Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 3 Głosów - 3 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Totamon
Autor Wiadomość
Brutus Offline
Hyacintho Sanguinem
Użytkownik

Liczba postów: 19
Dołączył: 28-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #1
Totamon
Witam wszystkich forumowiczów. To jest mój debiut na tym forum. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Totamon

Rozdział I - Korintia

Na początku byli Guliwiusz i Dasius. Dwaj bracia nieśmiertelni. Nie ulega wątpliwości, że to Guliwiusz stworzył świat i wszystkich jego mieszkańców. Łącznie ze swoją uroczą żoną, Dureną, z którą spłodził troje cudownych dzieci. Wspaniałego Totamona, mądrego Aniriana i śliczną Hiverię.
Świat Guliwiusza, czyli Hanos zachwycał swym ogromem. Miał postać wielkiego słupa z czterema platformami, lecz kraj stwórcy i jego rodziny, Korintia nie znajdował się na żadnej z nich. Unosił się on ponad obłokami i platformami na firmamencie.
Helia i Robel to siostra i brat, poddani króla Guliwiusza, mieszkańcy stolicy Korintii, Odas. Bardzo wpływowi nieśmiertelni. Rodzeństwo dzieliło miasto z wróżkami i wampirami, istotami magicznymi stworzonymi przez Guliwiusza.
- Helio, me serce ucieka ku Alaniel, królowej wróżek – rzekł pewnego dnia Robel. – Pragnę się z nią ożenić i zamieszkać u niej. Czy poradzisz sobie sama, kiedy odejdę?
- Och, myślę, że tak – powiedziała siostra. – Oled i Cordian walczą o moje względy, a ja podjęłam już decyzję. Wybrałam Oleda, króla wampirów.
Słowa rodzeństwa wkrótce się spełniły. W Odas odbyło się huczne wesele, na które zaproszono wszystkich mieszkańców miasta. I wszyscy byli zadowoleni. Nawet wampir Cordian, który znalazł miłość w ramionach Roxanne.
Jedynie Dasius nie radował się ze wszystkimi. W głębi duszy był zazdrosny o Guliwiusza i jego sukces. Postanowił stworzyć swój własny świat. Jeszcze wspanialszy niż ten poprzedni, lecz udało mu się tylko stworzyć małą platformę, którą szybko przypiął do słupa Guliwiusza.
- Nie zapomnij o nas! – wołał za nim Guliwiusz, kiedy ten odchodził. – Weź ten kamień, żebyś nigdy nie zapomniał o mnie, twoim największym przyjacielu – rzekł król i podał Dasiusowi błękitny kryształ.
- Wspaniałe kamienie – mówiła później Durena. – Skąd je masz?
- Nasi górnicy wydobyli je niedawno z podziemi. Postanowiłem stworzyć z nich medaliony, które będę wręczał zasłużonym Korintyjczykom – powiedział król.
- Dostanę jeden? – zapytała Durena.
- Oczywiście, kochanie. Dla ciebie wszystko.

Księżniczka Elenor, córka Alaniel i Robela stała na balkonie i mętnym wzrokiem wpatrywała się w okna królewskiego pałacu.
- Ty go naprawdę kochasz – stwierdziła jej siostra, Olivata, stojąca obok.
- Tak, ale nie wiem czy on mnie też – rzekła Elenor. – Byłam z nim niedawno na królewskim balu, uczymy się razem magicznych zaklęć i spędzamy wspólnie popołudnia, ale to wszystko. Olivato, kocham go, odkąd ujrzałam go po raz pierwszy, a on jeszcze ani razu w żaden sposób nie okazał jakiegokolwiek uczucia do mnie.
- Ja bym już sobie dawno dała spokój – powiedziała ostatnia z sióstr, Sariel. – Widać to partia nie dla ciebie.
- Zamknij się! – krzyknęły jednocześnie Elenor i Olivata.
- Nie widzisz, że ona go kocha? – zapytała siostrę Olivata.
- To chyba wy nie widzicie, że on ją otwarcie ignoruje. Traktuje ją przedmiotowo i utrzymuje kontakty tylko ze względu na przyjaźń naszych rodziców. On ma już prawie trzydzieści lat, dziewczyno! Ile lat można kogoś nie zauważać? Zejdźże ty w końcu na ziemię!
- Odczep się Sariel – powiedziała Elenor. – Po prostu jesteś zazdrosna o to, że mam kogoś, kogo mogę kochać.
- Właśnie – dodała Olivata. – Ty się chyba nigdy nie zakochałaś, co?
- Obie się mylicie. Megir, syn naszej ciotki Helii i Oleda to całkiem niezła partia.
- Przecież to nasz kuzyn! – powiedziała Olivata z obrzydzeniem. – Nie dość, że to niemoralne, to jeszcze nielegalne.
- Nic mnie to nie obchodzi. Kochamy się, a wy jeszcze zobaczycie! Ten wasz Totamon to zwykły, apatyczny, apodyktyczny kretyn, który myśli, że wszystko mu wolno! – Sariel rozpłakała się i wybiegła z pałacu.
- Szmata – wyszeptała Elenor.
- Elenor! To nielegalne. W Odas nie wolno tak mówić. Będę musiała poinformować policję, jeżeli nie zmienisz swojego słownictwa – powiedziała Olivata i poszła do biblioteki.
- A idź ty z tym swoim prawem – powiedziała później Elenor i również zeszła z balkonu. Zamknęła za sobą drzwi, gdyż obawiała się chłodu z zewnątrz i usiadła na błękitnej sofie. Błękit. Jakże znienawidzony przez Elenor był to kolor! Lecz niestety wszystko w tym domu musiało być błękitne lub białe. Taki był wymóg Alaniel, jej matki. Elenor czasami miała jej serdecznie dość.
Elenor postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Totamon będzie jej, czy tego chce, czy nie.

Totamon robił to co zwykle. Leżał na swoim królewski łożu i myślał o Elenor.
- Znowu zadręczasz się myślami o tej dziewczynie? – Zapytał Anirian. – powinieneś iść w ślady naszej siostry, Hiverii. Ona założyła własne państwo, jest sobie królową i żyje w pełnym szczęściu.
- Dziękuję za takie szczęście, Anirianie - rzekł Totamon. – Reżim, który narzuciła swoim poddanym jest wprost zdumiewający. Wiesz, że ona pokryła śniegiem i lodem cały swój kraj i wiecznie trwa u nich zima? Czasami zaczynam wątpić, czy Hiveria jest naszą siostrą.
- Hiveria po prostu lubi zimę – zaczął bronić siostry Anirian. – Ale czy Guliwiusz, nasz ojciec nie prowadzi podobnej polityki? U nas nie można nawet złego słowa powiedzieć, żeby nie wzbudzić jego gniewu.
- Gdyby nie to, że jej lodowe berło, to potężna magiczna broń, to już dawno zrobiłbym z nią porządek.
Anirian i Totamon leżeli chwilę w milczeniu. Oboje przestali już myśleć o siostrze, bo dawno już się pogodzili z jej odmiennością. Totamon powtarzał co chwilę imię swojej oblubienicy.
- Dlaczego po prostu nie wyznasz jej miłości? – zapytał w pewnym momencie Anirian, który nie mógł już znieść gadania brata.
- Codziennie próbuję! – krzyknął Totamon, zrywając się z łóżka. – Nawet nie wiesz jakie to trudne! A poza tym, to ona prawdopodobnie doskonale wie, że ją kocham.
- I tu się właśnie mylisz – rzekł Anirian spoglądając przez okno w stronę pałacu Alaniel. Nagle wyciągnął rękę i pomachał.
- Widzisz ją? – zapytał Totamon, podbiegając do okna. Pod nim Odas pogrążone było w codziennym życiu. Małe i duże domy poprzecinane siecią ulic. Tylko na horyzoncie majaczył budynek większy niż inne. To właśnie w niego wpatrywał się królewicz. – Jest, jest! – zawołał nagle i wybiegł z pałacu. Anirian tylko pokręcił głową i wyszedł za nim.

