumi nieco ten dźwięk, jednak nadal pozostaje on doskonale słyszalny w pustej przestrzeni.
Przez wszechobecną ciemność przedziera się z uporem migotliwy płomyk lampy naftowej, trzymanej przez bladą niczym śmierć kobietę, przemierzającą ostrożnie pomieszczenie. Jeden krok, stop. Drugi krok, trzeci, stop. Czwarty krok… Stłumiony okrzyk przerażenia, kiedy przez przypadek następuje na gumową zabawkę, która w odpowiedzi wydaje z siebie ostry dźwięk raniący uszy. Spod podgniłej szafy wyskakuje czarny kształt o ostrych pazurach i spiczastych kłach, błyskających w mroku. Wielkie ślepia na chwilę rozjarzają się, odbijając światło, a zaraz potem potwór znika w ciemności.
Kobieta podchodzi do szafy. Wygląda, jakby wiedziała, że nie powinna. Jakby gdzieś w środku wszystko w niej krzyczało
„nie rób tego!”, jak podczas oglądania horrorów. Ale w horrorach bohaterowie zawsze robią to, czego nie powinni. Drżącą dłonią sięga do zaśniedziałej gałki, przekręca… Drzwi umocowane na zardzewiałych zawiasach jęczą i samoistnie, choć nieco opornie, otwierają się na zewnątrz. Ze środka bucha chmura kurzu, na niewidocznym wietrze kołyszą się srebrzyste smugi lepkich pajęczyn. Mrok w tamtym miejscu jakby gęstnieje, wiadomo, że zaraz coś się wydarzy…
Z cichym, podobnym do ptasiego lotu szumem, coś wypada z wnętrza wprost na kobietę. Ta odskakuje nieporadnie, zbyt przerażona, by krzyczeć. Zwłoki, spowite w brudne szmaty, na których widać zaschniętą krew, z łomotem upadają u jej stóp. Płomień lampki nagle jakby rośnie, oświetlając więcej przestrzeni. Mrok ustępuje, ukazując swe tajemnice. Dookoła, niektóre do połowy ukryte jeszcze w cieniu, leżą inne ciała, posiniaczone, pokrwawione, ze zmasakrowanymi twarzami o szeroko otwartych, martwych oczach, wpatrujących się przed siebie w poszukiwaniu dalszej drogi.
Kobieta cofa się na chwiejnych nogach, zakrywa dłonią usta. Gdzieś rozlega się odgłos powolnych kroków. Długie, upiorne cienie wciąż igrają na ceglanej ściance. Pod nogami złowieszczo skrzypią deski zbutwiałej podłogi. Kurz, stary jak sama ludzkość, tłumi nieco ten dźwięk, jednak nadal pozostaje on doskonale słyszalny w pustej przestrzeni.
Czy ten ktoś, lub coś, co tu zmierza, jest sprawcą tej masakry? Czy idzie na spotkanie kolejnej niewinnej ofierze? W głowie mimowolnie rozbrzmiewa najstraszniejsza wyobrażalna muzyka, wwiercając się w uszy. Skrzypienie wydaje się głośniejsze, coraz bardziej nieuniknione staje się. to nadchodzące spotkanie...
Nagle skądś ponownie wybiega stwór o błyszczących pazurach i rozjarzonych ślepiach, wprost pod nogi kobiety. Ta podskakuje z krzykiem, pełnym raczej zaskoczenia, niż przerażenia. Ten moment rozproszenia wystarczył, by…
- Niech ktoś w końcu zabierze stąd tego kota! Światło! Robimy powtórkę!
Aktorzy podnieśli się ze sceny.