Mnie zwykle inspirują drobiazgi. Najdrobniejsze drodiażdżki. Usłyszane słowo, które z sekundy na sekundę zaczyna opowiadać swoją historię. Zauważony kształt, usłyszany dźwięk. Wszystko to co mnie otacza. Mam z tym mały problem, bo powoduje to ciągły kołtun myśli krążących mi pod czaszką, często gęsto nie mogę się przez to skupić, aż do momentu w którym tego nie zapiszę. Tak jakby moja mózgownica powtarzała "no zapisz to, no zapisz, ile razy mam powtarzać, zapisz bo zapomnisz łosiu"

.
Ponadto inspirują mnie ludzie, którzy swoimi słowami - przemyśleniami, podkładają mi jakby kartkę papieru pod rękę. Fajna sprawa, szczególnie gdy np. rozmowa o ulubionych rybach przeradza się (w mojej głowie) w opowieść o morskich podróżach. Uwielbiam to i karmię się tym kiedy tylko mogę

. Lubię odpłynąć myślami gdzieś daleko, daleko za horyzont, wyrwać się stąd i błąkać gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Muzyka nie tyle mnie inspiruje, ale nadaje rytm mojej wyobraźni. Ciężko to opisać, ale mniej więcej tak to wygląda. Jeśli już gdzieś tam w łepetynie, ktoś/coś zasieje mi ziarno "idei", muzyka przyśpiesza jego wzrost/dojrzewanie.
Ostatnio zauważyłem, że obrazy, zdjęcia, fotografie, grafiki wszystko co przedstawia "stopklatkę" podsuwa mi małe pomysły, jakieś zalążki.
Moim zdaniem wszystko to musi ze sobą współgrać i tylko wtedy człowiek faktycznie uwalnia się od nauczonych schematów myślenia / dumania / logiki i wszystkiego co nas ogranicza i może tworzyć.