Elenor stała przed białą bramą swojego pałacu na ruchliwej, miejskiej drodze wyłożonej białym brukiem. Szczerze mówiąc całe Odas było białe, ale nie była to zimna, martwa biel, tylko jej cieplejszy odcień. Tylko parki, klomby, zieleńce, dachy domów, które były czerwone, drzwi i ramy okien wyróżniały się na tle białych, kamiennych ścian i bruków.
Ulice w Odas przeważnie były strome i wąskie. Tylko główne szlaki były płaskie i szerokie, ale Elenor nigdy tamtędy nie chodziła. Wolała małe, zatłoczone, miejskie ulice, gdzie zawsze spotykała znajomych i gdzie mogła podziwiać piękno stolicy.
- Witaj Marlene ! – zawołała księżniczka na widok przyjaciółki, której głowa wystawała z okna na parterze w jednym z domów.
- Cześć Elenor! Słyszałaś najnowsze wieści? – zapytała dziewczyna. Marlene pochodziła z wpływowej kupieckiej rodziny i zawsze wiedziała wszystko o wszystkim. – Podobno szykuje się niezła wojna. Twoja siostra, Sariel i jej kumpel Megir chcą przejąć władzę w Odas.
- Kochana, przecież wiesz, że Sariel jest porąbana! – zawołała Elenor śmiejąc się głośno. – Sariel ma co prawda magiczną różdżkę ognia i wiele może nią zdziałać, ale Guliwiusza nie pokona.
- Nie byłabym tego taka pewna. Podobno Sariel ma po swojej stronie wampiry. Nie sądzisz, że to dość wybuchowe połączenie?
- Coś ci powiem – rzekła Elenor przysuwając się bliżej przyjaciółki i wkładając głowę do wnętrza jej domu. – Nawet gdyby po stronie Sariel stanęło całe Odas łącznie ze mną, Olivatą, Totamonem i Anirianem, to Guliwiusz i tak by nas pokonał.
- Mów sobie co chcesz, a ja i tak się zabezpieczę przed ewentualną zmianą głowy panującej.
Elenor tylko spojrzała z politowaniem na Marlene i pognała w stronę pałacu królewskiego. Przez tą rozmowę prawie zapomniała po co wyszła z domu. Zaczęła się powoli wspinać na wzgórze, które dzieliło ja od królewskiego pałacu. Nagle zza horyzontu, ze strony pałacu zaczęła się wyłaniać znajoma postać.
- Totamon! - zawołała Elenor. – I zaczęła z uśmiechem na twarzy i otwartymi ramionami biec w stronę ukochanego. On zatrzymał się i stał w miejscu jak skamieniały, ale Elenor nie zrażała się. Podbiegła do niego i wyściskała go gorąco.
- Elenor – powiedział cicho królewicz, nie wykonując nawet najmniejszego drgnięcia. Elenor odskoczyła od niego i utkwiła wzrok w ziemi. – Kocham cię.
Księżniczka podniosła wzrok rozradowana.
- Ja ciebie też! – zawołała.
Anirian i Olivata stali obok i patrzyli na siebie uśmiechnięci. Ona trzymała jakieś książki, on ją obejmował.
- Udało się – powiedzieli cicho do siebie.

"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2012 18:53 przez Brutus.)
28.07.2011 13:56
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Maradine Online
Senna Mara
*

Liczba postów: 633
Dołączył: 15-02-2011
Reputacja: 4
Pozytywna
Post: #2
RE: Totamon
"Traktuje ją przedmiotalnie" - przedmiotowo raczej, ale nie powiem na 100%
Kilka powtórzeń.

Powiedz mi najpierw, czy to część czegoś większego, czy to już koniec?
Bo strasznie szybko lecisz z akcją itp itd, a kończy się jak koniec. Jednak wcześniej była romowa o wojnie. No to jak?

[Obrazek: scaled.php?server=41&filename=wo...es=landing]
28.07.2011 15:22
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Brutus Offline
Hyacintho Sanguinem
Użytkownik

Liczba postów: 19
Dołączył: 28-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #3
RE: Totamon
Mogę śmiało powiedzieć, że jest to malutka cząsteczka czegoś ogromnego Blink
To, co teraz zamieściłem to 3 i pół strony w Wordzie, napisane mam 26, a w wersji roboczej ponad 120, więc spodziewajcie się kolejnych części.

Masz rację, przedmiotowo. Już poprawiłem.

"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2011 15:51 przez Brutus.)
28.07.2011 15:47
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Południca
Niezarejestrowany

 
Post: #4
RE: Totamon
Zaczynało się ciekawie, fabuła dawała radę, ale trochę zmroził mnie taki nagły przeskok ze stylu przypominającego greckie mity, do czegoś co kojarzy mi się z produkcjami Disneya. Nie mówię, że to źle, albo że zamysł był zwyczajnie kiepski, jednakowoż nie przypadł mi do gustu jeżyk potoczny, który nagle się tutaj pojawił. Nastawiłam się odrobinę na coś innego, niemniej zapowiada się ciekawie, świat który wykreowałeś bardzo mnie zaintrygował, a przynajmniej ta jego cześć ukazana w tekście.
28.07.2011 16:28
      Odpowiedz cytując ten post
hekate20 Offline
Inny świat
Użytkownik

Liczba postów: 80
Dołączył: 25-07-2011
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #5
RE: Totamon
Jak dla mnie jest ok, tylko trochę mało opisów.

I wanna do bad things with you....
03.08.2011 07:02
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Brutus Offline
Hyacintho Sanguinem
Użytkownik

Liczba postów: 19
Dołączył: 28-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #6
RE: Totamon
Opisy.... Te nieszczęsne opisy. Staram się, staram, chociaż nie zawsze mi to wychodzi, ale mimo wszystko myślę, że będzie ich coraz więcej.
A co do stylu to jeszcze się nad tym zastanowię. Dałaś mi do myślenia. Ogólnie staram się, żeby wypowiedzi bohaterów były dość górnolotne i takie "mitologiczne" a reszta normalna. Wydaje mi się to dobrym rozwiązaniem.

Rozdział II – Wojna domowa

- Nie będę tego dłużej tolerowała, o nie! – zawołała Sariel. – To żałosne. Megir, co ty tu jeszcze robisz? Prawdopodobnie nie jesteśmy sami. Zapewne wielu spośród mieszkańców Odas nienawidzi rodziny panującej podobnie jak my. Wyjrzyj przez okno.
Kiedy Megir się wychylił, omal nie krzyknął, bowiem na dziedzińcu pałacu Sariel ustawiona była olbrzymia armia.
- Co to za rasa? – zapytał wampir widząc wojowników niepodobnych ani do wampirów ani do wróżek.
- To elfy. Paskudne stwory. Wyhodowałam je specjalnie dla nas. Powstały poprzez połączenie wróżki i wampira. - Wściekły ryk smoków potoczył się przez komnatę i nagle na niebie ukazały się te skrzydlate gady. – Smoki to też moja zasługa. Sprowadziłam je specjalnie dla nas z Hanos. Powiem ci w tajemnicy, że dostałam je od Dasiusa, ale to jeszcze nie wszystko. Naszą najgorszą bronią przeciwko Guliwiuszowi i Durenie będzie ich pierworodny syn, Totamon.
- Ty chyba zwariowałaś, Sariel. – Megir spojrzał na kuzynkę jak na wariatkę. – Totamon jest po ich stronie, to chyba oczywiste.
- W dzisiejszych czasach nic nie jest oczywiste! – zawołała Sariel i klasnęła w dłonie. Na środku komnaty ukazał się duży kamienny postument z utkwioną w środku różdżką. Żarząca się czerwienią kula połyskiwała na jej końcu. – Różdżka ognia pomoże mi w osiągnięciu tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe.
Sariel rozejrzała się wokoło czując czyjąś obecność, ale w półmroku swojego pałacu nie dostrzegła niczego. Tylko czerwona kula połyskiwała, odbijając światło świec dogasających w ogromnym, złotym kandelabrze. Chociaż na pierwszy rzut oka w pomieszczeniu nie było nikogo, to Sariel dla pewności rzuciła klątwę w stronę niknącego w mroku sklepienia. Po chwili martwe ciało kobiece leżało na czarnej posadzce.
- Co do za dziewczyna? – spytał Megir otwierając szeroko oczy ze zdumienia.
- Roxanne – odpowiedziała Sariel obracając dziewczynę na plecy. – Wiesz, żona Cordiana Terioux.
- Tego, który starał się o rękę mojej matki? – zapytał wampir jeszcze bardziej zdziwiony całą sytuacją. – Wiesz, że nie uda nam się tego ukryć! Sariel, dlaczego ją zabiłaś. Cordian nas znajdzie, a jeżeli nie on, to na pewno Aron i Hilia, jego dzieci.
- Stanowiła zagrożenie dla naszych planów, Megir. Myślisz, że ona znalazła się tu przypadkiem? Widocznie jest ktoś, kto nam nie ufa, albo był przeciek. – Sariel mocno szarpnęła Megira i przytrzymała go za szyję przy ścianie. – kogo nienawidzę najbardziej na świecie? – zapytała z wściekłością.
- Totamona, ale po co to robisz?
Sariel puściła kuzyna.
- Musiałam cię sprawdzić. Sam widzisz co się dzieje. Roxanne dowiedziała się o naszych planach. Prawdopodobnie jest tylko członkinią bardziej zorganizowanej grupy spiskującej przeciwko mnie. Oczywiście zakładam, że wszystko dzieje się poza plecami Guliwiusza. W każdym razie nie mamy czasu do stracenia. Musimy przyspieszyć nasz atak. Zaraz wydam odpowiednie rozkazy.
Sariel usiadła na żelaznym krześle.

Totamon i Elenor stali w sali tronowej w białych, zwiewnych szatach. Oboje mieli podkrążone oczy. Od jakiegoś tygodnia nie zmrużyli oka. Przygotowanie ceremonii ślubnej to nie lada wyzwanie. Teraz stali w sali tronowej pałacu Guliwiusza. Rodzice młodej pary stali dumni za nimi. Parę młodą dzieliły tylko chwile do spłynięcia na nich światła miłości.
Ceremonie ślubne w Odas to zawsze wyjątkowo eleganckie uroczystości. W tym celu w suficie sali tronowej umieszcza się specjalne obrotowe okienko wykonane z różnokolorowego szkła. W samo południe, kiedy światło słoneczne oświetla przez okienko narzeczonych, stają się oni mężem i żoną. Tylko to światło, światło miłości może sprawić, że dwoje ludzi staje się mężem i żoną. Tą chwilę od południa dzieliły zaledwie minuty, kiedy nagle po całym Odas rozległ się ogłuszający dźwięk.
Totamon zamarł. Rozpoznał bowiem w dźwięku sygnał wojenny Sariel. Dlaczego właśnie teraz! Guliwiusz delikatnie pociągnął syna do siebie. Alaniel zrobiła z Elenor to samo. Kiedy światło miłości zalało salę tronową, pary młodej w niej nie było. Małżeństwo nie zostało zawarte.
- Daj mi się ożenić, ojcze! – krzyczał Totamon chwilę później, biegając w tę i powrotem po pokoju obok sali tronowej.
- Uspokój się! – Guliwiusz nie był w nastroju do żartów. – Wydałem już odpowiednie rozkazy. Moja armia niedługo zmierzy się z armią Sariel na polu przed Odas.
- Ale co to ma za związek z moim ślubem?
- Będziesz dowodzić moją armią. Ty i twój brat, Anirian.
Totamon usiadł. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień, nawet jak na nieśmiertelnego.
- Dlaczego ty nie możesz rozprawić się z Sariel. Przecież wiem, że potrafiłbyś jednym skinieniem palca zmieść ją z powierzchni ziemi.
- Uwierz mi synu, że gdybym mógł dawno już bym to zrobił. Sariel obudziła moce magiczne, które są potężniejsze od moich. Można powiedzieć, że zadała mi cios poniżej pasa. Mam związane ręce.
Totamon siedział patrząc na ojca z markotną miną. Nie mógł uwierzyć, że Sariel pozbawiła Guliwiusza mocy.
- Opowiedz mi o tym – powiedział.
- No dobrze. Wczoraj byłem w pałacu Sariel. Chciałem wybić jej z głowy plan walki ze mną, ale nie udało mi się. Sariel pokazała mi martwe ciało Roxanne, którą wysłałem poprzedniego dnia, żeby ją szpiegowała. Ja ukląkłem przy niej, a Sariel tymczasem przyłożyła mi nóż do gardła. Musiałem wyrzec się mocy magicznej, bo inaczej zabiłaby mnie. – Guliwiusz skończył opowieść i zwiesił głowę. – Przykro mi.
Totamon wpatrywał się martwym wzrokiem w przestrzeń. Perspektywa walki z Sariel przerażała go.

Większość mieszkańców Odas niezbyt przejęło się zawołaniami bojowymi Sariel. Prosty lud Korintyjski wierzył w potęgę swej stolicy i nie dopuszczał do siebie myśli, że Sariel pokonałaby Guliwiusza. Niestety, nikt nie wiedział, że Guliwiusz zszedł ze sceny.
- Od początku wiedziałam, że do tego dojdzie – wołała Marlene stojąca na środku ulicy i przyglądająca się ludziom drwiącym z naiwności Sariel.
Tylko w pałacu królewskim nie bagatelizowano sprawy. Guliwiusz siedział na tronie i opowiadał wszystkim swoją historię i obserwował jak uśmiechy jego wojowników spływają z ich twarzy.
- Odas to niezdobyte miasto. Ani w Korintii, ani w Hanos nie ma siły zdolnej sforsować mury naszej stolicy – powiedział Anirian na szybko zorganizowanej naradzie. – Nawet jeżeli król stracił magiczną moc, wciąż ma nas, a jak wszyscy doskonale wiedzą, ja, Totamon, Olivata, czy Elenor dysponujemy ogromną mocą magiczną. Może i Sariel ma sojusz z Dasiusem, ale to i tak niczego nie zmieni. Nie sądzę, żeby Dasius przyszedł tutaj specjalnie dla Sariel.
- Anirian ma rację – rzekł Totamon. - Ale ja myślę, że ta bitwa powinna się rozegrać między nami i nie powinniśmy angażować do tego wojowników. Tylko ja i Sariel.
- A może da się to pokojowo rozegrać? – zaproponowała Olivata.
- Spróbuję – powiedział Totamon. – A teraz żegnajcie, idę do Sariel. – To powiedziawszy wyszedł, zostawiwszy Guliwiusza, Aniriana i Olivatę z pełnymi niepokoju sercami.

Sariel siedziała w swoim namiocie pośrodku obozu zorganizowanego w celach bitewnych.
- Myślisz, że Totamon złapie przynętę? – zapytał Megir.
- Totamon prawdopodobnie będzie chciał osobiście mnie pokonać, ale zapewne jedna z moich sióstr przekona go do rozwiązania sprawy drogą pokojową – odpowiedziała Sariel.
- A my wbijemy mu nóż w plecy! – zawołał uradowany Megir.
- Nic nie rozumiesz! – krzyknęła Sariel ze złością. – Zgodzimy się na wszystko co nam zaproponuje i zaraz zwijamy obóz.
Sariel wstała z fotela i podeszła kamiennego postumentu stojącego pośrodku namiotu. Jej czerwone włosy, splecione w kok i spięte czarną spinką, rozwiały się, kiedy wyjmowała utkwioną w postumencie wspaniałą różdżkę. Jej misternie rzeźbiona rękojeść kończyła się wielką, czerwoną kulą, która zapłonęła żywym ogniem, kiedy Sariel dotknęła rękojeści.
- Coś w twoim planie nie gra – powiedział Megir obserwując Sariel z płonącą różdżką.
- Oni też tak pomyślą i nieźle się zdziwią, kiedy po kilku miesiącach, kiedy cała sprawa już ucichnie Totamon zacznie wariować.
- I co ci to wszystko da?
- Z kim ja muszę pracować! – zawołał Sariel i rzuciła w Megira kulę ognia. – Może to troszeczkę ogrzeje ci umysł. Totamon zwariuje do tego stopnia, że Guliwiusz wyrzuci go z Odas, a wtedy ja zostanę królową, bo miasto utraci jedynego obrońcę.

Totamon i Sariel siedzieli za długim stołem przykrytym czarnym obrusem, na którym dogasały świece. Oboje mieli dość nieprzyjazne wyrazy twarzy. Wiadomym był fakt, że tych dwoje nienawidzi się od najmłodszych lat. Już jako dzieci dokuczali sobie niemiłosiernie. Teraz, kiedy oboje dorośli ich odwieczna wojna schodzi na poważniejsze tory, lecz dzisiaj wszystko wskazywało na to, że Sariel jest dość pokojowo nastawiona.
- Czego chcesz? – zapytał Totamon.
- Korony Korintii. Niczego więcej – odpowiedziała wróżka.
Totamon pociągnął duży łyk ze złotego kielicha podanego mu i Sariel przez Megira i dopiero wtedy zdał sobie sprawę jakie głupstwo uczynił. Sariel widząc jego minę tylko uśmiechnęła się porozumiewawczo.
- Nigdy nie pij niczego co ci daje wróg, ale może ja nie jestem już twoim wrogiem? Może chcę się dogadać?
- Oczywiście, że możemy się dogadać! – zawołał Totamon entuzjastycznie, rad, że nie dojdzie do przelewu krwi w Odas. – Ty chcesz korony Korintii a ja chcę żebyś dała nam spokój.
- Jakieś propozycje? – zapytała zachęcająco.
- Owszem. Możesz zostać królową jakiegoś państwa, ale nie Korintii. Hanos stoi przed tobą otworem.
- Zgadzam się – powiedziała Sariel wyciągając rękę do Totamona. Książę uścisnął ją i wrócił do Odas.

"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2012 18:53 przez Brutus.)
05.08.2011 18:18
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Brutus Offline
Hyacintho Sanguinem
Użytkownik

Liczba postów: 19
Dołączył: 28-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #7
RE: Totamon
Nie było mnie jakiś czas i jest mi z tego powodu bardzo głupio, ale obiecuję się poprawić. Zapraszam na kolejny rozdział.

Rozdział III – Bluźnierstwo

- Skoro mój ojciec stracił magiczną moc, to ja powinienem zostać królem Korintii – powiedział Totamon do Elenor, kiedy oboje siedzieli w jego komnacie. Oczywiście ślub się nie odbył. Po tym całym zamieszaniu z Sariel jakoś nikt nie miał do tego głowy.
- Kochany, co ty mówisz. Guliwiusz to nasz król. Oczywiście poprę ciebie, ale nie pochwalam takiego zachowania – powiedziała wróżka.
W Odas zapanował dziwny pokój. Ludzie szeptali o rzekomej utracie mocy przez Guliwiusza. Niektórzy twierdzili, że Sariel osobiście torturowała króla, w wyniku czego ten stracił magiczną moc. Kilka miesięcy po niedoszłej wojnie z Sariel całe Odas mówiło tylko o utraconej mocy Guliwiusza i o tym, że miasto pozbawione jego obrony stanie się łatwym łupem dla Sariel i Megira. Na szczęście wróżki i wampira nie było już w Korintii. Nikt nie wiedział kiedy odeszli, ale podobno zamieszkali gdzieś w Hanos.
- Więc mówisz, że Sariel osiedliła się w na północy Lupidii? – zapytał Guliwiusz Hiverii, która przybyła z Wintergardu specjalnie po to, żeby porozmawiać z ojcem w sprawie Sariel.
- Tak, u źródeł rzeki Cabas – rzekła księżniczka.
- Dostrzegasz w tym niebezpieczeństwo, córeczko? – zapytała z przejęciem Durena.
- Nie, ale chyba wiem, dlaczego ona to zrobiła. Lupidia to kraj Totamona.
- Kochanie, pierwszy krąg Hanos należy w całości do ciebie – powiedział ze zdenerwowaniem w głosie władca.
- Lupidia należy do niego. Niegdyś mu ją podarowałam. Nawet nie wyobrażacie sobie co on tam zrobił! Tą prawie okrągłą wyspę otoczył dwoma pierścieniami gór. Jednym dużym, z przerwą na południu i drugim małym, w środku wyspy. Wewnątrz mniejszego jest jezioro, przez które przepływa Cabas, wielka rzeka Lupidii. Płynie ona od północy, z Cabandu – miasta Sariel, przepływa przez jezioro, na którego wyspie wasz syn zbudował Agalier, diamentowe miasto i płynie na południe. U jej ujścia jest Goroniel. Totamon zbudował je dla Elenor jako prezent ślubny. Ono jest całe z białego marmuru.
- Totamonie! – zawołał Guliwiusz tak głośno, że całe Odas zatrzęsło się w posadach. – Co to ma znaczyć! – zawołał, kiedy syn zaszczycił go swa obecnością. – Myślisz, że możesz budować diamentowe miasta bez mojej zgody? Myślisz, że wszystko ci wolno? Jesteś tylko księciem i nigdy nie będziesz królem.
- Masz rację, ojcze – powiedział książę zwieszając głowę. – Nie będę królem. Pierwotnie zbudowałem Lupidię jako prezent dla ciebie. Chciałem stworzyć kolonię naszej Korintii, lecz niedawno zrozumiałem, że to nie ma sensu. Przecież ty i tak jesteś pozbawionym mocy starcem i nic nie możesz zdziałać.
- Synu, jak możesz! – zawołała Durena ze łzami w oczach. – Jak możesz zachowywać się w ten sposób! Guliwiusz to twój ojciec i król!
- Już nie. Z dniem dzisiejszym to ja przejmuję władzę w Korintii. Słyszycie? – zawołał krzycząc w wielki megafon tak głośno, że każdy mieszkaniec Odas z pewnością go usłyszał. – Oddaj mi królewską koronę! – zawołał książę podchodząc powoli do Guliwiusza. – Chociaż nie. Nie chcę być królem, tylko cesarzem! Złóż mi pokłon, nowemu cesarzowi Lupidii!
- Nie! – zawył władca, wstając z tronu i potężną falą odrzucając Totamona do tyłu.
- Ale, ale jak…? - zapytał Totamon. – Przecież straciłeś magiczną moc.
- Magiczną tak – uśmiechnął się Guliwiusz. Wiedz, że jestem istotą większą, niż tylko magiczną. A teraz zejdź mi z oczu i już nigdy nie pokazuj się w Korintii, cesarzu.

- Nieśmiertelni! – wołał Totamon poza granicami pałacu królewskiego. – Opuśćmy to miasto nienawiści, gdzie Guliwiusz ze strachu o tron wygnał swojego syna pierworodnego, następcę tronu, czyli mnie. Wywędrujmy stąd, bo tu nie zaznamy spokoju, bo tu pycha i tupet ojca mego będą tłumiły nasze aspiracje i marzenia.
- Dobrze mówi! – zawołała księżniczka Elenor wychodząc z tłumu. – Odejdźmy stąd i załóżmy własny kraj w Hanos, świecie niedawno stworzonym. Zostańmy jego panami i róbmy co chcemy.
- Chyba zapominasz, Elenor, kto stworzył ten świat – rzekł Anirian stojący u boku brata. – Wszystko co mamy zawdzięczamy mojemu ojcu. To on stworzył Hanos i my nie możemy tak po prostu tak go sobie przywłaszczyć.
- Bracie – powiedział Totamon cicho. – Nie obrażaj Elenor. Chyba nie chcesz mieć w nas wroga, co? – Odwrócił się od Aniriana i zawołał głośno – Elenor ma rację!
- Z punktu widzenia prawa wszystko jest całkowicie legalne – zaczęła Olivata. – Twoja siostra Hiveria jest już królową jednego z państw założonych na świecie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy my też założyli tam własne państwo.
Przez tłum przeszedł cichy okrzyk zadowolenia. Wszyscy zaczęli przemieszczać się i naradzać co do swoich przyszłych poczynań. Totamon patrzył z zachwytem, jak cała elita państwa jego ojca odchodzi do niego.
- Kochani. Cieszę się, że chcecie się wyrwać spod reżimu mego ojca. To wspaniałe, że tak wielu wybitnych wampirów zechciało mi towarzyszyć. Cieszy mnie też obecność tu zacnych wróżek i wszystkich, którzy postanowili mi zaufać. Wyruszajmy!
- Wyruszajmy! – zawtórowała mu ochoczo Elenor, Olivata już mniej entuzjastycznie, a Anirian ledwo mruknął.

Wielki pochód wytaczał się poza mury stolicy Korintii. Niewielu pozostało w stolicy wielkiego państwa. Guliwiusz stał na balkonie swojego pałacu.
- Wszyscy tego pożałują – mówił do Alaniel, matki Elenor, Sariel i Olivaty.
- A może to ty tego pożałujesz? – zapytała wróżka patrząc królowi głęboko w oczy. – Totamon to w końcu twój syn. Jego przyszła potęga może znacznie przerosnąć twoją obecną.
- Przestań – Guliwiusz objął Alaniel.
- Jeszcze wspomnisz moje słowa – powiedziała wróżka, odepchnęła króla i odeszła.
Noc zapadła nad białym miastem. Już nic nie będzie takie jak dawniej.

"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2012 18:52 przez Brutus.)
08.02.2012 19:34
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mortis Offline
Don't look at me
Użytkownik

Liczba postów: 158
Dołączył: 08-11-2010
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #8
RE: Totamon
Hola, hola, kolego! Nie wrzucaj tyle naraz, bo my mamy też prywatne życie Tongue
Póki co przeczytałem pierwszą część i znalałem takie przeoczenie:
Cytat: Szczerze mówiąc(przecinek imho) całe Odas było białe...

Co do fabuły... hm. Taka migawka Grin Kawałek, stop, kawałek, stop, kawałek stop. Teoretycznie nie nudzi, bo mamy praktycznei non-stop akcję, ale z drugiej strony męczy. Nie ma takiego kawałka, żeby złapać oddech. Miałem podobne wrażenie czytając Kordiana, tam też wszystko zasuwało do przodu. Później zabiorę się za resztę twojej twórczości, ale serio ci mówię, zwolnij póki co, daj ludziom czas Smile

Hot dziewczynki topless
I chłopcy z kaloryferami też
08.02.2012 21:12
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Brutus Offline
Hyacintho Sanguinem
Użytkownik

Liczba postów: 19
Dołączył: 28-07-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #9
RE: Totamon
Nie pisałem wcześniej pół roku, myślałem, że to dość czasu Grin
Co do tempa, to staram się, staram. Wiem, że trzeba dać czytelnikowi odetchnąć, lecz z drugiej strony nie chcę zanudzić. Na pocieszenie dodam, że kolejny rozdział jest już nieco bardziej stonowany i wolniejszy.

"To prawdziwa ulga mieć kogoś, przed kim możesz otworzyć własne serce, kogo możesz uczynić współuczestnikiem swoich intymności, komu możesz powierzyć swoje tajemnice." - św. Ambroży
08.02.2012 21:39
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dolar Offline
Bloodholic
Użytkownik

Liczba postów: 246
Dołączył: 13-08-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #10
RE: Totamon
Widzę, że przez cały czas próbujesz tworzyć klimat Władcy Pierścieni, co niezwykle mi się podoba.
Szkoda tylko, że nie do końca Ci się to udaje (słownictwo inne i opisy ubogie)

Za mało opisów, niektóre z nazw nic dla mnie nie znaczą i nie mam o nich zielonego pojęcia!
09.02.2012 11:28
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: