RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.Nabrałem więc tyle szyszek i huby ile tylko byłem w stanie unieść i ruszyłem dziarsko w stronę domu. Musiałem opracować dokładny plan, bowiem zemsta smakuje najlepiej na zimno. Tylko jak tego dokonać?
- Porwij jego rodzinę! Ukrzyżuj i podpal córkę, nabij na pal syna, żonę powieś i obetnij jej nogi, a kota i psa wykastruj! - Podpowiedział mi łobuzerskim tonem, wesoły, leśny skrzacik.
- Dziękuje przyjacielu - odpowiedziałem.
Skrzacik tylko pokiwał głową, podskoczył uderzając drobną piętą o piętę i pognał w kierunku stumilowego lasu. A ja zabrałem się do przygotowywania potrzebnych narzędzi, wyrzeźbiłem piękny krzyż z drzewa brzozowego i sprawiłem sobie nieziemski dębowy pal. Zemsta wprost biła z mych podnieconych oczu. Z tym ekwipażem ruszyłem w stronę domu tego parszywego gnojka.Niestety, jak się okazało niesienie krzyża i palu, niełatwym zadaniem
- Boże dopomóż - Wykrzyczałem zdesperowany.
Bóg nie miał zamiaru pomagać takiemu grzesznikowi, jak ja. Na szczęście, wróżka siostra skrzata zaproponowała mi podroż swą ciężarówka. Trzęsło niemiłosiernie na leśnych wykrotach.
- Daleko jeszcze? - niczym Osioł ze Shreka męczyłem wróżkę.
- Było tyle przez ten las iść? Masz szczęście, że jadę w tamtą stronę, bo paliwo ostatnio znów podrożało - skrzacia siostra wykrzywiła na sekundę pomarszczoną twarz w moją stronę.
Szczerze powiedziawszy, zawsze dziwiło mnie zachowanie starszych pań - w żadnej historii nie są one neutralne wobec świata. Raz bywają zrzędliwe do granic, raz do rany przyłóż. Z rozmyślań nad starczym losem wyrwała mnie kolejna lisia jama - właśnie rozjechana przez starego Stara.
Nagle wszystko zaczęło wirować i załamywać się niczym w krzywym zwierciadle.
-Adasiu!, Adasiu!- Głos sączył się przez świadomość, jakby od środka mojego jestestwa. Próbowałem się rozejrzeć dookoła, wychwycić jakiś fragment czegoś, czego mógłbym się przytrzymać. Na próżno.
-Adasiu!- Brzęczało niemiłosierne nawoływanie. Nagle zdałem sobie sprawę, iż wszystko to co zaszło było jedynie dziwacznym snem. I właśnie jestem w trakcie wybudzania się z tego groteskowego koszmaru. Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza...
|