Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 4 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tworzymy opowiadanie
Autor Wiadomość
Qwerty
Niezarejestrowany

 
Post: #1
Tworzymy opowiadanie
Zabawa polega na tym, że jedna osoba pisze fragment opowiadania, kolejna dopisuje coś od siebie itd. Żeby nie było nieporozumień: kopiujemy cały napisany tekst, a swoją część pogrubiamy.

Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na moją bladą, usianą piegami twarz.Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie...
08.01.2011 09:17
      Odpowiedz cytując ten post
Literkowy Sponsor
Sylar Offline
the truth
*

Liczba postów: 2,614
Dołączył: 31-05-2010
Reputacja: 10
Niebiańska
Post: #2
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja.


wydało się westchnienie?!
08.01.2011 09:35
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Cosinus Offline
Zigermar
Użytkownik

Liczba postów: 496
Dołączył: 26-09-2010
Reputacja: 1
Pozytywna
Post: #3
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń.

Na co człowiekowi świstek z napisem, że studiował, lizał dupy profesorom i opierd*** się przez 4, 6 czy 8 lat? [...] Jakie to wszystko głupie. Przecież jak coś umiesz, to umiesz - nie umiesz, to nie umiesz. Co ma do tego szkoła i papierki?
— William Wharton

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją.
— Woody Allen

Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.
— George Bernard Shaw
08.01.2011 10:14
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #4
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko.

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
08.01.2011 14:55
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #5
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
08.01.2011 18:49
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #6
RE: Tworzymy opowiadanie
(08.01.2011 18:49)Azzza napisał(a):  Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka.

Eee, jakoś nie bardzo widzi mi się ten fragment. zdania za krótkie, a jego reakcja nieuzasadniona. Dlaczego poszedł do lasu, skoro miała iść do miasta? I w ogóle dlaczego poszedł? o.O
Był wściekły na sąsiada przecież.
No nic, ale i tak kontynuuję.

Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
09.01.2011 12:29
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Cosinus Offline
Zigermar
Użytkownik

Liczba postów: 496
Dołączył: 26-09-2010
Reputacja: 1
Pozytywna
Post: #7
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.Nabrałem więc tyle szyszek i huby ile tylko byłem w stanie unieść i ruszyłem dziarsko w stronę domu. Musiałem opracować dokładny plan, bowiem zemsta smakuje najlepiej na zimno. Tylko jak tego dokonać?
- Porwij jego rodzinę! Ukrzyżuj i podpal córkę, nabij na pal syna, żonę powieś i obetnij jej nogi, a kota i psa wykastruj! - Podpowiedział mi łobuzerskim tonem, wesoły, leśny skrzacik.
- Dziękuje przyjacielu - odpowiedziałem.
Skrzacik tylko pokiwał głową, podskoczył uderzając drobną piętą o piętę i pognał w kierunku stumilowego lasu. A ja zabrałem się do przygotowywania potrzebnych narzędzi, wyrzeźbiłem piękny krzyż z drzewa brzozowego i sprawiłem sobie nieziemski dębowy pal. Zemsta wprost biła z mych podnieconych oczu. Z tym ekwipażem ruszyłem w stronę domu tego parszywego gnojka.

Na co człowiekowi świstek z napisem, że studiował, lizał dupy profesorom i opierd*** się przez 4, 6 czy 8 lat? [...] Jakie to wszystko głupie. Przecież jak coś umiesz, to umiesz - nie umiesz, to nie umiesz. Co ma do tego szkoła i papierki?
— William Wharton

Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją.
— Woody Allen

Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.
— George Bernard Shaw
11.01.2011 14:03
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
kakas Offline
Zaglądający na forum
Użytkownik

Liczba postów: 6
Dołączył: 12-03-2011
Reputacja: 0
Neutralna
Post: #8
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.Nabrałem więc tyle szyszek i huby ile tylko byłem w stanie unieść i ruszyłem dziarsko w stronę domu. Musiałem opracować dokładny plan, bowiem zemsta smakuje najlepiej na zimno. Tylko jak tego dokonać?
- Porwij jego rodzinę! Ukrzyżuj i podpal córkę, nabij na pal syna, żonę powieś i obetnij jej nogi, a kota i psa wykastruj! - Podpowiedział mi łobuzerskim tonem, wesoły, leśny skrzacik.
- Dziękuje przyjacielu - odpowiedziałem.
Skrzacik tylko pokiwał głową, podskoczył uderzając drobną piętą o piętę i pognał w kierunku stumilowego lasu. A ja zabrałem się do przygotowywania potrzebnych narzędzi, wyrzeźbiłem piękny krzyż z drzewa brzozowego i sprawiłem sobie nieziemski dębowy pal. Zemsta wprost biła z mych podnieconych oczu. Z tym ekwipażem ruszyłem w stronę domu tego parszywego gnojka.Niestety, jak się okazało niesienie krzyża i palu, niełatwym zadaniem
- Boże dopomóż - Wykrzyczałem zdesperowany.
Bóg nie miał zamiaru pomagać takiemu grzesznikowi, jak ja. Na szczęście, wróżka siostra skrzata zaproponowała mi podroż swą ciężarówka.

Na rowerze samochodem.
14.03.2011 14:49
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Nihil Offline
.
Użytkownik

Liczba postów: 96
Dołączył: 19-03-2011
Reputacja: 1
Pozytywna
Post: #9
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.Nabrałem więc tyle szyszek i huby ile tylko byłem w stanie unieść i ruszyłem dziarsko w stronę domu. Musiałem opracować dokładny plan, bowiem zemsta smakuje najlepiej na zimno. Tylko jak tego dokonać?
- Porwij jego rodzinę! Ukrzyżuj i podpal córkę, nabij na pal syna, żonę powieś i obetnij jej nogi, a kota i psa wykastruj! - Podpowiedział mi łobuzerskim tonem, wesoły, leśny skrzacik.
- Dziękuje przyjacielu - odpowiedziałem.
Skrzacik tylko pokiwał głową, podskoczył uderzając drobną piętą o piętę i pognał w kierunku stumilowego lasu. A ja zabrałem się do przygotowywania potrzebnych narzędzi, wyrzeźbiłem piękny krzyż z drzewa brzozowego i sprawiłem sobie nieziemski dębowy pal. Zemsta wprost biła z mych podnieconych oczu. Z tym ekwipażem ruszyłem w stronę domu tego parszywego gnojka.Niestety, jak się okazało niesienie krzyża i palu, niełatwym zadaniem
- Boże dopomóż - Wykrzyczałem zdesperowany.
Bóg nie miał zamiaru pomagać takiemu grzesznikowi, jak ja. Na szczęście, wróżka siostra skrzata zaproponowała mi podroż swą ciężarówka. Trzęsło niemiłosiernie na leśnych wykrotach.
- Daleko jeszcze? - niczym Osioł ze Shreka męczyłem wróżkę.
- Było tyle przez ten las iść? Masz szczęście, że jadę w tamtą stronę, bo paliwo ostatnio znów podrożało - skrzacia siostra wykrzywiła na sekundę pomarszczoną twarz w moją stronę.
Szczerze powiedziawszy, zawsze dziwiło mnie zachowanie starszych pań - w żadnej historii nie są one neutralne wobec świata. Raz bywają zrzędliwe do granic, raz do rany przyłóż. Z rozmyślań nad starczym losem wyrwała mnie kolejna lisia jama - właśnie rozjechana przez starego Stara.

Hit the road Jack
20.03.2011 19:55
      Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
fnc
Niezarejestrowany

 
Post: #10
RE: Tworzymy opowiadanie
Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza, padając na bladą, usianą piegami twarz. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i szurając nogami, zszedłem wydeptanymi, drewnianymi schodami na parter domu. Jadalnia przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Starając się nie myśleć, że czeka mnie całodzienne sprzątanie, otworzyłem lodówkę. Wyjąłem kawałek kiełbasy, ugryzłem ją i popiłem sokiem porzeczkowym. Nagle dostrzegłem jakiś błysk za oknem. Podszedłem do szyby. Z moich ust wydało się westchnienie... Zobaczyłem, że przed domem sąsiadów z naprzeciwka stoi ogromna ciężarówka, z której niczym brudna woda z dziurawej rury, wylewali się wojownicy ninja. Od zawsze chciałem mieć taki oddział, ale jak zwykle ten cham z naprzeciwka musiał mnie uprzedzić. Uznałem, że najwyższa pora na krwawą zemstę za te wszystkie lata kradzieży moich marzeń. Pobiegłem do sypialni i zrzuciłem z siebie pidżamę. Na nogi naciągnąłem żółte pumpy i zielone buty ze szpiczastymi końcówkami, które wyglądały, jakby należały do elfa. W dłoń chwyciłem tasak leżący na biurku i ruszyłem z furią w oczach na podwórko. Wściekły do granic możliwości pchnąłem drzwi i wyszedłem przed budynek, wymachując ostrym narzędziem. Rzuciłem nim w przypływie gniewu, a ono trafiło w drzewo. Pokręciłem głową, klnąc pod nosem i ruszyłem na miasto. Spacer dobrze mi zrobi.
Nie wiem nawet kiedy znalazłem się w lesie. Przez gęste sploty gałęzi przenikały promienie słoneczne. Westchnąłem i ostrożnie stawiając każdy krok, szedłem tak, jak prowadziła mnie ścieżka. Zatrzymałem się gwałtownie, gdy uświadomiłem sobie o swoim sąsiedzie. Nie miałem zielonego pojęcia jaki instynkt zawiódł mnie do lasu, ale byłem pewny jednego: musiałem wracać i odbić moich wojowników. Nawet, jeśli wcale nie byli moi.Nabrałem więc tyle szyszek i huby ile tylko byłem w stanie unieść i ruszyłem dziarsko w stronę domu. Musiałem opracować dokładny plan, bowiem zemsta smakuje najlepiej na zimno. Tylko jak tego dokonać?
- Porwij jego rodzinę! Ukrzyżuj i podpal córkę, nabij na pal syna, żonę powieś i obetnij jej nogi, a kota i psa wykastruj! - Podpowiedział mi łobuzerskim tonem, wesoły, leśny skrzacik.
- Dziękuje przyjacielu - odpowiedziałem.
Skrzacik tylko pokiwał głową, podskoczył uderzając drobną piętą o piętę i pognał w kierunku stumilowego lasu. A ja zabrałem się do przygotowywania potrzebnych narzędzi, wyrzeźbiłem piękny krzyż z drzewa brzozowego i sprawiłem sobie nieziemski dębowy pal. Zemsta wprost biła z mych podnieconych oczu. Z tym ekwipażem ruszyłem w stronę domu tego parszywego gnojka.Niestety, jak się okazało niesienie krzyża i palu, niełatwym zadaniem
- Boże dopomóż - Wykrzyczałem zdesperowany.
Bóg nie miał zamiaru pomagać takiemu grzesznikowi, jak ja. Na szczęście, wróżka siostra skrzata zaproponowała mi podroż swą ciężarówka. Trzęsło niemiłosiernie na leśnych wykrotach.
- Daleko jeszcze? - niczym Osioł ze Shreka męczyłem wróżkę.
- Było tyle przez ten las iść? Masz szczęście, że jadę w tamtą stronę, bo paliwo ostatnio znów podrożało - skrzacia siostra wykrzywiła na sekundę pomarszczoną twarz w moją stronę.
Szczerze powiedziawszy, zawsze dziwiło mnie zachowanie starszych pań - w żadnej historii nie są one neutralne wobec świata. Raz bywają zrzędliwe do granic, raz do rany przyłóż. Z rozmyślań nad starczym losem wyrwała mnie kolejna lisia jama - właśnie rozjechana przez starego Stara.
Nagle wszystko zaczęło wirować i załamywać się niczym w krzywym zwierciadle.
-Adasiu!, Adasiu!- Głos sączył się przez świadomość, jakby od środka mojego jestestwa. Próbowałem się rozejrzeć dookoła, wychwycić jakiś fragment czegoś, czego mógłbym się przytrzymać. Na próżno.
-Adasiu!- Brzęczało niemiłosierne nawoływanie. Nagle zdałem sobie sprawę, iż wszystko to co zaszło było jedynie dziwacznym snem. I właśnie jestem w trakcie wybudzania się z tego groteskowego koszmaru. Wrześniowe promienie słońca wyrwały mnie z Objęć Morfeusza...
07.08.2011 23:33
      Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: