Totamon
Witam wszystkich forumowiczów. To jest mój debiut na tym forum. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Totamon
Rozdział I - Korintia
Na początku byli Guliwiusz i Dasius. Dwaj bracia nieśmiertelni. Nie ulega wątpliwości, że to Guliwiusz stworzył świat i wszystkich jego mieszkańców. Łącznie ze swoją uroczą żoną, Dureną, z którą spłodził troje cudownych dzieci. Wspaniałego Totamona, mądrego Aniriana i śliczną Hiverię.
Świat Guliwiusza, czyli Hanos zachwycał swym ogromem. Miał postać wielkiego słupa z czterema platformami, lecz kraj stwórcy i jego rodziny, Korintia nie znajdował się na żadnej z nich. Unosił się on ponad obłokami i platformami na firmamencie.
Helia i Robel to siostra i brat, poddani króla Guliwiusza, mieszkańcy stolicy Korintii, Odas. Bardzo wpływowi nieśmiertelni. Rodzeństwo dzieliło miasto z wróżkami i wampirami, istotami magicznymi stworzonymi przez Guliwiusza.
- Helio, me serce ucieka ku Alaniel, królowej wróżek – rzekł pewnego dnia Robel. – Pragnę się z nią ożenić i zamieszkać u niej. Czy poradzisz sobie sama, kiedy odejdę?
- Och, myślę, że tak – powiedziała siostra. – Oled i Cordian walczą o moje względy, a ja podjęłam już decyzję. Wybrałam Oleda, króla wampirów.
Słowa rodzeństwa wkrótce się spełniły. W Odas odbyło się huczne wesele, na które zaproszono wszystkich mieszkańców miasta. I wszyscy byli zadowoleni. Nawet wampir Cordian, który znalazł miłość w ramionach Roxanne.
Jedynie Dasius nie radował się ze wszystkimi. W głębi duszy był zazdrosny o Guliwiusza i jego sukces. Postanowił stworzyć swój własny świat. Jeszcze wspanialszy niż ten poprzedni, lecz udało mu się tylko stworzyć małą platformę, którą szybko przypiął do słupa Guliwiusza.
- Nie zapomnij o nas! – wołał za nim Guliwiusz, kiedy ten odchodził. – Weź ten kamień, żebyś nigdy nie zapomniał o mnie, twoim największym przyjacielu – rzekł król i podał Dasiusowi błękitny kryształ.
- Wspaniałe kamienie – mówiła później Durena. – Skąd je masz?
- Nasi górnicy wydobyli je niedawno z podziemi. Postanowiłem stworzyć z nich medaliony, które będę wręczał zasłużonym Korintyjczykom – powiedział król.
- Dostanę jeden? – zapytała Durena.
- Oczywiście, kochanie. Dla ciebie wszystko.
Księżniczka Elenor, córka Alaniel i Robela stała na balkonie i mętnym wzrokiem wpatrywała się w okna królewskiego pałacu.
- Ty go naprawdę kochasz – stwierdziła jej siostra, Olivata, stojąca obok.
- Tak, ale nie wiem czy on mnie też – rzekła Elenor. – Byłam z nim niedawno na królewskim balu, uczymy się razem magicznych zaklęć i spędzamy wspólnie popołudnia, ale to wszystko. Olivato, kocham go, odkąd ujrzałam go po raz pierwszy, a on jeszcze ani razu w żaden sposób nie okazał jakiegokolwiek uczucia do mnie.
- Ja bym już sobie dawno dała spokój – powiedziała ostatnia z sióstr, Sariel. – Widać to partia nie dla ciebie.
- Zamknij się! – krzyknęły jednocześnie Elenor i Olivata.
- Nie widzisz, że ona go kocha? – zapytała siostrę Olivata.
- To chyba wy nie widzicie, że on ją otwarcie ignoruje. Traktuje ją przedmiotowo i utrzymuje kontakty tylko ze względu na przyjaźń naszych rodziców. On ma już prawie trzydzieści lat, dziewczyno! Ile lat można kogoś nie zauważać? Zejdźże ty w końcu na ziemię!
- Odczep się Sariel – powiedziała Elenor. – Po prostu jesteś zazdrosna o to, że mam kogoś, kogo mogę kochać.
- Właśnie – dodała Olivata. – Ty się chyba nigdy nie zakochałaś, co?
- Obie się mylicie. Megir, syn naszej ciotki Helii i Oleda to całkiem niezła partia.
- Przecież to nasz kuzyn! – powiedziała Olivata z obrzydzeniem. – Nie dość, że to niemoralne, to jeszcze nielegalne.
- Nic mnie to nie obchodzi. Kochamy się, a wy jeszcze zobaczycie! Ten wasz Totamon to zwykły, apatyczny, apodyktyczny kretyn, który myśli, że wszystko mu wolno! – Sariel rozpłakała się i wybiegła z pałacu.
- Szmata – wyszeptała Elenor.
- Elenor! To nielegalne. W Odas nie wolno tak mówić. Będę musiała poinformować policję, jeżeli nie zmienisz swojego słownictwa – powiedziała Olivata i poszła do biblioteki.
- A idź ty z tym swoim prawem – powiedziała później Elenor i również zeszła z balkonu. Zamknęła za sobą drzwi, gdyż obawiała się chłodu z zewnątrz i usiadła na błękitnej sofie. Błękit. Jakże znienawidzony przez Elenor był to kolor! Lecz niestety wszystko w tym domu musiało być błękitne lub białe. Taki był wymóg Alaniel, jej matki. Elenor czasami miała jej serdecznie dość.
Elenor postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Totamon będzie jej, czy tego chce, czy nie.
Totamon robił to co zwykle. Leżał na swoim królewski łożu i myślał o Elenor.
- Znowu zadręczasz się myślami o tej dziewczynie? – Zapytał Anirian. – powinieneś iść w ślady naszej siostry, Hiverii. Ona założyła własne państwo, jest sobie królową i żyje w pełnym szczęściu.
- Dziękuję za takie szczęście, Anirianie - rzekł Totamon. – Reżim, który narzuciła swoim poddanym jest wprost zdumiewający. Wiesz, że ona pokryła śniegiem i lodem cały swój kraj i wiecznie trwa u nich zima? Czasami zaczynam wątpić, czy Hiveria jest naszą siostrą.
- Hiveria po prostu lubi zimę – zaczął bronić siostry Anirian. – Ale czy Guliwiusz, nasz ojciec nie prowadzi podobnej polityki? U nas nie można nawet złego słowa powiedzieć, żeby nie wzbudzić jego gniewu.
- Gdyby nie to, że jej lodowe berło, to potężna magiczna broń, to już dawno zrobiłbym z nią porządek.
Anirian i Totamon leżeli chwilę w milczeniu. Oboje przestali już myśleć o siostrze, bo dawno już się pogodzili z jej odmiennością. Totamon powtarzał co chwilę imię swojej oblubienicy.
- Dlaczego po prostu nie wyznasz jej miłości? – zapytał w pewnym momencie Anirian, który nie mógł już znieść gadania brata.
- Codziennie próbuję! – krzyknął Totamon, zrywając się z łóżka. – Nawet nie wiesz jakie to trudne! A poza tym, to ona prawdopodobnie doskonale wie, że ją kocham.
- I tu się właśnie mylisz – rzekł Anirian spoglądając przez okno w stronę pałacu Alaniel. Nagle wyciągnął rękę i pomachał.
- Widzisz ją? – zapytał Totamon, podbiegając do okna. Pod nim Odas pogrążone było w codziennym życiu. Małe i duże domy poprzecinane siecią ulic. Tylko na horyzoncie majaczył budynek większy niż inne. To właśnie w niego wpatrywał się królewicz. – Jest, jest! – zawołał nagle i wybiegł z pałacu. Anirian tylko pokręcił głową i wyszedł za nim.
Elenor stała przed białą bramą swojego pałacu na ruchliwej, miejskiej drodze wyłożonej białym brukiem. Szczerze mówiąc całe Odas było białe, ale nie była to zimna, martwa biel, tylko jej cieplejszy odcień. Tylko parki, klomby, zieleńce, dachy domów, które były czerwone, drzwi i ramy okien wyróżniały się na tle białych, kamiennych ścian i bruków.
Ulice w Odas przeważnie były strome i wąskie. Tylko główne szlaki były płaskie i szerokie, ale Elenor nigdy tamtędy nie chodziła. Wolała małe, zatłoczone, miejskie ulice, gdzie zawsze spotykała znajomych i gdzie mogła podziwiać piękno stolicy.
- Witaj Marlene ! – zawołała księżniczka na widok przyjaciółki, której głowa wystawała z okna na parterze w jednym z domów.
- Cześć Elenor! Słyszałaś najnowsze wieści? – zapytała dziewczyna. Marlene pochodziła z wpływowej kupieckiej rodziny i zawsze wiedziała wszystko o wszystkim. – Podobno szykuje się niezła wojna. Twoja siostra, Sariel i jej kumpel Megir chcą przejąć władzę w Odas.
- Kochana, przecież wiesz, że Sariel jest porąbana! – zawołała Elenor śmiejąc się głośno. – Sariel ma co prawda magiczną różdżkę ognia i wiele może nią zdziałać, ale Guliwiusza nie pokona.
- Nie byłabym tego taka pewna. Podobno Sariel ma po swojej stronie wampiry. Nie sądzisz, że to dość wybuchowe połączenie?
- Coś ci powiem – rzekła Elenor przysuwając się bliżej przyjaciółki i wkładając głowę do wnętrza jej domu. – Nawet gdyby po stronie Sariel stanęło całe Odas łącznie ze mną, Olivatą, Totamonem i Anirianem, to Guliwiusz i tak by nas pokonał.
- Mów sobie co chcesz, a ja i tak się zabezpieczę przed ewentualną zmianą głowy panującej.
Elenor tylko spojrzała z politowaniem na Marlene i pognała w stronę pałacu królewskiego. Przez tą rozmowę prawie zapomniała po co wyszła z domu. Zaczęła się powoli wspinać na wzgórze, które dzieliło ja od królewskiego pałacu. Nagle zza horyzontu, ze strony pałacu zaczęła się wyłaniać znajoma postać.
- Totamon! - zawołała Elenor. – I zaczęła z uśmiechem na twarzy i otwartymi ramionami biec w stronę ukochanego. On zatrzymał się i stał w miejscu jak skamieniały, ale Elenor nie zrażała się. Podbiegła do niego i wyściskała go gorąco.
- Elenor – powiedział cicho królewicz, nie wykonując nawet najmniejszego drgnięcia. Elenor odskoczyła od niego i utkwiła wzrok w ziemi. – Kocham cię.
Księżniczka podniosła wzrok rozradowana.
- Ja ciebie też! – zawołała.
Anirian i Olivata stali obok i patrzyli na siebie uśmiechnięci. Ona trzymała jakieś książki, on ją obejmował.
- Udało się – powiedzieli cicho do siebie.
"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2012 18:53 przez Brutus.)
|