Na początek kilka słów wyjaśnienia, aby nie było, że zarzucam kłam światu całemu. Wieś o tak wdzięcznej nazwie i znak do niej z odległości czterech kilometrów istnieją naprawdę. Wszystkie inne miejscowości, drogi krajowe i wojewódzkie wymienione w tekście również. Trzy podróżujące siostry także, choć ich imiona zostały zalane rzeką zapomnienia. Jedynie dalsza część trochę odbiega od rzeczywistości, ale sami zweryfikujecie co

Zachęcam, aby wyjść z domu i na wakacje nie jechać tylko zagranicę, bo Polska oferuje również wiele.
Zapraszam na jazdę bez trzymanki, chyba że zostanę naniesione zmiany w trakcie ukazywania się tutaj opowiadania. Pierwotnie musiało się ono zmieścić na ośmiu stronach A4, takie były wymogi. Być może pokuszę się jednak o więcej opisów

Na początek spokojniej; ta-dam!
Trzy siostry
Mazury – Kraina Tysiąca Jezior, królestwo jachtów i wypoczynku. Od Węgorzewa, poprzez Giżycko, Mrągowo, Mikołajki, aż po Pisz i Ruciane-Nida gości tam zawsze wspaniała pogoda, wciąż wieje świetny wiatr. Tłumy wiecznie okupują kawiarenki i liczne smażalnie przeważnie morskich i mrożonych ryb. Nie tego jednak szukamy. Spójrzmy może trochę bardziej na zachód. Trochę dalej, teraz za daleko, ciut bliżej. Już jest dobrze.
Kaszuby i Bory Tucholskie obejmują się ze sobą, splatają w nierozerwalnym uścisku wzajemnych potrzeb. Jeziora, lasy, tylko gór brakuje, by okrzyknąć to miejsce skarbem polskiej turystyki, a jednak kraina ta chowa się w cieniu Wybrzeża, Mazur. Może nie jest próżna i na turystach, którzy doceniliby wdzięki tej perły, jej nie zależy? Być może ona po prostu nie lubi ludzi…
●
Z głośnika radiowego dochodziły dźwięki „Thrillera” Michaela Jacksona. Utwór zyskał na nowo popularność po śmierci twórcy. Zgon przebrzmiałej gwiazdy będącej symbolem kiczu, często powoduje nadanie jej na nowo statusu prawdziwego artysty, co nie ominęło i Jacksona. Sylwester Dwójki, Polsatu i TVN-u, Top Lista Trójki i wszelkie inne wydarzenia rozrywkowe zakrojone na wielką skalę pełne będą Króla Popu – od lat wyśmiewanego, dziś wielbionego.
Samochód mknął drogą krajową nr 22 w stronę Starogardu Gdańskiego, skąd miał się udać do Trójmiasta. Nocleg zaplanowany był już w Gdańsku, jednak samochód odmówił początkowo posłuszeństwa i oczekiwanie na naprawę nie dość, że opóźniło dojazd, to jeszcze zmęczyło wszystkie siostry. Chciały się zatrzymać jak najszybciej, by odpocząć i wcześnie rano wstać, gotowe do wyruszenia w dalszą, krótką już trasę. Jakiś czas temu zaszło słońce. Astra I jechała więc pośpiesznie, mijając miasteczka i wsie. Człuchów, Rychnowy, Chojnice, Rytel, Czersk. Kierująca siostra starała się jak najszybciej przebyć tę koszmarną drogę, pełną wracających z pól na kolację kombajnów i traktorów.
- Zatrzymajmy się, pora coś zjeść – mruknęła Alicja. Po całodziennej głodówce bez żadnego ciepłego dania miała bardzo zły humor. Na wpół leżała na siedzeniu pasażera i wypatrywała za oknem noclegu, bądź jadłodajni. Wszystko było już pozajmowane, a przed każdym motelem, czy pensjonatem wisiała tabliczka dająca jasno do zrozumienia, że wszystkie pokoje są już wypełnione po brzegi.
- Nic tu nie ma, wszystkim zebrało się na Kaszuby, aż strach pomyśleć, co dzieje się w Mikołajkach. – Karolina przeciągnęła się na siedzeniu kierowcy. Teraz przyszła jej kolej kierowania. Siostry zmieniały się co dwie godziny, ona miała pecha i jechała drugi raz. Powieki opadały jej powoli i tylko siłą woli przymuszała się do dalszego prowadzenia. Trzecia podróżna spała na tylnym siedzeniu.
Ala ziewnęła przeciągle, lecz po chwili z podnieceniem wskazała palcem na drogę skręcającą w prawo. Nad drogowskazem tablica głosiła: „Wolne pokoje. Zapraszamy!”. W dodatku ta nazwa, przyciągała jak magnes lub zasysający wszystko huragan…
- Tam jedźmy!
Impuls został wysłany, odebrany, pojawiła się odpowiedź - nie było czasu na analizę impulsu. Kierowca zmęczony długa podróżą reaguje na bodźce inaczej niż człowiek wypoczęty. Dużą rolę odgrywają wtedy odruchy i nawyki. Karolina skręciła od razu na boczną dróżkę. Światła głównej szosy powoli zaczęły niknąć wśród zabudowań czerskiego osiedla. Lepiej by było, gdyby Astra po prostu zmieniła pas i wjechała czołowo pod pędzącą ciężarówkę. Do Złego Mięsa pozostały cztery kilometry…
●
Okazało się, że wolne pokoje były remontowane. Sołtys, właściciel przybytku, zapewnił jednak, że trójka młodych dziewcząt nie może się błąkać samotnie po nocy i prędko zaprowadzi je do swych znajomych, przemiłych ludzi, którzy z chęcią je ugoszczą za cenę o połowę niższą niż każdy inny, znajdą tam ciepły kąt i czystą pościel.
Przemili gospodarze - cały siwy starzec i okrągła babulka, na oko w tym samym wieku - przywitali ich z widłami w ręku i tylko dzięki sołtysowi staruszek odłożył broń. Przyjął pieniądze i nakazał wjechać samochodem do stodoły. Następnie zaprosił do środka chałupy. Włodarz Złego Mięsa wstąpił na jednego, lecz zaraz miał pośpiesznie wrócić do swego domostwa, by upilnować porodu jagnięcia. Został na dwóch, trzech i po piątym wyszedł, zataczając się od jednego pobocza do drugiego – bimber nestora znany był nie tylko we wsi, najwięksi znawcy procentowych trunków poświęcali pieniądze miast na tanie wino, na autobus do Złego Mięsa i próbowali specjału niespotykanego nigdzie indziej na kuli ziemskiej. Wiekowy mężczyzna w takich momentach z nostalgią wspominał Pelagię i Honoratę – babkę i wnuczkę – bimbrowniczkę i karczmarkę. Nikt nie wiedział jednak, kim były owe cudne istoty, od których staruch uczył się trunkowej sztuki. Następnie trzy siostry wraz z gospodarzami zasiedli do wspólnej wieczerzy.
- Co was sprowadza do naszej wsi wnusie? – zagaił dziadek
- W Gdańsku mamy się spotkać ze znajomymi z okazji zaręczyn kolegi – odpowiedziała Amelia, trzecia i najmłodsza z sióstr.
- Uhu, do Gdańska się jeździ, kiedyś nie było czasu na spotkania ze znajomymi, pracowało się ciężko, o tak, panie dzieju, wtedy, wtedy, yyah. Nie pamiętam, dawno to było.
- To siedź cicho, jak nie masz co powiedzieć. Dziewczynki światowe, niech one opowiadają! Uch, ty! – Ręką sięgnęła w stronę starczej głowy, o włos starczy tylko chybiając, a był to twardy i długi włos. – Nie krępujcie się kruszynki. Mówcie, kim jesteście.
Raz jeszcze spojrzała groźnie na dziadka, który naburmuszony zajął się swoją smażoną kiełbasą. Zaraz też kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie w stronę sióstr, które z lekkim zdziwieniem obserwowały tę scenę. Otrząsnęły się szybko i najstarsza z nich – Karolina – zaczęła mówić.
- Jesteśmy rodzeństwem. Ja jestem Karolina, to jest Alicja, a to Amelia. Wszystkie póki co studiujemy. Ja prawo, Melka germanistykę, a Ala architekturę. Niedawno wróciłyśmy z Egiptu.
- I jak się wam podobało? Jak piramidy? – z zaciekawieniem spytała kobieta.
- Nic specjalnego, o wiele większe wrażenie zrobiły na nas świątynie Górnego Nilu, zwłaszcza Abu Simbel.
- A odbywałyście jakieś jeszcze inne podróże? – Kobieta wydawała się zaintrygowana, w jej oczach dało się zobaczyć sympatię.
- Rok temu byłyśmy w Indiach…
Przepytywania trwały przez dłuższy czas, lecz dziadek zaczął zrzędzić, że kiełbaski stygną, więc siostry zabrały się do posiłku. Przedtem jednak poprosiły o odpłacenie się opowieścią za opowieść. Bardzo interesowała je nazwa Złego Mięsa.
- Od czego by tu zacząć? – Dziadek podrapał się po brodzie.
- Nim on zbierze myśli, to wam pokrótce streszczę pochodzenie tej nazwy. Otóż dawniej, kiedy można było wszystko, gospodarze z pobliskich wiosek zwozili na tamten pagórek padlinę, jak im koń, czy baran zdechł i jak potem jacy ważniacy jęli odkopywać i rozkopywać wzniesienie, by się pobudować, odkryli mnóstwo kości i uznali, że tu we wsi złe mięso mieliśmy, ale to zwykłe takie zdychanie, żadna zaraza.
- Prócz jednego gospodarstwa, Mania. – dziadek, milczący od dawna, odezwał się z szaleńczym chichotem. Trząść się zaczął i broda latała na wszystkie boki, zamiatając dębowy stół z okruchów.
- Cichajże, stary! Dajże dokończyć. A że myśmy nie mieli nazwy, bo to ledwie kilka domów było, to nam dali Złe Mięso i tak oto jesteśmy cztery kilometry od Czerska.
- Jest też druga wersja historii nazwy. – dziadek, uspokoiwszy napad śmiechu, dodał od razu, gdy babka skończyła. – Kiedyś były dwie karczmy i karczmarze chcieli zebrać jak najlepszą klientelę, a zawsze dokopać komuś łatwiej, niźli zachwalić siebie, to i opowiadali jeden na drugiego fałszerstwa wielkie. Jeden mówił, że u drugiego czarna wóda, znaczy się woda, jak łykniesz to zemrzesz w męczarniach. – Mężczyzna wykrzywił się okrutnie. - Drugi odpłacał się bajaniem o nieświeżym mięsie rywala. I tak wyszło, że teraz Złe Mięso i Czarna Woda nieopodal. Co innego takie Swornegacie! To jest historia. – Staruszek ponownie zaczął się krztusić ze śmiechu, co babcia wykorzystała, aby pożegnać dziewczyny i życzyć im dobrej nocy.
Na pięterku była łazienka i trzy izdebki. Jedna z nich były przeznaczona dla rodzeństwa. Umyły się szybko i położyły do łóżka. Z dołu dochodziły je podniesione głosy gospodarzy, siostry, nie mogąc stłumić w sobie chęci podsłuchania, podeszły pod drzwi i lekko je uchyliły, jednocześnie przystawiając uszy do powstałej w ten sposób szpary. Dźwięki kłótni dochodziły wyraźnie i dało się rozróżnić poszczególne słowa.
- Prawie się wygadałeś! Musisz mleć ozorem jak popadnie!? – Głos należał do kobiety
- Niech wiedzą, co je czeka! – staruszek charkliwymi i wysokimi dźwiękami odgryzał się zajadle babce.
- No co je czeka! Przecie nic im nie powinno się zdarzyć. Jeśli będą myśleć, że nic im nie grozi, wszystko przejdzie bez bólu może.
- Mylisz się, nie widziałaś w swym króciutkim życiu tyle co ja! Kiedy mówię, że słyszałem głosy mówiące o Perkunie. Duchu pradawnym tych ziem. Chce ich gałek ocznych i małego palca u nogi! Nie dziw się, duchy mają różne smaki. Dodatkowo splata się to wszystko z rocznicą zagłady gospodarstwa starego Tośka! Nie jestem pewien, czy starczy mi sił, czy wytrzymam. Lecz jeśli polegnę, to kto dach będzie naprawiał, jak piorun huknie? Jak truposze wejdą, pukając przedtem kulturalnie do drzwi…
Jak na zawołanie rozległo się pukanie.
- Masz ci los, idź babo otworzyć, jakżeś taka mądra!
Drzwi zaskrzypiały. Do środka wszedł ktoś w ciężkich butach.
- Jaśko! Nie strasz nas więcej. – Dało się słyszeć wyraźną ulgę w głosie gospodyni.
- Yyy? – nowy głos był niski i nawet on świadczył o spowolnieniu umysłowym właściciela.
- Co cię do nas sprowadza o tak późnej porze? – Kobieta.
- Bo przed waszą stodołą mi się wóz rozkraczył. Koń się spłoszył, wywalił dryndulkę i ta zatarasowała wasze drzwi do stodoły. Będzie trza chopów zwołać jutro, bo sam rady nie dam, mimo żem najsilniejszy w powiecie. – głos nie mówił tego z dumą, stwierdzał fakt. By czuć dumę potrzeba jednak trochę inteligencji. By, będąc inteligentnym, nie być pysznym, potrzebna jest mądrość.
- Ano trudno. Jutro się te panny poinformuje, że będą musiały zostać u nas trochę dłużej. Jeśli dożyją oczywiście. Idź, Jaśko, jutro zajmiemy się tym problemem. – wychrypiał mężczyzna
- Do widzenia psze pani, do widzenia psze pana.
Na dole pozostały już tylko dwie osoby.
- Mańka, zaparz nam jeszcze herbaty przed snem.
Siostry, słysząc, że gospodarze zaraz również pójdą spać, zamknęły ostrożnie drzwi i położyły się do łóżka. Słychać było tylko ich szepty.
- O czym oni w ogóle mówili? Jakieś duchy, przesądy!
- Ech ci starzy ludzie. Ciemnogród.
- Tylko ten facet trochę podejrzany, mówi, że może nie wytrzymać… W dodatku to odcięcie nas od samochodu, podejrzane…
- Jak myślicie, mocne są prześcieradła we wsiach?
Po krótkim czasie pędziły byle dalej od koszmarnej wsi. W stronę Czerska.
●