Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ten jedyny błąd
Autor Wiadomość
Hellgate Offline
Piszący Opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 30
Dołączył: 13-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Ten jedyny błąd
Ileż to razy zdarzało nam się popełnić wielki błąd przez zupełnie niewinny gest? Chcemy zrobić coś w dobrej intencji, a to zamienia się w istny koszmar. Jeden taki dobry gest potrafi sprawić człowiekowi tyle bólu i cierpienia, że po prostu nie wytrzymuje, i szuka śmierci; ucieczki od tych wszystkich uczuć, które z minuty na minutę niszczą go od środka, by w końcu zostawić za sobą pustkę, a człowiek staje się bezradny wobec własnych myśli i uczuć.
Ta historia opowiada o czterdziesto jedno letnim mężczyźnie wychowującym samotnie dwójkę wspaniałych dzieci: Siedmioletnią Susan i dwunastoletniego Michaela. Roderick Stonehead był dobrym człowiekiem, o którym nie można było powiedzieć złego słowa. Wszyscy go lubili i szanowali za jego troskę i niezwykłe poczucie humoru. Również jego dzieci były dobrze wychowane, spokojne i skore do pomocy. Roderick zawsze był człowiekiem miłym, i to czasami bardziej niż można by sobie życzyć, a z roku na rok staje się jeszcze milszy, więc niektórzy zaczęli podejrzewać, że za tymi dobrymi słowami kryje się kpina. Susan odziedziczyła charakter po ojcu, więc na jej widok aż chciało się zawołać „co za słodkie dziecko”. Z kolei Michael był smutny i wiecznie zestresowany od momentu, gdy na jego oczach dwa lata temu matka została zamordowana. On sam ledwo uszedł z życiem, i od tamtego czasu te przygnębiające uczucia zaczęły go coraz bardziej dołować i gnębić. Zatroskany ojciec nie wiedział już, co robić.
***

Pewnego dnia Roderick postanowił zabrać dzieci do wesołego miasteczka z myślą, żeby Michael chociaż na krótki czas oderwał się od swoich ponurych myśli. Przy okazji też zamierzał w ten sposób podziękować córce za piękną laurkę, nad którą ślęczała cały wczorajszy dzień. Był naprawdę wzruszony, gdy ujrzał niesamowicie piękny rysunek jak na jej wiek, który przedstawiał ich w czułym uścisku. Czy ten wypad to był rzeczywiście dobry pomysł? Oceńcie sami.
― Tatusiu, co to za niespodzianka? ― Dopytywała się Susan z promiennym uśmiechem na twarzy.
― Za chwilkę się dowiesz, kochanie ― Odparł ojciec zerkając w lusterko samochodu na syna; jego mina nie wskazywała, że jest zadowolony.
Jechali w trójkę w starym, wysłużonym Fordzie, który przynajmniej raz na tydzień potrzebował czułej naprawy ze strony Rodericka. Mimo, iż miał już nieco ponad dwadzieścia lat, nie mógł się z nim rozstać… Może to ze względu na jego sentymentalną wartość; ten samochód został zakupiony przez jego żonę, więc ciężko było mu się z nim rozstać, chociaż jego dzieci coraz częściej namawiały go na kupno czegoś lepszego od rozpadającego się rzęcha z lat osiemdziesiątych.
Z oddali już dało się dostrzec pokaźny plac wesołego miasteczka. Susan pisnęła z uciechy.
Ileż to razy zdarzało nam się popełnić wielki błąd przez zupełnie niewinny gest? Chcemy zrobić coś w dobrej intencji, a to zamienia się w istny koszmar. Jeden taki dobry gest potrafi sprawić człowiekowi tyle bólu i cierpienia, że po prostu nie wytrzymuje, i szuka śmierci; ucieczki od tych wszystkich uczuć, które z minuty na minutę niszczą go od środka, by w końcu zostawić za sobą pustkę, a człowiek staje się bezradny wobec własnych myśli i uczuć.
Ta historia opowiada o czterdziesto jedno letnim mężczyźnie wychowującym samotnie dwójkę wspaniałych dzieci: Siedmioletnią Susan i dwunastoletniego Michaela. Roderick Stonehead był dobrym człowiekiem, o którym nie można było powiedzieć złego słowa. Wszyscy go lubili i szanowali za jego troskę i niezwykłe poczucie humoru. Również jego dzieci były dobrze wychowane, spokojne i skore do pomocy. Roderick zawsze był człowiekiem miłym, i to czasami bardziej niż można by sobie życzyć, a z roku na rok staje się jeszcze milszy, więc niektórzy zaczęli podejrzewać, że za tymi dobrymi słowami kryje się kpina. Susan odziedziczyła charakter po ojcu, więc na jej widok aż chciało się zawołać „co za słodkie dziecko”. Z kolei Michael był smutny i wiecznie zestresowany od momentu, gdy na jego oczach dwa lata temu matka została zamordowana. On sam ledwo uszedł z życiem, i od tamtego czasu te przygnębiające uczucia zaczęły go coraz bardziej dołować i gnębić. Zatroskany ojciec nie wiedział już, co robić.
***

Pewnego dnia Roderick postanowił zabrać dzieci do wesołego miasteczka z myślą, żeby Michael chociaż na krótki czas oderwał się od swoich ponurych myśli. Przy okazji też zamierzał w ten sposób podziękować córce za piękną laurkę, nad którą ślęczała cały wczorajszy dzień. Był naprawdę wzruszony, gdy ujrzał niesamowicie piękny rysunek jak na jej wiek, który przedstawiał ich w czułym uścisku. Czy ten wypad to był rzeczywiście dobry pomysł? Oceńcie sami.
― Tatusiu, co to za niespodzianka? ― Dopytywała się Susan z promiennym uśmiechem na twarzy.
― Za chwilkę się dowiesz, kochanie ― Odparł ojciec zerkając w lusterko samochodu na syna; jego mina nie wskazywała, że jest zadowolony.
Jechali w trójkę w starym, wysłużonym Fordzie, który przynajmniej raz na tydzień potrzebował czułej naprawy ze strony Rodericka. Mimo, iż miał już nieco ponad dwadzieścia lat, nie mógł się z nim rozstać… Może to ze względu na jego sentymentalną wartość; ten samochód został zakupiony przez jego żonę, więc ciężko było mu się z nim rozstać, chociaż jego dzieci coraz częściej namawiały go na kupno czegoś lepszego od rozpadającego się rzęcha z lat osiemdziesiątych.
Z oddali już dało się dostrzec pokaźny plac wesołego miasteczka. Susan pisnęła z uciechy.
― Hej, Michael! Zobacz! ― Krzyczała podskakując w fotelu ― Dziękuję tato!
― Nie ma za co kochanie.
Po dłuższej walce z parkingiem przy wesołym miasteczku w końcu ujrzeli zwycięski widok; wolne miejsce. Wysiedli z samochodu, i skierowali się ku bramie wejściowej.
Roderick zerknął z ukosa na syna; posmutniał na widok jego zwykłej, przygnębionej miny. Wyglądał nawet jeszcze bardziej smutno niż zazwyczaj. A może w głębi duszy się cieszy, ale nie chce tego okazać? Człowiek jest dziwnym tworem; woli zachować się tak, żeby zmienić plany innych, zamiast cieszyć się razem z nimi.
Po zapłaceniu za wejście jego portfel nieco schudł, a przecież i tak byli ostatnio w nieciekawej sytuacji finansowej, ale czego nie robi się dla szczęścia innych. No przynajmniej cieszy się Susan, bo syn najwyraźniej miał przeciwne uczucia.
― Co taka smutna mina? ― Nie wytrzymał w końcu ojciec.
― No… Myślałem że będzie nieco większe… ― Ogarnął gestem wesołe miasteczko.
― Michael, proszę cię. Nie znam cię pierwszy…
― To właśnie tu byłem z mamą, gdy… no wiesz.
― Co?!
Jęknął w duchu. Nagle wesołe miasteczko już nie było dla niego takie wesołe. Wręcz przeciwnie; Wszystko zdawało się teraz podejrzane i ponure.
― Jak to? Nie wiedziałeś o tym? ― Obruszył się syn.
― Wiedziałem, że w jakimś wesołym miasteczku, ale… przecież nigdy nie zabrałbym cię tutaj gdybym o tym wiedział i… wybacz ― Pobladł lekko.
Starał się pocieszać, że przynajmniej Susan wydaje się szczęśliwa, ale ta wiadomość przykryła cieniem wszelkie inne uczucia. Już nawet chciał wrócić z dziećmi do samochodu nawet nie skorzystawszy z żadnej atrakcji, ale postanowił dać uciechę małej. Ale nie na długo; to miejsce sprawiało go o powrót wielu przepłakanych nocy, gdy Rosalie, jego żona, odeszła.
Susan pobiegła ku małej karuzelce z siedzeniami w kształcie koników. Dosiadła jednego z nich, i zaczęła się kręcić, rycząc z uciechy. Szybciej… i jeszcze bardziej promienny uśmiech na twarzy córki. Jeszcze szybciej. Przestała się uśmiechać, bo teraz rozpędziła się do niebezpiecznej prędkości, dwie sekundy później… na twarzy Susan pojawił się grymas przerażenia, wczepiła się kurczowo w konika. Teraz aż się rozmywała w oczach.
Roderick poczuł magle falę strachu. Co się dzieje? Przecież takie karuzele nigdy nie kręcą się tak szybko, a ta przekroczyła prędkość dziesięciokrotnie.
W panice rozglądnął się za stanowiskiem kontrolującym tą przeklętą machinę. Stało przy niej zakapturzona postać podnosząc dźwignię coraz wyżej, a Susan zaczęła przeraźliwie krzyczeć, co spowodowało również wrzaski ze strony Michaela wskazującego pod stanowisko kontrolne. Ojciec przeżył kolejny wstrząs. Pod stopami czarnej postaci leżał bezwładnie zakrwawiona postać w zielonym mundurku; takie właśnie noszą pracownicy …co tu się dzieje?!
Nie mógł już znieść wrzasku Susan, i szybko podbiegł do owej postaci stojącej na martwym ciele, i odepchnął się z całej siły obok. To był błąd; ręka mordercy zaciśnięta na drążku wyrwała ją na najwyższym poziomie prędkości. Postać upadła na betonową posadzkę, z głowy spadł jej kaptur, ukazując uśmiechniętą mściwie twarz szaleńca.
― Ty sukinsynu! Wyłącz to! ― Ryknął Roderick, siląc się na moc w głosie, ale wyszedł mu raczej przerażony jęk.
― Tato! ― Krzyknął Michael ― To on! To on zabił mamę!
Nagle eksplodowała w nim wściekłość, niczym bomba zżerając wszelkie przerażenie i troski. Jednak miał na to tylko sekundę, bo zdarzyło się coś, co zmusiło go do odwrócenia wzroku od tej wyszczerzonej, sadystycznej twarzy; Susan wypadła z ogromną prędkością z karuzeli, i z potężnym impetem uderzyła o betonową ścianę tunelu strachu. Zsunęła się ze ściany prosto w błotnistą kałużę.
― Niee! Susan! Susan, powiedz coś! ― Wrzasnął zrozpaczony ojciec biegnąc z Michaelem u boku do rannej córki.
Natychmiast zbiegł się tłum, więc Roderick zaczął niemalże przemocą przepychać się ku niej. Jego córka miała poustawiane kończyny pod dziwnymi kątami, twarz i pierś walała się od świeżej krwi.
― Zadzwońcie po karetkę! Szybko! Susan… ― Głos mu się załamał.
Upadł twardo na kolana przy nieruchomej Susan, i sprawdził puls. Jest! Jest puls! W jego duszy rozbłysła iskierka nadziei, pytanie tylko czy zaniknie, czy może raczej utworzy ognisko radości. Dlaczego nie znamy przyszłości? Dlaczego? Dlaczego?!
Kilka minut później zjawiło się dwoje ludzi w białych fartuchach z noszami w dłoniach, i natychmiast ją na nich złożyli. Pobiegli ku otwartym tylnym drzwiom ambulansu z Roderickiem i Michaelem depczącymi im po piętach.
Szybko włożyli ją do środka zapełnionego przeróżnymi ustrojstwami. W środku czekał już kolejny lekarz, który natychmiast wziął się za badanie jego córki. Roderick i Michael usiedli przy niej przyglądając się poczynaniom dwóch zestresowanych lekarzy, podczas gdy trzeci usiadł za kółkiem, i natychmiast wyjechał na ulicę włączywszy uprzednio syrenę alarmową.
Zrozpaczony ojciec skrył twarz za dłońmi, wypowiadając w myślach najróżniejsze przysięgi Bogu. Pewnie to jest i tak pozbawione sensu, ale cóż mu teraz pozostało? Zawsze był pobożnym człowiekiem, więc miał nadzieję, że jego modły zostaną wysłuchane. Przecież to nie jest byle modlitwa o błachą sprawę. Musi zostać wysłuchana! Nie dopuszczał do siebie myśli, że już nigdy nie usłyszy słodkiego głosu Susan.
― Cholera jasna! Tracimy ją! ― Krzyknął pierwszy lekarz rozglądając się gorączkowo za jakimś przyrządem.
― Może ja… ― Jęknął bezradnie Roderick.
― Nie! Niech pan weźmie coś na uspokojenie. Proszę ― Zaproponował drugi lekarz przypatrując się mu z niekłamanym współczuciem.
Roderick przyjął tabletkę z wdzięcznością i opadł z powrotem na krzesło wycierając łzy spływające po policzkach, i upadające na ubłocone spodnie.
Dojechali. Wszyscy trzej lekarze szybko podbiegli do noszy otworzywszy tyle drzwi ambulansu, i wybiegli czym prędzej na zewnątrz z rodziną poszkodowanej.
Roderick widział wszystko jak przez mgłę, słyszał jakby z oddali. Świat jakby wrzucił na najwolniejsze tempo, zł0ośliwie dopasowując się do przykrej sytuacji, aby męki Rodericka trwały jak najdłużej.
Wpadli na długi biały korytarz, zmierzając ku dwuskrzydłowym drzwiom na samym końcu; do Sali operacyjnej. Gdy byli już tuż, tuż, polecili im, aby tutaj zaczekali.
Ojciec z wielkim bólem w sercu patrzył na oddalającą się szybko córkę… oddalającą się także z tego świata. Czemu wybrał akurat to piekielne wesołe miasteczko?! To wszystko jego wina! To przez niego córka jest bliska śmierci! Co z niego za ojciec?! Mógł to przewidzieć, zapytać się wcześniej syna… Jakże się chciało cofnąć wskazówki zegara, i po prostu zostać w bezpiecznym domu.
Zapłakał gorzko.
Dziesięć minut później wyszła kobieta w białym fartuchu. Ojciec natychmiast powstał i zakrzyczał ją pytaniami w akompaniamencie syna.
― Żyje?! Żyje? Niech mi pani powie, że żyje!
Kobieta nie śmiała spojrzeć mu w oczy. Nie wiadomo czy przez wiadomości, jakie przyniosła, czy też fakt, że Roderick wyglądał naprawdę przykro; łzy spływały strumieniami, oczy całe przekrwione, twarz czerwona, ubranie ubłocone… powtarzał w duchu jak mantrę trzy słowa: Powiedz, że żyje!
Wydawało się, że kobieta nigdy nie wypowie tego, z czym przyszła, i po kilku sekundach milczenia już miał przemożną ochotę odepchnięcia jej na bok, i wtargnięcia do Sali operacyjnej. Jednak w końcu odzyskała głos:
― Przykro mi.
― Nie!
Nowa fala dreszczy i łez doprowadziła go aż do drgawek. Serce paliło go jak rażone ogniem, nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Upadł na kolana, chwycił ręce za głowę. Zaczął wykrzykiwać jakieś słowa, których nawet on sam nie mógł zrozumieć.
Przed oczyma wciąż miał roześmianą twarz córki. Silne drgawki sparaliżowały ciało. Przeraźliwy płacz niósł się echem po korytarzach. Krzyki kobiety i Michaela dźwięczały mu w uszach, zlewając się w jakieś przytłumione odgłosy.
Nagle coś w nim zamarło. Ból przełamał barierę. To już koniec. Drżącą ręką wyciągnął sztylet z kieszeni, i wśród mrożących krew w żyłach krzyków Michaela wbił długie ostrze w pierś.
Odszedł, pozostawiając syna samego.

Zapraszam do przeczytania 1 rozdziału mojej książki Smile
25.10.2011 10:20
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Maradine Online
Senna Mara
*

Liczba postów: 633
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #2
RE: Ten jedyny błąd
Powstawiaj akapity, co? Grin To wtedy przeczytam ^^ [ p] w miejscu wcięcia, bez spacji w środku.

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
25.10.2011 15:32
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Plastikowy Jezus Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 24
Dołączył: 23-10-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #3
RE: Ten jedyny błąd
Wkradły Ci się tu jakieś dziwne powtórzenia całych akapitów. Tak chyba nie miało być, a jak miało, to lepiej się do tego nie przyznawać.

Ogólnie, ta cała akcja z ojcem, który nie wiedział, że jego żonę zamordowano w miejscu, do którego chce zabrać teraz dzieci, jest trochę naciągana. Cała fabuła opowiadania nie jest wcale lepsza. Nic nie zostało wyjaśnione. Skąd ten morderca się tam wziął? Skąd wiedział, że ta rodzina zjawi się w wesołym miasteczku? No bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że gość napatoczył się akurat na córkę swojej dawnej ofiary? Nie kupuję takiego zbiegu okoliczności.

Styl masz fajny, całkiem dobrze budujesz dramatyzm sytuacji, ale to nie wystarczy, gdy fabuła jest niedopracowana i idiotyczna. Może mniej wymagający czytelnicy to kupują. Niektórzy w końcu lubią takie opowiadania i ich kiczowate zakończenia, ale ja oczekuję od autora czegoś więcej. Także, nie do końca mi się podobało. Pomysł był fajny (nie jakiś najoryginalniejszy, choć nadal fajny) ale wykonanie już gorsze. Sorry.
25.10.2011 20:02
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Hellgate Offline
Piszący Opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 30
Dołączył: 13-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #4
RE: Ten jedyny błąd
Dziękuję za komentarze Smile
Postaram się za kilka dni wystawić coś lepszego (lepszego w moim wykonaniu nie oznacza dobre...)

Zapraszam do przeczytania 1 rozdziału mojej książki Smile
28.10.2011 06:49
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Czepsson
Niezarejestrowany

 
Post: #5
RE: Ten jedyny błąd
Suabo. A przynajmniej jeśli chodzi o fabułęTongue Tak jak koledze wyżej fakt, że typek nie wiedział gdzie umarła jego żona, po której tak szlochal, wydaje mi się hm... niesamowityGrin Poza tym, tradycyjnie przyczepię się do Susan, Michaela i Rodericka. Czy taka fascynująca historia musi koniecznie mieć miejsce w naszej pięknej Americe? I jeszcze mi się nie podobało trochę językowo, bo na początku były jakieś tam zgrzyty. W ogóle, dużo tu dziwnych zestawień słów typu "rażone ogniem". Nie myślałeś, żeby tego mordercę w kapturze czymś zastąpić w ogóle? Bo to też mi się wydaje kosmos, że gość zabił mena obsługującego karuzelę i po prostu skrył się pod kapturem żeby go nie widzieliTongue tak jak dzieci chowające łeb pod kołdrą i krzyczące 'nie ma mnie';D
28.10.2011 09:15
      Odpowiedz cytując ten post
Hellgate Offline
Piszący Opowiadania
Użytkownik

Liczba postów: 30
Dołączył: 13-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #6
RE: Ten jedyny błąd
Kaptur założył, bo chciał się wdać w Voldemorta Smile
Dzięki za komentarz, za kilka dni wstawię coś bardziej przemyślanego (horror albo parodia).

Zapraszam do przeczytania 1 rozdziału mojej książki Smile
02.11.2011 12:09
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Ghar'Amel Online
Złoty Róg Obfitości
*

Liczba postów: 406
Dołączył: 24-02-2011
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #7
RE: Ten jedyny błąd
To pierwszy komentarz pisany na modłę eranorową, więc może być jeszcze trochę nieudany.
Zacznę od fabuły tekstu, później, gdy już skończę powiem Ci, jakie błędy właściwie popełniłeś.
No dobrze. Po przeczytaniu Twojego tekstu, przez chwilę zapatrywałam się w ekran, nie bardzo pewna, co powinnam napisać. i możesz być pewien, że bynajmniej nie z zachwytu. Prawdę mówiąc, to pozornie nie mam nic do zarzucenia fabule. Dlaczego pozornie? Otóż nie bardzo rozumiem, dlaczego jakiś zakapturzony mężczyzna chciał zabić pewną kobietę, a później jej córkę? Tu oczywiście rodzi się pytanie, dlaczego mała Susan była sama na karuzeli. Raczej niezbyt prawdopodobne, chyba że wybrali się na wesołe miasteczko wieczorem, bądź wcześnie rano. Niestety, nie mam nawet jak domyślać się, jaka była pora dnia – nic o niej nie wspomniałeś i nie miałam żadnego odnośnika co do czasu. Dziwne jest też to, że Roderick nie wiedział gdzie zginęła jego żona. Sądzę, iż powinien doskonale znać to miejsce bez względu na wszystko – oczywiście patrząc na to, jak bardzo żonę kochał.
Zachowanie Rodericka na końcu jest, przynajmniej dla mnie, całkowicie nielogiczne. Ma przecież syna, na dodatek dwunastoletniego. Skoro tak bardzo kochał swoje dzieci, to czemu odebrał synowi ojca? Rozumiem, że śmierć córeczki bardzo na niego wpłynęła, ale nie do tego stopnia. Ludziom giną całe rodziny, a oni przezywają. Oczywiście nie można wykluczyć przypuszczenia, że Roderick był osobą bardzo słabą psychicznie. No i kto normalny w dzisiejszych czasach nosi przy sobie sztylet? W tym miejscu każdy mógłby pomyśleć, że główny bohater jest niezrównoważony psychicznie, a nawet uznać jego śmierć za dobrą, bo tym samym uwolnił od siebie syna. Moim zdaniem, zachowanie głównego bohatera Rodericka, jest po prostu śmieszne i całkowicie niespójne.
Teraz może coś o owym zamaskowanym człowieku. Jedyne co o nim wiemy to fakt, że jest wysoki, a na głowie ma kaptur, później jeszcze uśmiecha się jak szaleniec. Tutaj informacje o jego wyglądzie nie powinny się kończyć, ale jest ich za mało i nie mam już czego rozszerzać. Zostaje tylko jego zachowanie. Co takiego zrobiła mu ta biedna kobieta, że postanowił ją zabić? I to w wesołym miasteczku? Zaczyna się sfera domysłów. Oczywiście, nie pomijając faktu, że spowodował śmierć małej dziewczynki. To albo całkowity psychopata, albo człowiek bez sumienia. W sumie… na jedno wychodzi. Kolejne pytanie: co się z nim stało później? Uciekł? Niewiadomo.
Wybacz, ale nie spodobało mi się.
Teraz błędy maści wszelakiej.
Hellgate napisał(a):że po prostu nie wytrzymuje, i szuka śmierci
Przed „i” nie stawiamy przecinków. Nie będę ci wymieniać każdego przecinka właśnie w takich sytuacjach, bo było ich znacznie za dużo. Oczywiście wyjątkiem jest wyliczenie.
Hellgate napisał(a):― Tatusiu, co to za niespodzianka? ― Dopytywała się Susan z promiennym uśmiechem na twarzy.
Hellgate napisał(a):― Za chwilkę się dowiesz, kochanie ― Odparł ojciec zerkając w lusterko samochodu na syna; jego mina nie wskazywała, że jest zadowolony.

Zbędna duża litera. Gdy opisujemy wypowiedź, na przykład: powiedział, szepnął, wymamrotał, burknął, warknął itd., to nie stawiamy przecinków. Jednak gdy piszemy już co innego, na przykład:
- Nie rób tego! – Kobieta odwróciła głowę, ale nie posłuchała.
To nie opisuje w jaki sposób ktoś zaintonował wypowiedź, ale odnosi się do innej czynności. W takich wypadkach stawiamy dużą literę. Mam nadzieję, że się połapałeś.
Błędów ortograficznych nie było, a ja nie jestem specjalistką w wyszukiwaniu potknięć interpunkcyjnych czy stylistycznych. Wyłapuję tylko te najbardziej rzucające się w oczy.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale wstęp powtarza się dwa razy.
Ach, zapomniałabym.
Hellgate napisał(a):Czy ten wypad to był rzeczywiście dobry pomysł? Oceńcie sami.
Aaaa! Co to jest? Nigdy, ale to nigdy nie dodawaj takich wtrąceń bezpośrednio do opowiadania.

Dziękuję.

[Obrazek: scaled.php?server=100&filename=w...res=medium]

Wariat to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2011 17:47 przez Vipera.)
02.11.2011 14:49
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Marša Online
wredne maleństwo
Moderator

Liczba postów: 378
Dołączył: 08-11-2011
Reputacja: 11
Niebiańska
Post: #8
RE: Ten jedyny błąd
Nie do końca przemawia do mnie to powielanie akapitów. Podejrzewam, że miało to zmusić do jakiejś refleksji czy coś, ale przynajmniej na mnie nie podziałało. Przelatywałam duble wzrokiem po przekątnej i czytałam dalej. Styl był niezły, ale było sporo kwiatków, które wybijały mnie z czytania. Jakie to były kwiatki, to można sobie poczytać niżej, bo jak zwykle kopiowałam sobie co ciekawsze cytaty i komentowałam je w czasie czytania. Niestety zauważyłam zwiększenie się ilości kwiatków im bliżej było do końca tekstu. :(
Technicznie patrząc, to rzuciły mi się dwie sprawy. Jedno to zapis dialogów, który już Ghar'Amel wyjaśniła. Drugie to przecinek przed "i", który też wyjaśniła. Nie jestem pewna, ale przed drugim, trzecim, itd. "i" w zdaniu już się go stawia, ale przed
pierwszym nigdy. A! I były jeszcze literówki. Co ciekawsze wynotowałam poniżej, ale nie są to wszystkie.
No i chwilami zdania brzmiały mi topornie. Niby dobre, ale zdecydowanie wyglądałby lepiej, jakby chociaż zmienić w nich szyk słów. Żeby daleko od początku tekstu nie szukać, to na przykład temu by to na dobre wyszło:
Cytat:Z kolei Michael był smutny i wiecznie zestresowany od momentu, gdy na jego oczach
dwa lata temu matka została zamordowana.

Jeśli chodzi o fabułę jako taką, to zgadzam się z Czepsson. Niedoinformowany tatuś, to jakaś grubymi nićmi szyta sprawa. W dodatku niedomyślny tatuś. Jeśli chłopak przeżył traumę w wesołym miasteczku, to prawdopodobnie każde wesołe miasteczko będzie mu się źle kojarzyło. To jak przeżyć katastrofę samolotu. Jeśli po czymś takim ktoś będzie miał traumę, to raczej będzie się bał samolotów ogólnie, a nie tego jednego wraku w porywie modelu, a reszta nie będzie stanowiła dla niego problemu. Chyba że mam oceniać inteligencję Rodericka przez pryzmat znaczenia jego nazwiska.
Motyw karuzeli, fajny, chociaż podejrzewam, że takich prędkości, aby się obraz osoby na karuzeli rozmazywał w ludzkim oku (pomijam krótkowidzów bez okularów/szkieł, bo nie o to tu chodzi), to karuzela nie mogłaby osiągnąć. Rozpadłaby się. Przy ambulansie też mi trochę nie pasował natłok lekarzy. Jeździ chyba jeden, reszta to ratownicy medyczni. Ale tu nie jestem pewna, więc upierała się nie będę. A! I krzesło w ambulansie mnie zdziwiło. Niezbyt stabilna rzecz w czymś co jeździ.
No i jest jeszcze kwestia zakończenia. Ja rozumiem dramat i tak dalej, ale tego, że ponoć dusza człowiek nosi w kieszeni sztylet (nie nóż sprężynowy, nie scyzoryk, ale sztylet!), tego do końca zrozumieć nie mogę. Jakby nagle poderwał się z miejsca i wbiegł na salę operacyjną, porwał zakrwawiony skalpel i nim się zabił, to już by bardziej do mnie przemówiło. A tymczasem jest jak jest.


Cytaty różne:


Cytat:Siedmioletnią Susan i dwunastoletniego Michaela.
nie widzę żadnego
powodu, aby "siedmioletnia" miało być napisane z wielkiej litery. Chyba, że to jej nazwisko, jeśli tak, to jej współczuję.

Cytat:Roderick Stonehead był dobrym człowiekiem, o którym nie można było powiedzieć złego słowa.
A mnie tu zaczyna trącić masełkiem maślanym.

Cytat:Roderick zawsze był człowiekiem miłym, i to czasami bardziej niż można by sobie życzyć, a z roku na rok staje się jeszcze milszy, więc niektórzy zaczęli podejrzewać, że
za tymi dobrymi słowami kryje się kpina.
Trochę na domysł rozumiem, że słowa kpiny miały pochodzić od Rodrysia. Co bardziej nie gra w tym zdaniu, to "staje się". Całe zdanie jest w czasie przeszłym i to jedno słowo gryzie się z resztą. "Stawał się"
byłoby zdecydowanie bardziej na miejscu.

Cytat:Nie znam cię pierwszy…
bardzo mnie zastanawia co miało być dalej, bo wszystko, co mi do głowy przychodzi nie ma sensu.

Cytat:Ale nie na długo; to miejsce sprawiało go o powrót
"Sprawianie go" kojarzy mi się tylko ze sprawianiem zwierzyny, co nie ma tu większego sensu.
Podejrzewam, ze miało być "przyprawiało go".

Cytat:Dosiadła jednego z nich, i zaczęła się kręcić, rycząc z uciechy
a ja zakwiczałam ze śmiechu razem z jej ryczeniem. Naprawdę ten ryk jest tam konieczny? Może
to kwestia gustu, ale mnie on jakoś nie pasuje.

Cytat:Przecież takie karuzele nigdy nie kręcą się tak szybko, a ta przekroczyła prędkość dziesięciokrotnie.
Nasuwa się pytanie jaką prędkość. Pewnikiem dozwoloną, normalną, charakterystyczną dla niej... ale może też światła. Niedoprecyzowanie też jest czasami złe.

Cytat:Stało przy niej zakapturzona postać
To mówi samo za siebie. :)

Cytat:i odepchnął się z całej siły obok.
Siła oboku? Dobra, wiem... Miało być "na bok", ale nie wyszło i koniec końców wybiło mnie z atmosfery dramatyzmu, towarzyszącej tej scenie.

Cytat:Zsunęła się ze ściany prosto w błotnistą kałużę.
Taka sprawa kosmetyczna, ale chyba ładniej brzmiałaby, że zsunęła się po ścianie.

Cytat:Jego córka miała poustawiane kończyny pod dziwnymi kątami, twarz i pierś walała się od świeżej krwi.
Poustawiane w tym kontekście nie pasuje. Nikt jej ich nie ustawiał. Mogła je mieć powyginane. Walanie się też nie pasuje.

Cytat:W jego duszy rozbłysła iskierka nadziei, pytanie tylko czy zaniknie, czy może raczej utworzy ognisko radości. Dlaczego nie znamy przyszłości?
Polecam przeczytać to sobie na głos. Ślicznie się rymuje <3

Cytat:Świat jakby wrzucił na najwolniejsze tempo, zł0ośliwie
Mówi samo za siebie.

Cytat:do Sali operacyjnej.
Złośliwa autokorekta worda.

Cytat:chwycił ręce za głowę.
Jego ręce miały głowę? Brrrrrr. Trąci horrorem.

Cytat:rzyki kobiety i Michaela dźwięczały mu w uszach, zlewając się w jakieś przytłumione odgłosy.
Wróć! Moment. Jakiej kobiety?!

Notatka od Ghar'Amel, 09.11.2011 16:20:

Poprawiłam tagowanie.


š = sz
08.11.2011 19:24
      Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Makemine
Niezarejestrowany

 
Post: #9
RE: Ten jedyny błąd
Nie będę się powtarzać w wymienianiu błędów interpunkcyjnych bądź nagminnych powtórzeń, gdyż zrobili to moim poprzednicy. Od siebie dodam zaledwie kilka zdań. Początek nie jest zły, ale pogubiłam się troszeczkę w momencie powtórzenia całego początku tekstu. Historia oczywiście naciągana, facet nie wie, gdzie zginęła jego żona, nagle psychopata w miasteczku, córka ginie... Osobiście rozwinęłabym to opowiadanie w kierunku ułomności psychicznej tego dwunastolatka, mógłby być opętany, mógłby rzucić się na psychopatę przy dźwigni sterującej karuzelę, mógł zawrzeć pakt z diabłem, że nie da umrzeć przedwcześnie już nikomu ze swojej rodziny, że wystarczy ofiara z matki. Może jakieś elementy fantazy ? Czysta moc odebrana diabłu dzięki wszechstronności umysłu ? Czemu nie.
Pozdrawiam, pisz dalej.
03.12.2011 18:37
      Odpowiedz cytując ten post
Anelin Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 13
Dołączył: 05-04-2012
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #10
RE: Ten jedyny błąd
Kiedy zaczęłam czytać to powtórzenie akapitu całkowicie zbiło mnie z tropu. To było celowe? Nie poprawiłeś tego jesli wkradłby się błąd, wiec strzelam, że tak...Tylko po co? Never mind, jesteś autorem wszystko Ci wolno Grin

Chcę powiedzieć na wstępie, że się zdenerwowałam zachowaniem ojca! Ja wiem, że rozpacz, strata odbiera logiczne myślenie, ale żeby samobójstwo? Na oczach syna? Przecież on też kogoś tracił- matkę, siostrę i teraz ojca? To samolubne, egoistyczne i nielogiczne. Jeśli chciałeś wywrzeć na czytelniku emocje to udało Ci się, moje sięgnęły zenitu Grin

Parę rzeczy nie pasowało mi. Akcja dzieje się szybko i wiele rzeczy pozostaje niewyjaśnionych. Ale plus dla Ciebie za styl. Szybko i płynnie się czyta a to coś co nie od tak można sobie wyrobić. Fabuła czy pomysł na historię dopadnie Cię w najbardziej nieoczekiwanym momencie- jak mnie gdy na przykład myję zęby Grin Ale własny styl? Nie, z tym nie jest tak łatwo.


Pozdrawiam CIę cieplutko i czekam na kolejną dawkę twórczości!

Kiedy wszystko inne zawiedzie, dajcie za wygraną i idźcie do biblioteki.

— Stephen King
06.04.2012 13:27
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: