Witaj w serwisie literackim Literka.info!

Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, trzymają język za zębami.
~Oscar Wilde


Przed zarejestrowaniem się, koniecznie zajrzyj do REGULAMINU!
Prosimy o uzupełnianie spisu treści!


Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tytuł roboczy: "Rosie"
Autor Wiadomość
Leilong
Niezarejestrowany

 
Post: #1
Tytuł roboczy: "Rosie"
Witam. To mój pierwszy wpis w tym dziale. Nie byłam pewna, gdzie wstawić, ten rozdział, ale jednak zrobię to tutaj. Tytuł jest tylko próbą, gdyż w tym momencie nie mam pomysłu na inny.
Może nie tyle boję się, co ciekawa jestem co powiecie na temat mojego dzieła. Trochę krótkie, ale to dopiero początek. Smile

1. "Dociekliwość."
Dziewczyna siedziała na parapecie okna i obserwowała świat znajdujący się za szybą. Padał siarczysty deszcz, chmury zasłoniły całe niebo. Nie można było znaleźć nawet najmniejszego punktu, który przypominałby, że ono jeszcze się tam znajdowało.
Ponuro zaczyna się ten dzień… – Przemknęło jej przez myśl. Dziś miała zacząć studia na San Francisco State University. Dostała swoje wymarzone stypendium.
Doskonale pamięta swoją radość w dniu, gdy przyszło zawiadomienie. Mama przyniosła białą kopertę i rzuciła ją niedbale na stół, patrząc na Rose ze znikomym uśmiechem na twarzy. Panna szybko złapała list i otworzyła. Po chwili ciszy krzyknęła ze szczęścia coś niezrozumiałego. Następnego dnia była już spakowana i gotowa do przeprowadzki.
– Rosie, zejdź na dół! Taksówka już czeka. – Usłyszała donośny głos swojej mamy, Nancy. Leniwie rozprostowała nogi i zeskoczyła na podłogę. Złapała swoją walizkę i tanecznym krokiem powędrowała do korytarza w parterowej części domu. Rozejrzała się wokół. Już zaczęła tęsknić za tym miejscem: beżowe, czerwone i turkusowe ściany oraz wielkie obrazy na nich wiszące. Dzieła te wykonał jej ojciec, zanim odszedł. Pan Miller zostawił ich, gdy Rose miała szesnaście lat. Nie wytrzymywał już ciągłych kłótni z matką dziewczyny, które oparte były często na błahych problemach.
– To idę mamo… - powiedziała, stawiając walizkę w równowadze. Nancy podeszła do niej i mocno objęła. – Będę tu wpadała, pamiętaj. – dodała po chwili i ze łzami w oczach uniosła kąciki ust ku górze.
– Trzymam cię za słowo, kotku. – Otworzyła córce drzwi wyjściowe i pomogła wynieść ciężki ekwipunek. Obie powolnymi ruchami szły w stronę samochodu. Kierowca, zauważywszy pakunek wysiadł z auta i otworzył bagażnik, a następnie wziął od Rose walizkę i włożył na miejsce. Matka jeszcze raz pożegnała się z dziewczyną, po czym wróciła do domu. Stanęła przy oknie i z utęsknieniem patrzyła na dorosłą pannę, odjeżdżającą właśnie do nowej szkoły.
Rosie wspominała sobie czasy, gdy biegała po tych ulicach, jako mała dziewczynka. Ludzie zawsze dawali jej coś słodkiego lub zdrowego, zwłaszcza owoce. Wyglądała, jak aniołek w swojej różowej sukience. Długie, zaplątane w warkocz włosy przecinały raz po raz powietrze. Jej rozmyślania przerwał kierowca.
– Panienko, jesteśmy na miejscu. – powiadomił i poszedł wyjąć pakunek klientki z bagażnika. Dziewczyna odebrała swoją własność, zapłaciła za przejazd i pokierowała się w stronę wejścia do akademika. Na schodach siedziało bardzo dużo osób. Łatwo było poznać, iż nie wszyscy pochodzili ze Stanów. Rose weszła do ogromnego budynku i skierowała się do drzwi, na których był napis „Sekretariat – czynne codziennie prócz niedziel. 7:00-18:00”. Położyła walizkę za dużym kwiatem i pewnie wkroczyła do pomieszczenia.
– Witam, w czym mogę pomóc? – Nim panna się spostrzegła, przywitała ją miła pani, siedząca za biurkiem. Wyglądała sympatycznie, a jej miejsce pracy to odzwierciedlało. Widać było, iż na pewno wniosła tu coś swojego. Przykładowo piękna palma, która urośnie jeszcze większa albo chociażby ramka ze zdjęciem jakichś osób. Za pewne była to rodzina owej pani. Sama zainteresowana była bardzo uprzejma i od razu wskazała Rose usiąść w wygodnym fotelu.
– Nazywam się Rose Miller. Mam tu studiować dziennikarstwo. Przyszło powiadomienie, że mieszkam w akademiku numer 2, w pokoju 72. Niestety nigdy nie miałam okazji być tutaj i poznać rozmieszczenia sal, klas i pokoi. – wytłumaczyła z lekkim zawstydzeniem, nerwowo bawiąc się rąbkiem swojej spódnicy.
– Miło mi, ja jestem Sally Jonhson i jestem tutaj sekretarką, ale to już zdążyłaś zauważyć. Muszę cię zmartwić, ale przegapiłaś dni otwarte, kiedy to prezentowane był cały plan budynku, z wyjątkiem niektórych pomieszczeń. Jednak teraz nie mam nic do pracy, ponieważ pani dyrektor wyjechała na parę dni, więc mogę cię oprowadzić. – Z uśmiechem odpowiedziała i wstała ze swojego miejsca. – Nie traćmy czasu. – Popędziła po chwili. Kobiety wyszły z biura i ruszyły szerokim korytarzem przed siebie. Za każdym razem, gdy pojawiał się nowy obiekt pani Jonhson wyjaśniała bohaterce, do czego jest używany. Tym sposobem Rosie dowiedziała się, że na parterze znajdują się pokoje nauczycieli, sekretariat, łazienki dla personelu, sklepik uniwersytecki, biura dyrektora i jej zastępcy, a także jedno pomieszczenie, o którym sekretarka, z niewiadomego powodu nie wspomniała.
Pierwsze piętro to pierwsza część akademika, znajdowały się tu sale i klasy. Ściany były ozdobione różnymi obrazami, niektóre Rose nawet znała. Jeden z nich był autorstwa Courbeta Gustave i nosił tytuł „The Stormy Sea (or The Wave)”.
Druga kondygnacja była zajęta przez dziewczyny. Warto wspomnieć, że na każdym poziomie było po 40 pokoi (od 1 do 5 osobowych). Tutaj mury nie były obwieszone obrazami, a wręcz przeciwnie. Wizerunki były namalowane na nich. Łazienki mieściły się na obu końcach korytarza.
Trzecie poziom zajęty był przez chłopców. Warto wspomnieć, że na każdym piętrze było po czterdzieści pokoi (od jedno- do pięcioosobowych). Na tym korytarzu było niezbyt przyjemnie, bowiem zapach był dość przykry. Trudno się dziwić, skoro ten poziom zamieszkiwali sami mężczyźni.
– Teraz chodźmy do twojego pokoju. – Zakończyła pani Jonhson. Rose posłusznie skinęła głową i pokierowała się w stronę windy. Jadąc w dół dziewczyna zauważyła na tablicy przycisków, jakiś prowadzący na jeszcze jedno piętro. Dziwiła się, dlaczego został on pominięty przez starszą panią (sekretarka w czasie opowiadania, powiedziała pannie Miller, że ma pięćdziesiąt siedem lat). Mogłaby spytać, ale nie chciała. Świadczyłoby to o niej, że jest ciekawska i wścibska. To oczywiście nie prawda.
– Dziękuję pani, za poświęcony czas. – Uśmiechnęła się słodko, stanąwszy naprzeciw drzwi swojego pokoju. Pani Jonhson skinęła tylko głową w zrozumieniu, jako że w tej chwili rozległ się krzyk. Można było zrozumieć coś, jak „Telefon dzwoni!”. Sekretarka szybko zbiegła po schodach na dół. Rosie wpierw sprawdziła, czy drzwi są otwarte. Dobrze przeczuwała, gdyż weszła bez problemu. W pokoju była już jakaś dziewczyna. Jej współlokatorka miała piękne, długie włosy opadające na wąskie i zgrabne ramiona. Jedyną rzeczą, która ją szpeciła był okrągły kolczyk, na samym środku dolnej wargi.
– Cześć! Jestem Mary Lee. Jak widać, będziesz na mnie skazana. – Mówiąc to zabrała się za rozpakowywanie drugiej walizki. Pokój był stosunkowo niewielki, ale wystarczająco duży, by pomieścić je obie. Kolorystyka utrzymana w tonacji zielonej (ciemne i jasne wzory na ścianach). Łóżka były ustawione naprzeciw, tak samo, jak i komody. Jedno z miejsc było przeznaczone na umywalkę i wieszak na ręczniki. Pod oknem, na małej półce stał telewizorek, prawdopodobnie czarno-biały.
– Nazywam się Rose Miller. – odpowiedziała panienka. Sama również zaczęła się oswajać się z nowym pokojem. Zajrzała do komody, by sprawdzić, czy nie ma w niej kurzu lub innych brudów. Nie znalazła w niej nic takiego, więc wypełniła ją swoimi idealnie złożonymi ubraniami. – Mam pytanie… - rzekła, stanąwszy przy parapecie.
– Tak, słucham Rosie. Mogę tak mówić? – spytała, by się upewnić Mary.
– Oczywiście. – Panna uniosła brew i przystąpiła do konkretów. – Wiesz coś o czwartym piętrze?
Koleżanka gwałtownie odwróciła się i zaniemówiła. Nie wiedziała, co może powiedzieć, a czego nie. Nerwowo zaczęła poprawiać swoje, i tak idealnie ułożone włosy.
– Nie wiem nic. – W końcu z siebie wydusiła. Panna Miller, jednak podejrzliwie spojrzała na nią. Postanowiła, że dziś da jej spokój. Zwłaszcza, że zauważyła, jak wpłynęło na współlokatorkę tylko to jedno pytanie.
– No cóż, dzięki. – odpowiedziała i wyjrzała za okno. Przypomniało się jej siadywanie na parapecie, co dzień wieczorem u siebie w domu. Miała widok na ulicę Monterey Blvd. Ludzie często chadzali na spacery ze swoimi dziećmi, które Rose znała, tak bardzo, jakby to były jej własne. Mała Lily, czy Wielki Joe. Ten ostatni był nazywany wielkim, gdyż jako jedyny sześciolatek potrafił tańczyć hip-hop, nawet z akrobacjami. Jej sąsiedzi zawsze byli życzliwi i pomocni. Nie było czegoś takiego, jak kłótnie, czy spory. Miała nadzieję, że tutaj będzie podobnie, pod względem porozumienia z innymi. Niepokoiło ją, że już na samym początku, koleżanka z pokoju coś przed nią ukrywa. Rose należy do osób dociekliwych i upartych, dlatego też postanowiła dowiedzieć się, jak najwięcej o tajemniczym piętrze.
– Wiesz może, która godzina? – spytała ją Mary. – Telefon mi się rozładował. – dodała szybko.
– Tak. 10:43. – powiedziała panna Miller i wyjęła ze swojej granatowej torby książkę pt. „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Interesowała się takimi tematami. Wręcz ciągnęło ją do pisania własnych opowiadań fantasy. Może też dlatego chciała dowiedzieć się, co jest na 4 poziomie Uniwersytetu. Miała już w głowie dużo wizji na ten temat. Jedną z nich było na przykład: przetrzymywanie nieznanego pochodzenia istot. Dzięki książkom przenosiła się w świat nadzwyczajny i tak naprawdę nieistniejący, ale mogła się oderwać od rzeczywistości. W dniu 1 września 2009 roku zdecydowała, że dowie się, co kryje poziom 4.
26.01.2011 19:12
     
Literkowy Sponsor
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #2
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
No niby ładnie, ale czegoś mi tu brakuje, takiego jaja i tego, co wciąga do tekstu. Jakbym czytała jakiś nudny felieton albo rozprawkę. Zdania mechaniczne, krótkie i niczego w sobie nie mają. Popracuj nd tym, bo widze, że z interpunkcją idzie dobrze. Blink

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
26.01.2011 20:22
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
Leilong
Niezarejestrowany

 
Post: #3
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
Wiem właśnie, ale muszę dokładnie pomyśleć nad tym. Smile
26.01.2011 21:04
     
el Bandita Offline
bandżaj
Użytkownik

Liczba postów: 1,102
Dołączył: 12-09-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #4
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
(26.01.2011 19:12)Leilong napisał(a):  – Tak. 10:43. – powiedziała panna Miller i wyjęła ze swojej granatowej torby książkę pt. „Hobbit, czyli tam i z powrotem” autorstwa J. R. R. Tolkiena.

O np. tutaj. Po co to wtrącenie czyjego to autorstwa? Tylko wybija z rytmu, a przecież każdy wie, kto to napisał. Blink

[Obrazek: 6e2mbr.gif]
BORN LEARN WORK
EARN SPEND DIE

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
26.01.2011 21:13
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #5
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
Cytat:Dziewczyna siedziała na parapecie okna i obserwowała świat znajdujący się za szybą. Padał siarczysty deszcz, chmury zasłoniły całe niebo. Nie można było znaleźć nawet najmniejszego punktu.
Ok. Dwa pierwsze zdania, prócz tego, że czuć jak wstępem do wypracowania. Ostatnie zdanie... że jakiego punktu?

Cytat:Ponuro zaczyna się ten dzień… – przemknęło jej przez myśl.
Duża litera.

Cytat:– Rosie, zejdź na dół! Taksówka już czeka. – usłyszała donośny głos swojej mamy, Nancy.
Duża litera.

Cytat:Rozejrzała się w koło,(dałbym tu kropkę) już zaczęła tęsknić za tym miejscem: beżowe, czerwone i turkusowe ściany oraz wielkie obrazy na nich wiszące.
Wokoło/wokół lepiej.

Cytat:Na schodach siedziało bardzo dużo osób
Nie podoba mi się to sformułowanie (że zdanie krótkie to inna bajka). Mnóstwo osób, na przykład brzmi znacznie lepiej.


W związku z tym, że jutro mam zaliczenie, że jest późno, że mi się nie chce i że pogoda jest jaka jest... przeczytałem tylko część.

Tak więc... sprawdź jak zapisywać dialogi. Zaznaczyłem tylko część, bo więcej już mi się nie chciało (musiałbym chyba każdy, gdzie duża litera miała się znaleźć). Mało opisów, a jak się pojawiają są suche, tak jakbym czytał jakiś raport czy kosztorys. Nie mogę wejść w opowieść, czyta się dość nienaturalnie i wszystko dzieje się w tempie strusia Pędziwiatra.
Resztę przeczytam jutro i teraz takie pytanie do Ciebie: chcesz jak najobszerniejszy komentarz, średniawy czy nieprzesadnie długi żeby powolutku, najpierw zacząć od spostrzeżenia rzeczy najbardziej ogólnych i rzucających się w oczy do poprawy?

Ogólnie nie przejmuj się nazbyt moim komentarzem. Po prostu trafiłaś pechowo (a może jesteś lucky jednak?) i mam takie natchnienie jakie mam w tej chwili xD
Tak, staram się nie zostawić za dużo suchych nitek.

Pisz dalej i weny życzę.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2011 22:24 przez Eranor.)
26.01.2011 22:21
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
Leilong
Niezarejestrowany

 
Post: #6
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
Eranor, byłabym wdzięczna za obszerny komentarz. W końcu chodzi o to, bym się poprawiła. Co do dialogów, jakoś ciągle mi tkwiło w głowie, że po myślniku się zaczyna małą literą. Teraz wiem, że nie. Smile Dziękuję.
26.01.2011 22:51
     
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #7
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
Ano zaczyna się. Jeśli tyczy się to bezpośrednio wypowiedzi. Obczaj poradnik, który Amon wstawiła tu na forum.
Okey, to jutro postaram się wyłapać wszystko co mi się podobać nie będzie z pełną surowością.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2011 22:53 przez Eranor.)
26.01.2011 22:52
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
van Tesse Offline
Kusicielka
Użytkownik

Liczba postów: 216
Dołączył: 19-11-2010
Reputacja: 2
Pozytywna
Post: #8
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
(26.01.2011 21:04)Leilong napisał(a):  Wiem właśnie, ale muszę dokładnie pomyśleć nad tym. Smile

To przemyśl dokładnie. Smile
Ogólnie powiem, że jest ładnie. Podoba mi się, jednak brakuje mi tu tego "czegoś" co by mnie zaintrygowało.

Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...



Chciałbyś/chciałałabyś poczytać coś mojego?
Znajdziesz to tu
:
<klik>
27.01.2011 11:18
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
Eranor Offline
リペル
V.I.P

Liczba postów: 878
Dołączył: 03-07-2010
Reputacja: 3
Pozytywna
Post: #9
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
Miał być obszerny koment całości to będzie.

Cytat:– Witam, w czym mogę pomóc? – Nim panna się spostrzegła, przywitała ją miła pani, siedząca za biurkiem. Wyglądała sympatycznie, a jej miejsce pracy to odzwierciedlało. Widać było, iż na pewno wniosła tu coś swojego. Przykładowo piękna palma, która urośnie jeszcze większa albo chociażby ramka ze zdjęciem jakichś osób. Za pewne była to rodzina owej pani. Sama zainteresowana była bardzo uprzejma i od razu wskazała Rose usiąść w wygodnym fotelu.
- wypowiedź.
nowy akapit

Sądzę, że byłoby lepiej. Po za tym zdania suche i krótkie. Chociaż je połączyć, np: "Przykładowo piękna palma, która urośnie jeszcze większa albo chociażby ramka ze zdjęciem jakichś osób, zapewne rodziny owej pani."

Cytat:– Miło mi, ja jestem Sally Jonhson i jestem tutaj sekretarką, ale to już zdążyłaś zauważyć. Muszę Cię zmartwić, ale przegapiłaś dni otwarte, kiedy to prezentowane był cały plan budynku, z wyjątkiem niektórych pomieszczeń. Jednak teraz nie mam nic do pracy, ponieważ pani dyrektor wyjechała na parę dni, więc mogę Cię oprowadzić. – Z uśmiechem odpowiedziała i wstała ze swojego miejsca. – Nie traćmy czasu. – Popędziła po chwili. Kobiety wyszły z biura i ruszyły szerokim korytarzem przed siebie.
Nie mieć nic do pracy? Fatalnie to brzmi!
Po za tym... Normalnie nie dowalam się do takich rzeczy ale tu się aż prosi. Dyrektorki nie ma to raczej sekretarka miałaby jeszcze więcej roboty. Dziwne to miejsce skoro jest inaczej.
Ostatnie zdanie od nowego akapitu. W sumie "popędziła po chwili" można by spokojnie wywalić.

Cytat: Za każdym razem, gdy pojawiał się nowy obiekt pani Jonhson wyjaśniała bohaterce, do czego jest używany.
Bohaterce? A cóż to za bohaterskim wyczynem się wykazała, że nawet sekretarka wie, o tym?
Nazwisko...na pewno takie? nie przemieniło Ci się "n" i "h"?
No i jeszcze te obiekty... ufo? Przekładnie i guziki jakichś maszynerii? Słowo "obiekty" brzmi tu co najmniej dziwnie.

Cytat:Druga kondygnacja była zajęta przez dziewczyny. Warto wspomnieć, że na każdym poziomie było po 40 pokoi (od 1 do 5 osobowych). Tutaj mury nie były obwieszone obrazami, a wręcz przeciwnie. Wizerunki były namalowane na nich. Łazienki mieściły się na obu końcach korytarza.
Trzecie poziom zajęty był przez chłopców. Warto wspomnieć, że na każdym piętrze było po czterdzieści pokoi (od jedno- do pięcioosobowych). Na tym korytarzu było niezbyt przyjemnie, bowiem zapach był dość przykry. Trudno się dziwić, skoro ten poziom zamieszkiwali sami mężczyźni.
Nawiasy... po kiego grzyba one i po kiego grzyba mi wiedzieć ilu osobowe pokoje tam są? To nie ma być sprawozdanie z wycieczki tylko opowiadanie, a jednak ma tyle z opowiadania, szczególnie w tym fragmencie, co jakieś oficjalne pismo.
Pogrubiony fragment: Powtórzenie całego zdania... to się zdarza rzadko. Dodatkowo "warto wspomnieć"? Dlaczego niby... Sprawozdanie, raport, pismo urzędowe... cały czas tak to brzmi, jak zresztą przez cały ten fragment (i nie tylko). Zero polotu i możliwości dla wyobraźni. Same suche fakty, często niepotrzebne.
Podkreślony fragment:Błąd logiczny. Przeciwieństwem do nie obwieszonej obrazami ściany, wcale nie jest ściana z wymalowanymi obrazami na niej.

Cytat:Dziwiła się, dlaczego został on pominięty przez starszą panią (sekretarka w czasie opowiadania, powiedziała pannie Miller, że ma pięćdziesiąt siedem lat).
Ponownie nawias z informacją dodatkową. Z pewnością niezbędne dla nas jest poznanie owego faktu, że dziewczyna dowiedziała się ile lat ma pani sekretarka.

Cytat: Rosie wpierw sprawdziła, czy drzwi są otwarte. Dobrze przeczuwała, gdyż weszła bez problemu.
Gryzie mi się to sprawdzenie-przeczuwanie.

Cytat:Kolorystyka utrzymana w tonacji zielonej (ciemne i jasne wzory na ścianach).
Jak przy wcześniejszych nawiasach. Sucho i informacyjnie. Zwykłe stwierdzanie faktów, a nie opisywanie miejsca.

Cytat:– Nazywam się Rose Miller. – odpowiedziała panienka. Sama również zaczęła się oswajać się z nowym pokojem.
"Panienka" brzmi tak... śmiesznie. Można czemu nie, aczkolwiek nie bardzo jak na mój gust tu pasuje. Nie można już po prostu "dziewczyna"?
"...zaczęła oswajać się..."



Koniec cytowania. Po pierwsze - dialogi. Kropka jest tylko w odpowiednich sytuacjach, podobnie sprawa ma się z wielką i małą literą. Przeczytaj dokładnie poradnik na forum kilka razy. Cyfry, liczby, godziny pisz słownie. Po za tym brakuje mi jakiejś formy i wyglądu tekstu. Na dokładkę wszystko psują suche (tak, użyłem po raz trzeci tego słowa) zadnia i coś, co powinno być opisem, a jest informowaniem czytelnika, zdawaniem mu raportu, bez zbędnych słów i ceregieli. To jest nudne i odrzucające, jeśli ktoś sądził o wejściu do tego świata... szans na to nie ma. Płynność przeskakiwania ze zdania na zdanie jest na miarę pływania w syropie. Akcja jak już wspominałem pędzie w tempie strusia Pędziwiatra. Ot weszła do taksówki, o już jest w akademiku, o już się w nim zadomowiła i ma postanowienia zbadania tajemnicy. Musisz zdecydowanie zwrócić większą uwagę na budowanie nastroju i otoczenia. Ja chcę czuć nawet zapach kwiatów na łące, po której biegają postaci. W rzeczonym tekście jest to na zasadzie: napisałaś, że kwiatki ładnie pachną, a ja przyjąłem rzeczoną informację do wiadomości i wypowiadając się o tekście mogę powiedzieć, że kwiatki w tamtej scenie pachniały ładnie. Fragment krótki, lecz widzę iż motyw, który służy zaciekawieniu odbiorcy już się pojawił. No cóż... nie zaciekawia nawet odrobinę. Ot, było sobie jakieś tajemnicze piętro, o którym nikt nie chce wspominać. Nie, to nie jest interesujące. Byłoby znacznie lepiej jakbyś tylko lekko napomknęła o tym, bez zwracania uwagi. Obecnie to krzyczy "zaciekaw się mną, jestem interesującą tajemnicą, hej tu jestem, patrz!" Tragedia. oczywiście, że nikt nie zwróci uwagi na tajemnicę, która domaga się uwagi.

Jeśli nie przeczytałem jeszcze Twojego tekstu, przypomnij mi o nim.
Moje komentarze i poprawki mogą być błędne. Służą głównie ukazaniu ewentualnych kontrowersji i nie biorę odpowiedzialności za bezmyślne ich przeczytanie oraz poprawienie.

Żeby nikt się nie doczepił - to zawsze jest tylko i wyłącznie moje zdanie, chyba że napisałem inaczej.
Jeśli już czytasz moją wiadomość to przynajmniej przeczytaj to, co jest napisane, a nie to, co chcesz zobaczyć...

Moje teksty


"Myślałem, że mój mózg jest najwspanialszym narządem w moim ciele, dopóki nie uświadomiłem sobie, kto mi to podpowiada".
27.01.2011 22:12
      Znajdź wszystkie posty użytkownika
Leilong
Niezarejestrowany

 
Post: #10
RE: Tytuł roboczy: "Rosie"
O.o
Dziękuję za komentarz. Myślę, że zrozumiałam o co Ci chodzi.
Co do słowa 'panienka', to nie wiedziałam już, jak inaczej nazwać postać. Używałam już jej imienia, słowa 'dziewczyna' i to w wcale niedalekich odstępach. Myślałam, że może to być uznane za powtórzenie, dlatego kombinowałam, jak mogłam. To samo się tyczy 'bohaterki'. Chodziło mi tu raczej o bohaterkę powieści. Mimo to, przyznaję Ci rację.
Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie lepiej. Niestety, nie wiem, czy się wyjdzie tak, jak bym chciała.
Powiem Ci, że nieraz mam chęć pisania językiem bardzo ozdobnym w środki stylistyczne i w ogóle. Chyba wiesz o co chodzi, ale jak tylko siadam i piszę to nic z tego nie wychodzi. Znów mam przed sobą zwykły tekst, właśnie w stylu tego rozdziału.
Jeszcze raz dziękuję. Smile
27.01.2011 22:25
     
Wątek zamknięty 


Skocz do: